Zdrada Linuksa na rzecz Windows przejawem rozsądku?
23 grudnia 2008, aaa_poprawic_login
Czy w świecie, w którym istnieje zbyt wiele niedorzecznych religii, istnieje zapotrzebowanie na jeszcze jedną zwaną… pulpitowym linuksem (ang. Linux on the desktop)? Nie wierzy w niego Red Hat, więc dlaczego ja miałbym zachowywać się inaczej?
Ten artykuł jest tłumaczeniem tekstu Radu-Cristian Fotescu. Oryginał: The Big Move: Defecting from Linux to Windows as a rational act.

Obraz powyżej ma świadczyć, że wyemigrowałem wraz z moim domowym laptopem do Windows XP Professional już ponad tydzień temu.
Prowadzony przeze mnie blog, już od 15 sierpnia 2005 r. starał się prezentować świat Linuksa (szczególnie tzw. “stary blog”, którego wygląd zmieniałem wielokrotnie). Wierni czytelnicy powinni dobrze pamiętać moje burzliwe – “miłosno-nienawistne” – związki i perypetie z tym cholernym pingwinem.
Jestem oficjalnie zarejestowanym użytkownikiem tego systemu już od 26 sierpnia 1996 r. pod numerem 37.497 (na Linux Counter). Moje nastawienie do Linuksa nie było niezmienne w trakcie upływu czasu – w latach 1998-2004 zainteresowanie osłabło. Od 2004 roku próbowałem zaufać Linuksowi jeszcze raz (nawet bardziej niż poprzednio) i tylko z niego korzystać – zainstalowałem go na własnym domowym PC oraz starym laptopie (potem także na nowym).
Wiele lat później przekonałem się, że była to totalna strata czasu. “Linux on the desktop” to trup w szafie, kompletnie ukatrupiony przez Red Hat Inc., Canonical Ltd., głupotę zarządzających projektami najpopularniejszych środowisk pulpitowych (GNOME i KDE), oraz kilka strukturalnych błędów.
Nienazwane “strukturalne błędy” obejmują:
- Nielogiczny model dystrybucji w postaci “megazamrażania”, w którym wszystkie aplikacje przypisuje się do ustalonej (fixed) wersji systemu przez cały okres pomiędzy kolejnymi wersjami (release) dystrybucji.
- Bezsensowna zasada “musimy wydawać nowe wersje co 6 miesięcy”, mantra wielu niekorporacyjnych wersji dystrybucji. Z tego powodu większość błędów nigdy nie jest usuwana, za to nowych przybywa jak grzybów po deszczu.
- Idiotyczna zasada “musimy wydawać nowe wersje co 6 miesięcy” w odniesieniu do projektu GNOME. Nie usuwa się przez lata błędów w “gedit” (odpowiednik Notepad, tak?), a cały czas skupia się na ciągłych zmianach wszystkiego co działa.
- Kretyński cel projektu KDE 4 – “musimy naśladować Vistę, ale zróbmy to gorzej”. KDE4 jest najgorszym środowiskiem pulpitowym jakie istniały pod słońcem (tak, obejmuje to także Vistę).
- Stale usiłuje się spartolić każdy z działających komponentów dystrybucji Linuks. Gdy tylko jakaś technika dojrzeje i pousuwa się z niej większość błędów, banda “emo kids” (świrów) zaczyna wrzeszczeć, że jest to przestarzałe i powinno być zastąpione przez coś nowego, a najlepiej napisane od początku. W rezultacie pojawia się coś, co w pierwszym roku ma więcej błędów niż cech użytkowych. Pomyślcie o dźwięku, tym wiecznym linuksowym problemie. Jakoś to działało, przecież ALSA była techniką w miarę dojrzałą. Nie tak zła była także technika ESD w GNOME. Nie, musieli wymyślić PulseAudio.
- Niedawno, X.Org zaadoptował “automatyczną detekcję” rodem z Windows, pozostawiając xorg.conf wyjałowionym kompletnie z wszelkiej informacji. Wydaje się, że zaprzestano także umieszczania niektórych ustawień. To już nie jest podobne do Unixa, to dzień sądu ostatecznego.
- Usiłują pozbyć się niektórych tradycji systemu Unix, wymyślając takie gówna jak UDEV lub HAL. Wystarczy.
- Linuksowy kernel jest straszliwie monolityczny. Korzystając z Windows można w każdym dowolnym wydaniu (powiedzmy XP) dodawać dowolną liczbę sterowników. W linuksie trzeba publikować nową wersję kernela, która będzie obsługiwała nowy sprzęt.
- Nie istnieje działający test regresyjny linuksowego kernela (żadne distro nie ma takiej rzeczy dla całego distro), dlatego też każdy doświadcza stałej regresji, zazwyczaj dwa razy w roku, a regresja może być ważniejsza (P2O2: czytaj – boleśniejsza) od uaktualnienia z XP do Vista.
- Poza niewielu wyjątkami, każda wersja systemu obsługiwana jest łatkami bezpieczeństwa przez zbyt krótki okres czasu, znacznie krótszy od czasu zapewnianego produktom Microsoftu. W dystrybucjach podobnych do Debiana wszystko jest niepewne – nikt nie wie jak długo dana wersja systemu będzie obsługiwana technicznie, gdyż nikt nie wie kiedy przyszła wersja ujrzy światło dzienne. A Debian ma długą historię lekceważenia niektórych elementów, jak np. zmiany DST (tzdata). RHEL i SLED/SLES są dystrybucjami komercyjnymi co sprawia, że są zarówno ograniczone (obsługują jedynie systemy, które używają certyfikowanego sprzętu, oficjalnych pakietów i certyfikowanych aplikacji), jak i bardziej kosztowne niż Windows. W przypadku Windows płaci się raz za cały okres firmowego obsługiwania danej wersji (podkreślenie P2O2), za RHEL i SLED/SLES musi płacić się corocznie! (chociaż…, tak, istnieją darmowe klony RHEL).
- Biorąc pod uwagę fakt, że obsługa techniczna RHEL opłacana jest corocznie, a dystrybucja posiada niewielką liczbę pakietów, można by oczekiwać, że firma będzie szybciej reagować na zgłaszane błędy. Nic z tego. Zdarzało się, że odmawiali usunięcia trywialnego błędu.
- Model “taśmy produkcyjnej” (rolling-release) nie jest rozwiązaniem dla niesprawnego modelu “megazamrażania” (megafreeze). Nie tylko dlatego, że jest naśladowany przez mniejszość dystrybucji (myślę o Arch, dystrybucja z najgłupszym instalatorem w całym Wszechświecie), ale głównie dlatego, że zmusza użytkownika to korzystania z ostatniej-i-tylko-ostatniej wersji każdego z pakietów! To z kolei skutkuje korzystaniem z systemów naszpikowanych najnowszymi błędami.
- Podczas gdy Windows (np. Vista) można zarzucić, że jest bardziej nastawiony na graczy (gry “sprzedają” hardware, a nowy sprzęt “sprzedaje” licencje OEM Windows), to ostatnie prace z zakresu linuksowego pulpitu (nie tylko w przypadku Ubuntu) pokazują, iż Linux jest również bardziej zainteresowany bezmyślnymi zabawkami dla dzieciaków – Compiz jest jednym z najlepszych przykładów bezużytecznego oprogramowania.
- Jedna z najbardziej potrzebnych rzeczy w nowoczesnym pulpicie, mianowicie hibernacja, nie jest przedmiotem większego zainteresowania programistów linuksowego kernela. Nieważne, że Windows ma tę funkcję od bardzo długiego czasu. W rezultacie hibernacja (zapis do dysku) i funkcja drzemki (zapis do RAMu) jest w Linuksie nieustannym przedmiotem mozolnego hakowania. A kiedy uda się już doprowadzić hibernację do poprawnej pracy, nikt nie ma pewności czy nie spieprzy tego nowy kernel, albo kolejna wersja systemu (najprawdopodobniej tak będzie).
- Podczas gdy “rycerze otwartych źródeł” stale narzekają na brak linuksowej penetracji korporacyjnych pulpitów (zignorujmy drugą tendencję, obejmującą furiatów wierzących, że każdy po kryjomu używa Ubuntu), numero uno pośród linuksowych firm, czyli Red Hat Inc., twierdzi oficjalnie, iż nie wierzy w wykonalny model biznesowy pulpitowego linuksa. Dlaczego więc mam wierzyć w coś, czym nawet pogardza sam Red Hat?!
- Aby nie zapomnieć: z wyjątkiem ukierunkowania na korzystanie z konsoli do wykonywania niektórych poleceń, Linuks nie usiłuje edukować użytkowników w zakresie technik uniksowych. Akademickie techniki w postaci Perla czy TeX są używane przez coraz mniejszą liczbę ludzi, a tymczasem Linuks promuje klony technik Microsoftowych takie jak np. MONO, czy pakiet biurowy, bardziej zapluskwiony od Microsoftowego Office’a, zwany OpenOffice.org (proszę zwrócić uwagę na tę głupkowatą część “.org” w nazwie produktu).

Mam dość ciągłej walki ze strukturalnymi wadami Linuksa. Bez względu na to, w co wierzą jego fani, to uaktualnianie lub modernizacja Linuksa psuje go znacznie częściej, niż nakładanie oficjalnych łatek systemu Windows. Jakość Linuksa pogorszyła się w ostatnich kilku latach bardzo poważnie i nie ma znaków, które mogłyby świadczyć, że stan ten miałby ulec zmianie w najbliższej przyszłości.
Windows Vista jest technicznym niewypałem (na szczęście Windows 7 niesie nadzieje), co sprawiło, że Windows XP Professional stał się najlepszą opcją dla produkcyjnego (korporacyjnego) pulpitu. Ciekawe jak bardzo Linuks różni się od tego modelu?
Niewiele. KDE4 vs. KDE3 można porównać do układu Vista vs. XP – w obu przypadkach nikt nie przejmuje się rzeczywistymi potrzebami poważnych użytkowników. Jestem przekonany, że GNOME3 stanie się równie wielką klapą.
Kernel linuksa stał się przeładowany: usiłowałem znaleźć dystrybucję, która działałaby na moim starym HP Omnibook XE3 (Celeron-128 at 850 MHz, 256 MB RAM PC100, S3 Savage 4 MB) z taką samą szybkością, co oryginalny Win98 SE, ale do dzisiaj nie znalazłem takiego systemu, no, może z wyjątkiem Wolvix 1.1.0 (należy myśleć o Slackware 11 z XFCE i innym kernelem) oraz Sidux (KDE). Do diabła, w 1996 r. mogłem uruchamiać X-y na 486DX 75 MHz z 8 MB RAM (i 256kB video RAM)!
Faktem jest, że CentOS 4.7 razem z GNOME działa wyraźnie wolniej na moim Omnibooku, niż Windows XP SP3 z działającym AVG Guard. A teraz spróbujcie powiedzieć mi raz jeszcze, jak niesamowicie lepszy jest Linux! (Zainstalowałem Server CD, a następnie dołączyłem wymagane, dodatkowe kawałki.)
Taaak, Microsoft to siedlisko złodziei… Nie chcą więcej obsługiwać XP, wpychając ludzi w objęcia Visty. Oczywiście, tutaj też są kretynami (razem z 90% światowej populacji). Ludzie, którzy nie rozumieją dlaczego ktoś miałby używać XP zamiast Visty, są przecież “zwykłymi ludźmi”. W przypadku Linuksa mamy twórców dystrybucji, którzy nie potrafili pojąć dlaczego ludzie szukają systemu, który faktycznie działa i nie pada!
Red Hat też jest siedliskiem… kłamców. Taz zwany “Red Hat Global Desktop Linux”, który miał być wydany, początkowo w lecie 2007 r., okazał się być mgłą, oparem, a nie realnym produktem! Co jest do cholery, jesteście Numerem 1 w świecie firm linuksowych i rezygnujecie z pulpitowego linuksa typu OEM, a na dodatek w dalszym ciągu dziwicie, że ludzie używają u siebie Windows?!
Hm, zadziwiające, ale jeśli chodzi o systemy pulpitowe, to wciąż jestem bardziej optymistycznie nastawiony do przyszłości Windows, niż do przyszłości Linuksa. Vista SP2 jest już do pobrania. Może przynieść trochę dobrych rzeczy zastępując SP1. Poza tym, kupienie nowego i potężnego laptopa z Vistą może być mniej przerażającą przygodą niż się tego spodziewamy.
Przepraszam za ten przerywnik…
A jeśli chodzi o mnie, wolę Windows XP jak najbardziej upodobnione do Windows 2000: żadnych bajerów (themes, usługa ta powinna być wyłączona), “klasyczne” menu start, “klasyczne” okna dialogowe Log On i Log Off/Suspend, itd. Klasyczne jest “classic” i łatwe w użyciu, takie jest właściwe motto. (Nie, nie chcę więcej “upiększonego” XP, z którego korzystałem w pracy.)

Jeśli tylko będzie to wykonalne, to dla wielu ludzi cofnięcie się z Visty do XP będzie miało sens. Nawet w Rumunii zauważyłem modele Lenovo z dyskiem “XP downgrade disc”. To dobry znak, IMHO
Nie mówiąc o tym, że OEM powinien być tańszy od detalu…. z wyjątkiem sytuacji, gdzie XP OEM może być droższy od Visty (tutaj i (tutaj).

Mój laptop Acer hula z XP szczęśliwie. A z rzeczy irytujących? No cóż, pierwsza z nich to z pewnością brak sterowników SATA na płytach XP CD. Na dodatek Setup czyta jedynie dyskietki, żadnych “sztyków” USB. Na szczęście istnieje narządko nLite, które nie tylko przekształca SP3 w kompakt “XP z SP2″, ale również integruje zagubione sterowniki. Sterowniki Intel SATA można wyłuskać za pomocą WinImage, użyteczne dla wielu laptopów – proszę przeczytać Pozbywanie się komunikatu “Ustawienia nie znajdują dysków twardych” podczas instalowania Windows XP (Resolving “Setup did not find any hard disk drives” during Windows XP Installation).
Gdy tylko dodamy brakujące sterowniki program nLite może także zmienić podstawową procedurę instalowania systemu zgodnie z potrzebami użytkownika, w tym – usługi, ustawienia standardowe, wpisy rejestrowe, itp. Rozmiar CD można zmniejszyć usuwając niepotrzebne języki i klawiatury (w tym życiu arabski i chiński nie jest mi potrzebny).
Nie chcę również integrować IE7 z systemem. Jak i kolejnych łatek po SP3, gdyż wyczytałem, iż prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnych problemów jest zbyt duże. Swoją drogą liczba łatek po SP3 nie jest tak niesamowicie wielka. Nie zamierzam także używać należącego do nLite RyanVM Integrator, ponieważ nie jest już tak prosty w użyciu.
Gdy już tak siedzimy sobie z XP od kilku dni, czego mogłoby brakować do szczęścia? W moim przypadku, najbardziej brakowało mi…
- …łączności SSH do tego komputera;
- …SFTP w menadżerze plików (Nautilus i Konqueror obsługują SFTP bez problemu);
- …klawisza Compose i alternatywnego układu klawiatury dla tego samego języka.
A poza tym nie mam większych uwag. Ten sam stary badziew, tylko działający jak trza.
Przeklinałem Microsoft przez prawie dwa dziesięciolecia, a i tak musiałem zwrócić się do niego, aby mieć system z poziomem niezawodności bliskim przyzwoitemu. Dziękuję Ci za to, droga i hiperpodzielona (über-divided) (ile to dokładnie mamy tych distro? a nadmiarowych projektów?), oraz upośledzona umysłowo społeczności Linuksa!
Linuks jest wciąż bardzo dobrym systemem na serwery, ale do pulpitów…, powinniście zaufać Red Hatowi, który…. nie wierzy w pulpitowy Linux!

Nie, jednak p. Balmer nie ma w tym zasługi…
OK, w takim razie co z aplikacjami? Już kiedyś korzystałem w Windows z aplikacji open-source – używałem freeware i kilka komercyjnych programów. Normalnie Windows powinien być nabyty w formie OEM. Microsoft Office 2003 czy 2007, bez względu na to jak nam się wydaje, warte są swojej ceny. A OpenOffice.org jest cholernym “shitem”… i tyle, IMNSHO.
Dla szybkiej orientacji stworzyłem wyselekcjonowaną i otwartą listę Windowsowych aplikacji, które mogą zainteresować wielu użytkowników systemów pulpitowych. Każda z nich została opatrzona symbolem wskazujący status własnościowy:
- (o) = OPEN SOURCE
- (f) = FREEWARE
- (p) = PERSONAL USE
- (c) = COMMERCIAL
Pełna lista aplikacji znajduje się na stronie autorskiej. Tamże odsyłacz do pliku z wersją zaktualizowaną: http://beranger.org/img/Defecting_offline_links.rar
Oczywiście nie umieściłem żadnego specjalizowanego oprogramowania, ani aplikacji, których bardzo, bardzo nie lubię. W rzeczywistości regułą jest, że typowi użytkownicy używają raczej skromnej liczby programów z prezentowanej listy.
Ideą przewodnią była chęć pokazania, że freeware i oprogramowanie otwarte jest równie łatwo dostępne w wersji do Windows, jak i do Linuksa. Niektóre z komercyjnych programów naprawdę warte są swej ceny, inne moim zdaniem są zbyt drogie. Niemniej, jak widać, możliwe jest życie z Windows zgodnie z prawem.

Ponieważ wiele osób wybiera odmienny “sposób na życie” i korzysta z wielu “rozdekodowanych” aplikacji (cracked), głównie w domu, nie mogłem się powstrzymać, by nie podać listy kilku (legalnych!) witryn internetowych, zawierających hiperłącza do repozytoriów (legalnych!) jak Rapidshare, Megaupload, FileFactory, DepositFiles, itd. — wszystko w celu odesłania czytelników do… zhakowanego (cracked) i/lub nielegalnie rozprowadzanego oprogramowania!
Z tego co wiem (źródłem jest Google), zgodnie z prawem są to portale, chociaż lista nie ogranicza się tylko do nich:
- AvaxHome
- Warezrocker.net
- PortableAppA.blogspot.com — nie mylić ze 100% legalnym adresem PortableApps.com!
- VSofte.Ru (RU)
- Softarchive.net
- Interesant.net (RU)
- webdeposite.com (RU)
- Netz.ru (RU)
- Telechargementz.org
- Egypt Fans
- Rapidshare Download
- All You Like
Poza tym istnieją torrenty (i ich usługi wyszukiwawcze), sieci P2P… ha, “wyjętym spod prawa” w Windows można zostać wyjątkowo łatwo!
Hej, hej! Nie to było celem tego postu! Z powyższych adresów jedynie PortableApps.com można określić mianem etycznego.
Ponieważ, aż tak bardzo za Linuksem w domu nie tęsknię (w dalszym ciągu mogę łączyć się do odległych maszyn za pomocą usługi SSH), mógłbym kilka z posiadanych rzeczy uznać za “zbędne”:
- pluszowego Tuxa
- garnuszek Tuxa
- dwie spinki Tuxa
- dwa Tuxowe łańcuszki na kluczyk
- plus wiele książek i magazynów o tematyce linuksowej, w języku angielskim i francuskim
…oraz wiele zmarnowanego czasu i zawiedzionych nadziei.
Jakim cudem usiłowałem uwierzyć w Linux, gdy nawet nie wierzę w bardziej powszechnego Boga? (Głupek ze mnie…)
![]()
Linux to nie UNIX — coraz bardziej podobny jest do Windows Millennium Edition z Compizem na pokładzie
Na dodatek społeczność linuksowa, pełna zaangażowanych napaleńców (aficionados), nie grzeszy rozsądkiem, ba, nie jest nawet uprzejma – każdemu zarzucają “FUD” lub “trolowanie” i to w sposób przypominający średniowieczną nietolerancję religijną (P2O2 – nie mogłem się tu powstrzymać – autor nie doczytał co trzeba, więc pieprzy farmazony – z zakresu historii oczywiście). Ale to i tak lepsze niż zachowanie fanatyków (commiters) FreeBSD, którzy po prostu zwracają się do innych “per idiota”.
O kurczę, jakaż to znowu “wolność”, gdy płaci się “Microsoftowy podatek” (zazwyczaj w formie OEMowej, dodawanej do nowego komputera)! Dobra, ale czy jest wolnością płacenie za telewizję kablową, tylko dlatego, że większość kanałów TV nie jest już odbierana za pomocą anten Yagi? Czy można nazwać wolnością, praktycznie wymuszone posiadanie, użytkowanie i opłacanie komórek z GPS, ponieważ przypuszczalnie zamierzamy być osiągalni w dowolnym momencie? Nawet bezrobotni mają takie komórki, aby przypuszczalnie mogli odebrać zaproszenie na rozmowy wstępne. (Nawet wielu włóczęgów posiada dzisiaj komóry z GPS.) I tak dalej… nie ma dzisiaj takiej rzeczy, którą można by nazwać “wolną”.
Uwaga techniczna i etyczna: te cztery banery reklamowe dystrybucji linuksowych, które wyświetlane są na tym blogu (gratisowo) – dwa z nich jako “reklamy “non-profit””, i kolejne dwa jako “moje własne wyróżnienia za osiągnięcia” — będą widoczne tylko do 31 grudnia b.r.
2009 będzie rokiem “pulpitu bez Linuksa”. Powrót do rozsądku? Jasne.
P2O2: wszystkich czytelników znających język angielski zachęcam do przejrzenia komentarzy do oryginalnego tekstu.
Tłumaczenie: Przemysław Pawełczyk (P2O2), 17 grudnia 2008 r.
Skład: phund
Liczba komentarzy: 370
W komentarzach możesz używać prostych znaczników HTML. Przykłady:
- Link: <a href="jaklinux.org">Linux dla każdego</a>,
- Wytłuszczenie: <strong>tekst pogrubiony</strong>,
- Kursywa: <em>tekst pochylony</em>,
- Przekreślenie: <strike>
tekst przekreślony</strike>, - Kod: <code>
printf("blok kodu");</code>, - Cytat: <blockquote>cytat</blockquote>






dziwne, u mnie linux działa na desktopie
Niestety jest to prawda. U mnie też działał zawsze, ale niestety coraz bardziej skłaniam się ku windows, na którym wszystko działa tak jak chcę. Nie wiem co będzie, ale chyba po 5 latach używania tylko Linuksa będę musiał przesiąść się na Windows.
Ja też jestem zdziwiony ?? U mnie linux również działa, zresztą windows również.
będę uparty i powtórzę… “U MNIE linux działa, więc problem nie istnieje – jest wydumany” – w identyczny sposób myśleli ongiś wszyscy ci, u których nie gazowano Żydów i Polaków w obozach – U NICH nie mordowano, więc problem nie istniał – był wydumany.
całe szczęście, tak jak wtedy, tak i dzisiaj jest garstka ludzi, którzy mimo wszystko może coś zrobią w kierunku takim, aby problemy, czy chcecie czy nie RZECZYWISTE, usunąć lub przynajmniej nauczyć ludzi radzić sobie z nimi. np. do tej pory nikt mi nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, jak skonfigurować Ubuntu 8.04/8.10 na ASUSie A8N-E, aby móc nagrywać z wejścia line-in lub z mikrofonu. przez ten problem nie mam dźwięku w tvtime z karty telewizyjnej, choć w ubuntu 7.10 wszystko działało, zaś skype i wszystkie inne aplikacje do audio- czy wideorozmów począwszy od ubuntu 8.04 stały się zwyczajnie bezużyteczne.
robiłem już wszystko, co mi ludzie radzili na forach ubuntu czy debian, ale niestety wygląda na to, że po jakiejś aktualizacji jądra i dodaniu tego całego pulseaudio ubuntu przestało w pełni współpracować z moją płytą główną. co zrobić w takiej sytuacji? męczyć się czy odpalić posiadaną winzgrozę i odetchnąć?
ps. u mnie linuks też działa, tzn. uruchamia się i można otworzyć writera, firefoxa, którego od czasu do czasu zawiesi strona z wstawkami flaszowymi lub apletami javy, mogę też posłuchać ulubionej muzyki czy obejrzeć jakiś film bez napisów. zatem w tym sensie linuks U MNIE też działa =)
@wrr
Też miałem ostatnio chwilę załamania z dźwiękiem w Ubuntu 8.10 (po tym jak wyłączyli repozytoria 7.04 już musiałem przejść na nowsze). Po paru godzinach szukania, testowania rozwiązań, (oraz szukania ciekawszej dystrybucji laptopowej…) po prostu wywaliłem w cholerę to całe pulseaudio. Dźwięk już działa jak należy (czyli jak w 7.04)
wywalilem co mogłem co dotyczylo dzwieku, pulseaudio alsę esound, przy czym zostalo pare bibliotek ktory sa wymagane przez aplikacje multimedialne. skompilowalem najnowsza alsę i zainstalowalem, dzwiek smiga, tak jak smigal, ale w tvtime po odpaleniu karty tv, wciaz cisza
podczerwień. tak naprawdę ta lista się nie zamyka. system dla takiego desktopa powinien byc jak najprostszy w obsludze, powinien dostarcza nieskomplikowane narzedzia, ktore raz napisane od poczatku do konca lub do upgrade’u wersji beda oferowac te same funkcjonalnosci, na tym samym poziomie stabilnosci bez wzgledu na to, jakie nowosci wprowadzi ta czy inna aktualizacja kręgosłupa systemu czy jakichś ważnych bibliotek. wiemy dobrze, że o ile w windows czasami jakaś aktualizacji coś rozwali, to w linuksie, a w szczególności w przypadku ubuntu, psucie się działających mechanizmów po aktualizacji czy kolejnych wydaniach jest nagminne. wiem, ze co dystrybucja to inna filozofia i ze nie wszystkie aspiruja do tego, by zastapic windows, jednak takie ubuntu – dzis dystrybucja najpopularniejsza zyskala popularnosc wlasnie dzieki temu, ze oferuje za darmo wiekszosc tego, za co m$ kaze sobie bulic gruba kase. wielu ludzi chcialo czegos nowego, innego – moze chcialo sie uwolnic od monopolisty; inni po prostu byli ciekawi i nie z jakiejs niecheci do windows czy imperium billa, lecz z czystej checi poznawania odkryli linuksa i juz z nim zostali, bo z czasem – udoskonalony – zastapil w pelni os, ktory wczesniej mogl wydawac sie za jedyny, godny uwagi, stabilny i funkcjonalny. jakkolwiek rozpoczyna sie przygoda z pierwsza dystrybucja linuks, dopóki m$ pozostaje gigantem i ogromna większość rynku wypelnia wciaz jego flagowy produkt, ZAWSZE bedziemy dokonywali porownan linuksa z windowsem.
uzywam staruszka pixelview 304p+ tv/fm i od lat tj. od dappera, ktory byl moim pierwszym ubuntu konfiguruje modul cx88xx i cx8800 (w pliku /etc/modprobe.d/aliases) wg tego samego schematu. radio dziala prawidlowo, ale po uruchomieniu tvtime, ktory w momencie wlaczenia tunera tv nagle dzwiek znika. w tej chwili nie mam na kompie ubuntu, wiec nie podam szczegolow, ale mowie tu o wersji 8.04 i 8.10 instalowanych z oryginalnych plytek, ktore dostalem z belgii w ramach shipit.ubuntu.com. gutsy gibbon, czyli 7.10, w oryginale niestety ma jakies starsze jajko, ktore obsluguje karte tv poprawnie i dzwiek jest, no i nagrywac moge z line-in czy z mic. w wersjach 8.x ubuntu przy identycznym skonfigurowaniu mixera alsy nagrywany dzwiek to sama cisza. cos sie zmienilo, ale nie potrafie typowymi metodami na to zareagowac, ani forum to czy tamto nie oferuje skutecznego antidotum. na szczescie w lapku nie mam karty tv, wiec mi to nie dokucza tak bardzo, ale pechem posiadam wbudowana kamerke, ktorą linuks obsluguje tylko czesciowo, tj. dziala np. cheese, ale bardzo wolno, obciazajac mocno procesor i nie nagrywa (bo sie wiesza), a skype czy ekiga raz kamerke widzi (wtedy ją wiesza przy próbie uruchomienia – lampka sie zapala i potem nie gasnie) raz nie. zadne z tych problemow w windows nie wystepuja, stad linuks dzisiaj dla mnie to tylko i wylacznie narzedzie np. do partycjonowania, wykonywania kopii zapasowych, odzyskiwania plikow, itp. czasem do internetu czy multimediow w wolnym czasie w robocie, gdzie nie chce zostawiac po sobie sladu. sporo juz tu napisalem i nie chce sie powtarzac. nie narzekam na linuksa, bo jestem wredny, albo wyznaje kult billa, ktory mi za to placi, lecz opisuje jak wyglada przygoda z linuksem w moim przypadku i zauwazam (fora, listy dyskusyjne, czy chocby tutoriale i how to, ktore czesto sa przeladowane jakimis instrukcjami, gdzie trzeba ustawic to, dopisac w pliku tamto, bo inaczej nie dziala), ze podobne, nie koniecznie identyczne, klopoty napotyka wiecej ludzi, stad czasem uzywam pewnych uogolnien. tak na marginesie, bynajmniej nie sieje tu fudu, nie trolluje, nie ignoruje tego, o czym pisza madrzejsi ode mnie, zas czasami moje czy innych wypowiedzi o wadach linuksa wlasnie tak sa odbierane. dziwi mnie to, bo wyglada to tak, jakby “spolecznosc” celowo odrzucala takie tresci, a przeciez przez takie artykuly jak tu komentowany i takie dyskusje, jaka sie tu rozwinela, sa potrzebne. choc oczywiscie mam swiadomosc tego, ze samo gadanie nie prowadzi do wiekszych zmian. wolalbym jednak, aby taka wymiana zdan przynajmniej uswiadamila nieuswiadomionym lub przypomniala tym, ktorzy wiedza o linuksie najwiecej – ktorzy zapomnieli juz, co umieli na poczatku i jak czasami zniechecalo “sklejanie” polamanych zaleznosci, czy powtarzanie konfiguracji programow wydawaloby sie juz dośc skonfigurowanych (np. przed aktualizacja). nie oszukujcie ze tak nie bylo. te i inne “zalety” niestety po wielu latach, wprawdzie sporadycznie, ale wciaz wystepuja i zdarza się wielu poczatkujacych, których one nie zachwycają.wiem, że linuks to system wymagający nauki – od podstaw, że bez odpowiedniej dawki wiedzy problemy sprawiaja najprostsze (wydawaloby sie) czynnosci, jak podlaczanie czytnika kart sd. tym bardziej nie rozumiem oburzenia, kiedy pisze sie, ze linuks nie nadaje sie na desktop. mozemy spierac sie o to, co sie kryje pod tym pojeciem (”desktop”) – dla mnie, to komputer do typowych zastosowan, jak internet, wyswietlanie i podstawowa obrobka multimediow oraz grafiki i przede wszystkim obslugujacy popularne urzadzenia przenosne od pamieci masowych poczawszy, przez monitory i ekrany wszelkiego typu, skanery, drukarki, aparaty i urzadzenia wielofunkcyjne podpinane do gniazd szeregowych, szeregowych, usb, az po urzadzenia mobilne obslugiwane np. przez bluetooth czy prostsza (nie dla linuksa
piszę o tym, bo niektórzy woleliby aby linuksa oderwać od rzeczywistości i pokazywać na jakimś wyimaginowanym tle, dzięki czemu wyglądałby lepiej niż wtedy, kiedy stawia się go obok systemu, który w kwestii desktopowych dzisiaj jest niekwestionowanym liderem.
temat woda =P wybaczcie te wykłady. mam nadzieję, że aż tak bardzo nie zanudzam.
pzdr
Najwidoczniej nie potrafisz sobie poradzic z tvtime albo alsa. Jakos mi dziala tvtime a mam dosc stara karte tv. Moje twierdzenie o linuxie jest takie, ze nie nadaje sie jeszcze dla zwyklych uzytkownikow (moja mama, tata etc). Wciaz jest dla ludzi ktorzy maja pojecie o architekturze systemow oraz pasjonatow. Uzywam ubuntu od 2-3lat i jest dobrze. Oczywiscie mialem problemy ze sterownikami, czy tez innej natury. Poradzilem sobie ze wszystkim i jestem w pelni zadowolony z pracowania na tym systemie.
