SLAX i nie tylko… jak to działa na pamięciach USB
14 listopada 2007, Keyto
Dawno, naprawdę dawno temu… Kiedy nie było jeszcze problemu internetowych wojen między zwolennikami Linuksa i Windowsa… Z tej przyczyny rzecz jasna, że oba systemy jeszcze nie istniały. No i nie było internetu. Tak czy owak, całe lata temu, pewien filozof powiedział mniej więcej tak: „kiedy człek prawdziwie boży spędza noc w karczmie – staje się ona jego klasztorną celą, kiedy pijak zamieszka w klasztorze – staje się on jego karczmą”.
Zachęcam do zastanowienia się nad powyższym, ten artykuł jest jednak „o komputerach”, a nie o filozofii. Z drugiej strony, nie mogłem sobie odmówić przytoczenia tego stwierdzenia, gdyż jak ulał pasuje do zwięzłego zdefiniowania problematyki użycia pamięci USB jako nośnika dla dystrybucji typu LiveCD.
SLAX na pamięci USB
Kiedy piszę ten artykuł, w sklepie niedaleko miejsca w którym przebywam, bez żadnych problemów można kupić pamięć USB o pojemności 16 GB (pamięć zwaną również: PenDrive, USB Flash Drive, Flash Disk, FlashDrive, Finger Disk, Massive Storage Device, Flash Memory Stick Pen Drive – wiadomo już chyba, o co chodzi?). Oczywiście komfort ma swoją cenę. Cenę, której nie ma sensu wymieniać, gdyż jeśli chodzi o to medium – zmienia się ona szybciej, niż moda na określony kolor damskich pantofelków. O ile jednak przyjemność posiadania pamięci o wspomnianej pojemności wymaga (na razie) sporych nakładów finansowych, o tyle zakup układu o pojemności 1 GB nie stanowi dużego obciążenia, nawet dla osób nie posiadających stałego źródła dochodów (czyli, na przykład, biednej braci studenckiej). Układ taki wystarcza w zupełności jako nośnik dla lekkiej dystrybucji Linuksa zostawiając sporo miejsca na dane.

Bez zbędnego kluczenia przejdźmy do konkretów: jak uruchomić SLAX-a 6.0 (RC 6) z pamięci USB? To proste. Należy zrobić, co następuje:
W środowisku DOS/Windows:
- Skopiować na nośnik USB całą zawartość płyty. Zakładam tutaj, że posiadamy sformatowany uprzednio nośnik (najlepiej użyć systemu plików z rodziny FAT, np. FAT32).
- Z owego nośnika uruchomić skrypt bootinst.bat znajdujący się w katalogu boot, jako parametr podając oznaczenie literowe tego nośnika. Na przykład, jeżeli nasza pamięć USB figuruje w okienku „Mój Komputer” pod literą E:, w „czarnym okienku” wiersza polecenia, należy wykonać:
E:>boot\bootinst.bat E: - Gotowe. Mamy przygotowany nośnik.
W środowisku Linux:
- Skopiować na nośnik USB całą zawartość płyty. Zakładam tutaj, że posiadamy sformatowany i zamontowany uprzednio nośnik (najlepiej użyć systemu plików z rodziny FAT, np. FAT32).
- Z owego nośnika uruchomić skrypt bootinst.sh znajdujący się w katalogu boot. Czyli, na przykład, jeśli nasza pamięć USB zamontowana jest w /mnt/usb:
# cd /mnt/usb/boot
# ./bootinst.sh - Gotowe. Mamy przygotowany nośnik.
W wersji SLAX-a 5.1.8.1 mamy do dyspozycji analogiczny skrypt: make_disk.bat (lub make_disk.sh - dla Linuksa), z tą różnicą, iż znajduje się on w katalogu głównym płyty i sam kopiuje pliki na wskazaną pamięć USB lub dysk twardy.
Proste? Proste, ale proszę BARDZO uważać! Podczas wykonywania skryptu bootinst do sektora rozruchowego pamięci USB wgrywany jest odpowiedni program ładujący (wyjaśnienie poniżej). Jeśli skrypt ten zostanie wykonany dla innego dysku – nadpisze program, który już znajduje się w jego sektorze ładującym. Znaczy to mniej więcej tyle, że wywołanie skryptu dla dysku C: spowoduje, iż nie będzie możliwe uruchomienie systemu Windows! Analogicznie, jeśli przykładowo /dev/sdb oznacza akurat dysk Serial ATA – możemy nie uruchomić Linuksa!