Chyba mu dobrze zapłacili za tą zdradę. Trochę racji, trochę bzdur… ale nie chce mi się tego dogłębnie analizować.
Jak dla mnie Linux spełnia moje potrzeby, nie zamula mi z dnia na dzień, nie jest zjadany przez robactwo, jest idealny. Wsio…
I skąd te minusy? “trochę racji, trudnę bzdur” i pewnie słusznie stwierdzenie…
“……nie grzeszy rozsądkiem, ba, nie jest nawet uprzejma – każdemu zarzucają “FUD” lub “trolowanie” i to w sposób przypominający średniowieczną nietolerancję religijną”.
no comments
No comments? To sobie człowieku zajrzyj na fora i zobacz jak się tam idiotycznie traktuje początkujących z Linuxem.
Strasznie musial ktos czlowieka skrzywdzic.
Mnie skrzywdził udev i losowa kolejność rozpoznawania kart rozszerzeń (2 karty dźwiękowe w domu – jedna na płycie i wyłączona w biosie, była wykrywana przez kernel dystrybucyjny zawsze!) a w pracy: losowa kolejność wykrywania sieciówek i kontrolerów SCSI i SATA na serwerach podczas rebootu…
Wprawdzie można podać w ustawieniach urządzenia dyskowe jako /dev/disk/by-label zamiast /dev/sdX, a w przypadku sieciówek posiłkować się adresami MAC żeby je odpowiednio pokonfigurować, ale to są rozwiązania kojarzące mi się z przyklejaniem plastra na urwaną nogę… Bo są rozwiązaniami problemów, których wcześniej NIE BYŁO!
A kawałek o X.org i autowykrywaniu monitorów dobił mnie ostatecznie: a jak wykryje źle i jednocześnie przestanie czytać ustawienia z pliku? To co, już zawsze będę musiał korzystać z 800×600x60Hz, jeśli tak sobie ubzdura jakiś durny automat, “bo tak mu się wykryło”?
Nie ma systemow idealnych i w kazdym znajda sie jakies glupoty jak np. z kierunkiem w jakim idzie xorg (zreszta juz widac na forach jakie zaczynaja wychodzic kwiatki wiec moze jeszcze jest czas zawrocic).Pozostaje mozliwosc, ze w tym przypadku jak glupoty zajda za daleko to sie pewnie znajdzie grupa ludzi co wymysli cos innego. Moze to nie najlepsze rozwiazanie ale byle do przodu;]
Nie, “byle do przodu” kojarzy mi się nieodmiennie z komunizmem i jego nieodłącznym słowem-wytrychem, tzn. “postępowym”. “Postęp” nie zawsze oznacza zmiany na lepsze, a w artykule wymieniono dość dużo zmian na gorsze.
Tym groźniejsze, że w fundamentalnych projektach, używanych przez wszystkie dystrybucje (kernel, X.org, GNOME, KDE), a co za tym idzie zmiany (nawet drobne!) w tych projektach prędzej czy później dotkną wszystkich użytkowników (wystarczy sobie przypomnieć zamieszanie powstałe przy w gruncie rzeczy błahej sprawie, czyli modyfikacji licencji XFree86, co pociągnęło za sobą forka i migrację do X.org we wszystkich dystrybucjach), a odkręcenie takich zmian wymaga albo forka, albo samodzielnej modyfikacji źródeł projektu, do tego takie zmiany mogą być przez autorów projektu zwyczajnie zignorowane (wystarczy sobie przypomnieć protesty w związku z pomysłem, żeby każdy katalog w nautilusie otwierał się w osobnym okienku, które to protesty zostały normalnie przez autorów GNOME’a i nautilusa zignorowane. Do dziś nie ma też nawet prostej metody na zmianę tego zachowania, ostatni na to sposób widziałem ze 2 lata temu i wiązał się z dłubaniną w GNOME’omowym odpowiedniku rejestru Windows).
I stąd zapewne pełne goryczy stwierdzenia autora artykułu, na które niektórzy tu komentujący reagują zgodnie z zarzutami opisanymi w jednym z punktów artykułu…
Akurat zmianę zachowania Nautilusa można wyklikać…
Akurat nie trzeba niczego wyklikiwać, ponieważ jest to ustawienie domyślne. Już od dwóch lat.
Dokładnie, to tylko pięć kliknięć…
Cóż, właśnie tacy “specjaliści” od Linuksa jak Karl mają zazwyczaj najwięcej do powiedzenia na jego temat.
Każdy używa takiego systemu jaki mu odpowiada. Ty wolisz Windows ja wolę Ubuntu Linux. Mam z nim zdecydowanie mniej problemów niż miałem z windowsem i nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba.
A ja mam dual-boot
. Mam postawionego Linuksa jako system do pracy i Windowsa 98 (oryginalny, dostarczony razem z komputerem) jako konsola do gier. Również do szczęścia mi nic nie potrzeba
Win98 ? Sorry ale Win 98 nadaje się do gier gorzej niż Linux+ Wine. No chyba, że grasz w totalne starocie, ale te zazwyczaj działają pod Wine
Bardzo dobry artykuł, technologia idzie do przodu ale trochę stabilności by się przydało. Podzielam większość opinii, to BARDZO denerwujące że nawet gdy uda sie zainstalować linuxa na cacy to upgrade dystrybucji często sporo psuje, a błedy starych wydań nie są naprawiane. Prywatnide używam linuxa ze względu na jego darmowość i brak wirusów a nie stabilność. Może fakt ze linux nie jest i nie będzie standardem stanowi też na plus ze względu na mniejsze zainteresowanie ze strony hackerów?
A żeby mieć pewność że po update’ach będę miał na czym pracować unikam personalizacji i utrzymuję lustrzaną kopię plików systemowych, którą ciągle synchronizuję. Taki model użytkowy sprawdza mi sie od ok 2 lat.
Co tu dużo mówić… Linux jest dla mnie systemem desktopowym od kilku ładnych lat – nie da się? Pewnie kwestia definicji ’systemu desktopowego’, ale lubię sposób w jaki obsługuję swój komputer – jest dla mnie intuicyjny i nie wiem jakie złote “klamki” musiałby mi win* zaoferować, żebym się na niego przerzucił. Nie krytykuję autora, nie jestem bowiem fanatykiem, jednak próbuję pokazać, że Linuksa można traktować z powodzeniem jako system ‘na desktop’. Nikt nie każe używać UDEV/HAL, podobnie jak nikt nie każe wspierać Red Hat’a, czy Canonical. Buduję sam system, można powiedzieć, że go współtworzę i jestem zadowolony z mojego ‘unix-like OS’. Pozdrawiam!
a to ciekawe ze ja od 5 lat zyje bez windowsa i gram nawet w orginalne (windows only) gry na linuksie, o jezius malia normalnie koles pierd0li tak od rzeczy jakby go walec przejechal… fakt faktem ze m$ office ma zajebistego excela ktory jest o niebo lepszy od OO.o ale co do reszty to poprostu godne pozalowania, i nikt mi nie wmowi ze linux sie na desktopa nie nadaje…
W dodatku pisze, że to źle, że zamiast TeXa jest OOo bo to takie windowsowe, ale przecież cały art o tym, że woli Windows… Jakieś to wewnętrznie sprzeczne.
A ja się z częścią uwag zgadzam m.in. “wielkim zamrażaniem”, modelem “taśmy produkcyjnej”, wydawaniem co 6 miesięcy i krótkim okresem wsparcia. Zainstalowałem Ubuntu na laptopie siostry i co…? Po roku trzeba aktualizować bo za jakieś 6 miesięcy kończy się wsparcie dla systemu. Oczywiście – mogłem zainstalować LTS, ale primo – 3 lata to też nie jest szczególnie dużo, a secundo – wielkie zamrażanie – dlaczego wtedy ma być skazana na stare programy?
a co do pracy – Writer nie jest zły, ale Calcowi przydałyby się lepsze wykresy.
Co do PulseAudio – tak, tak tak! Można by wreszcie ustabilizować dźwięk w Linuksie.
Hibernacja – mi działa, ale czasem a to WiFi nie wstanie, a to dźwięk…
Nie zgadzam się co do Compiza – owszem – ma sporo bajerków, które nic nie robią, ale część rzeczy umila pracę.
Co do OO.o – rzeczywiście .o jest IMHO idiotyczne
Ogólnie brakuje mi wspomnienia rzeczy dobrych (repozytoria, a co za tym idzie banalna aktualizacja systemu i instalacja oprogramowania; dużo oprogramowania out-of-the-box), nie spodziewałem się ich jednak po tym artykule.
Podsumowując moją przydługą i nudnawą wypowiedź – trzeba przeanalizować, czy rzeczywiście rzeczy wypunktowane przez autora są najlepszą możliwością, a jeśli nie to je po prostu zmienić.
PS. KDE… nie używam, ale IMHO lepiej by było, żeby do czasu wydania stabilnego 4.2 była aktualizowana gałąź 3.* (mogłoby być nawet wydanie 3.6). Mówię jednak – nie używam – proszę nie bić. m
Z KDE4 jest ten mały problem że… ma funkcjonalność i stabilność taką jaką powinna mieć. Fakt jest lekki poślizg względem założeń, ale Ci co śledzili rozwój KDE3 pamiętają że tam była dokładnie identyczna sytuacja. Tak na prawdę to KDE zaczyna być w pełni używalne gdzieś od wersji X.4 czy X.5. Ot taki sposób tworzenia oprogramowania mają.
A co do debiana. Ja nie mam problemów z tym kiedy będzie nowe wydanie, bo od wieczności wiadomo, że na desktopy to się testing daje.
A co jest nieużywalnego w KDE4? Jasne, są problemy, czasami coś nie zadziała jak powinno, ale używam go od pół roku i ani przez chwilę nie pomyślałem o KDE3.
I tak się zastanawiam czy te opinie o “niedojrzałości” KDE4 pochodzą czasem od ludzi, którzy KDE4 nie widzieli na oczy, albo bardzo nie chcieli się do niego przekonać (”Nie mogę zrobić mrugającego na zielono i czerwono wykresu użycia CPU pojawiającego się po najechaniu na lewy górny róg ekranu i kliknięciu Ctrl+Alt+T+B+E, więc to środowisko na pewno jest do d***”)
Co jest nieużywalnego? Multihead. Dziwi mnie, że w czasach gdy mnóstwo deweloperów korzysta z przynajmniej dwóch monitorów, w KDE4 do tej pory nie ma możliwości uruchomienia oddzielnych pulpitów. W KDE 3.5.9 działało to idealnie. W KDE 3.5.10 już udało im się to popsuć – i chyba nigdy już tego nie naprawią, patrząc po liczbie ignorowanych zgłoszeń w bugtracu.
Naprawdę – brak obsługi multiheadu to nie jest brak “mrugającego wykresu zużycia CPU”.
Okres wsparcia zwykłych wersji Ubuntu to nie 6, a 18 miesięcy więc na dobrą sprawę dość dużo żeby zaplanować i przetestować nową wersję przed ostatecznym “apt-get dist-upgrade”
A co do “wielkiego zamrażania” to się zgadzam, chociaż coś takiego daje większą gwarancję poprawnego działania systemu (bo wszystko jest w miarę przetestowane).
Ale brakuje jakiegoś międzydystrybucyjnego systemu paczek żeby można było instalować oprogramowanie ze stron producentów bez wiedzy jakiej dystrybucji się używa czy jakiej wersji.
Wiem, że 18 miesięcy, ale napisałem, że po roku używania się nagle robi tylko 6. W przypadku gdy to moja maszyna to jeszcze ok – zrobię upgrade (znaczy wgram od nowa – aktualizacje mi zamulały komputer), ale jeśli to komputer siostry która mieszka 1500 km ode mnie i kompletnie się nie zna na komputerach to wtedy się robi problem…
ok zakladajac ze userzy dosatana 30 miesiecy, napiszesz ze po dwoch latach zostaje tylko 6, i w przypadku siostry znow bedziesz miec problem. I brednie takie mozna pisac bez konca.
Pozdrawiam.
zerknij na LSB – http://www.linuxfoundation.org/collaborate/workgroups/lsb
Coz, autor najwyrazniej znudzil sie juz linuxem albo zapomnial o codziennych uciazliwosciach zwiazanych z praca z Windows. Mysle, ze po jakims czasie powroci na wlasciwe “tory”. Zgadzam sie z niewielka czescia jego wywodow ale dla mnie jak i dla wielu takie cechy linuxa jak szybkosc, praktyczny brak pozerania zasobow z czasem uzytkowania systemu, praktycznie minimalna fragmentacja dyskow, prawie zerowa uciazliwosc wszelkiej masci robactwa i wirusow, mozliwosc konfiguracji srodowiska w b.szerokim zakresie, scisla kontrola pakietow i instalacji, minimalne niebiezpieczenstwo ukrycia szkodliwego kodu to sa najwazniejsze czynniki ktore przemawiaja za wyborem tego systemu, pozostale sprawy jak np. problemy z hibernacja sa do pokonania. Liczba serwerow i superkomputerow (wciaz rosnaca) wyraznie wskazuje na to ktory system jest godny zaufania.
O jakich uciążliwościach związanych z pracą na Windows mówisz?
Krótki czas pracy na baterii.
Linux krócej trzyma na bateriach niż Windows.
to cię zaskoczę… u mnie jest na odwrót, linux (używam laptop-mode-tools) dłużej działa na baterii niż vista.
Zaczne od czynnosci pre/re-instalacyjnych:
-posiadanie idiotycznego seriala, ktory nie moze Ci zginąć w czasie przeprowadzki
-posiadania idiotycznego seriala mimo,ze przeprowadzasz naprawe istniejacej instalacji, i ktory nie moze Ci zginąć w czasie przeprowadzki
-posiadanie idiotycznego seriala, ktory musi byc zgodny z wersja Windows na CD, mimo,ze przeprowadzasz naprawe istniejacej instalacji w wersji VLP, a akurat posiadasz nosnik wersji BOX, i ktory nie moze Ci zginąć w czasie przeprowadzki
-posiadanie durnego CD, mimo, ze posiadasz serial, ale nosnik zginal Ci podczas przeprowadzki
-posiadanie durnego CD, mimo, ze posiadasz serial, ale nosnik zginal Ci podczas przeprowadzki, ale masz nosnik wersji VLP
…..
Zmeczylem sie, a Windows jeszcze nie za/re-instalowany.
Co sie bedzie dzialo podczas logowania?!
brzydkie wygladzanie czcionek, przynajmniej w xp
@JanZBogaczewa
Pierwsza z brzegu uciążliwość: nierzadkie momenty mielenia dyskiem i braku reakcji (jak ja tego nienawidziłem; najprawdopodobniej wymiana danych między RAMem a plikiem wymiany). W Ubu coś takiego mi się praktycznie nie zdarza (już 2gi rok).
żadna wymiana danych. W XP masz ustawioną automatyczną defragmentację dysku. Po kilku sekundach (minucie?) nieużywania, system włącza defragmentację. Opcja indeksowania plików też jest standardowo włączona i mieli.
Gdybym miał szacunek dla Pieniacza, zaproponowałbym mu kolejną część pt. “Używam IE6 od tygodnia i dobrze mi z tym”.
Wściekłość bijąca z tekstu przypomina mi frustratów, którzy po porzuceniu przez kobietę mówią “przez nią straciłem {{ ilość }} czasu”.
Z racjonalnego punktu widzenia (nie jestem racjonalistą) pomyślałbym, że gość goli małpki na “Kopnij tego średniego, wszyscy się zlecą”. Frustracja i tandeta.
Po co te krzyki? Czy gdy przesiadam się z Poloneza do Golfa krzyczę, że straciłem w Polonezie 20 lat życia? Ojej, a fabryka wypuszczała ciągle nowe modele z nowymi silnikami i części dla mnie nie starczało :/. Te najnowsze to nawet klimatyzację miały. Jakby nie mogli zostać przy 4 przełącznikach jak w 1980. Przeca starczyło każdemu.
I pamiętajcie kochani Polonez to nie samochód!
Całego artu nie czytałem tylko część. Bzdury jakich jeszcze nie słyszałem, nie odpowiada zamrażanie dystro? To se człowieku Testing debiana lub coś innego rolling release zainstaluj. Losowość urządzeń w udev? No przecież nie losowość, po numerach seryjnych, itp. (no chyba że twoje urządzenia mają zmienne numery seryjne) jest ustawiane. Niezły krasz ten ubunciany kernel ma, nawet się nie kraszuje (panic), raz to widziałem i tylko w 8.04. To są dziwactwa ubuntu. Nie chce mi się już więcej pisać, skąd żeś się urwał? Ktoś Cię sponsoruje?
Przecież napisał, że rolling release też mu nie pasuje…
Powinno chyba być I pamiętajcie kochani Polonez to nie tylko samochód! Bo Polonez to i taniec i samochód. No ale to już takie moje czepialstwo. Co do artykułu, to nie wiem, co ten koleś bierze, ale powinien zmienić dilera. Większości problemów wymienionych w artykule nie uświadczyłem. No, ale może dlatego, że mam openSuSE, a nie jakieś tam Srubuntu, KSrubuntu, czy inne XSrubuntu. openSuSE jest IMHO lepszym systemem na desktopy – stabilność porównywalna z Linuksem serwerowym (oczywiście dopóki nie używasz jakichś dziwnych aplikacji, ale to najczęściej jest zwiecha jednego konkretnego programu, a nie całego systemu/środowiska graficznego jak w WinDow(n)$). Srubuntu, jasne – ma fajne bajery, ale zamula gorzej niż Vista bez Aero na 6-letnim kompie (porównywałem na moim Intel Core2Quad Q9450 + GeForce 9600GT + dysk 712GB).
Do czego zmierzam? Ano do tego, że Linuks jak najbardziej nadaje się na desktopy, tylko że trzeba wybrać ODPOWIEDNIĄ dystrybucję.
P.S.: Compiza można wyłączyć, wystarczy wpisać w oknie uruchom w gnome metacity –replace, a w kde kwin –replace.
Każdy używa tego co lubi wyluzuj chłopie trochę. Po za tym ten wpis nadaje się na BLOGa a nie tutaj.
Tendencyjna propaganda.
Ciekawe, że koleś nie zauważa, że XP potrafi się sam zniszczyć gdy ma się C: na ntfs i drugą partycję na fat32. Nie wspomina o pladze wirusów, trojanów i podobnego robactwa, ani o tym, że na gołym win tuż po instalacji to sobie najwyżej można pasjansa poklikać, bo nie ma ani sensownego oprogramowania ani kompletu sterowników.
Sam nie używam ubunciaka, ani eRPeeMowców właśnie dlatego, że mają tak @#%^#$^$ cykl wydawniczy i politykę za wszelką cenę najnowszych pakietów – co skutkuje niedorobionym KDE4. Ale nikt mnie, autorowi i komukolwiek innemu nie broni postawienia Debiana stable, albo Gentoo – w tym drugim w portage nieraz można znaleźć ebuildy do kilkunastu wersji paczki.
Poza tym, mnie się udev i hal bardzo podobają. Nie ma co kultywować starych tradycji jeśli są nowsze rozwiązania – inaczej siedzielibyśmy w epoce kamienia łupanego.
W zasadzie to każdy ma prawo do własnego zdania, ale przykro mi, że jakiś (moralnie) szczeniak, ewidentnie niedoedukowany w tym temacie sieje fałszywą propagandę.Linuksa da się używać na desktopie i potrafi to być naprawdę przyjemne!
Nie ma jak argumenty ad personam, gdy braknie prawdziwych, co? Ja też pamiętam czasy gdy można było używać (nie ‘uruchomić’ ale ‘używać’!) Linuxa na komputerach 486. Spróbuj to z którąś z dzisiejszych dystrybucji, o ile w ogóle uda Ci się coś takiego. Dla ułatwienia wypróbuj na komputerze klasy Pentium II albo Pentium III, albo którymś ze starszych Athlonów (z zegarem poniźej 1000 MHz).
W wielu miejscach nastąpił regres zamiast rozwoju. Wystarczy sobie przypomnieć jak szybko działało środowisko XFCE w wersjach 3.1 – 3.8 – i jak bardzo zwolniło po przejściu na GTK 2.0 w wersji 4.0. Na moim starym komputerze K6-2 500 MHz zwolnił na tyle, że gołym okiem i bez używania zegarka dało się zauważyć różnicę.
HAL i UDEV to też źródła problemów (poczytaj mój komentarz piętro wyżej). A fakt że “da się używać na desktopie i potrafi to być naprawdę przyjemne” nie oznacza że jest różowo i cacy, bo nie jest. Autor komentowanego artykułu nie wymyślił sobie tych problemów i nie wyssał ich z palca, bo one istnieją i ja też z niektórymi z nich walczyć musiałem (póki co z powodzeniem, ale jak długo się da…?) i muszę do tej pory.
A spróbuj Vistę odpalić na 486
Kwestia podłubania, bo takie Ubuntu przy obecnej ilości bajerów raczej niepośmiga na tak starym sprzęcie.
Niemniej na Linuksie chcieć to móc – postawiłem Gentoo na PII 400Mhz z KDE3, odpaliłem Xmms, FireFoxa, aMule w tle i zapierniczał aż się zdziwiłem
Udev… Że Tobie sprawia problemy, to przykre, ale ja na przykład nie narzekam, a zdarzało mi się nawet kopać w jego konfiguracji i wsio było ok. Generalnie w moim przypadku problemy z Linuchem są gdy A. awaria sprzętu, B. większy upgrade systemu – przy np 100 pakietach naraz coś nie zaskoczy i trza dossać zależności albo zmienić config C. sam coś nakopię, ale póki nie ruszam to działa, więc w czym problem?
By postawić dobrze działające Gentoo trzeba mieć już trochę doświadczenia z tym systemem (i linuksem w ogóle). Porównanie do Visty jest ogólnie bez sensu. Vista ma swoje wymagania sprzętowe i każdy am tego świadomość.
Poza tym takie kompy niestety już proszą się o wymianę. Nie powstrzymamy postępu.
Nie wiem czy Kolega zauważył, ale w arcie wspomniano, iż Autor jakiś czas z linuksem obcował, a i w systemie grzebać potrafi.
.
Prywatnie siedzę sobie teraz na Suśle, z powodu lenistwa, tudzież Żony, która się systemu uczy. 4 lata siedziałem na ZGientu i też nie narzekałem. W pracy niestety muszę pracować na XP i możesz wierzyć lub nie, ale postawiony z automata Susełek domowy witam z taka ulgą, że słychać ja 5 bloków dalej
A co do do wymagań Gentoo, to u mnie na P III, 256 mega RAM`u i GF2MX śmigało jak porąbane z GNOME, KDE 3 i 4, o XFCE nie wspomnę (moje ulubione
). Kwestia dobrej kompilacji i odpowiednich flag.
PIII to PIII, C2D to C2D. Niezależnie od systemu różnica w szybkości jest (bardzo) widoczna. A jeśli nie potrzebujemy takiej szybkości, to zawsze możemy przesiąść się na Atoma i czekać na zwrot wydatków z elektryczności (system i tak pewnie będzie działać szybciej). Zawsze da nam to lepszą platformę multimedialną (chipset intela niedawno dostał wsparcie dla h.264).
Fakt, facet zna się na linuksie (ba, trochę śledzi zmiany). Ale tekst jest pisany dla mniej obeznanych osób, więc dlatego piszę, że postawienie szybkiego gentoo nie jest takie proste.
ok sluze przykladem: VIA EPIA C3 1GHz odpowiednik PII 350-400MHz, Ubuntu 8.04 i calkiem normalna w miare komfortowa praca.
Jasne, Vista może mieć swoje wymagania, ale Linuksowi nie wolno! Ma się uruchamiać na 286 z 64KB RAMu. BO TAK!
“Ja też pamiętam czasy gdy można było używać (nie ‘uruchomić’ ale ‘używać’!) Linuxa na komputerach 486. Spróbuj to z którąś z dzisiejszych dystrybucji, o ile w ogóle uda”
Owszem zrobię to jak Ty postawisz któryś ze współczesnych Windows na 486. Oczywiście nie mówimy o starociach sprzed sześciu lub więcej lat.
Mylisz epoki i chyba jednak nie znasz możliwości Linuksów.
Zgadzam się w zupełności z Twoim komentarzem, Karl. Jestem w Linuksie początkujący i dopiero przygotowuję się do migracji z Windows. Mam 2 komputery. Stary laptop PIII, 700 mhz, 128 mb ram oraz Athlon Sempron 2400+. 1,67 Ghz, 512 ram. Poszukiwałem linucha, który by bez problemu działał i na jednym i na drugim. ŻADNA z dużych (czyli tych nieminimalistycznych), odpowiednich dla początkujących (Ubuntu, Mandriva, OpenSUSE) dystrybucji się do tego nie nadaje. Gdyby nie Zenwalk, to nie wiem, jakiego Linuksa mógłbym wybrać. Pamiętam, jak kiedyś instalowałem na tym starym laptopie XUbuntu, które przecież uchodzi za system dla starszych komputerów. Stare wersje XUbuntu działały dobrze, ale nie miały wsparcia. Najnowsza wsparcie miała, ale po zainstalowaniu… działała gorzej niż WinXP.
Może jestem “idiotą”, ale dla mnie min. wymagania ponad 1Ghz i 256 ram oraz kilka gb na hdd kłócą się z pojęciem ALTERNATYWNY system operacyjny. Czy naprawdę duże distra Linuksa nie mogą mieć min. wymagań WinXP, który działa nieźle już przy 128 ramu???!!!
windows
Xp działa nieżle przy 128 RAM ??? Próbowałeś , bo ja miałem okazję , jest to nieużywalne.
Ja akurat się zgadzam z niektórymi przedstawionymi tutaj bolączkami.
Hibernacja w linuksie praktycznie nie działa, jądra zmieniają sie z wersji na wersję, nigdy nie wiadomo czego się spodziewać…
Jak to nie działa? Na prawdę? Kurcze, no nie zauważyłem, bo u mnie działa (mandriva 2009, macbook).
Używanie płatnej Mandrivy na Macbooku to jest jakiś koszmar, pomyłka, i generalnie dramat.
Jakie, no szczerze, jakie są korzyści z korzystania z Linuksa, kiedy masz do dyspozycji OS X? A w razie czego – zawsze możesz odpalić jakąś dystrybucję pod VMWare/Paralells czy nawet koślawym VirtualBOXem?
Kto powiedział, że uzywam płatnej Mandrivy? Korzystam z całkowicie darmowej wersji free.
Nie rozumiem skąd ta legenda płatnej Mandrivy? Co pół roku firma wydaje 4 edycje: dwie darmowe (free i one) oraz dwie płatne (powerpack i flash). Instalując darmowe edycje i konfigurując urpmi mam dostęp do prawie wszystkich pakietów wersji płatnej.
W niektórych sytuacjach wirtualizacja to za mało. Do pewnych rzeczy potrzebuję więcej zasobów systemowych.
Zależy kto czego potrzebuje. Dla mnie używanie OS X to jakiś dramat.
Dziwne, jakoś u mnie działa
Nie pamiętam też żeby zmiana jajka spowodowała u mnie jakieś większe problemy.
No, ale teraz jest gorzej, bo xorg.conf nie trzeba już tak często edytować. Przynajmniej według autora artykułu. Albo żartował (skłaniam się do tej wersji) albo za dużo wypił.
Nie, bo ze sterownikami (kart graficznych, czy jakichś myszek itp) są zawsze jakieś problemy. Dawniej rozwiązywało się je za pomocą wyedytowania xorg.conf. Teraz trzeba stworzyć xorg.conf od zera lub babrać się w bardziej skomplikowanych plikach hala. Likwidacja xorg.conf w taki sposób, jaki zostało to zrobione również według mnie jest błędem.
kolejny raz pojawia sie ten durny argument: “a U MNIE działą, więc nie ma problemu” – nóż się w kieszeni otwiera.
hm… a co jest zlego w instalatorze archa?
pozatym- chyba jestem pechowy, bo mi na obydwu kompach s2disk i s2ram dziala out-of-the-box…
Niestety muszę się zgodzić z artykułem w 90%.
A ja się w 90% nie zgadzam…
Głupi artykuł facet pewnie przechodzi jakies załamanie nerwowe ! To moze być skutkiem zbyt długiego przesiadywania przy komputerze!!!
Ta… no jasne, jak ktoś nie zgadza się z żałosnymi fanatykami linuksa, to od razu ma załamanie nerwowe, albo ktoś mu zapłacił.
Problem jest taki, że jednak linux jest tworzony przez grupę przypadkowych ludzi, którzy nie mają nad sobą nikogo kto by od nich czegokolwiek wymagał, dlatego 90% projektów OS jest tak żałośnie niskiej jakości. Pozoastałe 10% to miłe wyjątki, ale można jest używać pod innymi systemami też, więc nie rozumiem w czym problem.
A kto Ci broni poprawić kod?
Mnie się już nie raz zdarzało, w przypadku Gentoo ~x86 nawet w locie podczas kompilacji i jakoś mi honoru nie ujęło
Ew. zapłać za support RHEL to będziesz mógł wymagać poprawek i jakości :]
Z tą przypadkowością to bym nie przesadzał. Wielu to naprawdę wybitni specjaliści w swoich dziedzinach.
Zadziwiająco dużo rzeczowych argumentów jak na załamanie nerwowe.
A teraz przykład z mojej strony. Było sobie działające Ubuntu 8.04. Chodziło prawie jak trzeba , miało kde 3.5.10. Wyszła wersja 8.10. Dostałem w niej przymusowo badziewne KDE 4 z wieloma brakującymi do mojej pracy narzędziami(celowo pisze do mojej pracy mam określone wymagania i system ma je spełniać). Komputer nowy nie był i miałem pecha – zawierał GF 440 MX (akurat karta grafiki nie jest dla mnie taka ważna ale potrzebuje OpenGl do Celesti i stellarium). Oczywiście na skutek zawarcia w 8.10 wersji 1.5 Xorg straciłem wsparcie dla OpenGL – o tym problemie wiadomo na angielskim forum Ubuntu ( o polskim powiem tyle że straciłem chęć jego czytania z uwagi na atmosferę tam panującą i nazwijmy to wprost przemądrzałość specjalistów – którzy to aż tacy mądrzy nie są) . Wiem że winne są sterowniki binarne od Nvidii – ale czy aby na pewno problem jest nierozwiązywalny. Na wspomnianym forum (angielskim o polskim zapominamy) była cała sterta propozycji rozwiązań (np. równoległa możliwość instalacji wcześniejszych wersji Xorg) Wszystko jak groch o ścianę. Deweloperzy jak matrę powtarzali – nie mamy środków nie mamy czasu – a w ogóle to koszmar za dużo bajerów mamy podlinkowanych do nowych wersji. To same odpowiedzi dotyczyły umieszczenia KDE 3 jako opcjonalnego. Mnie bajery nie obchodzą. System ma realizować założone funkcje. Compiz i KDE4 nie są do nich potrzebne. Jaki morał z tego fragmentu wynika. Ano taki, że jak się zakłada wydanie dystrybucji z dokładnością do dnia na pół roku do przodu to taka będzie jakość tego wydawnictwa. W tym przypadku 3 dni (słownie trzy dni) po ukazaniu się Ubuntu ukazała się wersja beta sterowników Nvidii ze wsparciem dla kart legacy i nowego serwera X. To co w tym jest irytujące to postawienie na tak zwaną większość która być może lepiej trafiła ze sprzętem w chwili wydania nowej wersji. Takie same kłopoty mają użytkownicy Visty z starszym bądź nietypowym sprzętem. Ponieważ jednak komp nowy nie był postawiłem jednak 4 -letni sprzęt zaktualizować. Tak też zrobiłem. Obyło się większych komplikacji – do czasu. Dzwoni do mnie kumpel – kamerka mu nie działa po aktualizacji a działała przed. Ponieważ sam rzadko z kamerki korzystam podłączyłem swoją tylko po to aby zawiesić komputer i to skutecznie. Jak się okazało nie sprawdzono obsługi kamerek opartych o gspca o kernel 2.6.27 gdzie zrobiono zamieszanie z obsługą kamerek. Kilku znajomych po prostu zarzuciło mnie problemami. Są pewne granice. Wróciłem do 8.04 żeby podziwiać dalej pseudo wsparcie dla LTS (to temat na osobny felieton) oraz coraz większą liczbę programów do kompilacji których konieczna jest wymiana połowy systemu – ponieważ programiści linuksowi programują w większości sami dla siebie i nie przejmują się faktem korzystania z wersji svn bibliotek, które oczywiście pięknie się gryzą ze starszymi wersjami. Prowadzi to do konieczności zbudowania sporego kawałku dystrybucji w /opt.
Tekst ten można by jeszcze długo ciągnąć. Czy zatem należy się dziwić ze pewna grupa użytkowników rezygnuje. Mnie to wcale nie dziwi.
I tak masz szczęście u mnie nowe ubu nawet się nie uruchomiło. tzn uruchomiło, ale bez iXów i jakoś nie miałem ochoty za każdym razem kombinować aby uruchomić X. Wróciłem do sprawdzonego, Nieprzesadzonego PCLinuxOS i jestem szczęśliwy.
Jak juz jedziemy nowe Ubu to mi przestala dzialac myszka po aktualizacji. Wróciłem do sprawdzonego, nieprzesadzonego Debiana i jestem szczęśliwy
Ja też sobie śmigam na Debianowym Desktopie i jest mi z nim bardzo dobrze i nie mam zamiaru sie przerzucać na którekolwiek ?untu.
Jak jedziemy to:
Repozytoria i cała baza APT’a gruchneła mi nie mogę nic zainstalować/skasować z systemu. A naprawić się nie da :0
Na Athlon 2600+ czy jakoś tak nawet nie chciał wstać:D
Na Hp Pavilion nie chciał wogule dysku widzieć
Modemy do neostrady przestały działać od ubuntu 8.04++
^^ dlatego ja i sąsiad przeszliśmy na badziewne routery
Heil Ubuntu
Pisanie “I tak masz szczęście u mnie nowe ubu nawet się nie uruchomiło” sugeruje, że Ubuntu zwykle się nie uruchamia i tylko “szczęsciarze” go używają. A jest chyba odwrotnie – zwykle działa, chyba, że masz pecha.
niema tam winy nvidii, to linux czy tam xorg zmienil api/abi
ja tez się musze zgodzić w wielu przypadkach z autorem. Uwielbiam linuxa, ale ciągle rozłączające się wifi, brak możliwośći synchronizacji komórki i tym podobne głupoty zmusiły mnie do zainstalowania windowsa. Może nie jest to to czego chciałem, ale przynajmniej wszystko działa. A na linuxie wiele stufu po zaktualizowaniu padało.
A dla mnie duża część to bzdura. Do części nie potrafię się odnieść. Jestem użytkownikiem który zawodowo zajmuje się adminowaniem linuxem na serwerach i od 3 lat zacząłem używać linuxa jako desktopu i jestem nim zachwycony. Przez wiele lat używania windowsa przechodząc przez kolejne wydania nauczyłem się jednego że conajmiej co pół roku musiałem robić formata i instalować system od nowa bo po pół roku windows tracił stabilność(czasem nawet format nie pomagał na wirusy w boot sektorze). Linuxa mam już zainstalowanego 2 lata bez formatu i chodzi ciągle tak samo stabilnie(to nie tylko moje zdanie ale wielu moich znajomych uważała format za konieczność w przypadku windy). Kolejna rzecz to jakoś nie zauważyłem takiej niezawodności windy szczególnie w przypadku IE który był główną przyczyną formatów do czasu jak zacząłem korzystać z firefoxa. Kolejna rzecz to fakt że czasem uaktualnienia powodują że coś się psuje ale psuje się jedna rzecz i wiadomo co się psuje, często naprawia się przy uaktualnieniach albo można naprawić samemu szukając rozwiązania np. w google. W windzie często psuło się coś i nawet wszyscy święci nie potrafili mi powiedzieć co się popsuło nagle system zaczął się wieszać itp. i jedyne co można zrobić to format. A co do zarzutu o zamrażanie to to wszystko chodzi o pewien sposób myślenia i ideologię . Z jednej strony autor krytykuje linuxa za to że przy aktualizacjach się psuje a z drugiej krytykuje że jest zamrażany i wydawany w wersjach. Jak chcesz mieć stabilną wersje używaj stable najnowszą używaj testowej lub niestabilnej. Tak się buduje oprogramowanie open source udostępnia społeczeństwu kod do testu, dlatego jest darmowy. Co do przeładowania jądra to jest to kolejny sposób myślenia windowsiarzy. Producenci rzadko wydają sterowniki pod linuxa więc jedyne to czekać na sterowniki przygotowane przez linuxa a skoro oni sami robią sterowniki to umieszczają je w jednym miejscu i oznaczają kolejne wydanie. Poza tym można ładować sterowniki nie czekając na jądro (np. sterowniki nvidia). Poza tym na moim komputrze oprócz sterowników nvidia nie muszę ładować żadnych innych sterowników wszystkie znajduje sam linux w przecciwieństwie do żąglowania płytami ze sterownikami pod windą. Poza tym jak słyszę ze compiz nic nie daje i żeby okrajać wygląd do classic… hmm powiem tak ja zawsze oglądam się za ładnymi dziewczynami a nie za dziewczynami classic, prawda takie ładne nie są mądrzejsze ale jaka przyjemność patrzeć na nie i przebywać z nimi. Jak ktoś lubi przeciętne droga wolna tu chodzi o przyjemność a nie o funkcjonalność. Co do reszty nie będę się odnosił bo i tak się rozpisałem.
Nie wiem, coś ty “administratorze” robił z tymi Windowsami, ale porzadnie zainstalowany i skonfigurowany XP to 4 lata spokoju. Sprawdzone w domu i w firmach, wielokrotnie.
no ja adminuję linuksami więc ta wrzuta “administratorze” jest niepotrzebna a jeśli chodzi co robiłem to ja bardzo mocno zawsze eksploatowałem system dużo programów instalowałem i odinstalowywałem po czym przede wszystkim siadały rejestry windows a próba grzebania w rejestrach przyczynia sie do rozwalenia windy. Jak ktoś używa tylko kompa żeby zobaczyć zdjęcia na naszej-klasie to pewnie że 4 lata spokoju. A w firmie bądźmy szczerzy komp służy do obsługi office.
Trzeba też dodać to że aktualizacje XP też jest pewnego rodzaju grą w rosyjską ruletke…
Tak. Trzeba mieć zaktualizowany system więc mamy włączone aktualizacje( tak żeby pytał przed pobieraniem i instalowaniem) tylko dlaczego w pewnym momencie podczas jakiejś super ważnej prezentacji komp zaczął mulić i wyskoczył komunikacik o tym że system zostanie zamknięty za 5 minuty ponieważ ważne pliki systemowe zostały zaktualizowane i dalsze korzystanie z systemu może spowodować utrate danych
Porównywanie wyglądu systemu do dziewczyn… hmmm mocno nietrafne, ale rozumiem że to miał być żart
A czy Twoi znajomi korzystali z oryginalnych wersji Windows? Administruje systemami opartymi o system linux (rozne dystrybucje) od 10lat. I powiem tak. Nie jestem milosnikiem Windowsa. Sam od roku uzywam na desktopie Mac Osa. 8 lat byl tylko linux. Mam znajomych uzywajacych windowsa legalnegi jak i takich ktorzy uzywaja windowsa pirata. Ci z piratem ciagle marudza i formatuja. Ci z legalnym systemem dzialaja przez 2, 3 lata i jest OK. Moze cos w tym jest?
Pozdrawiam
Nic dodać … nic ująć
Poniosły emocje.
Jest sporo racji w tekście, ale podane w okropnej formie. Osobiście wolę bardziej rzeczowe teksty, które umożliwiają merytoryczną dyskusję, bądź przynajmniej wymianę poglądów.
Pewnie kolejny sfrustrowany tym,że Linux nie jest dla niego. Linux może sprawnie funkcjonować jako system biurkowy, ale jednak trzeba się postarać, żeby tego dokonać.
no właśnie, trzeba się starać, a nie każdy ma chęć siedzieć godzinami, żeby TO jakoś działało.
Takie osoby powinny siedzieć na Windowsie lub MacOS.
Zgadzam się… “takie osoby” czyli ludzie, którzy chcą mieć działający komputer do pracy, a nie dzieci, które chcą się bawić godzinami żeby komputer w ogóle działał.
Niekoniecznie. Tak po prostu wypada powiedzieć, dla bezpieczeństwa, żeby nie było.
Ja jadę na stadardowych ustawieniach Ubuntu, nie licząc zmian kosmetycznych, typu tapeta, ustawienie przeźroczystości pasków oraz doinstalowanie Psi/Gajima. Tyle. Nie trzeba siedzieć godzinami, choć faktycznie, czasem tak bywa, gdy nie wiem jaką tapetę wybrać na pulpit…
IMO wolę ostatnio jednak windowsa. Smieszą mnie te wszystkie flejmy w polskiej blogosferze. Tak naprawdę nie zdajecie sobie sprawy, ze o gustach sie nie dyskutuje, a każdy używa tego, z czym mu wygodnie. Dla mnie Linux jest coraz bardziej obsolete, za dużo forków, wersji, kompilacji, podwersji, idiotyczne kłopoty z drukarkami, ohydne czcionki. Wymieniać można by do skutku.Zbyt wielkie rozdrobnienie dystrybucji, a można by się skupić nad JEDNĄ gałęzią i ją ulepszać. Dobre to jest na krótką metę, zwłaszcza, jak chce się poznać nowe rzeczy. Ja jednak doszedłem do IMO właściwych wniosków i wole jednak być pieprzonym windowsiarzem
Wesołych świąt
Idiotyczne kłopoty z drukarkami? SOA #512
Jakie problemy z drukarkami?
Wiesz ja wiem.. łatwiej było by zrobić jedną dystrybucje…
Najlepiej kazać “To możecie napisać.. atego nie bo MY to robimy i najlepiej jakbyście nam oddali swój kod za darmo a my se go opublikujemy jak nam będzie zależeć”
Po to są forki żeby aplikacja mogła się rozwijać!
Ciekawe jakbyś połączył np. RPM i portage od gentoo?:D
Nie żartuj….
Każda dystrybucja powstaje tylko dlatego że rozwiązań jest wiele!
Jednak wolę być tym linuksiarzem.. nie pieprzonym jak ty…
Satan’s Coming to town
Ale kogo obchodzi kto jakiego systemu uzywa i jakie ma z nim problemy??? Facet najpierw był fanatykiem Linuxa Teraz stał się gorliwym wyznawcą XPeka przecież to chore jest!!
A ja po 6 miesiącach używania fabrycznie instalowanego Windows Vista na notebooku ostatecznie wywaliłem go zupełnie na rzecz Ubuntu 8.04 + VirtualBox (jak już nie można inaczej). Używam go już kolejne 4 miesiące i błogosławię to że miałem taką możliwość. Moim zdaniem nic na siłę – jak ktoś woli Windows to jego sprawa. W moim przypadku Vista jak każdy Windows spuchła w ciągu tego pół roku i uruchamiała się tragicznie wolno. Dla mnie znacznie bardziej wygodny jest Linux. Instaluje praktycznie wszystko co potrzebuję z repozytorium bez konieczności googlowania po necie, użerania się z trialami i i sharewarami które później muszę ręcznie wydłubywać ze systemu. Odinstalowywanie oprogramowania wygląda jeszcze lepiej. W moim przypadku update systemu działa i nic nie psuje – właściwie codziennie dostaje notyfikacje o updatach do softu – całego zainstalowanego softu – nie tylko systemu. Mogę korzystać z wielu pulpitów – lubię mieć uruchomione wszystkie aplikacje z których korzystam i wreszcie mogę sobie je jakoś sensownie zorganizować. Mam normalny terminal którego da się używać. Mam całą masę narzędzi od ręki. Jeśli chodzi o ten cały lament o zmianach w systemie, o rozwalaniu działających elementów, o braku supportu itd to zachęcam autora do instalacji Visty. Nadmienię że XP w przypadku nowego sprzętu (np. notebooki) jest już w większości nie supportowany i lepiej niech autor już zainstaluje Vistę żeby za chwilę, rozgoryczony, nie musiał pisać podobnie zbolałych postów na temat Windows.
Autor artykułu pisze o swojej długiej przeszłości z linuxem, a jednak jego stwierdzenia odnośnie jego składników są bardzo powierzchowne, Odnoszę wrażenie, że jest on “lamowatym myszkowym klikaczem”, lub celowo KŁAMIE.
IMHO najwspanialszą rzeczą, która jest możliwa tylko w otwartych systemach, jest to, że możemy dowolną aplikację czy część systemu zmodyfikować i idealnie dopasować do własnych potrzeb. Desktop, który mam u siebie na biurku nigdy nie byłby tak funkcjonalny, gdyby to był windows. Podejrzewam, że na nawet nie było by możliwości na skonfigurowanie trzech monitorów na dwóch zupełnie różnych kartach graficznych
.
Autor artykułu nie kłamie, nie jest również “klikaczem”. Używanie Linuksa w 1998 (10 lat temu!) nie ograniczało się do klikania w okienka w Ubuntu, wymagało solidnego przygotowania merytorycznego, dużego uporu i cierpliwości i ślęczenia po nocach nad dokumentacją (fora z ‘tutorialami’ i ‘videoinstrukcje’ to wynalazek ostatnich paru lat, wcześniej dostawało się dokumentację w postaci dokumentów man, HTML lub txt – albo w ogóle jej nie było!), eksperymentowania i dochodzenia do rozwiązań metodą prób i błędów.
Wiem o tym bardzo dobrze, bo sam używam Linuksa od 1995 roku i sam przez to przeszedłem.
Twierdzenie o ‘modyfikowaniu i dostosowywaniu do własnych potrzeb’ jest jednocześnie prawdziwe i fałszywe.
Prawdziwe, ponieważ da się tak uczynić z większością komponentów systemu.
Fałszywe, ponieważ wymagana do tego wiedza jest poza zasięgiem zdecydowanej większości użytkowników nieposiadających wykształcenia informatycznego.
Fakt, że wspaniałą rzeczą jest możliwość zadecydowania co i w jaki sposób się dzieje z twoją maszyną gdy ją już włączysz. Problemem jest to że większość osób NIE WIE co się dzieje pod przykrywką ładnych okienek, ikonek i dźwięków. Co więcej, w ogóle ich to nie obchodzi, oni chcą tylko wykonać jakąś pracę, obejrzeć jakiś film, posłuchać muzyki, wysłać fotografie rodzinne do cioci z Pcimia e-mailem albo w coś pograć. I nie interesuje ich też dlaczego nie mogą czegoś takiego zrobić w systemie takim czy siakim. I jest pewna ilość czasu, którą mogą poświęcić na dostosowanie swojej maszyny do tego, aby można było na niej wykonywać ich pracę, ale jest to ilość czasu skończona.
Jak widać w powyższym artykule, ilość czasu i cierpliwości autora została wyczerpana. Problemy, które ładnie nam wylicza, są prawdziwe. Co więcej, przybywa ich codziennie. I trzeba się zastanowić nad ich rozwiązywaniem, a nie wyzywaniem ludzi od “klikaczy” lub kłamców.
Hmm.. bardzo bym dyskutował bym z kolejnymi punktami:
> * Nielogiczny model dystrybucji w postaci “megazamrażania”, w którym wszystkie aplikacje przypisuje się do ustalonej (fixed) wersji systemu przez cały okres pomiędzy kolejnymi wersjami (release) dystrybucji.
Przecież “model dystrybucji” zależy całkowicie od dystrybucji, jeśli ktoś chce pakiety uaktualniane “nonstop”" to zainstaluje takie dystrybucje jak archlinux lub debian testing.
> * Bezsensowna zasada “musimy wydawać nowe wersje co 6 miesięcy”, mantra wielu niekorporacyjnych wersji dystrybucji. Z tego powodu większość błędów nigdy nie jest usuwana, za to nowych przybywa jak grzybów po deszczu.
tak jak wyże zależy od dystrybucji, są ich setki, można sobie dopasować właściwą, lub zrobić własną, bazującą już na czymś.
> * Idiotyczna zasada “musimy wydawać nowe wersje co 6 miesięcy” w odniesieniu do projektu GNOME. Nie usuwa się przez lata błędów w “gedit” (odpowiednik Notepad, tak?), a cały czas skupia się na ciągłych zmianach wszystkiego co działa.
patrz wyżej.
> * Kretyński cel projektu KDE 4 – “musimy naśladować Vistę, ale zróbmy to gorzej”. KDE4 jest najgorszym środowiskiem pulpitowym jakie istniały pod słońcem (tak, obejmuje to także Vistę).
kto każe używać kde4 ? Są dziesiątki managerów okien, każdy można spokojnie doinstalować do działającego Xorg.
> * Stale usiłuje się spartolić każdy z działających komponentów dystrybucji Linuks. Gdy tylko jakaś technika dojrzeje i pousuwa się z niej większość błędów, banda “emo kids” (świrów) zaczyna wrzeszczeć, że jest to przestarzałe i powinno być zastąpione przez coś nowego, a najlepiej napisane od początku. W rezultacie pojawia się coś, co w pierwszym roku ma więcej błędów niż cech użytkowych. Pomyślcie o dźwięku, tym wiecznym linuksowym problemie. Jakoś to działało, przecież ALSA była techniką w miarę dojrzałą. Nie tak zła była także technika ESD w GNOME. Nie, musieli wymyślić PulseAudio.
Ale jakoś Ci źli developerzy ani OSS ani alsy nie usunęli, a wszelkie możliwości ESD są zawarte w PulseAudio, Tylko jednak przewidziano więcej możliwości/fukcjonalności. Jak dla mnie super.
> * Niedawno, X.Org zaadoptował “automatyczną detekcję” rodem z Windows, pozostawiając xorg.conf wyjałowionym kompletnie z wszelkiej informacji. Wydaje się, że zaprzestano także umieszczania niektórych ustawień. To już nie jest podobne do Unixa, to dzień sądu ostatecznego.
Ale za to teraz nie musze X.org restartować przy zmianach rozdzilczości, czy podłączeniu kolejnego monitora myszki lub klawiatury.
> * Usiłują pozbyć się niektórych tradycji systemu Unix, wymyślając takie gówna jak UDEV lub HAL. Wystarczy.
Te “gówna” dają nowe możliwości, i nieograniczone sposoby ich wykożystywania, wcale nie musisz ich używać, odinstalowujesz paczkę i robisz /dev statycznie.
> * Linuksowy kernel jest straszliwie monolityczny. Korzystając z Windows można w każdym dowolnym wydaniu (powiedzmy XP) dodawać dowolną liczbę sterowników. W linuksie trzeba publikować nową wersję kernela, która będzie obsługiwała nowy sprzęt.
Nie jest to prawdą, dobrzy producenci dostarczają binarne drivery tylko do kerneli RedHat,Suse,Ubuntu . Inną kwestią jest, że najczęściej producenci nie troszczą się o drivery linuxa.
> * Poza niewielu wyjątkami, każda wersja systemu obsługiwana jest łatkami bezpieczeństwa przez zbyt krótki okres czasu, znacznie krótszy od czasu zapewnianego produktom Microsoftu. W dystrybucjach podobnych do Debiana wszystko jest niepewne – nikt nie wie jak długo dana wersja systemu będzie obsługiwana technicznie, gdyż nikt nie wie kiedy przyszła wersja ujrzy światło dzienne. A Debian ma długą historię lekceważenia niektórych elementów, jak np. zmiany DST (tzdata). RHEL i SLED/SLES są dystrybucjami komercjalnymi co sprawia, że są zarówno ograniczone (obsługują jedynie systemy, które używają certyfikowanego sprzętu, oficjalnych pakietów i certyfikowanych aplikacji), jak i bardziej kosztowne niż Windows. W przypadku Windows płaci się raz na cały okres firmowego obsługiwania danej wersji (podkreślenie P2O2), za RHEL i SLED/SLES musi płacić się corocznie! (chociaż…, tak, istnieją darmowe klony RHEL).
z tego co wiem support dla windows XP miał się skończyć już dawno temu, tylko zapotrzebowanie na ten system wynikające z nieudanej visty ratuje go przed wymarciem.
Kupiłem swego czasu za grubą kasę win 3.11 i co mam z tego ?
> * Biorąc pod uwagę fakt, że obsługa techniczna RHEL opłacana jest corocznie, a dystrybucja posiada niewielką liczbę pakietów, można by oczekiwać, że firma będzie szybciej reagować na zgłaszane błędy. Nic z tego. Zdarzało się, że odmawiali usunięcia trywialnego błędu.
Chcę zobaczyć w jakim tempie, i czy , firma Microsoft usunie zgłoszony błąd
.