Jeżeli wszystko poszło pomyślnie, możemy teraz uruchomić system z pamięci USB (o ile, rzecz jasna, nasza płyta główna daje taką możliwość). A teraz najważniejsze pytanie:
Co uzyskaliśmy?
Odpowiedź brzmi: LiveCD – bez CD. Podobnie jak wspomniany na wstępie „prawdziwie święty człowiek” nie przestaje być święty w obcym dla siebie miejscu, tak dystrybucja LiveCD nie zmieni swoich własności po skopiowaniu na pamięć USB. Liczy się dusza – chciało by się rzec. W poprzednim artykule SLAX 6.0… jak to działa? wspomniałem, że pliki dystrybucji SLAX przechowywane są w pliko-partycjach, i że użyto tutaj systemu plików SquashFS. Systemu tylko do odczytu – przypominam. Trzydziestomegabajtowa pliko-partycja, która ze swojej natury nie posiada funkcjonalności zapisu, nie posiada jej bez względu na to, czy fizycznie jest położona na płycie CD, talerzu twardego dysku, czy w elektronicznym układzie pamięci USB. I, tak czy siak, zajmuje trzydzieści megabajtów. Konkludując: katalog /home, zawierający pliki użytkownika, nadal nie nadaje się do trwałego zapisu danych.
Osobnym tematem jest to, że mimo, iż dysponujemy nośnikiem, który dopuszcza zapis, nadal nie mamy do dyspozycji partycji wymiany. Można ją oczywiście „dorobić”, ale z drugiej strony… Piętą achillesową pamięci USB jest, jak wiadomo, kasowanie danych, a na partycji wymiany dane są zapisywane i kasowane częściej, niż często. Umówmy się, że jak na razie, partycja wymiany na pamięci USB nie jest najszczęśliwszym pomysłem.
Czy zatem użycie pamięci USB jako medium dla dystrybucji Live jest pozbawione sensu? Pomyślmy:
- Cały system pracuje nieporównywalnie szybciej.
- Dodawanie nowych modułów jest o wiele prostsze. Podczas ich pobierania, jako katalog docelowy, można przecież wskazać bezpośrednio slax/modules.
- O ile tylko nie zapomnimy, które katalogi nie są ulotne – możemy trwale zapisać wyniki swojej pracy. Możemy też, posługując się mechanizmem UnionFS/aufs, „dokleić” do systemu tylko do odczytu katalogi z pamięci USB dające możliwość zapisu. Potrzeba tylko pewnej wprawy w posługiwaniu się poleceniem mount.
- Mamy także możliwość trwałej i względnie łatwej modyfikacji zawartości poszczególnych modułów (dostępne są odpowiednie narzędzia). Nie napisałem przecież, że modyfikacja plików w /etc nie jest w ogóle możliwa. Jest po prostu utrudniona – zawartość skompresowanego modułu należy rozpakować, zmodyfikować odpowiednie pliki i na powrót je skompresować.
Nie można jednak zapominać, że jedyne co uzyskujemy, to polepszenie parametrów pracy, a nie jakaś nowa funkcjonalność. Analogiczne efekty dałby hiper-szybki napęd optyczny wraz z jakąś hipotetyczną, pojemną dyskietką, bądź pamięcią USB właśnie, którą przy pomocy mechanizmu UnionFS/aufs scalalibyśmy z systemem plików tylko do odczytu.
Teraz bardzo krótko na temat:
Jak to działa?
Jak wiadomo, pierwszym programem, który wykonuje się po naciśnięciu guzika zasilania w komputerze jest BIOS. Jednym z zadań BIOS-u jest wywołanie, zgodnie z zapisaną konfiguracją, programu ładującego system operacyjny. Program ten, zwany z angielska bootstrap (lub też bootloader albo bootstrap loader) zapisany jest w początkowym sektorze nośnika – tak zwanym Master Boot Record (MBR) lub Master Boot Block i zajmuje pierwsze 512 bajtów. Dokładniej, bootstrap zajmuje pierwsze 446 bajtów, dalej zaś zapisane są informacje o partycjach znajdujących się na dysku (tablica partycji). Oczywiście MBR, ani tym bardziej bootstrap, nie są widoczne podczas przeglądania zawartości żadnej partycji. Po prostu nie są częścią żadnej z nich a stanowią niejako instancję nadrzędną.