> * Podczas gdy Windows (np. Vista) można zarzucić, że jest bardziej nastawiony na graczy (gry “sprzedają” hardware, a nowy sprzęt “sprzedaje” licencje OEM Windows), to ostatnie prace z zakresu linuksowego pulpitu (nie tylko w przypadku Ubuntu) pokazują, iż Linux jest również bardziej zainteresowany bezmyślnymi zabawkami dla dzieciaków – Compiz jest jednym z najlepszych przykładów bezużytecznego oprogramowania.
Moim zdaniem to też zabawka, ale w przeciwieństwie do Visty to tego typu komponent nie musi być zainstalowany na dysku .
> * Jedna z najbardziej potrzebnych rzeczy w nowoczesnym pulpicie, mianowicie hibernacja, nie jest przedmiotem większego zainteresowania programistów linuksowego kernela. Nieważne, że Windows ma tę funkcję od bardzo długiego czasu. W rezultacie hibernacja (zapis do dysku) i funkcja drzemki (zapis do RAMu) jest w Linuksie nieustannym przedmiotem mozolnego hakowania. A kiedy uda się już doprowadzić hibernację do poprawnej pracy, nikt nie ma pewności czy nie spieprzy tego nowy kernel, albo kolejna wersja systemu (najprawdopodobniej tak będzie).
Z tego co wiem w większości przypadków to drivery są przyczyną problemu. Więc winić chyba należy producenta, który widzi jedynie “ulubiony” system operacyjny
> * Podczas gdy “rycerze otwartych źródeł” stale narzekają na brak linuksowej penetracji korporacyjnych pulpitów (zignorujmy drugą tendencję, obejmującą furiatów wierzących, że każdy po kryjomu używa Ubuntu), numero uno pośród linuksowych firm, czyli Red Hat Inc., twierdzi oficjalnie, iż nie wierzy w wykonalny model biznesowy pulpitowego linuksa. Dlaczego więc mam wierzyć w coś, czym nawet pogardza sam Red Hat?!
Nowell twierdzi inaczej. Gdyby zabrakło linuxików z redesktopem, to znam kilaka firm, które miały by problemy z utrzymaniem desktopowej infrastruktury
. Nie trafiłem na wyliczenia, ale bazując na własnym doświadczeniu, uważam że na utrzymanie (helpdesk) stacji roboczej na windowsie trzeba poświęcić znacznie więcej czasu niż linuxowej.
> * Aby nie zapomnieć: z wyjątkiem ukierunkowania na korzystanie z konsoli do wykonywania niektórych poleceń, Linuks nie usiłuje edukować użytkowników w zakresie technik uniksowych. Akademickie techniki w postaci Perla czy TeX są używane przez coraz mniejszą liczbę ludzi, a tymczasem Linuks promuje klony technik Microsoftowych takie jak np. MONO, czy pakiet biurowy, bardziej zapluskwiony od Microsoftowego Office’a, zwany OpenOffice.org (proszę zwrócić uwagę na tę głupkowatą część “.org” w nazwie produktu).
Ależ drogi autorze, takie rzeczy jak TeX, perl, czy OpenOffice są też pod Windowsem. A w MONO są uruchamiane programy .NET. Czy tam ktoś usiłuje je edukować bardziej, teraz jak dowiedziałeś się że są pod windows ? (ret). Otuż, nie, z marketingowego punktu widzenia edukuje się w kierunku programów płatnych, bo na tym się zarobia.
Odpowiedź na zasadzie można użyć czegoś innego to … kiepska odpowiedź. Autorowi chodziło bardziej o trendy w głównych projektach linuxa i najbardziej używanych i popularnych distrach.
Każdy ma prawo używać czego chce, a nawet krytykować inne systemy, o ile ma o nich jakieś pojęcie. Ja używam linuksów na desktopie od 3 lat i nie żałuję. Czasami są problemy, zwykle nie ma. Czasami brakuje mi jakiegoś oprogramowania, ale zwykle jestem zadowolony. Mam u siebie dwie wersje WinXP, przerobiłem kilka linuksów (obecnie pozostaję przy Mandrivie), no i MacOS X. 97% czasu spędzam na linuksie i maku i jestem zadowolony.
Każdy fanatyzm uważam za idiotyczny. Ten człowiek rzeczywiście najpierw był wyznawcą linuksa (ludzie, no w życiu nie kupiłbym sobie pluszowego Tuksa!), teraz stał się misjonarzem WinXP. Mam uwierzyć, że jest racjonalny? Nie ufajcie fanatykom!
Najbardziej cieszyły mnie te momenty, w których krytykował linuksa za to, że jest mało uniksowy. Niezła jazda!
Bo jest… a na pewno mniej niż *BSD czy (Open)Solaris.
Do komentatorów: Każdy ma prawo do swojego zdania także nie mieszałbym autora artykułu z błotem.
Ogólnie z częścią przedstawionych argumentów jestem skłonny się zgodzić – szczególnie z opinią na temat KDE4, którego wydanie spowodowało, że po ponad 4 latach korzystania z KDE pożegnałem się z tym środowiskiem na rzecz imho znacznie bardziej “używalnego” GNOME. Z wieloma przedstawionymi tezami zgodzić się oczywiście nie można, szczególnie na temat użyteczności Windows XP – o zgrozo z przymusu używam tego w pracy i marzę o przejściu na jakąś dystrybucję Linuksa, bo przejrzystość, “konfigurowalność” i elastyczność Windows jest po prostu żenująca. Artykuł dosyć ciekawy, jednakże zbyt wiele w nim agresji ukierunkowanej na np. społeczność Linuksa, która może poczuć się urażona. Oczywiście mam świadomość, że poziom merytoryczny wielu reprezentantów tej społeczności nie napawa optymizmem, co jednak nie jest argumentem do obrażania wszystkich jej członków nazywając ich “upośledzonymi umysłowo”. Warto też podkreślić, że cały artykuł jest czymś w rodzaju przelania na ekran żali i smutków rozczarowanego, byłego użytkownika Linuksa, którego oczekiwania z różnych powodów nie zostały spełnione, co w żadnym wypadku nie jest podstawą do tak ordynarnej krytyki Linuksa i jego społeczności. Reasumując, artykuł jest bardzo ale to bardzo przeciętny, niepozbawiony niestety gwałtownych, emocjonalnych ocen autora, dużo w nim jadu i bezsensownych uszczypliwości.
PS. Samo tytułowe słowo “zdrada” jest mocno nietrafione – na wstępie sugeruje, że autor popełnij zbrodnię zdrady i nastawia czytelnika do ultra krytycznej oceny przedstawionej treści i osoby autora.
Autor ma sporo racji, jednak moim zdaniem wina leży w większości po stronie twórców dystrybucji. Czy ktoś im każe wydawać nową wersję co 6 miesięcy, raz na rok byłoby w sam raz, albo to idiotyczne zamrażanie wersji. Dlaczego tak mało dystrybucji wybiera model rolling-release? Dlatego, że jest trudniejszy, a twórcy dystrybucji idą na łatwiznę. Jednak nie mogę się zgodzić z zarzutem, że dystrybucje ciągłe muszą używać zawsze najświeższych pakietów, przecież można zachować odstęp pomiędzy wydaniem programu a dodaniem do stabilnego repo np.miesiąc albo i dłużej. Albo przeświadczenie twórców dystrybucji, o tym, że użytkownicy żądają nowości. Czy konieczne było przez nich dodawanie kde 4.0, 4.1, jako domyślnego środowiska, przecież cały czas jest rozwijane kde 3, najnowsza wersja to kde 3.5.10. Niestety, ale deweloperzy najpopularniejszych dystrybucji wydają się być po prostu niedojrzali, traktując swoich użytkowników niepoważnie
W gentoo masz kilka wersji tego samego pakietu. Nie ma tego że only latest.
Nie rozśmieszaj mnie, komputer mam do pracy (czyt. do zarabiania kasy), ma mi działać. Nie mam czasu na pierdoły w stylu gentoo, przecież nie będę sobie obciążał komputera całymi dniami żeby mieć działający xserver i OO. To dobre dla dzieciaków, które właśnie się zachłysnęły tym, że jaki ten linuks jest trendy i że taki ze mnie wielki haker, bo umiem coś tam przekompilować.
Tak, wiem, gentoo jest dla mięczaków, prawdziwi twardziele biorą LFS.
To ty mnie nie rozsmieszaj. Co zrobisz z cudownym ubuntu gdy potrzebny ci jest pakiet w starszej wersji ewentualnie dużo nowszy niz przewidzeli to kontrybutorzy.
O ile kompilacja OO to pomyłka to już zbudowanie xserwera baz hala rozwiązuje jeden z problemów podanych w artykule. Odpowiednie zbudowanie własnego środowiska rozwiązuje 90% podanych wad desktopów linuksowych. W dodatku to distro ciągłe i nie podniecasz sie relasem za 6 miesięcy.
A twardziel używa BSD bo Linux jest dla mięczaków
A i jeszcze jedno sloty dla pakietów nie ma problemu mieć równoczesnie kilku wersji major sporej części bibiotek czy programów.
Jak mi potrzebny starszy pakiet i został dobrze zrobiony… to go instaluję. Np. taki PostgreSQL, normalnie mam u siebie kilkanaście wersji, w tym kilka instalowanych z paczek… i jakoś wszystkie istnieją obok siebie, dziwne, nie?
Ja tam się nie podniecam releasami co 6 miesięcy, nie wiem czemu myślisz w taki dziecinny sposób, pora dorosnąć, zacznij używać komputera do zarabiania a nie do zabawy to zobaczysz różnice, jak muszę zainstalować program to nie mam zamiaru odpalać kompilacji, która potrafi zarżnąć komputer nie pozwalając go normalnie używać i trwa czasem setki razy dłużej niż instalacja z paczek. Inna sprawa, że czasem paczki przygotowują dzieciaki podniecające się każdym flamem czy releasem to wtedy jest koszmar.
Tak czy siak: w tym całym Linuksie brakuje mi profesjonalizmu twórców, wydaje mi się ciągle, że to banda dzieciaków, które sobie coś tam poklikają i nie interesuje ich to kto potem ma to używać i czego potrzebuje. Oczywiście wolno im tak robić, ale niech nie oczekują, że podbiją tym podejściem rynek.
buhaha dzieciak
).
kilkanascie wersji? Out of the box? Ciekawe.
Ja zarabiam na swojej wiedzy, a nie na desktopie. Od baz danych sa serwery, a tutaj zamrozenia wcale takie złe nie są, chociaż są upierdliwe.
Kompilacja zarzyna komputer to nice nie działa czy nie wiesz co to jest w ogóle? Jakoś od 4 lat prawie codziennie robie “emerge world -u” podczas normalnej pracy i spowolnień nie zauważyłem. A super maszyny nie posiadam. Co do tego ze trwa to dłużej oczywiscie masz racje ale nie zawsze trwa to setki razy dłużej.
Zyskujesz na dopasowaniu i na pozbyciu się zbednych zależności.
Gentoo to nie ubuntu tutaj dzieciaki już wiedzą co robić. A jak nie, downgrade nie jest trudny (no chyba że glibca
Słuchaj, na linuksowy desktop tak czy siak jesteś zmuszony albo uzywać “składanki dzieciaków” albo “przykurzonego dziecka” “profesjonalistów”, ja wolę gentoo (~arch) ale są i zboczeńcy uzywający na desktopie centosów w wersji 4.
Z czego tak się cieszysz? Akurat pracuję jako DBA używając głównie postgresa, na dziesiątkach serwerów potrafimy mieć bazy od 7.3 do 8.3 z różnymi ustawieniami, jak trzeba coś sprawdzić, przetestować czy napisać komuś co dokładnie zmienić w konfgu z danej wersji, to muszę tę wersję mieć. Kilkanaście wersji postgresa mam instalowanych ze źródeł, z paczek mam kilka i wszystko działa nie przeszkadzając sobie, te z paczek też.
Kompilacja z nicem będzie chodziła tak długo, że aż mi się nie chce czekać, wolę system gdzie są paczki, nie mam czasu na kompilację.
No patrz więc mamy identyczne prace.
Mówisz że musisz mieć identyczne srodowisko testowe na desktopie? W takim wypadku na desktop musiałbys mieć takze dokładną wersje systemu na którym działa produkcja. A to jest juz bzdura.
Po to są serwery developerskie aby na nich testowac rozwiązania, a nie na desktopie który ma się nijak do środowiska produkcyjnego. Po za tym chyba znasz zjawisko skali?
Powiedz mi która dystrybucja tak ładnie slotuje paczki ze potrafisz mieć kilka paczek postgresa bez kłótni o PGDATA i liby. A to ze można sobie skopilowac z własnymi argumentami to nie musisz tłumaczyć bo to wszak kazde dziecko wie.
A co mnie śmieszy ? Postawa super hiper experta z którym sie tutaj spotkałem który psioczy na kompilacje w gentoo ale nie widzi problemu aby samemu sobie zbudować pakiet (przeca to też kompilacja). Mówi o tym że kompilacja “zawiesza” komputer, a później owszej jest pewien tryb który który tego nie robi ale za to trwa to wieki, muszę Cie mędrcze ośwecić że kopilacja przy uzyciu nice 19 nie jest 19x razy dłuzsza niż przy zerze.
Ty nie masz czasu na kompilacje ja nie mam czasu na rozwiązywanie konfliktów międzypakietowych.
A ja się pośmiałem:)
Zabawny ten artykuł.
Co do bolączek autora to 90% rozwiązuje uzywanie distra ciągłego, dostosowywalnego a nie uzywanie binarnych molochów dostosowywanych do wszystkiego a w rezultacie do nieczego.
Wygląda jak wypociny frustrata.
Zapomniał napisać, że Linux nie wyprowadza psa na spacer i nie robi kawy (choć niektórzy twierdzą, że robi).
W Gentoo nie ma “megazamrażania”, ani też zmuszania do korzystania li tylko z najnowszych wersji wszystkiego.
Compiz się nie podoba – można wyłączyć (albo nie włączać).
Nowe distro się muli na jakimś zabytku, choć Win98SE śmigał jak burza? – niech zainstaluje distro z ‘98. Zresztą bzdury gada, bo nawet Ubuntu na 900MHz niespecjalnie muli.
Przynajmniej dwa razy autor stwierdził, że OO.o jest do d***, ale ani razu nie napisał dlaczego. Bo tak? Bo ma gupią nazwę?
Merytoryczna wartość – 0. Autor powinien powrócić do notesu, ołówka i suwaka logarytmicznego.
Szkoda czasu tłumacza na tak marny tekst, bo czasem gimnazjaliści potrafią pisać bardziej rzeczowo.
Do tłumacza – “komercyjny”, a nie “komercjalny”.
Dla mnie OO jest do dupy, bo nie ma outlinera. Czegoś o czym od lat piszą ludzie, że jest im bardzo potrzebny. Mnie jest i nie ma go w OO, więc czasem odpalam Worda żeby coś zrobić w outlinerze, developerzy OO są bardziej zainteresowani tym co każdy developer OS: będą robić to na co mają ochotę, czyli niepotrzebne wodotryski, zamiast tego co ludzie od nich oczekują… a potem się dziwią, że liczba użytkowników ich programów dziwnie spada.
F5?
I każdy pakiet musisz kompilować. Cóż za wygoda! By zainstalować mplayera trzeba czekać “tylko” 15-30min, już nie mówię o środowiskach graficznych.
Jasne, że koleś ma trochę racji, ale IMHO przesadza w sporej części wypowiedzi. Używam Linuksa na desktopie od prawie 3 lat (ostatnio – o zgrozo! straszliwgo Debiana) i nie zamierzam tego zmienić – jestem zadowolony i chyba też coś ze mną nie tak, bo suspend/hibernate działa bez problemu. Jasne – nie zawsze jest z górki, ale dalej bardziej mi się podoba po tej stronie barykady. Kolesiowi bardziej pasują Windowsy – Bóg z nim, ma przecież wybór – nikt nikogo do niczego nie zmusza. Jak to kiedyś ktoś pod podobnym artem napisał “I use what works for me, don’t care what works for the masses”.
A, jeszcze jedna sprawa: ta “zdarada” w tytule. Smutek. Kto normalny podchodzi do *takich* spraw *tak* emocjonalnie… Ludzie, system operacyjny to narzędzie, nie religia.
własnie “zdrada” to jakis fanatyzm jest !!
Zauwaz, ze linux jest budowany emocjonalnie, a nie racjonalnie, bo duzo osob pracuje za darmo, wiec musza miec w sobie jakas para-religijna determinacje, zeby to robic.
Zgadzam sie w 99% z diagnoza autora — czeste wydania, wydania monolityczne (KDE — wszystkie aplikacje, albo zadnej), maksymalne rozdrobnienie pracy i wiele innych grzechow — ale kompletnie nie zgadzam sie z konkluzja.
Sila linuxa jest open-source, closed-source niesie ze soba grozbe ograniczenia wolnosci. W swietle tego co sie dzieje na swiecie nie jest to rzecz juz dzis do zignorowania — ogladaj film taki jak producent przykazal, tylko na wybranym monitorze, tylko w licecjonowanych sluchawkach, etc.
Zależy kto wydaje, w większości dystrybucji masz źle popaczkowane kde jedyne wyjatki z jaki sie spotkałem to kde-mod z archa i gentoo.
> Zauwaz, ze linux jest budowany emocjonalnie,
> a nie racjonalnie
Widziałeś wypowiedzi Torvaldsa? Wiesz, o czym piszesz?
Wiecie co?
mam wrażenie ,że to co tu przeczytałem tylko potwierdza moją teorię.
Ludzie dzielą się na takich którzy sobie radzą w życiu i tzw niedojdy.Skoro autor przekonuje kogoś o wyższości systemów spod znaku MS to jego sprawa.Nie widzę niczego fajnego w używaniu windowsa .Guzik prawda,że działa bez problemów.Spróbujcie zapomnieć o aktualizacji antywirusa!
Jedna chwila i bzzzzzzzzzz.Śmieszy mnie takie podejście.
A i jeszcze jedno.Spróbujcie zainstalować cały sprzęt bez płytki ze sterownikami producenta np.płyty głównej!
Ha ha,już to widzę.Im bardziej egzotyczna płyta tym trudniej zdobyć sterowniki.
Z Vistą -zgodzę się ,że ten system to pomyłka.
Moja córka ma od 2 lat zainstalowanego minta.I co?
jak kupiłem xp box to powiedziała mi tak:
Tylko nie windows!Nie chcę stracić znowu swoich danych!
Nie ma lepszego systemu desktopowego niż linux.
Nie wiem co autor miał na myśli.RedHat nigdy nie był systemem dla zwykłych zjadaczy chleba,więc przytaczanie co chwila bzdetów w stylu: nie na desktop , nie otrzymałem pomocy itp. jest nie na miejscu.
Straszne jest to, że autor czasami ma rację, natomiast posypał to żałosnym bełkotem [OO.o jest be, bo tak, Compiz jest dla dzieciaków, więc jest złem], przez który te sensowne argumenty utonęły we flejmie.
Szkoda, bo ja się bardzo często z nim zgadzam (np. uważam za skandal problemy z hibernacją, korzystałem już z x poradników i okazało się, że muszę zmienić distro, żeby zaczęła działać.)
Przeczytałem cały artykuł i muszę stwierdzić, że autor ma rację w wielu przypadkach. Szczególnie jeśli chodzi o ten głupi pół roczny cykl wydawniczy nowej wersji dystrybucji, czy wyparcia KDE 3.5 z najpopularniejszych distr na rzecz czwórki. Bardzo podobało mi się porównanie KDE 4 do Visty. Warto zauważyć, że żaden system nie jest doskonały. Czy używam Linuksa, czy Windowsa zawsze może zdarzyć się coś czego na pewno bym się nie spodziewał. Taj jak napisał guzo “system to narzędzie”,dodam że narzędzie które może się popsuć, a każdy użytkownik używa takiego narzędzia, które uważa za lepsze, wygodniejsze.
1. Na Winzgrozie nie działa mi Sieć, nawet ze zwykłego kabla Ethernetowego, jeśli nie mam w pobliżu płyty CD ze sterownikami do mojej płyty głównej.
2. “Kernel linuksa stał się przeładowany: usiłowałem znaleźć dystrybucję, która działałaby na moim starym HP Omnibook XE3 (Celeron-128 at 850 MHz, 256 MB RAM PC100, S3 Savage 4 MB) z taką samą szybkością, co oryginalny Win98 SE, ale do dzisiaj nie znalazłem takiego systemu.” To używaj starego kernela. Co, nie ma wsparcia? A Windows 98SE ma wsparcie, tak?
3. Linux jest pełen błędów? A co powiesz na to: (…)powazny-blad-w-windowsie ? Na Linuchu nie mam żadnego problemu ze sprzętem.
4. Hibernacja? Usypianie? Podobnie jak Sieć – bez płytki CD ani rusz. Nowozainstalowany system jest goły (no, chyba że liczyć jego dziury
ad 1: Ale przynajmniej masz te sterowniki. U mnie wifi pod windowsem działa jak wgram sterowniki. Pod linuksem nie działa, bo nie i już, nieważne co bym robił i z jakiego tutoriala czy opisów korzystał. Producent ma to w dupie, a ja po woli mam w dupie system, który powoduje, że mam w mieszkaniu pociągnięty kabel.
ad 2: Fajnie brzmi “kernel linuksa”, przecież linux=kernel.
ad 3: Bredzenie, oba systemy mają błędy, a Linux ma o wiele większe problemy ze sprzętem niż Windows. Dwa dni temu instalowałem Linuksa u znajomego, konfiguracja to koszmar, głośniki regularnie przestają działać, bo automagicznie zmienia się konfiguracja, stara drukarka lexmark nie działa, lightscribe w nagrywarce nie działa, kamerka internetowa nie działa. Dzisiaj już chyba tam ma Windowsa i wszystko działa.
ad 4: Hibernacja u mnie na Linuksie działa. Usypianie – regularnie się wiesza i trzeba resetować system.
Reasumując:
1. Oba systemy mają błędy.
2. Wgrywanie sterowników żeby coś działało nie boli pod Windowsem, bo te sterowniki są. Pod Linuksem też by nie bolało… jakby sterowniki były, ale jakoś ich nie ma, w sumie nie widziałem sprzętu, który by miał sterowniki do Linuksa w pudełku, albo chociaż instrukcję by miał jak to zrobić żeby poprawnie działał pod linuksem
A sprawdzałeś na płytach czy są sterowniki? Bo w dużej ilości sprzętu z którym się spotykam są stery pod linuksa wystarczy w windowsie nie korzystać z autostartu tylko przeglądnąć zawartość płyty i często jest na niej katalog “Linux”
Część z opisywanych problemów rzeczywiście jest prawdą… ale autor to straszny frustrat.
)
Podziwiam, że chciało mu się tyle pisać na temat powrotu do Windows. Myślę, że wylanie swoich smutków pozwoliło mu pozbyć się poczucia winy spowodowanego “zdradą”
Swoją drogą musze się zgodzić z tym co pisze na temat WinXP. XP w odpowiednich rękach do dobre, sprawdzone i wydajne narzędzie do codziennej pracy.
pfft…
Spróbujcie uruchomić domyślną aplikację obsługującą np. Pinnacle PCTV na Windows (XP Home, sp3). O ile w ogóle da się zainstalować i uruchomić na maszynie sprzed 3 lat. A Ubuntu 8.04, Kaffeine-xine, em28xx (jakkolwiek nie standardowe, trzeba ciągnąć specjalną paczkę) na zeskalowanym do 800Mhz CPU zajmuje 30% w porywach i nie muli jak trzeba się na chwilę przełączyć na FF na pulpit obok. To co jest lepsze ?
Dla mnie Linux jest o wiele bardziej funkcjonalny, stabilniejszy i bezpieczniejszy niż Windows. Robię tylko jedną rzecz (którą można przypisać Linuksowi za wadę):
Zanim kupie jakiś sprzęt, sprawdzam na forach i różnych stronach czy jest dobre wsparcie pod Linuksem, czy ludzie mają z nim jakieś kłopoty a jeżeli tak to jakie
I to wszystko. Ogranicza to trochę pole wyboru, ale osobiście jeszcze nie spotkałem się ze sprzętem w którym rozważałbym zmniejszenie funkcjonalności na rzecz wsparcia więc jak na razie, nie jest źle.
Dzięki temu unikam skakania po najnowszych (byle świeżych) kernelach, wybieram sobie stabilną i wydajną wersję jajka które spełnia moje oczekiwania (jeżeli nie odpowiada mi to dostarczane z dystrybucją testuje inne – nawet starsze – instalując z repozytoriów głównych lub backports co nie jest zbytnio męczące – jedna komenda w terminalu) i ogólnie upodobałem sobie SimplyMEPIS-a opartego na stabilnym Debianie, (obecnie korzystam z wersji 8.0) który zapewnia stabilność stabilnego Debiana (miliard razy stabilniejszy niż jakikolwiek Windows) i dostarcza najważniejsze pakiety w świeżych wersjach – do tego repozytoria backports i godne zaufania nieoficjalne repozytoria również dostarczające “jakby co” wersje aplikacji/bibliotek/kerneli “robiące różnice” więc aktualizowane rozsądnie a nie “byle cyferka wyżej”. Dla mnie idealny, super funkcjonalny, rozsądnie świeży, super stabilny Desktop, i genialne wsparcie… Ale po to są różne dystrybucje i systemy ( w tym Windows ) by każdy znalazł coś dla siebie.
Bolączką Linuksa jest to, że chce być Windowsem i OSX jednocześnie. Chcą go tak zaprojektować żeby działał z jak największą ilością sprzętu jak i “po wyjęciu z pudełka” no i chcą dorzucić jeszcze coś od siebie:)
Ale czy taka strategia jest w stanie zapewnić wymagania użytkowników? Z Waszych komentarzy można wywnioskować, że działa połowicznie bo są i zadowoleni jak i frustraci. Wszystko zależy od wymagań jakie się stawia systemowi na biurko, czy ma działać w pełni po instalacji specjalnego oprogramowania, a może ma działać niekoniecznie stabilnie ale od razu po instalacji systemu? A może ma działać doskonale i niezawodnie od razu po instalacji? Każda opcja ma swoje wady i zalety, od użytkownika zależy jaką opcję wybierze.
Co do aktualizacji jądra to można by pokusić się o nowy rodzaj fobii “lęk przed aktualizacją kernela”:) Używam Arch Linuksa oraz Windowsa, oba spełniają swoje zadania choć i zawodzą czasem. Artykuły sfrustrowanych użytkowników są potrzebne jednak mało kto wyciąga z nich jakąkolwiek naukę. Ocena wyższości jednego systemu nad drugim ma sens jeżeli zawarta w nim jest konstruktywna krytyka, która prowadzi do rozwiązania niedogodności/braków/etc.
Z okazji Świąt życzę wszystkim by dobrze wybrali system a producentom oprogramowania tego by wysłuchiwali sfrustrowanych użytkowników:)
Strategia działa połowicznie, bo nie wszyscy są zadowoleni? A na Windows wszyscy są zadowoleni?
Nie ma takiej opcji, zawsze ktoś będzie niezadowolony. Nic nie jest doskonałe, poza Apple (ok, oni też nie są doskonali, ale nie chcę się narażać traszowi).
Z uwagi, iz XP powoli staje sie emerytem (2001r) juz wkrotce przed autorem stanie koniecznosc wyboru: Vi$ta lub jakis Linux … ciekawe co wybierze
Zapewne Windowsa 7.
szczególnie że już beta jest świetna
huuuu..
Dobry artykuł. Tylko główną cecha dla której wybrałem linuxa jest to że jest darmowy. Jak cos się komuś w Linusie nie podoba to zapraszam do rozwijania go, Nie sprawiedliwe jest ocenianie Linuxa za jego niestabilność . Żyjemy w świecie w którym wszyscy wymagają lepszej technologii szybszego i niezawodnego systemu, a teraz zadajcie sobie pytanie „Co ja zrobiłem do rozwoju Linuxa?”. Linux jest za DARMO nic za niego nie płaćmy wiec, co od niego wymagać jeśli sami go nie wspomożemy.
Uważam że ten artykuł był krzywdzący dla projektu GNU/Linux
“Linux is free if your time is worthless”.
Tak, wiem, nie zawsze, ale bardzo często jednak niestety trzeba zainwestować sporo swojego (mniej lub bardziej) cennego czasu w doprowadzenie go do stanu używalności.
Dla niektórych to zaleta (można się kupę ciekawych rzeczy nauczyć, całość jest bardzo elastyczna itd), ale dla wielu ZU to wybór “stracić kilka godzin na czytanie manów i walkę z konfigami” vs “kliknąć 3x w jakimś wyklikiwatorze”.
Wiesz, jak jesteś kobietą, to możesz rozwinąć LINUSA (Torvaldsa) robiąc wspólnie z nim jego nową wersję ;P
Jest sporo rzeczy z którymi można się nie zgodzić ale jest też trochę bzdur np.
“Windows Vista jest technicznym niewypałem (na szczęście Windows 7 niesie nadzieje)”
Informacja dla pana windows 7 to nic innego jak poprawiona vista. Jest to kernel z serii NT 6 konkretnie 6.1(vista 6.0) wiem że po co niektórzy dają się omamić PR-owi ms ale bez przesady.
“W linuksie trzeba publikować nową wersję kernela, która będzie obsługiwała nowy sprzęt.”
kernel linuksowy ma budowę modularną(zapewne chodziło ci o nie stabilność api kernela…). Po za tym windows też ma kernel monolityczny
Jest jeszcze sporo błędów merytorycznych ale nie mam czasu ich komentować.
Przestałem czytać po stwierdzeniu, że KDE4 to naśladownictwo Visty. I nikomu innemu nawet zaczynać nie radzę.
Zycie jest wlasnie dlatego tak interesujace, bo kazdy z nas jest inny i dokonuje wlasnych wyborow.
A klase czlowieka mozna poznac np. po tym jak reaguje na odmiennosc wyborow innych.
Dlatego wlasnie przykro czyta sie te fanatyczne wywody (komentarze), ktore w sumie i tak na koncu maja kogos ponizyc czy obrazic.
To, ze ktos jest mastahaka, ze zna wszystkie komendy vi, nie czyni go lepszym czlowiekiem. Czyni go jedynie spacjalista.
Ale zrozumienie tego przychodzi dopiero z wiekiem.
A odnosnie tematu artykulu:
Linux (ciagle) nie jest dla kazdego. To jest najprawdziwsza prawda. Wszystko bylo by dobrze, gdyby jednak nie fakt, ze jest promowany jako system dla wszystkich. O to wlasnie chodzi w tym calym “Linux na desktopy”.
A to juz w moim i autora mniemaniu (ciagle) prawda nie jest. I stad, mysle, cala ta dyskusja.
hehe komuś się świąta chyba pomyliły, teraz zbliża się Boże Narodzenie a nie Prima Aprilis.
MZ to ten człowiek po prostu zatrzymał się na przełomie XX/XXI wieku. Pozwolę sobie przedstawić zawartość artykułu dla mniej cierpliwych bez owijania w bawełnę
:
- XP jest siedmioletnim, wciąż wspieranym systemem, dlatego działa w miarę na słabym sprzęcie i są dla niego wydawane wciąż aplikacje, dlatego jest dobry.
- Linux rozwija się szybko, wraz z Vistą oferuje nowości z którymi autor artykułu nie może sobie poradzić, w dodatku najnowsze przyjazne użytkownikom dystrybucje Linuksa (Ubuntu, Fedora, OpenSuse) i Vista radzą sobie gorzej niż XP na komputerach z
Autor pisze bzdury o tym ze za redhata i sles trzeba co roku placic. Wcale nie trzeba. Wykupuje sie tylko wsparcie techniczne, ktore nie jest obowiazkowe. Suma sumarum jezeli user potrafi zyc bez pomocy technicznej moze sobie zainstalowac CENTOS,FEDORA ->REDHAT, OPENSUSE->SLES i sam sobie go dostosowac.
Dyskusja jest raczej o ludziach co lubia sami cos zrobic i miec na tym kompletna kontrole i tych co lubia jak cos robi to za nich nie koniecznie tak jak tego chcemy. A to czy zdajemy sobie sprawe z tego że wiemy jak to ma wygladac to juz indywidualna cecha ludzi.
Używałem linuksa od czasów mandrake 10.1 wtedy byłem zafascynowany, byłem młody i wierzyłem, że za parę lat linux będzie na tyle popularny, że co drugi sąsiad będzie go miał. Niestety czas pokazał, że tak nie jest popularność linuksa na świecie kręci się wokół 1% mówię o desktopach. Dlaczego tak jest? Wydaję mi się, że za linuksem nikt poważny nie stoi, mam na myśli tutaj ludzi, którzy go robią nie biorą za to pieniędzy więc to sprawia, że nie są obciążenie żadnymi obowiązkami i odpowiedzialnością takimi jak microsoft czy aplle. Tutaj jak coś nie działa lub jest wykryta dziura reakcja musi być szybka a w linuksie się naprawi lub nie.
Po drugie laptop na linuksie to też nic fajnego i przyjemnego. Laptopa kupiłem żeby cieszyć się mobilnością niestety na linuksie nie jest mi to dane owszem wszystko jest do zrobienia, ale ja nie umie tego po prostu, a nawet jak coś naprawię to wyjdzię jedna aktualizacja i wszystko w łeb.
Po trzecie znam parę osób co mają xp 2, 3 lata bez formatu to wszystko to kwestia dbania o system. 100zł na rok to chyba nie majątek żeby poświęcić na jakiegoś antywira.
Po czwarte nie oszukujmy się OO w porównaniu z office 2007 wypada bardzo kiepsko (mam na myśli word-writer, impress-powerpointa)
Po piąte vista i jej mity. XP zbierał na początku swojej kariery jeszcze gorsze recenzje, vista po instalacji nie powiem jest ociężała i mułowata, ale po wszystkich aktual jest całkiem sprawnie.
Po szóste jestem właśnie po instalacji mojego xp i uczucie, że mi wszystko działa jak należy bateria trzyma dłużej, nero normalnie nagrywa płytki, wifi nie rozłącza, firefox nie muli na stronach we fleshu, wiatrak chodzi ciszej w laptopie to uczucie jest po prostu bezcenne, z zegarkiem w ręku zajeło mi to niecałe 2 godz od instalacji i dopieszczeniu do stanu urzywalnośći, gdzie debiana mdv, ubuntu robiłem kilka dni szukałem opisów po forach, nie mówiąc, że musiałem latać z laptopem po sąsiadach żeby się do internetu dostać.
Mam nadzieje, że linux kiedyś osiągnie przynajmniej te 10% desktopów, chciałbym tego naprawdę
Mi na OpenSuSE 11.0 wszystko działa od instalacji. W przypadku instalacji z plytki LiveCD trzeba tylko zrobić aktualizację zaraz po instalacji. Tak poza tym, to instalacja kodeków i innych nie wolnych rzeczy.
Proszę zauważyć, że Microsoft też nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Czytałeś umowę licencyjną? Zwróć również uwagę, że developerzy Linuksowi są często grubo opłacani. W dodatku wielu z nich ma wolność w tym, co będą robić. Może ta wolność(dowolność wyboru projektu) jest problemem, ale znaczna większość otrzymujących duże wynagrodzenie nie ma tej wolności.
Ja bym XP-ka nie umiał utrzymać taki czas. Właśnie nie wiem, jak o niego zadbać. Nie chce mi się czytać/słuchać brednii na temat antywirusów, czyszczenia rejestru, itd. Tym bardziej nie chcę tego przeprowadzać. Myślę, że zdobycie dla mnie tak dużej wiedzy o systemie operacyjnym graniczyłoby z cudem.
Co do Visty, to sprawa jest już przesądzona. Zanim ją naprawią i stanie się popularna, Microsoft wypuści kolejny system operacyjny? Nie zaczęsto? Wiele instytucji nie zdążyło przestawić się jeszcze na Vistę, a Oni straszą nas kolejnym systemem.
Cóż, artykul nieco mnie zszokowal. Jest tu nieco prawdy, dotyczącej np. środowisk graficznych, lecz w porównaniu z Windowsem to jest tak to jest miodzio. OpenOffice.org to bardzo dobry pakiet – nie wiem dlaczego autor na niego tak najeżdza. Obecnie nie widzę wyższości Windowsa nad Linuksem na desktopie. Stwierdzenie, że Red Hat nie wierzy zupelnie w Linuksa na biurkach nie jest chyba calkiem przesądzone – przecież nie bez powodu istnieje Fedora.
Co do krytyki Linuksa to:
*Brakuje mi prostego, intuicyjnego pulpitu gdzie aplikacje mogą istniec samoistnie bez swoich wielkich środowisk graficznych (np. Amarok nie istnieje bez KDE :-/ ).
*Standaryzacji w kwesii LSB. Szukanie softu w internecie nie zawsze daje rezultaty. Co dają mi paczki dla Ubuntu jak ja potrzebuje RPM dla Mandrivy? Kompilacja na desktopach jest tylko dla tych co nie maja innego hobby
No narazie tyle moich wywodów
Do tego jest alien – 90% paczek które obrobił działało mi i na Debianie i na Suse.
I wlasnie to jest problem. 90% tu, a pozostale 10% gdzie indziej. A moze cos jeszcze gdzies zeby zadzialalo.
To nie problem, owszem, dla specjalisty. Ale nie dla zwyklego zjadacza chleba.
No tak, a jak ja próbuję coś alienem poprzerabiać to nie daje się (np. monkey studio), daje się ale nie działa (np. wtyczka aqq dla Pidgina) albo działa co zdarza się niestety rzadko (np. Qaduzer).
Pozwole sobie skomentowac z tzw, drugiej strony barykady, jako zwolennik NT (uzywajacy badz co badz Debiana w coLinux).
Co do artu to wszysko juz chyba bylo w LHB. Komentarze natomiast porazaja niewiedza co do systemu Windows. Ludzie… zarzucacie nam, windziarzom, szerzenie FUD o GNU\Linux, podczas gdy sami robicie doslownie to samo w odniesieniu do Windy. Jesli ktos stwierdza ze uzywa jeszcze 9x a Vista dla niego to badziewie, to na prawde powinien nieco o jednym i drugim systemie poczytac a najlepiej samemu sie zainteresowac i dopiero wtedy ferowac wyroki.
Zarzucacie autorowi fanatyzm, jakbyscie sami byli wzorem tolerancji i rzeczowej dyskusji. Fajnie… wpadnij jeden z drugim na irc.freenode.net kanal #windows (niezalezny kanal supportu dla uzytkownikow NT) i poparzcie sobie na stada trolli z #ubuntu i #linux, robiacych bajzel i wyzywajacych ludzi… Zreszta daleko szukac, wystarczy poczytac komentarze slashdota.
Nikt nie lubi jak mu sie wytyka wlasne bledy, problem tylko w tym, ze my, Windziarze, akceptujemy ich istnienie, podczas gdy wy wciaz usilujecie wszelka rzetelna ocene GNU/Linux po prostu zawrzeszczec.
A btw, Linux to nie jest system, ale kernel.
“ze my, Windziarze, akceptujemy ich istnienie,”
a że trzeba linuksa (obojętnie jakiego) instalować po Viscie,Xpeku,98 bo winda zabija bootloadera i ma w du##e partycje z linuksem to jest wina społeczności GNU/Linux!?
Spotkałem się z gorszymi opiniami.
A to, że Word nie obsługuje ODF, to wina OpenOffice.
To, że starszy Word nie obługiwał DOCX, to też była wine OpenOffice(osoba ta miała pierw zainstalowany OpenOffice, a dopiero potem go wyrzuciła i zainstalowała starszego Worda).
Znam jeszcze mnóstwo dziwnych opini osób nieobeznanych. Chociażby, że IE jest najlepszą przeglądarką, bo to Microsoft ustala standardy w internecie.
Listości… Skąd ludziom się bierze ten dar prawdomówności osłonięty/zasłonięty nie wiedzą?? Przecież to Bogowie, a tylko udają niedoinformowanych, by nas chyba zgnoić.
A może jest inna strona medalu… I Ci ludzie udają, że znają się na rzeczy, a w rzeczywistości nic nie umieję.
Dlatego bez przerwy słyszę jakąś opinię, a gdy próbuję się odezwać/wytlumaczyć, to zaraz otrzymuję opinię: “Nie wiem. Myślę, że tak jest, bo tak słyszałem lub jestem nie wiem kim…. ”
Długo zastanawiałem się nim zdecydowałem się zamieścić pod tym tekstem komentarz. W dodatku nie wiedziałem po której stronie się stanąć. Niestety nie dało się sprowadzić tego sporu do kolorów czarnego i białego, ponieważ zwolennicy i przeciwnicy (oczywiście Ci, którzy mieli styczność) mają rację. Ponadto uważam, że ten tekst jest pisany w tak bardzo bełkotliwy sposób, że ciężko jest zastanawiać się nad nim poważnie, jednak twierdzenia, które tam są przedstawione z pewnością spędzają sen z powiek niejednemu użytkownikowi.
Moim zdaniem kluczową rolę odgrywa tu czas i użytkownicy.
Użytkownicy:
Ich liczba jest bardzo znacząca dla systemu. Dlatego, że dziś system nie jest wspierany przez producentów sprzętu należy go przekreślać i tym samym wiązać sobie ręce uciekając do monopolisty? Jeżeli ilość użytkowników wzrośnie, to system zacznie być zauważany przez producentów sprzętu, powstaną sterowniki i problem niedziałającego sprzętu zostanie rozwiązany. Nie należy obwiniać za ten stan rzeczy twórców tego systemu, jak widać starają się dostarczyć nam gotowe rozwiązania (sterowniki w kernelu), bo po prostu inaczej nie mogą.
Jak przyciągnąć użytkowników? Jednym ze sposobów i bardzo skutecznym, jest ten „nieklasyczny” (moim zdaniem bardzo użyteczny) Compiz. Nie jeden użytkownik Windows (ja znam co najmniej 3) jak to zobaczył, to szczęka mu opadła i sam po tygodniu miał dual-boot. Obecnie jeden z nich na stałe przesiadł się na Linuksa, a pozostali mówią, że wchodzą na „windę” tylko dla gier. Ja przekonałem (chociaż nie specjalnie, po prostu gościłem) jedną osobę jak pokazałem jej wtyczkę „Places” („Miejsca) w pulpicie XFCE. Czyli wychodzi na to, że te efekty do czegoś się przydają? Jeżeli przyciągają ludzi do systemu, to zapewnie jakiś producent zobaczy potencjał w napisaniu sterowników na ten system, a co za tym idzie osiągnie się jakiś cel i wyeliminuje się jakąś wadę. Oczywiście są ignoranci, którzy twierdzą, że “Linux na desktop” przyciąga do tego systemu za dużo niedoświadczonych ludzi i oni tylko narzekają. Po co takie teksty, przecież to od nich zależy dalszy rozwój Linuksa, oraz kierunek tego rozwoju. Dlaczego? Cóż, a dlaczego M$ zdecydował się zamieścić na płytach instalacyjnych sterowniki do części sprzętu komputerowego? Czy nie dlatego, żeby system było łatwiej instalować? Czyli da się zadowolić wszystkich. „Wąskie horyzonty” i nic więcej nie będę pisał o takich ludziach.
Czas:
Czas i ta ilość wydań, to wbrew pozorom nie musi być wcale złe rozwiązanie. Jak widać dystrybucje Linuksa pokazują różne możliwości i drogi rozwoju. A dzięki temu, że tych dystrybucji jest tak wiele, możemy wybrać drogę, która będzie nam najlepiej odpowiadać – to dobrze. Jednak wiadomo, ciągłe aktualizacje zmuszają do ciągłej nauki i ślęczenia przed systemem, bo coś nie działa, ale osobiście wolę nauczyć się czegoś nowego, niż instalować od nowa system, bo jest dziurawy lub zaczął wolno działać. Z drugiej strony, jak bardzo słusznie zauważył „ymon”-” komputer mam do pracy (czyt. do zarabiania kasy), ma mi działać”, Niemożliwe jest używanie np. uBuntu na biurku w urzędzie, bo po prostu bardziej przypomina mi, to Debianowego SID’a niż system do użytku codziennego. Ponadto nie każdy użytkownik ma zacięcie informatyczne i może go to zrazić do tego systemu. Te argumenty świadczą o tym, że niezmiernie trudno będzie znaleźć rozsądne rozwiązanie i pogodzenie aktualności oprogramowania ze stabilnością działania systemu.
Wiele dróg rozwoju Linuksa świadczy o tym, że ten system (jako całość) nie określił się jeszcze, to wszystko raczkuje, próbuje nowych metod, słowem – błądzi. Nie mówię tutaj o tym, że powinna być jedna dystrybucja, ale o tym, że często mam wrażenie, że dystrybucje są niedookreślone, lub za sztywno trzymają się pewnych zasad, ale od czego są użytkownicy, poprzez krytyczne wypowiedzi zmieniają podejście twórców, co niesie za sobą zmiany w oprogramowaniu – Linux, to nie Windows, w przypadku jednego zwracamy się do niesłyszącego naszych problemów/potrzeb lewiatana pożerającego naszą gotówkę, a w przypadku drugiego można się zwracać do konkretnych osób, na konkretne fora itp.
To raczkowanie sprawia, że często rozwiązania dostarczane z nowymi wydaniami są nietrafione – jak chociaż by pozbycie się ALSA w Ubu 8.10 (na szczęści dzięki polskiemu forum tej dystrybucji już jej nie używam i nie mam z tym problemu), czy np. program DeVeDe, który instalowany z repo (dalej mówię o buntu 8.10) nie działa (bez komentarza). Taka droga przypomina raczkowanie małego dziecka patrzącego w podłogę i pędzącego przed siebie – przemieszcza się/zapewnia nowości, ale w ogóle nie patrzy na konsekwencje swojego ruchu, a może się to skończyć guzem/zrezygnowaniem z tej dystrybucji (lub z Linux’a w ogóle) . To jest przykład jednej dystrybucji, jak widać jest to raczej potknięcie, ale nie oznacza to, że Linux jest zły, to wszystko zależy od użytkowników i od ich determinacji.
Na ten temat można pisać i pisać, zarzucać, odpierać, atakować, bronić, wytykać itp. Wracanie do Windowsa, to wcale nie jest rozwiązanie. „Ne ma idealnych systemów”, ale tylko Linux umożliwia Ci zrobienie takiego.
Ktoś może mi zarzucić w tym komentarzu, skłaniam się ku Linuksowi – powiem tak – skłaniam się ku Linuksowi, bo wiem, że konkurencja działa na rynek bardzo zdrowo. Uważam, że to, że Windows jest tak podatny na wirusy jest winą tych którzy tworzą system. Uważam, że M$ każe (oni mówią „zalecamy”) użytkownikom korzystać z oprogramowania antywirusowego, ponieważ jest to wygodniejsze, niż śledzić rynek i naprawiać dziury w swoim systemie. A to nazwałbym lenistwem, które jest skutkiem braku konkurencji.
Jeszcze jedna sprawa, czyli OO, nie mogę go porównać do O2007, bo nie widziałem na oczy tego drugiego, ale powiem, że mi OO w zupełności wystarcza, a przy tym ma mniejsze wymagania.
Szamot83: “Jeszcze jedna sprawa, czyli OO, nie mogę go porównać do O2007, bo nie widziałem na oczy tego drugiego, ale powiem, że mi OO w zupełności wystarcza, a przy tym ma mniejsze wymagania.”
do tego cytatu pasuje hihi scena z “czarnej żmiji”:
“Percy: You know, they do say that the Infanta’s eyes are more beautiful than the famous Stone of Galveston.
Edmund: Mm! … What?
Percy: The famous Stone of Galveston, My Lord.
Edmund: And what’s that, exactly?
Percy: Well, it’s a famous blue stone, and it comes … from Galveston.
Edmund: I see. And what about it?
Percy: Well, My Lord, the Infanta’s eyes are bluer than it, for a start.
Edmund: I see. And have you ever seen this stone?
Percy: (nods) No, not as such, My Lord, but I know a couple of people who have, and they say it’s very very blue indeed.
Edmund: And have these people seen the Infanta’s eyes?
Percy: No, I shouldn’t think so, My Lord.
Edmund: And neither have you, presumably.
Percy: No, My Lord.
Edmund: So, what you’re telling me, Percy, is that something you have never seen is slightly less blue than something else you have never seen.
Percy: (finally begins to grasp) Yes, My Lord.”
co do meritum, to podzielam w większości zarzuty z artykułu. kwestie zamrażania wersji, aktualizacji, częstej olewki na forach i rad w stylu “a U MNIE linuks działa, więc o co ci chodzi” i “gógle nie gryzą” są nie do obrony. bo dlaczego przez tyle lat, tak słaby i niestabilny windows xp, pozwala instalować wciąż nowe aplikacje, jednocześnie nie robiąc większych problemów z uruchamianiem starszych, zaś w przypadku tak popularnego i ponoć najlepszego na desktop ubuntu, użytkownik w repozytorium znajdzie wyłącznie jedną wersję danego programu, która nie zawsze działa poprawnie, a sensownych vortali z softem, które ewentualnie udostępniłyby potrzebną paczkę nie ma i tylko paczki najpopularniejszych programów wydawane są w wielu formatach (rpm, deb). kompilacja oprogramowania to hobby dla wybranych-wymaga czasu, doskonałej znajomości języka angielskiego i sporej praktycznej wiedzy. właśnie – praktycznie(!) linuks w obecnym stadium rozwoju nie nadaje się na desktop, szczególnie dla ludzi zielonych – niestety często do pełnej, satysfakcjonującej ostatecznie użytkownika formy instalacja tej czy innej dystrybucji wymaga kilku żmudnych godzin konfiguracji i znów mnóstwa wiedzy. szczególnie trudno znaleźć lekarstwo na smutek lamera, który po podpięciu jakiegoś urządzenia do portu usb, czy przy próbie odczytania/zapisania czegoś na kompakcie, pendrivie, czy pamięci telefonu widzi na ekranie jakiś komunikat dot braku prawa dostępu czy inny, który wcześniej (zaraz po instalacji, jeszcze w obecności “administratora”, czy przed jakąś aktualizacją) nie występował. nie mówiąc już o takich rzeczach, jak obsługa kamerek internetowych, która w linuksach niestety poważnie kuleje i niestety jest to często wina różnych wersji kernela (na jednej da się sterownik skompilować, na innych nie koniecznie). można by tu sporo jeszcze napisać. generalnie nie jest tak wspaniale, jakby się to fanatykom linuksowym wydawało. oni potrafią żyć z tymi brakami, kowalscy – użytkownicy swoich desktopów, nie programiści, nie administratorzy, nie informatycy – zazwyczaj już nie potrafią i nie jest to bynajmniej ich wina.
aktualnie próbuję w najnowszym crunchbungu uruchomić wifi w moim nowym Asusie EEE PC 1000H. karta niby działa, ale mam spore zastrzeżenia (przerywana transmisja, trudności w nawiązniu połączeniu), które z kolei nie dotyczą windows xp, z którym komputerek zakupiłem. gdybym nie wiedział o co chodzi, po prostu machnąłbym ręką na linuksa, ale że jest to kwestia sterowników i jest czas świąteczny, więc trochę czasu na grzebaninę w konsoli stracić mogę. w innym przypadku nie fatygowałbym się. próbowałem eee ubuntu i wszystko je fajnie, tylko ten krowiasty i powolny gnome – brrr… dlatego preferuje crunchbung z lekkim openboxem, dzięki czemu komputer chodzi na baterii o te kilkakaście minut dłużej. tak przy okazji, ubuntu w walce z windows xp jeżeli chodzi o ekonomiczne zużycie energii jest sporo w tyle – 4,5-5h w windows xp przy codziennej pracy (edytor tekstu, przeglądarka), w ubuntu (gnome lub kde/kubuntu) czas ten jest o ok. 30-45min. krótszy. z prostej kalkulacji wypada powiedzieć, że nie opłaca się w tej sytuacji używać linuksa – crunchbang trochę lepiej tu wygląda, ale i tak gorzej niz xp.
ok, mozna tak wałkować w nieskończoność.
nie twierdzę, co jest lepsze – czy linuks czy windows, ale że w moim przypadku jest dużo poważnych przeciwności, aby korzystać z linuksa, bo windows choć brzydki i bez compiza po prostu lepiej obsługuje mój sprzęt i dobrze działa.
pzdr
Bóg dał człowiekowi wolny wybór i drogi Autorze chwała mu za to, a podobne wypociny proponuję umieszczać na swoim prywatnym blogu. Merytoryczność żadna, a treść prowokuje do pustej dyskusji. O gustach się nie dyskutuje.
Mam nadzieję, że przeczytałeś drugi akapit i nie mówisz do tłumacza tylko swoje słowa kierujesz to autora tekstu – w takim wypadku lepiej będzie, gdy napiszesz to u nich w serwisie
Hieh
przeczytałem po wstawieniu komentarza 
Niemniej dalej się upieram odnośnie bardzo słabej wartości tekstu, doceniam wkład tłumacza, jednak nie widzę żadnych przesłanek, aby umieszczać to na portalu.
Jak zwykle święta wojna pomiędzy użytkownikami Linuksa i Windowsa. Każdy używa czego chce, pracuje na czym mu wygodniej. Po co się spierać co jest lepsze? Nie lepiej zamiast zwalczania się nawzajem łączyć siły?
No przepraszam, ale to frazes – o jakie łączenie sił chodzi? W walce z ubóstwem na świecie? Bo chyba tylko w tej dziedzinie jest to możliwe w kontekście, w jakim napisałeś… Ale, oczywiście, takie zwalczanie się to czysta głupota i zło.
Ja osobiście się z tym artykułem zgadzam, choć nie w stu procentach. Napewno nieprawdą jest wyższość Office 2007 nad OO. Mam oba te pakiety i wg mnie OO jest bardziej intuicyjne, szybsze. Office może jest ładny, ale ludzie – Jak ja mam się w tym połapać?!
Jakieś zakładki, kółeczka – ja chcę pakiet biurowy a nie Firefoxa! Na chwilę obecną korzystam wyłącznie z Visty, Ubuntu 8.10 leży bezczynnie i zajmuje miejsce na dysku. A Linux jako taki, ma bardzo dużo wad. Na przykład:
-Inny format pakietów dla większości distro: Dlaczego nie można zrobić jednego dobrego dormatu pakietów dla wszystkich distro? Zaszkodziło by to komu?
-Mnogość dystrybucji: Opisane było już w artykule, a poza tym, czemu sa distra przeznaczone do robienia jednej rzeczy (np. do multimediów), a nie ma takiego które sprawowałoby się dość dobrze we wszystkim?
-Brak dystrybucji dla NAPRAWDĘ słabych kompów: Nie mogę jakość znaleźć distra działającego w trybie graficznym na kompie z 200 mhz prockiem i 32 mb ramu. A na takim kompie Win 95 hulał żwawo i bez ścin.
To by było na tyle.
P.S Dostaniesz order wytrwałości jak to przyeczytasz xD
Możesz korzystać z Klik2, a sterowniki instalować przez instalatory. Wszystko, jak w Maku. Problem w tym, że nie wszyscy jeszcze słyszeli o Klik2, a sam system faktycznie jeszcze jest nieukończony.
Nie szukałeś.
DSL (Damn Small Linux) – zajmuje 50MB po instalacji.
Pentoo – w skrócie t małe gentoo
i pewnie inne.
Co do popularności GNU/Linuksa to ciekawe jest to, że Doda też jest popularna a jej wartość intelektualna czy artystyczna nie zachwyca. Popularność ma źródło w różnych cechach – często, bardzo niemądrych.
Jestem stałym użytkownikiem Linuksa od czasu wydania Ubuntu 5.04, czyli w sumie niedługo. Jestem wiernym użytkownikiem linuksa od tego czasu, ale momentami doprowadza mnie do szału. Co NIE przemawia za linuksem moim zdaniem?
- W większości nędzne aplikacje. Są tutaj fani foobara2000? Znaleźliście coś pod linuksem, co zjada tak mało zasobów, ma takie możliwości i w dodatku jest szybkie jak diabli? U mnie Rhythmbox przycina czasami muzykę. Zazwyczaj używam MPD, bo to jedyne ma sensowne wymagania sprzętowe. Szkoda, że przy tym nie obsługuje tak podstawowych rzeczy, jak kolejkowanie utworów. O obsłudze playlist w stylu kart z przeglądarek internetowych nie wspomnę. Tylko pythonowe potworki jak Exaile i Mesk to posiadają. “Wielki” amarok2 tego nie ma.