Tak na marginesie – skąd nazwa bootstrap (ang. „sznurówka”)? Dawno temu (ale już po sformułowaniu cytowanego na początku stwierdzenia filozofa), komputery były trochę bardziej prymitywne niż dziś. Każde z urządzeń posiadało oczywiście odpowiedni program obsługi i ogólnie wszystko działało, ale początek pracy był problematyczny. Na starcie systemu komputer był ślepy i głuchy, gdyż odpowiednie programy obsługi trzeba było właśnie załadować. Rozwiązano to bardzo prosto. Gdzieś na gwoździu w pomieszczeniu komputera, (a do małych ono nie należało), wisiał długi pasek papieru z naniesionym kodem rozruchowym. Pasek ów trzeba było ręcznie przeciągnąć przez odpowiedni czytnik, który przekazywał zapisany nań program i umożliwiał dalsze, automatyczne już, wykonywanie komend. Ten długi, wąski pasek nazywano właśnie bootstrap (nie, nie wiem tego z autopsji – jestem jednak ciut młodszy).
Obecnie mamy nowoczesny BIOS i nikt nie musi męczyć się osobiście. Sama nazwa programu ładującego przyjęła się jednak na stałe. Oczywiście zawartość MBR można sobie obejrzeć. W Linuksie można skorzystać z polecenia ‘dd’. Przykładowo:
# dd if=/dev/hda of=mbr.bin bs=512 count=1
Polecenie pobiera z urządzenia, którego właściwym interfejsem jest plik hda pierwszy 512-bajtowy blok i zapisuje go do pliku mbr.bin Proszę bardzo uważać i pod żadnym pozorem nic nie pomylić, to znaczy nie zapisać zawartości MBR!
Z kronikarskiego obowiązku trzeba jeszcze zaznaczyć, że częstokroć sam malutki programik w sektorze MBR to nie wszystko. W przypadku nowoczesnych implementacji, takich jak LILO, GRUB, NTOS Loader, SILO czy BTX częścią programu są pliki położone w katalogu głównym pierwszej partycji, lub innym określonym miejscu, na przykład w katalogu /boot systemu Linux. Oprogramowanie takie pozwala, jak wiadomo, na wybór ładowanego systemu operacyjnego i co za tym idzie posiada, przynajmniej potencjalnie, rozbudowane pliki konfiguracyjne.
Wracając do tematu, czyli dystrybucji na nośniku USB - zaryzykuję stwierdzenie, że każdą w zasadzie dystrybucję LiveCD można po przekopiowaniu na pamięć USB uruchomić. Dystrybucja taka jest do tego przystosowana, że się tak wyrażę – z definicji, i zadziała. Pod jednym warunkiem. Tym czego brakuje po przekopiowaniu plików na pamięć USB, jest właśnie właściwy program ładujący, którego oczywiście nie ma na nowo zakupionym urządzeniu USB. Wyjścia są trzy:
Pierwsze: twórca dystrybucji sam dostarcza program do wgrania odpowiedniego kodu bootstrap do MBR pamięci USB. Tak zrobił Tomas Mateicek w przypadku SLAX-a. Tak też wygląda sprawa w przypadku np. MCNLive.
Drugie: twórca gdzieś w dokumentacji opisuje, jaki program zastosował. Tak postąpili autorzy Knopperdisk. Do pobrania udostępniono zawartość katalogu głównego pamięci USB, oraz opisano, skąd pobrać odpowiedni program ładujący i jak go zainstalować.
Trzecie: trzeba po prostu samemu „zgadnąć”, jaki program zastosowano. Dla nośników wymiennych stosuje się zazwyczaj „lekki” program ładujący wchodzący w skład pakietu SYSLINUX autorstwa H.P. Anvina. Zawiera on kilka programów rozruchowych, służących do uruchamiania jądra Linux. SYSLINUX uruchomiony z parametrem odpowiedniego dysku umożliwia zainstalowanie programu w jego sektorze rozruchowym.