Oglądanie filmów? Najlepszy zdaniem większości odtwarzacz filmów, smplayer, nie potrafi ani wyświetlić napisów na samym dole, ani przesunąć obrazu w górę/dół. Od jak dawna posiadają te funkcje odtwarzacze windowsowe? Nie mam więcej ochoty wpisywać magicznych formułek do ~/.mplayer/config i odpalać film w konsoli. Zaraz będzie 2009 rok.
Takie KDE4 kopie sobie grób tym, że nie ma aplikacji znanych z KDE3. Co z tego, że KDE 4.2 będzie świetnym środowiskiem, skoro po stabilnych wersjach K3b i Krusadera ani śladu?
- Do szału doprowadzają mnie kolejne wersje kernela, w których to po raz kolejny bez zastosowania patchy nie działają sterowniki nvidii. Oni to chyba robią specjalnie. Sterowniki do najnowszych kart to jeszcze pół biedy, bo ktoś zawsze jakiegoś patcha skrobnie, ale spróbujcie mieć np. GF4MX. Inni mądrale bluzgają na Truecrypta za przeniesienie się do FUSE. Zapominają przy tym, że przynajmniej działa na każdym kernelu, bo przed wersją 5 były takie same cyrki z patchami jak wciaż mamy z nVidią.
- Compiz to JEST zabawka. 3 ciekawe i użyteczne efekty, a poza tym same śmieci, na czele z osławioną kostką. Co z tego, że Compiz był przed Vistą, skoro dopiero Vista miała te efekty stabilne?
- Nie bądźcie ślepi, Firefox i Opera działają o niebo lepiej pod Windowsem. O Flashu nie wspominając.
- Burdel. Burdel w systemach dźwięku, burdel z Xorg (szczególnie po ostatniej wersji) i wymyślanie tego samego od nowa, tylko gorzej. PulseAudio to idealny przykład. Nie wiem kto wpadł na pomysł serwera dźwięku którego wymagania sprzętowe to przynajmniej procesor 2Ghz. Brawo brawo brawo!
też mnie zmartwiła ta pustka w xorg.conf. nie rozumiem tego. wcześniej nie było kłopotu, wystarczyło dodać pare linijek tekstu żeby poprawnie działał monitor, grafika czy mycha. powiedzcie jeszcze dlaczego podpinając mysze szeregową i mysz ps-2, system zauważa że skoro jest szeregowa to nie ma potrzeby konfigurować drugiej myszy, przy czym mysz szeregowa też nie jest skonfigurowana =P w ubuntu tak miałem pare razy, w debianie musiałem ręcznie wyedytować xorg.conf. to jakaś paranoja. trzeba by się zdecydować, czy linuks ma być jak windows i próbować wszystko instalować automatycznie i jeśli tak to niech to do cholery działa poprawnie, a nie takie kwiatki, albo odwrotnie niech to użytkownik o wszystko zadba tylko na boga dostarczyć mu trzeba odpowiedniego narzędzia, a nie zmuszać do studiowania plików konfiguracyjnych serwera x. dodatkowo bardzo irytująca jest sytuacja, kiedy w kompie mam tuner tv/fm pci i np. kamerke usb. po podlaczeniu obu system przydziela karcie tv np. /dev/video0 a kamerce /dev/video1. kłopot w tym ze co jakis czas po uruchomieniu nazwy urzadzen sie zmieniaja i video0 to kamerka, a video1 to karta tv. w takim wypadku w skype, czy w tvtime musze przestawiac zrodlo wideo. nie mowiac juz o tym ze w wersjach 8.04 i 8.10 nie moge skonfigurowac poprawnie mikrofonu i nagrywac czegokolwiek =/ w gutsym nie ma klopotu – od pojawienia sie pulseaudio z dźwiękiem mam tylko problemy. przez te wszystkie “nowości” w ubuntu zrezygnowałem z tej dystrybucji na rzecz stabilnego debiana. tu z kolei stare paczki uniemozliwiaja korzystanie z najnowszego softu i kolo sie zamyka. ostatnio troche probouje crunchbang’a – podoba mi sie jego minimalistyczny desktop, ale juz nie czuje tego zapalu. zgadzam się twierdzeniem z artykułu które mówi o braku wyraźnego kierunku jeżeli chodzi o rozwój linuksa w ogóle i to porównanie do raczkującego bobasa dobrze ten problem obrazuje.
Kostka jest użyteczna. Wiele efektów Compiza też. Zaprzeczenie użyteczności kostki, to tak, jakbyś przeczył użyteczności wirtualnych pulpitów – nie będę tego tematu ponownie poruszać. Efekty możesz wyłączyć, a Viście masz jeszcze mniej przydatnych efektów. Nie rozumiem więc na co narzekać.
KDE nie kopie sobie grobu tym, że nie ma aplikacji dedykowanych pod te środowisko. Nadal możesz równie dobrze korzystać z aplikacji pod KDE3, jak robiłeś to do tej pory, prawda? Nowe technologie nie muszą być z dnia na dzień wprowadzone. W szczególności nie każda aplikacja musi je obsługiwać, np. K3B nie musi korzystać z Phonon lub Decibel.
No cóż… Mam nadzieję, że z tym wymyślaniem od nowa nie powstanie kolejny Windows. Tak było z Windowsem. Najpierw pisali system od nowa, bo na nową architekturę, parę rzeczy zmienili i wszyscy widzą efekt. Teraz coraz bardziej prą w stornę systemów Unix-o-podobnych.
Jeżeli z Linuksem stanie się to samo, to ja przechodzę na Haiku.
“Znaleźliście coś pod linuksem, co zjada tak mało zasobów, ma takie możliwości i w dodatku jest szybkie jak diabli?”
MOC?
lukes masz u mnie mnóstwo kudosów za Twój pierwszy komentarz. Więc jest nas dwóch, bo ja też uważam, że to pusta dyskusja i ten tekst, tak jak napisałeś, powstał tylko po to, żeby tę dyskusję wzbudzić.
Autor sam sobie przeczy. Najpierw narzeka, że co 6 m-cy wychodzi nowe distro a potem pisze, że nie wiadomo co ile wychodzi nowe: “W dystrybucjach podobnych do Debiana wszystko jest niepewne – nikt nie wie jak długo dana wersja systemu będzie obsługiwana technicznie, gdyż nikt nie wie kiedy przyszła wersja ujrzy światło dzienne.”
Świetny tekst, rozumiem autora doskonale, bo sam miałem podobne przeprawy z linuksem i przemyslenia. W efekcie właśnie “wróciłem” do XP – przynajmiej działa bez niespodzianek.
Może gdy wyjdzie PClinuxOS 2009, dam mu szansę, ale nawet on nie poprawi tego, że na linuksa nie ma żadnego programu OCR z rozpoznawaniem polskich znaków, nawet najprostszego. To dość frustrujące.
Nie wiem po co rozwijać setki dystrybucji i tysiące programów, też zwykle byle jak, gdy podstawy kuleją.
Obsługa sprzętu np. skanerów USB – horror. Instalacja programów – niewygodna. Zależności często przesadzone.
I co najśmieszniejsze, większość sztandarowych “wolnych” programów lepiej chodzi na windowsie.
Pojawia się pytanie – po co komu ten linuks w domu, dla sportu? Dla masochistów?
GIMP kuleje na Windowsie, za to świetnie chodzi na Linuksie. Zaobserwowałem to samo po każdej aplikacji GTK+ . Odnośnie aplikacji QT, to nie wiem czy było lepiej czy gorzej.
Obsługa skanerów na USB powinna być w przestrzni użytkownika. To producenci poza tym powinni dostarczyć takowe stery. Choć jednak jest to kwestia mocno związana z systemem i można go o to winić.
obsługa skanerów HP (ba, kompletnych urządzeń wielofunkcyjnych HP) jest znakomita, dzięki HPLIP. Ale problemy, jakie miałem np. z Canonem, głupie, płatne sterowniki TurboPrinta… po prostu efektywniej jest czasem zrezygnować z Linuksa. Komputer jest do pracy, a nie masturbowania się używanym system operacyjnym.
[quote]
.
Pojawia się pytanie – po co komu ten linuks w domu, dla sportu? Dla masochistów?
[/quote]
Może tylko dla zwykłego usera, którego interesuje działająca przeglądarka, odtwarzacz muzyki, filmów, program do obróbki bitmap, wektórówka, jakiś edytor tekstu, żeby można było było nowe podanie napisać i jeszcze jak będzie klient poczty i brak spamu/wirusów/robali* to bęszie pełnia szczęścia
*- niewłaściwe skreślić
.
gOCR? Tesseact?
Używam linuksa od dwóch lat i zgadzam się w wielu miejscach z autorem tekstu, ale nie ma systemu idealnego i podejrzewam, że nigdy nie będzie. Zarówno linuks jak i Windows mają swoje wady i zalety. Mocno przyzwyczaiłem się do linuksa, poza tym jest on w niektórych przypadkach wygodniejszy, ale bywają dni, kiedy tęsknię za windą i to mocno. Szkoda, że w sumie rynek desktopów jest podzielony między Windowsa, MacOS i linuksa. Jest tyle wartych zainteresowania systemów operacyjnych, które mogłyby być świetne na desktopach, gdyby tylko producenci sprzętu i oprogramowania poświęcili im więcej uwagi. Jestem za możliwością wyboru i róznorodnością systemów operacyjnych.
W pewnym sensie ma racje, sam przechodzilem taki okres “back to windows” niedawno, od 2 miesiecy znowu dajac dopiero szanse linuksowi.
Nie zgadzam sie jednak zupelnie odnosnie przyczyn tego dlaczego warto przesiasc sie na Windowsa.
Warto, poniewaz Windows mnostwo softu od linuksa przejal. Zastanowmy sie – X lat temu, zalozmy poczatki XPka czy jeszcze czasy krolowania 98SE, na Windowsie nie było za bardzo jak posurfować po necie, chyba ze przy pomocy IE5, zmienil to dopiero Firefox. Zeby ogladnac glupiego DivXa trzeba bylo kupowac sprzet z najwyzszej polki (z prockami 800> i mocnymi kartami AGP) a i tak filmy ciely bo tak sie zachowywawly kodeki DivX3/4 i inne z tego czasu – dopiero ffdshow w temacie namieszal pozwalajac z duzo lepsza jakoscia ogladac te same filmy na P166 i pol megowym virgem na PCI.
Mozna wymieniac w nieskonczonosc…
Firefox > Mozilla > Netscape > Mosaic. Daty wydania do sprawdzenia we własnym zakresie.
Uprzejmie proszę nie przepisywać historii twierdząc, że w czasach Win98 nie było alternatywy dla IE.
Nie chcesz to nie używaj jak nie umiesz obsłużyc konkretnej poważnej dystrybucji, jak używasz ubuntu to współczuję bo to niczego Cię nie nauczy a wręcz przysporzy problemów…
Mam wrażenie, że część zarzutów nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, a są bredniami wynikającymi z frustracji autora (którą sam sobie zafundował).
Poza tym mój optymizm w stosunku do “Linuksowego desktopu” też jest mocno ograniczony.
Cóż, warto jeszcze zauważyć jedną, nieciekawą rzecz (dość podstępnie jednak nawiązującą do treści artykułu): tekst jest o – moim zdaniem dość istotnych – problemach w samym środku środowiska Open Source (piszę tak, bo kwestia GNU i wolności, jaką propaguje, wydaje mi się w tym kontekście poboczna), natomiast komentarze rozpętały wojnę Windows-Linux oraz niekończące się wzajemne połajanki i rzucanie frazesów, typu “Linux nie dla każdego”, “masz wolność wyboru”. Tak. Linux NIE JEST dla każdego (przez pewien czas myślałem, że jest), ale też nie jest tylko dla ekspertów.
Ale nie o tym dyskusja! Tekst porusza ważne problemy Linuksa jako całości, i warto się nad tym zastanowić, nad prawdziwością postawionych tez. Teks owszem, nie idealny, ale problemy – realne. I powoli mogą doprowadzać do regresu otwartego oprogramowania, w efekcie nie tylko na biurkach.
Trzeba niestety na pewne sprawy spojrzeć z chłodnym, rozsądnym dystansem, a nie z perspektywy “U mnie działa”…
U mnie dziła – odpowiedź dziecka neostrady, który po raz pierwszy uruchomił swoją Vistę.
Całkowicie się zgodzę. Do wszystkiego trzeba podchodzić z dystansem. System GNU/Linux jest jednak w moim odczuciu mniiej kłopotliwy od Windowsów.
Co do udev/hal/dbus to nie wiem w czym problem. Przed dojrzeniem tych projektów, w szczególności udev bez specjalnych aplikacji jak supermount itd. można było zapomnieć o np. automatycznym wykryciu i montowaniu płyt CD/DVD, czy nośników na USB.
Co do reszty to ogólnie nie powiedziałbym że to FUD i takie tam. PulseAudio wymyślili, ale nawet tego ani razu nie instalowałem
Kernel może i jest monolityczny, ale nie wszystko jest i musi być w kernelu. nVidia, czy ATI dostarczają sterowniki na własną rękę itd.
KDE4 zmienił się znacząco w porównaniu do KDE3, tak jak Vista w porównaniu do XP. Ludzie przyzwyczajeni do jednego nie chcą nagle korzystać z czegoś innego, co nie oferuje tego czynnika “wow” przewyższającego konieczność uczenia się nowego desktopu.
Co do hibernacji? Kumpel z firmy macbooka pro nie wyłączał od ponad 2 tygodni, tylko go hibernował
Pod Linuksem w zależności od laptopa mogło by być to mniej lub bardziej bolesne…
Nie roozumiem tego naskakiwania na UDEV. Co UDEV zepsuło? Bez tego wiele rzeczy było popsutych. Trzeba było tworzyć ręcznie urządzenia lub utrzymywać tysiące pseudoplików dla fikcyjnych urządzeń, czemu nie mogły podołać wszystkie wersje Ext-a. Można oczywiście też było korzystać z jakiś rozwiazań, często tylko dla jednej dystrybucji lub jednego środowiska.
Po co komukolwiek potrzebne jest ręczne tworzenie urządzeń? UDEV może łamie w tym momencie kompatybilność, bo ręcznie stworzonego pliku nie zobaczymy po ponownym uruchomieniu kompa. Jednak nie sądzę, by to było komuś potrzebne. Zresztą, to możemy w każdym razie dodać jedną linijkę do pewnego pliku ze statycznymi urządzeniami.
Projekt rzeczywiście nie wiedział, gdzie podążać. Pojawiła się krytyka za możliwość uruchamiania programów przez UDEV w odpowiedzi na podłączenia/odłączenie urządzenia. Jednak pewne przysłowie mówi, że nie należy koła wymyślać na nowo. W dodatku dodanie takiej funkcji nie powinno zbyt wiele problemów wywołać.
Wg. mnie UDEV sprawuje się dobrze, a nawet bardzo dobrze.
Uważam że ta dyskusja nie ma sensu,widać tu duzo pracowników Microsoftu ds.zwalczania konkurencji
“Taka droga przypomina raczkowanie małego dziecka patrzącego w podłogę i pędzącego przed siebie – przemieszcza się/zapewnia nowości, ale w ogóle nie patrzy na konsekwencje swojego ruchu, a może się to skończyć guzem/zrezygnowaniem z tej dystrybucji (lub z Linux’a w ogóle)” – popieram w całej rozciągłości. Dziwi mnie jak na niektóre rzeczy trzeba dłuuuuugo czekać, które są niejako oczywiste i obecne były nawet w Win98. Chociażby “multicolumn view” lub jak ktoś woli “widok zwarty” wreszcie pojawił się w GNOME 2.24., choć użytkownicy forum zmarnowali przez lata strasznie dużo czasu pisząc, że wypadałoby to wprowadzić # hibernacja # dźwięk # w najnowszym Ubu problem z flashem, po instalacji nadal trzeba poprzemiesczać plik .so do innych katalogów bliżej Firefoxa # sterowniki do WiFi – to jest po prostu tragedia! aktualizacja jajka – instaluj od nowa i wiele takich innych, podstawowych rzeczy, które można rozwiązać, są gotowe rozwiązania ale religia linuksowa nie pozwala na usprawnienie sytuacji – a bo zamrożone repo, bo za bardzo własnościowe. To wszystko jest męczące, nie jestem programistą i nie mogę “kodu se napisać”, często zgłaszam propozycje i błędy na bugzilli, ale mam wrażenie, że jest to walenie grochem o ścianę. O wprowadzaniu do wersji stabilnych dystrybucji KDE 4.0 z głupim założeniem, że człowiekowi wystarczą jakieś tam applety z denerwującymi czarnymi obwódko-paskami zamiast normalnego pulpitu już nie chcę się rozpisywać. O ideale brzydoty czyli Ubuntu też szkoda słów, co z tego, że mamy gnome-look.org, nie zawsze ikony dostępne tam są dobrze skalowalne, wygląda to po prostu źle. Po dwóch latach załamuje mnie to, że twórcy dystrybucji nie myślą o ostatecznym, prostym Kowalskim, ale piszą się system dla dłubaczy. Już czas wyjść z tego mentalnego ograniczenia i zrobić system, który naprawdę może się rozpowszechnić. Inaczej będzie to w 1%-owych powijakach. Z jednej strony zamrażanie, z drugiej pakowanie niestabilnych pakietów, wieczna wersja beta systemu. “Uważam że ta dyskusja nie ma sensu,widać tu duzo pracowników Microsoftu ds.zwalczania konkurencji” – Krzy$iek, wszędzie widzisz spisek, wyluzuj trochę, czy naprawdę Microsoft nie ma lepszych kanałów informacyjnych by się reklamować. Miałby nawracać heretyków na takich portalach jak ten? Po co? Oni sami sobie szkodzą nie umiejąc się porządnie zjednoczyć (vide co dystrybucja to pakiety). Są niegroźni, stanowią ułamek społeczeństwa.
Masz całkowitą rację. Wywal połowę funkcji z takiego GNOME/KDE4 i będzie system dla zwykłych, szarych ludzi. Tak się czasami robi. Nawet Cannonical poszła tym tropem, wprowadzając KDE4 do Ubuntu(wyrzucili chyba aktywności, bo nie rozumieli do czego one są
).
Co do czarnych obwódek w KDE4, to można przecież je totalnie zlikwidować. Na pewno widziałem motyw, który sprawia, że stają się przezroczyste. Chyba widziałem gdzieś motyw, gdzie wogóle znikają. Jeśli chodzi Ci jednak o obwódki, a nie tło plasmoidów, to nie wyświetla się ten uchwyt cały czas. Tylko, gdy pulpit nie jest zablokowany, a my najedziemy na dany element interfejsu. Co w tym takiego brzydkiego, dziwnego, nieintuicyjnego??
Zresztą wystarczy spojrzec na rózne fora dotyczące Windowsa i jest tam nie mniej problemów niz z Linuksem! Więc przestancie wciskac kit że Linuks jest trudny i nie nadaje sie na desktop a Windows ma zero problemów i ludzie juz rodza sie z umiejętnoscia jego obsługi !!Wiekszosc nawet nie wiem co ma zainstalowane na kompie i nawet nie jest tym zainteresowana. A te kłotnie który system jest lepszy to jest dobre dla maniaków i fanatyków!
Autor tego kawałka poprawnie opisał gdzie leżą problemy z Linuksem, natomiast nie zastanowił się nad tym skąd one się biorą. Otóż większość z nich można wytłumaczyć dwoma rzeczami:
(1) system rozwijany jest bez planu i rozwój poszczególnych komponentów systemu nie jest nijak koordynowany
(2) żadne testy regresyjne nowych wersji przed wydaniem nie są robione
Jedno i drugie jest bezpośrednim skutkiem teorii tworzenia oprogramowania wg. Raymonda, w której istnieją dwa zasadnicze postulaty:
(1) model bazarowy zamiast planowania i koordynacji
(2) “relase early, release often” zamiast testowania, połączone z naiwną wiarą, że błędy w otwartym kodzie nie występują (”given enough eyeballs all bugs are shallow”).
Właśnie na naszych oczach “otwarta rewolucja” dochodzi do punktu zwrotnego — okazuje się, że dogmatycznie rozumiana “otwartość”, “bazar”, “długie ogony” i “aktywizacja użytkowników” nie są w stanie zastąpić dobrej praktyki inżynierskiej.
Problemem nie jest Linuks, tylko ideologia jego wyznawców.
…a ja sobie po prostu pracuję na linuksie od lat chyba 7 i nie mam najmniejszej chęci na zmianę – i nie jest to związane z żadną “religią” – po prostu linux jest lepszy (dla mnie!) Mam kontakt w pracy i z XP i Vistą, miałem wspaniałe osiągnięcie Billa G… jakim było ME – poza Vistą z każdym miałem problemy kończące się utratą danych). Piszę sporo wzorów matematycznych, obrabiam fotografie cyfrowe, korzystam z internetu (wi-fi) i multimediów – zapewniam, że w każdej z tych dziedzin linux (konkretnie Mandriva PP) jest lepsza.
Co do Visty – sromotnie przegrała z Leopardem, szczególnie w zakresie wydajności.
Możesz rozwinąć co miałeś na myśli pisząc, że obróbka fotografii jest pod Linuksem lepsza niż pod Windows?
Po obu stronach barykady jak widać są wierni wyznawcy.
Ja używam obu systemów (Xp i linuksa).
Linuksa zacząłem jak 5-6 lat temu stałem się posiadaczem drugiego komputera. Starszego ale z 2 procesorami i stanąłem przed problemem co na nim zainstalować (wtedy 2 procesory fizyczne obsługiwały tylko wersje “PRO” 2k i XP obie tylko w wersji box po około 700-800zł a komputer już wtedy miał kilka lat (2x Celeron500MHz)) i spróbowałem linuksa. I tak używam go do dziś (oczywiście na lepszym sprzęcie).
Niesty to co piszą w artykule to prawda. Jakość oprogramowania linuksa spadła chcociaż jednoczesnie stał się on łatwiejszy w obsłudze. Co do XP to jak 4-5 lat temu normą były błękitne ekrany i ogólnie jakieś problemy to od 3 lat jest to system na naprawdę najwyższym poziomie. Co do linuksa, znam wiele dystrybucji(używałem około 30). Bardzo lubię Slackware ale z powodu braku czasu(sporo trzeba tam rzeżbić by mieć system jaki się chce) i wygodnictwa używam Fedory (prawie wszystko można wyklikać i jednak rpm-y to pewien standard) z Gnome. Kiedyś lubiłem KDE ale od kilku lat nie da się z tego korzystać (stało się nieprzejrzyste i nieintuicyjne).
Same wymagania co do komputera mam wręcz minimalistycze – przeglądarka, poczta, grupy dyskusyjne, możliwość oglądania zdjęć(jeśli edycja to tylko zmiana rozdzielczości ew. przycięcie), możliwość słuchania muzyki, możliwość przeglądania(nie tworzenia) plików worda, excela, autocada. Na komputerze nie gram, nie oglądam filmów.
może wielu to oburzy ale naprawdę spora cześć społeczeństwa podobnie jak ja używa komputera(sądzę zę może nawet 50%). I dystrybucji linuksa dla takich jak ja nie ma (wiele dystrybucji z GNOME odrzucam bo mi się ich wygląd nie podoba -np. Ubuntu). Komputer mam nawet całkiem sprawny (1,8GHz, 1GB RAM). XP działa na nim bez zarzutu od lat a używa go także moja żona(noga jeśli chodzi o komputery). A linuksy? Niestety, coraz gorzej wraz z kolejnymi wersjami. Tak jak pisze autor za dużo programiści skupiają się na wyglądzie a za mało na niezawodności, bezpieczeństwie i szybkości(nie chodzi mi o oglądanie stron www ale o działanie samego systemu).
Co prawda od 3 lat używam na desktopie Linuksa ale powoli(z każdą kolejną nowszą wersją) zastanawiam się nad powrotem do linuksa. Po prostu wady XP w ciągu ostatnich 3-4 lat znikneły a te same co kilka lat temu(czyli niedopracowane oprogramowanie i system) zaczyna mieć linuks.
“A linuksy? Niestety, coraz gorzej wraz z kolejnymi wersjami”
Chodzi ci pewnie o to że gnome/kde4 robi się mułowate. Ale masz xfce.lxde itp. A co do wzrostu wymagań to jest normalne(tylko sprawą do dyskusji jest wielkość). Taka ciekawosta między kernelem 2.6.25 a 27 testy wykazały wzrost wydajności od 1-3 %
Zgodzę się co do hibernacji. Linux rzeczywiście się powoli psuje, jednak ludzie pragną to naprawić. Niegdyś nie było problemów z serwerem graficznym, gdyż wszystko było bardzie zestandaryzowane. Przynajmniej twórcy serwera X próbują wiele funkcji napisać od nowa, żeby to działało. Nie podoba mi się też pomysł porzucenia Xorg.conf. Powinno się pozwolić w xorg.conf pewne opcje ustawić na dość sztywno.
W Windowsie nie możemy w każdym wydaniu dodawać dowonlej liczby sterowników. Ty chyba nie miałeś do czynienia z sytuacją, gdzie sterownik karty sieciowej gryzie się z tym od graficznej lub dwa różne sterowniki od bluetooth się gryzą. Normalny laik sobie nie poradzi, a na Linuksie z takim czymś się nie spotkałem.
Tak czytam i czytam Wasze komentarze… podpiszę się pod opiniami, że to do niczego nie prowadzi. Wtrącę jednak swoje kilka groszy… Pracuję na windowsach (nawet 95), linuxach, unixa, mac-ach….
Moje przemyślenia…
1. Linux nie rozwija sie prawidłowo przez brak kontroli “inżynierskiej” (już wcześniej ktoś o tym wspomniał). Spójrzmy na produkt Appla… Działa pięknie… Często są sterowniki dołączane przez producentów. Największe dystrybucje ze świata linuxa najpierw powinny stworzyć jeden system pisania sterowników do Naszego systemu, dać go firmom i … i za dwa lata będzie widać rezultaty. Tak oczywiście się nie stanie – tak mógł zrobić microsoft aby każdy producent w łatwy sposób dołączał sterowniki do Windowsa… Do linuksa firma musi wydać więcej kasy, aby programiście najpierw pogłowili się jak dana rzecz ma działać pod linuxem (i tu już działa rozbicie na kde i gnome – zamiast jednego gui trzeba opracować dwa – mało opłacalne, czasochłonne… o innych gui nie będę wspominał…). Jedziemy dalej… Po opracowaniu odpowiednich interfejsów graficznych trzeba to przetestować pod ubuntu, debianem, suse, fedora, centosem … a no i np. debian to jaki? stabilny, testing czy może unstable?? W przypadku maca mamy tylko maca… koniec.. testy i juz.. w przypadku linuksa jest to za długa droga…
Każdy kto pracuje troche na linuksach powie, że producent może zamieścić swoje oprogramowanie, moduły do jądra w postaci źródeł – spoko.. ja sobie poradzę, ale np. moja kobieta spokojnie zainstaluje każdą drukarkę pod windowsem.. ale nie skompiluje modułu do jądra pod linuksem… Bo to nie jest podrzebnę (wspomnianemu już wcześniej) Kowalskiemu…
Linuks z jednej strony chce walczyć z Vista (śmieszy mnie fakt jakiejkolwiek walki oraz faktu jej podjęcia przez środowiska linuksowe – widać już wpływy powszechnego ubuntu i jego klonów)…
Dopóki nie ustali się jednego znormalizowanego sposobu działania w linuksie to nic z tego nie wyjdzie… i nie ważne są tu przesłanki ideologiczne wolnego oprogramowania, wolnego wyboru… Spójrzcie.. mamy religie.. to narzuca nam pewne wytyczne, dogmaty i nikt nie ma nic przeciwko temu.. tak samo MUSI byc w przypadku linuksa – trzeba stworzyć “10 przykazań” i niech wszyscy się ich trzymają.. producenci dostrzegą, że można łatwo napisać coś co będzie pasowało do dowolnego distro i zacznie się rewolucja.. niestety nie sądzę aby to się stało… Jest straszna przepaść między myśleniem użytecznym a działaniem w kierunku “jakiegoś” tam rozwoju ogólnie linuksa (czy. jądra)… o kde i gnome już nie będę wspominał… bo szkoda słów…
Podsumowując… Spójrzmy na Appla i zacznijmy iść w jego ślady…
Oczywiście na co dzień używam linuksa – Debian Lenny… KDE 3.5.10… (po ostatniej aktu. nie działa kamera internetowa… nie mam czasu tego robić… pod windą działa po 3 kliknięciach…)
Potrzeba nam NORMALIZACJI… niczego więcej…
2. Wszyscy ostatnio mówią o szybkim rozwoju naszego systemu.. jednak niesie to za sobą masę problemów – podpisuję się pod wypowiedziami typu “po aktualizacji wszystko siada…” niestety tak jest…
3. Widzę straszne skargi na windows.. Że co pół roku trzeba przeinstalowywać itp. Przecież to śmieszne. Sam znam adminów którzy przy najmniejszych problemach mówią “format”.. Przecież to głupota. Straszne ale te osoby kompletnie nie wiedzą jak to coś działa i jak się tym obsługiwać. Szczerze mam na dysku Windows (powiem, że TAK przydaje się).. od 2 lat nie reinstalowany. Żadnych problemów… Oczywiście nie mówię, że używam IE, Outlooka… Trzeba tylko (moim skromnym zdaniem myśleć) i ten system też może dobrze działać. Mógłbym pisać długo…
ps.
.. smutne…
Nie jestem programistą, administruje serwerami w jednej z polskich telewizji. Moja wypowiedź jest pozbawiona szczegółów… bo nie ma na to tu czasu i miejsca… są święta.. Ogólnie podzielam opinie autora… A temat i tak nie ma sensu.. nic nie zmieni dev. od jądra.. i tak zawsze będzie “burdel” we wszystkim co może być dobre.. Linuks na biurka – tak sądzę, że za jakieś min. 10 lat to może dla zwykłego kowalskiego
Pewnie wielu teraz się do moich słów przyczepi… ale trzeba się z tym pogodzić…
No dobra. Tutaj akurat przegiąłeś. Co mają wspólnego sterowniki do GUI, a w szczególności GNOME/KDE. Jeśli jakaś firma chciałaby wydać coś do zarządzania urządzeniem, to mogłaby użyć jakiejś lekkiej biblioteki(nawet sammego xlib). Do takich aplikacji z jednym okienkiem się idealnie nada. Poza tym nie lubię takich programów, które są dołączane w Windowsie do sterowników. Do wszystkiego powinien istnieć ustandaryzowany sposób obsługi, a takie aplikacje(np. aplikacja do łączenia się z internetem…. śmieszne), to tworzenie śmietnika z systemu.
Nie do końca podzielam twojego zdania, co do samych sterowników. Otwarcie sterownika nie oznacza, że użytkownik będzie se musiał go skompilować. Oznacza to możliwość włączenia go do głównej gałęzi jądra, gdzie nie ma tylko kodu na GPL, ale cały kod jest otwarty. W rezultacie sterownik jest naprawiany przed wypuszczeniem nowego kernel-a, a użytkownik nie musi go nawet instalować. Oczywiście pojawia się pytanie: po co użytkownik miałby aktualizować jakikolwiek element systemu? Prawda? No cóż…. życzę powodzenia.
Odnośnie zbyt częstych zmian w systemie, to się dorzucę. Należy jednak odgraniczyć systemy na biurko Pana Kowalskiego, a do profesjonalnych zastosowań. Pan Kowalski i tak nie wprowadza wielu zmian w systemie, więc wielu zmian wprowadzonych przez twórców nawet nie zauważy. Jeżeli zależy nam na utrzymaniu stałych interfejsów i podsystemów, to powinnyśmy raczej myśleć o dystrybucjach do tego przeznaczonych. Osobiście raczej zawsze rezygnuje z instalacji komercyjnych dystrybucji, bo niektóre są zbyt mocno zacofane. Jeśli chcę znaleść sobie pracę w związku z komputerami, to powinnem jak najszybciej zapoznawać się z nowościami. Choćby zmiany były negatywne, to wolę o tym wiedzieć pierwszy.
Bardzo dobry artykuł. Linux naprawdę nie nadaje się na desktop. Nie na szeroką skalę.
Oczywiście znajdzie się sporo osób, którym Linux jest w stanie zapewnić więcej, niż Windows, czy Mac, ale to jest może 1% użytkowników. Linux na biurko jest ciągle zbyt niedopracowany.
-Usypianie i hibernacja od zawsze stanowiła problem.
-Aktualizacja systemu, to droga przez mękę. Ubuntu, Debian, Arch, Gentoo, Slackware – nie ma znaczenia. Każdy, czasem spotyka różnego typu problemy przy aktualizacji.
-Instalowanie sterowników. Zwłaszcza tych, gdzie potrzebna rekompilacja kernela.
- Masa sprzętu, która wcale nie ma sterowników.
- Brak gier.
- Rozdrobnienie aplikacji
- Rozdrobnienie dystrybucji.
- Zbyt częste aktualizacje
Mac OS po prostu działa bez jakiegokolwiek wysiłku z naszej strony. Linux też może działać podobnie, ale pod warunkiem inwestycji sporej ilości czasu.
BTW: Nie używam windowsa od wielu lat.
Mam Mac OS blisko 3 lata i Gentoo Linux ok. 6lat
Zgadzam się z autorem artykułu. Mnie najbardziej boli to, że linux dzieli się aż nadto. Kupa różniastych dystrybucji psuje spójność projektu. Piękna idea (wolnego oprogramowania) jest znów niszczona przez głupotę i brak wzajemnego zrozumienia oraz egoistyczne zachowanie ludzi. Winą jest system w którym przyszło nam żyć…rządzi kasa i chora ambicja (ale i głupota – bo nikt z tym nic nie robi):(
A Windows choć idealny nie jest ma jedną przewagę…jest bardzo spójny i można cuda na nim tworzyć;). Mam nadzieję, że zaczniemy sobie w końcu uświadamiać, co naprawdę się obok nas dzieje w każdym aspekcie życia – jedność moi drodzy…jedność to prawdziwa siła. Gdyby ujednolicić dystrybucje w jedną można by stawić czoła Windowsowi. W przeciwnym wypadku będzie porażka Linuxa.
Teksty o porażce linuksa słyszę od jakoś `98, lub `99 roku (stary jestem, wiem i najgorsze ciągle żyję
). ujednolicanie distr – też będzie z 10 lat jak o tym słyszę, nie zmieniło się nic i wątpię czy coś się zmieni. Czy to źle? Też wątpię. Fajnie, że jest tyle tego, każdy może wybrać co mu się żywnie podoba, każde distro ma wady i zalety, korzystam z dwóch suse i gentoo, oba lubię, oba mają wady i zalety i jest to mój wybór i nikt inny nie musi się z nim zgadzać
. A na Windowsa się w domu nie przesiądę, a w pracy nie mam wyjścia i jest to kara za grzechy niepopełnione… (aaaaaa… wywalił się pakiet księgowy – czy będą dane? Aaaaaa….. wywalił się MSOffice – coś zapisał? I dlaczego właśnie się restaruje komp? I tak ze 2 razy dziennie coś), inna sprawa, że użytkuje ten złom dwóch innych userów i nikt tam nie ma czasu (albo i chęci) pozaglądać co się dzieje.
To samo mogę powiedzieć o linuksie:
- wywalił mi się OO, będa dane?
- wywalił mi się Firefox, co teraz?
- ojej, evolution stracił mi całą pocztę
- dlaczego kernel przy hibernacji sypie błędami?
- dlaczego linux mi się wczoraj 2 razy zawiesił?
- dlaczego drukarka nie działa?
- co zrobić z kamerką?
- dlaczego po upgradzie dźwięk nie dźwięczy?
- dlaczego wifi mi nie działa?
mogę tak dłużej… i jakoś nie miałem w ogóle tych problemów z windowsem… nie przeinstalowywanym przez kilka lat, wszystko chodziło i było fajnie.
Komputer mam do pracy, nie stać mnie na gówno, które nie działa, dlatego niedługo zmigruję się całkowicie na windowsa.
No dobra może przegiołe z tym gui, sterownikami i kde/gnome.. ale na boga czy przez tyle lat nie można zbudowac jednego systemu instalacji czeogs?? aby bylo klik i juz.. aby program sam mogl sobie zrobic modul i nie trzeba bylo do tego uzywac konsoli.. (juz nie naskakujcie.. wiem ze wiele programow to potrafi, ale oczywiscie te programy sa dopasowywane do konkretnych distro – czyli lipa..)
mamy cos w systemie i dziala…
)
Tylko to potrzebne.. proste graficzne narzedzie dzialajce wszedzie umiejace zainstalowac “cos”… niestety to ciagnie za soba ujednolicenie “rozkladu” systemu na dysku – rozwiazanie to ujednolicona baza danych w kazdym systemi o tym co gdzie jest… tego mialby uzywac program instalacyjny… proste sciezki gdzie wrzucac kawalki programu i koniec.. ikona dla usera i juz
Czy po wlasnorecznej kompilacji czegos od razu mamy wszedzie porobone odp. dowiązania (mowie tu o menu kde/gnome)? NIE nie ma.. spoko ja sie dokopie i porobie.. kowalski powie ze nie ma programu (swoja droga.. kowalski i kompilacja
a spojrzmy na swoje podworko.. pidgin i tlen.. aby dobrze dzialal pod debianem potrzebna jest zmiana w pliku Makefile (zmiana domyslnej grupy wheel oraz sciezki instalacyjnej).. znowu spoko, ja sobie poradze.. ale (nie mowiac ze moja kobieta nie skompiluje sobie programu – “bo na macku klikam i am” – jej slowa) moja kobieta nie…
od lat dev. linuksa jakby mieli klapki na oczach.. od lat te same bolaczki kompilacji programow, rekompilacji jadra, budowania modułów.. to aż boli…
Tak dalej i cała “walka” z vista będzie tylko gwozdziem do trumny linuxa.. przestanie byc fajny a zacznie awaryjny (sami wiemy ze ubuntu potrafi splatac piekne figle… mam tego troche w pracy) i znowu linuks odejdzie w sina dal z desktopow…
Potrzeba trzech rzeczy
1. Ujednolicone srodowiska / bazy danych tego jak rozplanowany jest system.
2. Framework do tworzenia sterownikow do urzadzen co mozna dac firmie aby stworzyla sterownik – “COS” co ujednolicie dostep do urzadzen itp… korzystajac z bazy pk.1
3.”COS” co bedzie potrafilo instalowac programy i sterowniki – taki .exe tyle ze dla linuksa.. znowu ma korzystac z bazy pk.1
Mozemy slac **je na microsoft, ale ten ich poczciwy .exe dziala i to od poczatku… działa i koniec.. wykrzacza sie.. prawda.. ale spojrzmy ponownie na swoje podworze.. czy nasze kompilacje dzialaja zawsze i koncza sie sukcesem?? Odpowiedz to: NIE… wielkie N I E!!.. tyray aby cos dobrze sie skompilowalo.. zalezonosci.. ich uzupelnianie.. kolejne zalerznosci.. bryyy… a tu taki exe dziala sobie i juz.. najwyzej wysypie ze nie ma czegos (na 100% pochodzi to od ms i jest na ich stronie..)…
Wiem wiem.. przez exe windows jest dziurawy bo to za proste.. no i co z tego.. na desktopach dziala wiecej linuksow czy windowsow..
Dobra.. cos jak exe jest .. deb, rpm itp… i co z tego.. powstaly rpmy to zaczeli myslec jak to poprawic.. dobra mamy deb.. fajnie.. no ale rpm tez.. i juz klopot.. (nie pisac o alienie..
).. i znowu konsola.. znowu zaleznosci.. i bledy.. a exe dziala… 
Rozumiecie mam nadzieje o co mi chodzi.. albo skonczymy z tym burdelem wolnosci albo ta wolnosc nas przygniecie i zniewoli.. i wszyscy kupimy relatywnie tanie windowsy albo troche drozsze macki
tekst troche chaotyczny – wlasnie wrocilem z wigilii
(prosze bez teksotw ze jestem jakims dziwny ze o tej porze to pisze
)
Moje slowa to i tak na nic.. my se pogadamy.. a devi i tak zrobia swoje..
Zabroń developerom Debiana używania deb i każ używać rpm. Nie posłuchają? Może dlatego, że NIE MUSZĄ.
Urokiem Linuksa jest to, że każdy może z nim zrobić co chce i nie można ani KAZAĆ, a nie ZABRANIAĆ. Nie chcesz – nie używaj.
Co chwila podnoszą się głosy, że powinna być jedna dystrybucja i jeden system paczkowania. A ja sie pytam – PO CO? W większości repozytoriów są niemal wszystkie pakiety jakie są potrzebne 99% użytkowników, a pozostały 1% to sobie skompiluje.
Ludzie, którzy jeszcze wczoraj używali Windowsa wypisują takie rzeczy, a ci, którzy poużywali dłużej Linuksa, zwykle twierdzą, że Windowsowi brakuje repozytoriów i instalacja jest zbyt trudna bo trzeba szukać exe-ków w Internecie.
“albo skonczymy z tym burdelem wolnosci albo ta wolnosc nas przygniecie i zniewoli..”
A tego zdania to generalnie nie rozumiem.
a nie bierzesz pod uwagę tego, że wielu z tych niezadowolonych z linuksa, którzy tu czy gdzieś indziej źle o nim piszą, przy okazji zaznaczając, że jego problemy nie występują w windows, chcieliby używać czegoś innego od produktu z redmond, np. linuksa właśnie, który ich zainteresował, bo jest darmowy, ładny, przemyślany i w pewnym miejscach lepszy, jednak ze względu na tak trywialne jego niedoskonałości jak obsługa dźwięku, kamer internetowych, skanerów, w firmie w której robolę np. czytników kart elektronicznych, powolność flasha, javy, wieszanie się przeglądarek itp, po prostu NIE MOGĄ! ja bardzo bym chciał mieć linuksa w moim laptopie, ale nie mogę, bo xp chodzi na tej samej baterii o prawie 1 godzinę dłużej niż takie popularne ubuntu (wersja dla eee pc, bo o tym sprzęcie piszę), a także xp obsługuje wifi bez najmniejszego problemu. przez ponad 2 lata używałem linuksa, do czasu jednego z ostatnich wydań jądra, przez które dzisiaj nie mam dźwięku z tunera tv (mowa o ubuntu, na debianie jeszcze to dziala). naprawdę nie zrozumiałe jest dla mnie krytykowanie windows, podczas gdy w najpopularniejszej dzis dystrybucji w kolejnych nowych wydaniach autorzy psują niektóre mechanizmy które działały w starszych wersjach i dodają takie niedopracowane wynalazki jak pulseaudio, które życie tylko komplikują. dlatego dzisiaj piszę z windows, choć mam pudełko pełne płyt z różnychmi linuksami, z których dzisiaj żaden nie spełnia moich wymagań. na dodatek do większości z nich w internecie opublikowano już nowsze wersje, których już mi się po prostu nie chce pobierać i znów testować, bo to jest masochizm, bo za miesiąc wyjdzie jakaś kolejna wersja – ulepszona, szybsza, ładniejsza – tak przynajmniej stwierdzi “społeczność” – którą znów trzeba zainstalować i poprawić w konfiguracji wszystko to, co autorzy spieprzyli. dzięki bogu, że NIE MUSZĘ używać systemu, który z wersji na wersję odziedzicza te same problemy lub w miejsce starych, jakoś tam załatanych dziur oferuje wybrakowane, zabugowane, ale przecież “nowe” fajniejsze, ładniejsze, funkcjonalności (np. kde4, które wkrótce wymaganiami dorówna interfejsowi visty).
NIE MUSZĘ, ale kłopot w tym, że wciąż bardzo CHCIAŁBYM. piszę to z punktu widzenia kogoś, kto poznał linuksa nieco od środka i wie, jakie korzyści niesie ze sobą jego bazowa filozofia, że jego systemy plików są lepsze od ntfs’a, że w plikach jest, bądź co bądź, większy porządek niż u monopolistycznej konkurencji, że przy pomocy konsoli linuksowe można wykonać 95% zadań szybciej niż klikając przyciski w okienkach windows, a jednocześnie opowiada to osoba, która zetknęła się z wieloma przeszkodami, czasami nie do pokonania, kiedy chciała z linuksa konsolowego przesiąść się na tzw. wersję desktop ubuntu, mandrivy czy innyej dystrybucji. bardzo żałuję, że wśród nas jest wiele ludzi, którzy, ponieważ jakoś tam do swoich potrzeb dostosowali tę czy inną instalację linuksową, która w rezultacie robi dla niego to wszystko, co wcześniej MUSIAŁ robić windows, bagatelizują, wręcz olewają, często wyrzucając bzdurność, bezsensowność, trollowanie itp. głosy tych, którym mimo szczerych chęci, mnóstwa czasu spędzonego na szperaniu w necie, na czytaniu dokumentacji, tutoriali, wdrażaniu porad forumowych ekspertów, oczekiwaniu czasami miesiącami na rozwiązania konkretnych problemów nie są w stanie zastąpić w pełni linuksem produktu m$. mam nadzieję że nadchodzący rok, 2009, przyniesie w ich umysłach więcej współczucia i zrozumienia nie tylko dla lamerów linuksowych, ale i tych, którym, jak mi, ich ulubiona dystrybucja nagle odmówiła posłuszeństwa, a których w ostatnim czasie, dzięki staraniom marketingowym canonical i innych firm, przecież sporo przybyło. tak jak ja, wielu na tym forum, co mają zastrzeżenia, NIE MUSI zmagać się z kłopotami tzw. alternatywnych osów – mamy przecież WOLNY niczym oprogramowanie, wybór. kupiłem niedawno EEE PC 1000H z preinstalowanym windows xp home sp3. po paru godzinach zabawy, w końcu to wywaliłem, zainstalowałem ubuntu eee pc, ale kiedy stwierdziłem, że chodzi ślimaczo, a cheese czy inne aplikacji do kamery wieszają się i trudno cokolwiek tym czymś nagrać, zamieniłem to na mandrive. tu musiałem doinstalować wiele pakietów, żeby wszystko jako tako działało kamerkę uruchomić, ale wciąż responsywność takiego systemu dawała wiele do życzenia. w obu przypadkach bateria zadziwiająco szybko się wyładowywała, a karta wifi łączyła się lub nie =? może czegoś nie dodałem, coś przeoczyłem, jendak po dwóch dniach chciałem w końcu mieć działający system do wszystkich celów. odpaliłem i skonfigurowałem debiana wg działu dedykowanego eeepc. jest dużo lepiej, ale zarówno kamerka jak i wifi wciąż działają jakby chciały a nie mogły. na razie jakoś debian chodzi i znów testuję ubuntu (świetną dystrybucję crunchbang), ale mija już 2 tydzień i wciąż nie czuję pełnej satysfakcji (kamera w skype nie chodzi, czasami kuleje obsługa specjalnych przycisków eeepc, wifi działa ale niestabilnie). na dysku mam kilkadziesiąt gigabajtów paczek i trochę źródeł i nie wiem co z tym wszystkim zrobić. wszystkie niezbędne aplikacje do windy mieszczą się na 1 płycie dvd. w przypadku linuksa nigdy nie wiem co mi jest potrzebne, bo po każdej aktualizacji zmieniają sięwersje paczek i nie mam nigdy pewności czy nagrane dziś na dvd aplikacje będę mógł zainstalować ponownie w przyszłości w nowszej wersji systemu ze zaktualizowanymi repozytoriami. po tych “testach” przed kilkoma dniami reinstalowałem windows xp i w ciągu ok. 50 minut miałem w pełni sprawny komputer z wszelkimi niezbędnymi aplikacjami. w takiej sytuacji trudno o inną decyzję jak pozostać przy winzgrozie. wiem, że to w głównej mierze kłopot ze sterownikami, których firmy takie jak asus dla linuksa nie robią. jednakże czy wina asusa jest, że społeczność linuksowa nie interesuje współpraca z takimi firmami, bo jej na to nie stać lub raczej nie chce tej współpracy, bo wie, że takowa sporo kosztuje, a jak wiemy, w wielu z nas wciąż pokutuje przekonanie, że opensource musi być free (of charge).
wybaczcie że tak rozwięźle – bywa. artykuł jest dość konkretny i najwyraźniej w wielu miejscach trafny, stąd urażona duma tych, których sprzęt szczęśliwie linuks obsługuje w pełni, którzy ludzi mających kłopoty z konfiguracją, biorą za nieudaczników, leni, którym się “góglować” nie chce, którzy tylko wymyślają problemy, bo im microsoft za to płaci.
oby rok 2009 przyniósł więcej pozytywnych zmian, oby w końcu najpopularniejsze dystrybucje doczekały się jakiejś szerszej normalizaji – nie koniecznie standaryzacji, ale czegoś, co spowoduje, że nowi użytkownicy stojąc przed wyborem systemu, nie będą klękać, zdezorientowani i pytać “to do cholery w końcu co mam zainstalować?”, ani być zmuszani do instalacji wszystkiego, co tylko możliwe, żeby przetestowac, wypróbować, dopasować; w nowym roku życzę sobie i Wam wszystkim dużo, dużo, dużo, więcej sterowników dla naszych linuksów oraz bardziej sensownych decyzji ze strony autorów dystrybucji niż tych przez które kubuntu dzisiaj nie ma domyślnie wyśmienitego kde3, zaś “standardem” stało się niedopracowane pulseaudio czy networkmanager! =P
Po zastanowieniu, zdaje mi się że jest to tekst finansowany przez małomietkiego,a po przejściu z linuxa na xp ciekawe z jakiej przeglądarki korzysta i te wychwalanie ms Office
a kiedyś czytałem że najlepszym sposobem manipulacji jest mieszanie prawdy z bzdurami
No tak, zapomniałem, przecież jak ktoś używa linuksa to jest żałosnym fanatykiem, jak ktoś skrytykuje linuksa za cokolwiek, to od razu głównym argumentem jest to, że jest sponsorowany przez MS.
Czy naprawdę jesteście aż tak ograniczeni? Jakby rzeczywiście linuks był taki super to ludzie by go używali, liczba użytkowników zwiększałaby się jak w przypadku FF vs IE.
Gdyby ludzie używali produktów, które są najlepsze, to nie byłoby reklam w TV. A jak wiemy są i w dodatku kosztują ogromne pieniądze.
To teraz jeszcze raz sie zastanów nad swoim ostatnim zdaniem.
nie napisałem że to co mówi to bzdury, tylko że to osoba opłacona przez Microsoft, kapiszi?
Ciekawe tylko dlaczego nie wypisał wad OpenOffica albo wyższości Ms Office nad free software, a Lotus Symfony to już pewnie nie słyszał ten chłopak,
a kolejną sprawa, czym w takim razie jest fedora dla Red Hat’a?
Mnie nie opłaca MS.
OO jest dla mnie do bani – nie ma outlinera, a twórcy OO wiedzą o tym od kilku lat, maja to głęboko.
Ubuntu jest do bani: nie działa mi: kamerka, wifi, hibernacja, kde4, flash, wine.
Często nie działa: nagrywarka, java.
Programy, które się nawet nie odpalają (nawet z użyciem wine): Corel, Photoshop, cokolwiek do faktur (bo to co jest to protezy jakieś), InDesign… mogę tak dłużej.
Parafrazując zapalonych linuksiarzy: u mnie na windowsie to działa (SOA1).
Reasumując:
Wolałbym pracować pod linuksem, ale potrzebuję żeby mi poprawnie działał. Biorę to co mi działa, czyli windowsa.
za ten artykul wywalam jakilinux.org z zakladek w ff i z rss feed. papa!
Kolejny fanatyk… zero argumentów, ale ktoś śmiał napisać coś co nie zgadza się z jego śmiesznym dogmatem, że “linux jest super, a jak ktoś twierdzi inaczej, to jest głupi”.
W pracy mam desktopa z windowsem XP. System jest odpowiednio skonfigurowany i nie da się oficjalnie nic uruchomić, poza aplikacjami potrzebnymi do pracy.
Jest IE (i aplikacje oparte o IE), Outlook i narzędzie biznesowe oparte o excela.
System jest podpięty do Internetu, ale da się tylko odbierać/wysyłać maile i przeglądać jedną stronę.
System chodzi 24/7 już kilka lat (od kiedy pracuję). Nigdy nie jest wyłączany. Nie ma programu antywirusowego, anie firewalla. Nie ma problemu z działaniem. Jedynie wiatrak w kompie strasznie wyje, bo ma zużyte łożysko i jest zarośnięty kurzem. Chodzi tak samo dziś, jak kiedy zaczynałem pracę.
To odnośnie braku stabilności i nieużywalności oprogramowania M$.
A mnie gentoo wkurza ostatnio, bo aktualizacja mocno chce mi instalować KDE4. Podobnie jak masa oprogramowania ma biblioteki KDE4 w zależnościach.
Nie wiem po kiego grzyba gentoo tak się pcha w coś, co jest jeszcze mało używalne. Kiedy wreszcie KDE3 osiągnęło naprawdę przyzwoity poziom, to wszystkie distra jak jeden mąż idą w KDE4 i cofamy się o kilka lat, gdzie od nowa rozwiązuje się stare problemy.
“W pracy mam desktopa z windowsem XP. System jest odpowiednio skonfigurowany i nie da się oficjalnie nic uruchomić, poza aplikacjami potrzebnymi do pracy.
Jest IE (i aplikacje oparte o IE), Outlook i narzędzie biznesowe oparte o excela.
System jest podpięty do Internetu, ale da się tylko odbierać/wysyłać maile i przeglądać jedną stronę.”
To jest według Ciebie DESKTOP??? Znaczy się taki komp dla Kowalskiego do domu? Jakbyś mu to postawił i powiedział, że to Windows, to gwarantuje, że ZAPŁACIŁBY za Linuksa
Nie, to nie jest desktop dla Kowalskiego do domu. To desktop z ogromnej firmy, gdzie w grę wchodzą ogromne pieniądze.
Taki, z jakiego rezygnuje podobno RedHat.
Nic nie szkodzi na przeszkodzie, by Kowalski sobie tak samo skonfigurował windowsa XP z IE i Outlookiem w domu.
Wsparcie techniczne Windowsa to 5 lat od daty WYDANIA systemu. Można sobie wyobrazić sytuację, że w dniu zakupu już go nie posiada(!). To, że XP ma dłuższe wynika tylko z tego, że przez wiele lat nie zdołali wydać następcy.
Ubuntu LTS ma 3 lata, czyli niewiele mniej. A co 3 lata można sobie przeinstalować system na nowszy tym bardziej, że jest darmowy. Wersje linuksów wydawane co pół roku są przeznaczone dla pasjonatów nowości. Tacy by zaraz narzekali, że od kilku miesięcy jest już wersja jakiegoś programu o wyższym numerku, a oni jej nie mają. Oni też stanowią króliki doświadczalne.
RedHat czy Suse wydają darmowe linuksy co kilka miesięcy, ale płatne już znacznie rzadziej i są o wiele bardziej dopracowane.
Natomiast zapłata za rok korzystania i wsparcia (telefonicznego)- Microsoft nawet nie ma wsparcia dla użytkowników wersji OEM, tylko pudełkowych.
Kwestia usypiania i hibernacji – wiele linuksów ma z tym problem. Ale to chyba nie wina jądra systemu, bo pod Suse czy PCLinuxOS może działać, pod Mandrivą już nie.
Do poważnych zadań linuks też się nadaje, ale trzeba się pogodzić z nieco niższymi numerkami wersji programów i często wydać nieco pieniędzy na zakup (Suse/RedHat/Xandros czy darmowy Ubuntu LTS, są i inne darmowe, ale mniej znane).
Brakuje w internecie instrukcji “krok po kroku” co zrobić z płytką z linuksem by mieć w pełni działający i skonfigurowany system. Głównie chodzi o multimedia, to taka tajemnica poliszynela, co niby każdy ją zna ale nigdzie głośno nie mówi. A wydawcy linuksów milczą w obawie przed prawem amerykańskim.
Nie zgadzam się z oceną OpenOffice.org. Uważam, że to świetny i dopracowany program. Tylko trzeba umieć z niego korzystać, gdyż potrafi się różnić drobnymi szczegółami (np. skróty klawiaturowe). Podobno Calc jest nieco mniej zaawansowany od Exela, ale ja nie używam aż tak skomplikowanych arkuszy by zauważyć.