Jak mniemam, najbardziej pożądaną jest droga gotowych rozwiązań. Przyjrzyjmy się konkretnym dystrybucjom.
Jak to rozwiązali inni?
Myślę, iż najlepszym rozwiązaniem dla początkującego użytkownika jest MCNLive. Ta holenderska dystrybucja bazuje na Mandrivie i przystosowana jest przede wszystkim do pracy na nośnikach USB. Po uruchomieniu z płyty (bądź z maszyny wirtualnej) mamy gotowe rozwiązania do zainstalowania dystrybucji na pamięci USB, trwałego zapisu danych czy zarządzania oprogramowaniem. Warto podkreślić, że MCNLive korzysta (a jakże) z opisywanych w poprzednim artykule modułów SquashFS oraz UnionFS. Ten ostatni „potrafi” automatycznie „zorganizować” trwały zapis danych dla systemu uruchamianego z pamięci USB.
Na szczególną uwagę zasługuje także jedna bardzo przydatna opcja. Otóż zauważmy, iż nie wszystkie płyty główne dają możliwość startu systemu z pamięci USB. Jesteśmy wtedy skazani na dość wolne nośniki optyczne, chyba, że… Zastosujemy rozwiązanie hybrydowe. Instalujemy system na pamięci USB, ale sam jego start realizujemy przy pomocy płyty. W bootloaderze dystrybucji MCNLive przygotowano bowiem i taką opcję. Pamiętajmy jednak, że jest ona skonfigurowana wyłącznie dla MCNLive. SLAX-a czy DSL tu nie uruchomimy.
Pentoo – coś dla wymagających. Sugerując się brzmieniem nazwy można wysnuć poprawny w tym przypadku wniosek, że ta szwajcarska dystrybucja oparta jest o Gentoo. Zawiera ona sporo „brzydkiego” oprogramowania, takiego jak skanery portów, oprogramowanie do łamania zabezpieczeń, czy testowania sieci. Przydatne, pod warunkiem, że zdajemy sobie sprawę z tego co robimy (reguła ta jest z resztą dość ogólna i dotyczy wszystkich tego typu – często nieinformatycznych narzędzi, takich jak noże, strzelby, kije baseballowe itp). Drugą ciekawostką jest to, iż Pentoo używa środowiska Enlightenment – naprawdę wartego obejrzenia.
Knopperdisk – holenderska dystrybucja, tak jak poprzednia oparta na Gentoo. Przytaczam ten przykład nie dlatego, że jest ona jakoś szczególnie prosta w instalacji. Przeciwnie – doskonale ilustruje, jak cały proces wygląda „od kuchni”. Po skopiowaniu zawartości pobranego ze strony domowej dystrybucji archiwum mamy na nośniku następujące pliki:
boot.msg initrd kdisk.sqsh kernel syslinux.cfg
Zwróćmy uwagę na plik kdisk – pliko-partycję SquashFS, oraz szczególnie, na plik konfiguracji syslinux. Samo skopiowanie plików na nośnik nie sprawi bowiem, że można z niego uruchomić system. Należy jeszcze, pobrawszy ze strony kernel.org program syslinux, wgrać przy jego pomocy odpowiedni program do sektora rozruchowego pamięci USB.
Dwie uniwersalne myśli na koniec
Truizmem jest stwierdzenie, że technika prze do przodu w takim tempie, iż ten artykuł lada chwila się zdezaktualizuje. Chciałbym więc zakończyć kilkoma zdaniami o „ponadczasowym” charakterze.
Przede wszystkim – każdy program, już od momentu jego projektowania, jest tworzony w określonym celu i z przeznaczeniem do pracy w określonych warunkach. Sama zmiana nośnika dla dystrybucji GNU/Linux, która miała pracować jako LiveCD, nigdy nie wprowadzi jakiejś nowej funkcjonalności. Może, owszem, spowodować, że system będzie działał szybciej (bądź wolniej), ale SquashFS – system plików tylko do odczytu, systemem tylko do odczytu pozostanie, bez względu na nośnik. Sama zmiana sprzętu to jeszcze nie wszystko. Podobnie jak aplikacja, zaimplementowana dla „zwykłego” procesora, nie zacznie działać szczególnie szybciej na procesorze o stu rdzeniach. Jeśli nawet – nie o liczbę rdzeni tu chodzi.
Po drugie – zawsze najlepszym rozwiązaniem jest rozwiązanie standardowe. Przed napisaniem tego tekstu, poprosiłem siedemnastu moich znajomych o sprawdzenie, czy ich komputery są w stanie uruchomić system z pamięci USB. Bez aktualizacji oprogramowania BIOS-u rzecz jasna. Ogólnie – na 25 komputerów, system z pamięci USB da się uruchomić na 17. A napędy CD mają wszystkie. Wolne, ale działające. Czy trzeba to komentować? Wprawdzie rozwiązania techniczne pozbawione części mechanicznych to przyszłość, ale sądzę, że w niedługim czasie system na tego typu pamięciach będziemy instalowali tak, jak to dziś robimy na „zwykłym” twardym dysku. Teraz jednak, aby uzyskać rozwiązanie uniwersalne, należy przykładowo – na pamięci USB umieścić „właściwy” system a na płycie CD nagrać odpowiednio przygotowany dysk startowy, co udało mi się niedawno zrobić i dla SLAX-a. Ale to już inna historia.
Literatura:
Liczba komentarzy: 29
W komentarzach możesz używać prostych znaczników HTML. Przykłady:
- Link: <a href="jaklinux.org">Linux dla każdego</a>,
- Wytłuszczenie: <strong>tekst pogrubiony</strong>,
- Kursywa: <em>tekst pochylony</em>,
- Przekreślenie: <strike>
tekst przekreślony</strike>, - Kod: <code>
printf("blok kodu");</code>, - Cytat: <blockquote>cytat</blockquote>




Superjebitny art
Oby więcej takich Keyto 
osobiście z Live’ów preferuję grml
a instalacja na kluczu z użyciem narzędzia grml2usb jest banalnie prosta
z tego co widzę to preferowany jest slax, jednak chyba z tej złości sam coś napisze o puppy linux i jego mozliwościach…
Zapraszamy. Jeśli chcesz opublikować na JakiLinux to oczywiście tym bardziej zapraszamy
Chętnie poczytam
Jestem bardzo ciekaw rożnic: SLAX6 vs PuppyLinux3
I zapewne nie tylko ja.
Bardzo ciekawy artykuł - prawdę mówiąc jeden z ciekawszych jakie na tej stronie ostatnio czytałem.
Jako zwykły lamer spróbowałem po prostu “na chama” zainstalić kubuntu pa penie 2GB, ale miejsca brakło
nie wiem, czy to jedyny problem, ale dość skutecznie mi to uniemożliwiający 
Da się taki system wrzucić na odtwarzacz MP3, nie tracąc odtwarzacza?
Chodzi mi o to by dajmy na to, połowę nośnika zajmowały empertrójki (i by można było ich normalnie słuchać), a połowę np. slax?
ja bym tak chciał… może popartycjonować?
Z artykułu wynika, że system plików musi być FAT32 - a odtwarzacz z pewnością taki ma. Dlatego wystarczy postąpić wg. przepisu w artykule - odtwarzacz inteligentnie będzie odtwarzał tylko pliki MP3 - zignoruje wszelkie inne pliki. Obędzie się nawet bez partycjonowania. Btw. piszę czysto teoretycznie.
mój ma fat16
No, “rozwaliliście” mnie tym pytaniem. Odpowiem krótko: nie wiem
Teoretycznie tak, ale wydaje mi się, że nie na wszystkich typach odtwarzaczy. Z tego co się orientowałem, firmy wykorzystują do większości z nich zwykłą pamięć USB, reszta zależy do elektroniki, więc nie powinno być problemu. Sęk w tym, że ja używam jeszcze staroświeckiego “discmana” więc znam problem jedynie z teorii.
I jeszcze jedno: w artykule napisano:
Na przykład FAT32, ale i 16 może być. To akurat nie przeszkadza
P.S. Jeśli ktoś ma większą wiedzę w tym zakresie, to proszę niech się wypowie.
Mi chodzi o to, czy wydając komendę:
E:>boot\bootinst.bat E:
nie skasuję sobie przypadkiem oprogramowania w playerku. Jest to Creativ zen nano plus, który jest ładnie wykrywany przez Linuksa (czy to znaczy, że ma fat?).
Hmm… Teoria mówi, że bootstrap jest częścią struktury samego nośnika, podobnie jak na przykład tablice alokacji plików, czy same pliki. Wydając komendę wgrania odpowiedniego programu do bootstrap, po prostu kopiujesz odpowiedni plik w odpowiednie miejsce. Tyle teoria.
Cóż, ja wiem, że przydałaby się bardziej zdecydowana odpowiedź, ale ja się na budowie odtwarzaczy po prostu nie znam, więc jestem ostrożny.
Praktycznie nie sprawdzałem, jak to wygląda konkretnie na Zen. Teoretycznie (co podkreślam) nic nie ryzykujesz
Wcześniej nic nie słyszałem o MCNLive. Dziś, pobrałem, uruchomiłem i spodobało mi się
Poza tym, bardzo dobry artykuł
Przepraszam, zbłądziłem i ponownie tutaj trafiłem
Czy to jakaś Akademia Linuksa ?
Vivat Academia !
Vivant professores !
Gdyby trafił tu jednak ktoś, kto nie robi doktoratu, ale zależy mu jedynie na sprawnie działającej wersji Live swojej ulubionej dystrybucji, polecam:
http://www.linux-live.org/
I wszystko jasne
Fajny art, dzięki.
Wypróbowałem i MCNLive, i jeszcze parę innych dystrybucji na USB. Najbardziej spodobał mi się PendriveLinux (http://pendrivelinux.com) - bazuje na Ubuntu(?) i Gnome. Wgrywa się banalnie prosto, opisy dla różnych wariantów bardzo klarowne.
Normalnie to jest też distro typu Live, ale jest także sposób na dostosowanie go do swoich indywidualnych potrzeb, tzw. persistent live.
W MCNLive też to niby jest, ale nie udało mi się tego zrobić, chociaż powtarzałem kilka razy.
W „czarnym okienku” wiersza polecenia, należy wykonać…..
Moze ktos wytlumaczyc laikowi jakie czarne okienko??
Mam chec posiadania takiego Linuxa:)
Naciśnij “Menu Start”, wybierz “Uruchom” i wpisz: cmd.exe
O ile pamiętam, może też być: “Menu Start”, następnie wybierasz “Programy”, potem “Akcesoria” i wreszcie “Wiersz Polecenia”
Program, który uruchomisz, został przez Microsoft nazwany “Wierszem polecenia” właśnie i jak widać jest to jasny tekst na czarnym tle - czyli “czarne okienko”. Nzywane też bywa, (w zasadzie niesłusznie), “Sesją DOS-a”. Służy do wprowadzania komend dla systemu, czyli pracy bez użycia myszki. W praktyce daje większe możliwości niż “klikanie” opcji w okienkach.
Powodzenia i… uważaj!
Ok, ale jak to zrobić BEZ ŚRODOWISKA DOS/WINDOWS!!!!!!???????? wszędzie ten windows:(
Masz o tym w artykule :).
A ja poproszę jeszcze o odpowiedź na mój post 7 postów wyżej
- ten o zen nano.
marcelo, to najlepiej odpal sobie jakiegoś dowolnego LiveCD i postępuj wg. tego co napisano w artykule:
W środowisku Linux:
1. Skopiować na nośnik USB całą zawartość płyty. Zakładam tutaj, że posiadamy sformatowany i zamontowany uprzednio nośnik (najlepiej użyć systemu plików z rodziny FAT, np. FAT32).
2. Z owego nośnika uruchomić skrypt bootinst.sh znajdujący się w katalogu boot. Czyli, na przykład, jeśli nasza pamięć USB zamontowana jest w /mnt/usb:
# cd /mnt/usb/boot
# ./bootinst.sh
3. Gotowe. Mamy przygotowany nośnik.
Ściągnąłem sobie wersję popcorn z tej strony: http://slax.hosting4p.com/download.php
Plik slax-popcorn-5.1.8.iso skopiowałem na nośnik usb.
Do terminalu wpisałem polecenie pierwsze:
ubuntu@ubuntu:/media/usbdisk$ cd /mnt/usb/boot
bash: cd: /mnt/usb/boot: No such file or directory
Efekt powyżej.
Sorry powyżej skopiowałem tylko jedną z wersji polecenia, które przetestowałem i to była ostatnia. Wcześniej próbowałem też:
ubuntu@ubuntu:~$ cd /mnt/usb/boot
bash: cd: /mnt/usb/boot: No such file or directory
ubuntu@ubuntu:~$ cd /media/usbdisk/boot
bash: cd: /media/usbdisk/boot: No such file or directory
Zacytuję sam siebie:
W wersji SLAX-a 5.1.8.1 mamy do dyspozycji analogiczny (do tego z wersji 6) skrypt: make_disk.bat (lub make_disk.sh - dla Linuksa), z tą różnicą, iż znajduje się on w katalogu głównym płyty i sam kopiuje pliki na wskazaną pamięć USB lub dysk twardy.
Tekst ten znajduje się poniżej “algorytmu w trzech punktach”. W wersji 5, skrypt należy wywołać z płytki, a jako parametr należy określić pamięć USB.
W artykułach opisałem wersję beta 6-tego wydania SLAX-a. Zdecydowałem się na betę, ponieważ opisywane mechanizmy będą aktualne jeszcze przez jakiś czas. Wersja 5.1.8 jest starsza, inna i stąd różnica.
z tą różnicą, iż znajduje się on w katalogu głównym płyty i sam kopiuje pliki na wskazaną pamięć USB lub dysk twardy
Nigdy nie słyszałem by coś działo się samo. Piszesz o płytce, czy to znaczy, że mam ją najpierw wypalić? Jeśli tak, to pominąłeś ważną rzecz, bo ja na przykład skopiowałem obraz .iso od razu na USB.
Jeśli z kolei nie trzeba wypalać, to pisząc o płytce a mając na myśli obraz jesteś nieprecyzyjny.
Po drugie: ściągnąłem plik iso. i nie jest, to katalog, a plik. Nie wiem gdzie mam w nim znaleźć skrypt: make_disk.bat (lub make_disk.sh
Gdyby instrukcję pisał microsoft: to byłoby napisane, kliknij, to, potem tamto, potem wpisz to lub to. Dlatego mają prawie cały rynek. Nie dlatego, ze robią lepszy soft!
Czy ktoś jest w stanie zrobić eksperyment?
Proszę wziąć notatnik, wejść na stronę slaxa do działu download i potem zapisywać w notatniku każdą czynność, która prowadzi do uzyskania działającego slaxa na USB. Każde kliknięcie!
Pisząc poradę nigdy nie zakładajcie, że user coś wie. Piszcie, to tak jakby użytkownik był programem komputerowym, który nie zadziała, gdy jakiegoś kliknięcia zabraknie.
touche
Mam propozycję - przenieśmy się na forum, to postaram się opracować Ci krótki algorytm.
Zarejestruj się, wrzuć nowy wątek, ja go znajdę.
I jeszcze jedno. Kiedy pisze się artykuł, musi się założyć, że użytkownik coś wie. Inaczej za każdym razem pisało by się książkę
To działa tak: ja piszę artykuł i jednym to wystarcza, bo już trochę w temacie siedzą, inni zaś są nowi i dla nich opisana w artykule informacja to mało, ale od uzupełniania informacji mamy właśnie forum, czyż nie? 
Ściągnąłem 5.1.8 nie dlatego, że jest stabilna, tylko dlatego, że nie znalazłem wersji popcorn w wersji 6.
Mam USB 512 MB empetrójki i dlatego nie ściągałem pełnej wersji z KDE i mnóstwem softu.
Ale nie kumam, ja zainstalowalem sobie ubuntu 7.10 server na pamieci USB bez zadnych problemow i startuje bez problemow. Zrobilem dokladnie tak samo jak na zwyklym dysku, wiec w czym jest problem? Utworzylem tak samo partycje itp. Przeciez linux traktuje pamiec USB jako zwykly dysk? Po co jakies specjalne dystrybucje? No chyba, ze one sa zoptymalizowane i odchudzone do minimum bo innego powodu nie widze.