Nie ma też sensu wrzucanie do jednego worka linuksa i OpenOffice.org. Ten drugi bazuje na komercyjnym StarOffice, przejętym niegdyś przez SUNa, dosyć potężną i znaną firmę na rynku korporacyjnym (Java, system Solaris, serwery na procesorach Sparc), na rynku konsumenckim prawie w ogóle, bo to dla nich nie ten target. Program nie jest rozwijany przez grupkę zapaleńców, jak linuks, lecz głównie profesjonalnych programistów i przez nich nadzorowany.
A że RedHat nie wierzy w popularność linuksa nawet w firmach, to wina kierownictwa. Nie są kreatywni i nie mają koncepcji jak go promować, bazują tylko na micie linuksa. Rynek korporacyjny to ogromna szansa gdy się ją dostrzega.
A podstawowe prawo marketingu głosi, że nie sprzedaje się rzeczy, tylko rozwiązania problemów. Nie wiertło, lecz dzurę w ścianie. Popytali by w firmach, jakiego systemu tam potrzeba, jaką musi mieć funkcjonalność (zapewne odporność na wirusy czy zarządzanie prawami dostępu są ważne, ale jest więcej porządanych cech). Problemy sprzętowe łatwo rozwiązać, wystarczy nawiązać współpracę z nawiększymi producentami pecetów w sprawie certyfikowania niektórych produktów. W firmach nie ma konieczności dobierania poszczególnych komponentów do gustow klientow, jak w domach, typowy pecet biurowy ma typową konfigurację.
Ale to zmatwienie RedHata. Ja się zajmę swoją działką, tj. promowaniem aparatu Viofor JPS
Każdy z Was ma tutaj trochę racji. Tak w sumie jest w każdej dyskusji:) Podtrzymuję jednak, że konieczna jest integracja dystrybucji. “Adminek” dobrze przedstawił sprawę w swoim komentarzu. Zgadzam się z jego pomysłem i zdaniem.
“Urokiem Linuksa jest to, że każdy może z nim zrobić co chce i nie można ani KAZAĆ, a nie ZABRANIAĆ. Nie chcesz – nie używaj.” – pięknie, tylko faktycznie za tą “wolnością” kryje się pułapka jaka działa chociażby w naszym społeczeństwie od lat. Każdy może robić co chce i robi, ale niestety syf się powiększa i problemów przybywa (zmiatanie skutków zamiast usuwanie przyczyn problemów). Czas na pobudkę. Jeśli czujemy, że nie tędy droga to trzeba szybko zawrócić, bo im dłużej czekamy, tym dłuższy będzie powrót na dobrą, >sprawdzającą się
“Popytali by w firmach, jakiego systemu tam potrzeba, jaką musi mieć funkcjonalność (zapewne odporność na wirusy czy zarządzanie prawami dostępu są ważne, ale jest więcej porządanych cech). Problemy sprzętowe łatwo rozwiązać, wystarczy nawiązać współpracę z nawiększymi producentami pecetów w sprawie certyfikowania niektórych produktów. W firmach nie ma konieczności dobierania poszczególnych komponentów do gustow klientow, jak w domach, typowy pecet biurowy ma typową konfigurację.”
——————————
Tylko, że te problemy są rozwiązane w Windowsie i Mac OS.Tak samo jak większość oprogramowania do zastosowań biznesowych jest na Windowsa i Maca.
Nawet głupi flash i java na Linuksie działa wolniej.
Po co więc firma ma wydawać pieniądze, by odkryć Amerykę ponownie?
No coz.. bez przesady… Linux nadaje sie na desktop
racja, nie zawsze jest tak, jak sie chce, ale wystarczy pogooglac/wejsc w kod i jest pieknie ;]
PS: linux na dekstopie sluzy do kodowania/siedzenia na IRC a nie do grania ;P
W ten sposób to raczej linux nadaje się do wiecznego grzebania w nim żeby dział, a nie do używania
Dlaczego używam gnu/linuxa ?
Bo windowsa zawsze się zdążę nauczyć.
Kiedy przeczytałem wczoraj ten artykuł, to w pierwszym odruchu zgodziłem się z niemal wszystkimi tezami. Autor jest całkiem skutecznym manipulatorem.
Przez 24h moja podświadomość przeanalizowała sprawę i zaczęła podrzucać do świadomości riposty. Sporządziłem protokół rozbieżności mojego stanowiska z przedstawionym w artykule.
Podstawową tezą autora jest stwierdzenie, że Linux nie nadaje się na desktop. Popatrzmy jak próbuje uzasadnić swoją opinię:
Megazamrażanie – o ile wiem, występuje tylko w dystrybucjach, które mają jakieś usystematyzowane wydania. Ubuntu ma LTS, w którym wprowadzane są poprawki bezpieczeństwa. Pozostałe edycje są traktowane jako rozwojowe i nikt nikomu nie każe ich używać. Standardowo wersje LTS mają włączoną aktualizację tylko do dystrybucji LTS – czyli raz na trzy lata – to już nowa wersja Windows pojawia się częściej. No ale dobra – załóżmy, że megazamrażanie to zło. Nie znam się, używałem Slackware, a teraz Gentoo. Nie wiem o czym mowa. W pracy mam Xubuntu, które aktualizuję na bieżąco i jeszcze nic mi się nie zepsuło (odpukać).
Kolejny zarzut to UDEV, HAL i evdev w Xach. No chwileczkę. Przecież miał być desktop. Owszem, były wcześniej jakieś poronione pomysły obsługi urządzeń wymiennych i dziękuję Wszechmocnemu, że z nich zrezygnowano na rzecz bardzo logicznego i uniwersalnego systemu.
Autor marudzi, że się miesza przy ALSA, która przecież jest super. Jak dla mnie ALSA jednak wymaga zmian. Chociaż nawet nie ALSA. Obsługa dźwięku w ogóle. Mam dobrze skonfigurowany dmix i porządną kartę. Mimo ustawienia dmix w Audacity, program ten nadal przejmuje mi kontrolę nad kartą. PulseAudio próbowałem testować w Gentoo, ale za dużo było roboty, więc sobie darowałem. W Xubuntu nawet nie wiem, że to mam. Po prostu wszystko działa.
Potem jest argument, że dodanie sterowników wymaga wydania nowej wersji jądra. Argument wyssany z palca. NVidia, VMWare i inne jakoś dodają sterowniki bez ceregieli.
Bezużyteczność Compiza… Znam wielu użytkowników, którzy korzystają z jego minimalistycznej wersji właśnie dla kilku usprawnień działania. Nie zobaczy się u nich kostki. Jest za to np. odsłanianie pulpitu czy grupowanie okien. Poza tym miał być desktop. A użytkownicy desktopu chcą bajerów. I te bajery wymagają znacznie mniej mocy niż w przypadku Visty.
Hibernacja. Na laptopach Toshiba Tecra A2 działa mi od początku bez hakowania. Wiem, że różnie bywa na innych laptopach, ale i tak sporo dobrego w tej kwestii zostało zrobione. Jedyne problemy sprawiają HPki.
Marudzenie o Perlu i TeXu. Znów zapomina, że miał być system na biurko. Znam kilka świetnych programów do wspomagania składu TeXa dla środowiska graficznego. Pod Windowsem TeX też działa i też ma dobre edytory. Nie wiem jak z Perlem pod Windows. Eric S. Raymond zaleca Pythona
Konsolka. Jest SSH pod Windows. Resztę zapewnia PowerShell, więc autor nie powinien tęsknić. Osobiście uważam, że Zwykły użytkownik nie może być zmuszany do używania konsoli. W końcu to ma być system biurkowy. Na systemie biurkowym wszystko jest klikane.
“Linuksa nie da się już uruchomić na 486DX”. Nieprawda. Oczywiście zależy którą się weźmie dystrybucję. Dwa lata temu zainstalowałem Gentoo na 486DX – oczywiście kompilacja przez distcc, bo nie chciałem katować staruszka. Do tego Xy i FluxBox czy inny WindowMaker. Dało się używać. Życzę powodzenia przy instalacji WinXP na tym. Pomijam już, że taki sprzęt nie jest standardowym desktopem, więc ten argument w ogóle nie powinien się tutaj znaleźć.
Potem autor pisał coś o dopasowywaniu instalatora WinXP do nowego sprzętu. No chwileczkę. Miało być prosto i łatwo. Robienie własnej płyty instalacyjnej to już hakowanie. Ubuntu ściągam i idzie. WinXP nie idzie. No to który system się bardziej nadaje?
Nie rozumiem dlaczego osoba z tak wieloletnim doświadczeniem w systemach uniksowych nie była w stanie poprawnie skonfigurować sobie środowiska pracy. Może to brak czasu, nie wiem. Wiem natomiast, że po pięciu latach pracy z Linuksem ani razu nie myślałem o instalacji Windows. Owszem, testowałem różne dystrybucje – dlatego w domu zmieniłem Slackware na Gentoo, a w pracy (jestem nauczycielem informatyki) używam Xubuntu.
Świadomie nie odnoszę się do zarzutów w stronę RedHata. Po prostu nie mam zdania. Kiedyś zainstalowałem Fedorę, ale jak po uruchomieniu chciała się odpłatnie rejestrować u RH, to czym prędzej ją usunąłem. RedHat nie chce zrobić biurkowego Linuksa? No to co? Canonical robi i to z całkiem niezłym skutkiem. I nawet pociska Ubuntu jako OEM.
Autor nie wspomina o jednej rzeczy, która poruszana jest dopiero w komentarzach pod jego artykułem – mianowicie wirusów. Chwali się, że przez tyle lat pracy z Windows (na początku w miejscu pracy) nie miał ani jednej infekcji. Otóż błąd rozumowania. Nie miał ani jednej infekcji, *o której wiedział*. Moja przesiadka na Linuksa odbyła się głównie dzięki wirusom. Po pierwszej instalacji WinXP na domowym komputerze złapałem BlasterWorm tuż po uruchomieniu systemu – tylko dlatego, że wpiąłem kabelek blokowego LANu. Format, reinstalacja (tym razem bez sieci), instalacja antywirusa i firewalla (swoją drogą instalacja tego bez ryzyka zarażenia jest tematem na osobny artykuł). Po trzech miesiącach zupełnym przypadkiem odkryłem plik, który zawierał wszystko co wpisałem z klawiatury w ciągu ostatnich 7 dni. Od haseł do poczty przez hasła bankowe do pogaduszek na gadu. WSZYSTKO. Miałem jakiegoś keyloggera, który co tydzień (albo co kilkaset kB) wysyłał ów plik na jakiś rumuński serwer. Gdyby nie przypadek (szukałem czegoś wewnątrz wszystkich plików), to bym nawet o tym nie wiedział. Od tamtej pory używam aseptycznego Linuksa.
Kolejny badziewiasty użytkownik ze swoim badziewiastym komentarzem w stylu: u mnie działa, więc artykuł jest do bani.
Kiedy wreszcie fanatycy linuksa zrozumieją, że problemem nie jest to, że “u mnie działa” ale to, że na milionach komputerów to nie działa poprawnie. U mnie nie działa drukarka, wifi się rozłącza (zmarnowałem na to jakieś 200 godzin, nie stać mnie na taką zabawę). Dodatkowo nie działą mi i moim znajomym wiele innych rzeczy, a tickety na to leżą całymi miesiącami i nikt nawet im statusu nie zmieni.
I jeszcze raz: komputer mam mieć do pracy, nie do wiecznego grzebania w nim i uważam za całkiem żałosne tłumaczenie fanatyków, gdzie jedyną odpowiedzią na całe tony argumentów że linuks jest be, jest to, że “u mnie działa”.
Prawie wszystkie postulaty są niestety prawdziwe.
Dla mnie też kde4 to porażka ale gnome3 nie będzie złe – bo i tak dużo to oni w nim nie zmienią.
No i ta hibernacja… Developerzy powinni zacząć brać do serca takie notki.
A dla mnie gnome to porazka, a kde4 nie jest zle – no i mamy rozlam
I wy chcecie robic “jedynie sluszna” dystrybucje. Ciekawe jak przekonacie userow do “jedynie slusznych” rozwiazan.
Beznadziejny artykuł
Kretyński cel projektu KDE 4 – “musimy naśladować Vistę,
lol
Dokladnie, porazajaco niski poziom artykulu, a ten tekst o Viscie i kde4 to prymitywny subiektyw. Kde4 po prostu realizuje podobne zalozenia jak srodowiska w viscie i macu. To zle? To samo bylo w przeszlosci, gdyby nie takie wlasnie “badziewia” to zatrzymalibysmy sie na etapie twm-a.
Z jednej strony chcialbym skomentowac soczyscie ten artykul, jak i niektore komentarze, ale z drugiej wiem, ze to bezcelowe(i tak nikt tego nie przeczyta
). W kazdym razie, co do rozwoju linuksa i x.org-a moglbym sie zgodzic (choc nazwalbym to po prostu innym modelem) tak co do chyba wszystkiego innego nie bardzo, taki na przyklad kwiatek:
“(…)W linuksie trzeba publikować nową wersję kernela, która będzie obsługiwała nowy sprzęt.”
i wystarczy, komentowac nie trzeba, kompletny brak wiedzy albo kompletna manipulacja
“To samo bylo w przeszlosci, gdyby nie takie wlasnie “badziewia” to zatrzymalibysmy sie na etapie twm-a.”
myślę, że nikt z nas nie miałby nic przeciwko temu, pod warunkiem, że system obsłużyłby poprawnie jego internetową kamerę, umożliwiając niczym nie skrępowane wideorozmowy, gdyby po podpięciu do usb dowolnego skanera wykrył go i poprawnie skonfigurował, gdyby nowo zakupiona karta wifi lub laptop z wbudowaną takową system samoistnie skonfigurował i uruchomił, bez konieczności babrania się w konsoli, czy gdyby dowolny ściągnięty z internetu pakiet można było zainstalować w każdej dystrybucji bez względu na wersje dostarczanego w niej oprogramowania.
gdyby tak po pierwszym stabilnym wydaniu wydaniu twm programiści i inni ludzie linuksa darowali sobie wodotryski, a skupili się na pisaniu czy pozyskiwaniu sterowników do urządzeń, dzisiaj w szkołach i urzędach pani zosia nie znałaby pojęcia “menu start”, a zajęcia informatyki w gimnazjach rozpoczynałyby się od tematu “menedżer okien twm”.
gdyby tak potoczyły się losy linuksa, nie miałbym nic przeciwko temu. niestety także linuksiarze dali się ogłupić monopoliście i zamiast iść mądrą drogą, od lat gonią za windowsem.
ja osobiście jestem przeciwny marnowaniu sił i czasu przez inteligentnych ludzi na kde4/compiz i inne wodotryski, podczas gdy obsługa podstawowego dziś sprzętu jakim są wspomniane kamery internetowe, skanery, także popularne dziś urządzenia wielofunkcyjne, niektóre karty graficzne, niektóre popularne chipsety (jak nforce4 przez który dziś cierpię) i inne w linuksie leży i kwiczy. uważam – nie, twierdzę, że zbyt wielu ludzi związanych z linuksami koncentruje się na najmniej istotnych jego aspektach, pozostawiając najbardziej dokuczliwe problemy, związane ze słabą obsługą ogromnej ilości sprzętu nierozwiązane. nie można brać pod uwagę na poważnie argumentów, które winią za to producentów, którzy są tak bardzo źli, bo nie chcą otwierać swoich sterowników, albo każą sobie płacić. jeżeli linuksy mają odnieść kiedykolwiek jakiś większy sukces, to ludzie odpowiedzialni za to muszę w końcu dojść do porozumienia z kimś konkretnym w branży producenckiej, a społeczność nie może wiecznie protestować przeciwko zamkniętemu oprogramowaniu, zachowując się czasami jak niektórzy politycy polskiej prawicy wrzeszczący że jakiekolwiek układanie się z czerwonymi czy niemiaszkami to zdrada interesu Polski, tylko tak jakoś, tfu, solidarnie, zadbać o to, aby linuks nie był wciąż w tyle monopolisty.
wiem, że wielu z nas chciałoby zmian, które linuksa popchną do przodu; wiem też, że tylko gartska ludzi (nie oszukujmy się) ma dziś istotny wpływ na to, w którym kierunku pójdziemy, bo ma na ten cel konkretne środki – to jednak nie powinno powodować sytuacji, w której podnoszony, czasem przez pojedyncze tylko osoby, problem – tak ważny przecież, jakim jest brak dostatecznej ilości i jakości(!) sterowników, należy spychać na margines, bo nic nie można zrobić, bo producenci nie wspierają linuksa lub zasłaniać go sukcesami (niewątpliwymi, czego nigdy nie negowałem, choć krytykuję za przerost formy nad treścią) projektów takich jak KDE4, Beryl, Compiz Fusion, wmawiając tym samym nieświadomym, że linuks dojrzewa i budząc słabo podparte nadzieje, że kiedyś zastąpi w konfiguracjach desktopowych windows microsoftu.
kończąc – oby się nie okazało tak, że kiedy w końcu linuks zawładnie desktopami, ich udział w rynku komputerów – w opozycji np. do urządzeń mobilnych, w które m$ swój szit pcha dziś z doskonałą skutecznością (desktopy wychodzą z mody, świat się miniaturyzuje) – będzie równy dzisiejszemu udziałowi linuksa w rynku systemów operacyjnych =P
pyzydyry
Ale potencjał był, jest i będzie marnowany na bezużyteczne[1] wodotryski w stylu Compiza, z bardzo prostego powodu: duża część deweloperów open source pracuje dla sławy. Dodawanie obsługi kolejnego skanera i poprawianie starych bugów to zajęcia nudne i niewdzięczne. Znacznie lepiej przepisać od nowa jakić podsystem, albo dodać kolejny wodotrysk — będą newsy na stronach linuksowych, a więc sława i panienki
. Że się wprowadzi nowe bugi? E tam, za pół roku ktoś to przepisze jeszcze raz od nowa, więc bugi przestaną mieć znaczenie…
[1] Z punktu widzenia funkcjonalności Compiz nie daje nic ponad to, czego nie dawały wcześniej pulpity wirtualne.
taki na przyklad kwiatek:
“(…)W linuksie trzeba publikować nową wersję kernela, która będzie obsługiwała nowy sprzęt.”
i wystarczy, komentowac nie trzeba, kompletny brak wiedzy albo kompletna manipulacja
———————————–
Chodzi Ci o to, że autor użył dużego kwantyfikatora (dla każdego urządzenia, aby zapewnić jego wsparcie trzeba publikować nową wersję kernela), co obalasz podając wyjątek (istnieją takie urządzenia, które mają wsparcie jako zewnętrzne moduły nie wymagające publikacji nowej wersji jądra)?
Jak na mój gust, to w praktyce to wygląda dokładnie tak, jak opisał autor – żeby coś zaczęło działać (a zazwyczaj coś innego przestało) trzeba poczekać na nowe jajko. Owszem, istnieją wyjątki (Nvidia, swego czasu eagle-usb itp), ale _zazwyczaj_ drivery są integralną częścią kernela.
Ja uczę się Linuksa prawie od roku i muszę przyznać że im bardziej poznaje ten system tym większy jest mój podziw dla zastosowanych tutaj rozwiązań. Wszystko jest logiczne i przemyślane a cały system działa BARDZO stabilnie. To właśnie w przypadku Microsoftowych OS’ów poprawki łatające jedną dziurę powodowały powstanie kolejnych luk. W XPku wiele razy było tak że po instalacji update’ów coś nagle przestawało działać. W tej chwili pracuje na Ubuntu, ale testowałem między innymi Centos (darmowy odpowiednik RHEL) który faktycznie działał wolniej, ale w środowisku opensource ma wybór: nie odpowiada mi jedna dystrybucja to wybieram inną. Nie muszę jak w przypadku M$ dokonywać wyboru pomiędzy tyfusem a białaczką (XP czy Vista).
Nie dajmy się nabrać na takie bzdetne pozbawione u samej podstawy sensu wypowiedzi jak twórcy tego artykułu. Na siłę jest promowana fikcyjna rzeczywistość żę Linux to jedna strona jakeijś wojny a Microsoft to druga. Pomija się przy tym celowo oczywiste fakty że istnieje różnica pomiędzy dystrybucjami komercyjnymi linuxa : > a dystrybucjami wolnościowymi linuxa. Które z tych dystrybucji autor atakuje ? mam wrażenie że usilnie chce spłycić problem ukrywając swoje niedoskonałości i nie mogąc sam przed sobą przyznać się do swoich mało efektywnych umiejętności. Jak na mój logiczny gust to urzywając komercyjnych systemów operacyjnych porównuje je z innymi komercyjnymi systemami operacyjnymi. Logiczne jest założenie że systemy wolnościowe typu open są takie jakie umiejętności ich użytkowników. Komercyjne systemy operacyjne są natomiast takie na jakie polityka firmy pozwala.
i udowodnienie że ten wyimaginowany LINUX corporation jest gorszy a Microsoft jest lepszy (żenada na maxa)
Nie widząc tej zasadniczej różnicy nie można być obiektywnym w osądzaniu problemu.
Proponował bym temu zawiedzionemu użytkownikowi systemów unix zastanowienie się nad sensem tego co udowadnia. Nie podał on z jakiej komercyjnej platformy systemowej opartej o linux korzystał i na jakim forum tejże komercyjnej dystrybucji zadawał pytania. Przepraszam ale zarzucanie komuś z forum systemów otwartych niekomercyjnych jakieś uczucia i żal jest zwyczjanie dziecinne. Jak się komuś płaci to się wymaga a jak się używa niekomercyjnego linuxa to się wymaga od Siebie jak sądzę.Czyżby jakaś nowa neonazistowska logika nie tolerancji wynikającej z próby tuszowanie swoich nie doskonałości wkradała się w świat systemów operacyjnych ….hmm
Drugie dno i sprytnie zatuszowane intencje autora polegają na wpojeniu ludziom że LINUX(taki mix jeden worek ze wszystkimi unixami,bez róźnicy jaki) jest to komercyjny gigant identyczny jak Microsoft. Tworząc takie urojenie daje om podświadomą potrzebę porównania na tych samych zasadach owych dwóch monopolistów
Owszem, nie ma żadnego Linux Corp., ludzie soft piszą w wolnym czasie i z dobrej woli, ale z drugiej strony cały czas krzyczą “dominacja Microsoftu! Linux jest gotowy na biurka! Administracja państwowa powinna używać OpenSource!”. Ale jak już ktoś ich posłucha, spróbuje tego poużywać, zgłosi problemy albo listę powodów, dla których jego zdaniem się nie nadaje, to Linuksiarze uderzają w nutę “ale nie możesz od nas niczego wymagać, bo my to niekomercyjnie”.
No sorry, ale trzeba by się zdecydować – albo chcemy przejąć władzę nad światem (a to można osiągnąć jednak tylko w sytuacji, kiedy ten Linux będzie działał poprawnie u każdego, a nie tylko u kilku wtajemniczonych), albo zostawiamy Linuksa jako system dla hobbystów (ale wtedy rezygnujemy z agitki “bo on jest najlepszy i każdy powinien go spróbować).
Piszę to jako osoba używająca Linuksa jako jedynego systemu od mniej więcej 98 roku, która ostatnio powoli się przesiada na makówkę, bo jej szkoda czasu na walkę z wifi i hibernacją na laptopie.
Ah, ulubiony argument fanatyków open source — nasze oprogramowanie jest wolne, czyli nie można go porównywać z komercyjnym. Co ciekawe, 10 lat temu robiło się takie porównania rutynowo i często Linuks wychodził w nich lepiej od konkurencji. Ostatnio przestał — i pojawił się ten kuriozalny argument.
Pierwszym kryterium branym pod uwagę przy ocenie programu jest jego użyteczność, czyli czy nadaje się do wykonania zadania. Otwartość jest kryterium w najlepszym razie drugorzednym; cóż z tego że program jest otwarty, skoro do wykonania zadania się nie nadaje. Jak coś się nie nadaje, to się tego po prostu nie stosuje. A autor tego kawałka nie zrobil nic innego, tylko negatywnie ocenił przydatność dla siebie oprogramowania open source.
Linuks ma zbyt wiele mozliwosci konfiguracji, jak dla kogos to problem i nie umie sobie zbudowac systemu do wlasnych potrzeb to nie ma rady i trzeba sie przesiac na widnowsa podanego na tacy, szkoda tylko ze jest tak bylejak zrobiony…
z takim podejściem – “skoro nie umiesz to zostaw” i odstraszaniem tym samym niedoświadczonych użytkowników, linuks pozostanie na zawsze systemem niszowym, dla wybrańców, bez większego biznesowego wsparcia. zamiast witać ludzi, którzy sobie z linuksem nie radzą radami typu “skoro jesteś leniem lub idiotą to zostaw linuksa w spokoju i idź się wypłacz billowi w rękaw”, nie warto jednak zachęcić np. “poszukaj odpowiedzi tutaj (forum, lista dyskusyjna, witryna, byle nie google), a jeżeli nie znajdziesz opisz swój kłopot tu (forum, lista) i może ktoś poczciwy tobie pomoże”. wiem po sobie, że łatwo stracić cierpliwość do drugiego człowieka. trzeba jednak zawsze zważyć, czy lepiej olać go totalnie, dodatkowo mieszając go z błotem, czy wskazać mu, jeżeli nie dokładną drogę, to choć kierunek – wschód czy zachód, północ czy południe, które powinien brać pod uwagę. przedsięwzięciu, jakim jest linuks na desktop, brakuje przede wszystkim zainteresowania – jeżeli się nie udaje, to jedną z barier jest ta niechęć i beztroska wyrażona w słowach takich jak Aenigmatisa.
zle mnie zrozumiales, raczej chodzilo mi o krytyke w stosunku do tego systemu
sam chetnie pomagam na forum, i wg mnie takie Ubuntu np. to prawda ze z wydania na wydanie psuja ale jak ktos ma pojecie o tym systemie to sobie te bledy w jakims stopniu poprawi 
a w windows jak cos sie zwali to tylko zalamac rece i czekac na kolejne sp
Sęk w tym, że na tej nieszczęsnej windzie się jednak jakby nieco rzadziej wywala. Takie (losowo wybrane) wifi na przykład – działa mi out of the box, i żaden z service packów czy innych security fixów tego nie zepsuł. A na Linuksie po update do 2.6.27 nagle przestało współpracować z suspendem (po suspend muszę wyładować moduł, załadować go znowu, i dopiero wtedy network manager załapuje, że sieć jest). Ot, taki drobiazg, ale upierdliwy.
no tak, bo każdy kto chce mieć komputer do pracy i nie chce miesiącami grzebać w komputerze i przeprogramowywać każdy najmniejszy kawałek, który nie pasuje, to frajer
nie nie jest frajer, ale potem niech nie krzyczy ze system do du… bo on go sobie nie umie odpowidenio skonfigurowac
Jeśli konfiguracja mojego wifi (które pod windowsem działa od razu) oznacza konieczność spędzenia kilku tygodni przeglądając zasoby internetu a także grzebanie w kodzie jądra i wielu programów, to nie jest to konfiguracja i wtedy system jest do du**.
rolki sa do dupy bo uczylem na nich jezdzic miesiac a na rowerze tylko tydzien…
ta sama logika i ten sam blad
No i jeśli celem jest nauka jeżdzenia na rolkach, to owszem, argument taki sobie.
Ale jeśli celem jest nauka żeby móc dojeżdżać do pracy i zarabiać na tym, że krócej jadę, to wolę rower: mniej nauki, szybszy start, od razu działa, nie ma problemu jak z rolkami: nie mogę się uczyć, bo mam kółka niekompatybilne z nowym asfaltem i się źle kręcą.
Autor jest opłacony przez M$, mówię wam ludzie! Nie słuchajcie go bo kłamie!
Korzystam sobie z Linuksa od paru lat, mam też Windę. Nudzą mnie problemy z Linem, nudzą mnie problemy z Windą. Na systemie z Redmond mam firewalla, antywira itp. ale i tak pewnie mam gdzieś sprytnie zaszyte jakieś robactwo. Na pingwinie też pewnie tego sporo mam, ale wisi mi to, bo cały brud i syf jest na Winde. Po instalce pingwina mam dostępne z palca praktycznie całe oprogramowanie potrzebne mi na codzień, resztę doinstalowywuję sam. Po instalce okienek nie mam dostępnego praktycznie żadnego potrzebnego mi oprogramowania, też wszystko istaluję sam. Zainstaluję susła czy innego to od razu działa mi elegancko taczpad czy klawisze funkcyjne w lapku. Na drugim systemie muszę to zainstalować sam i część ustawić. Na Windzie mój lap chodzi cichutko, wentylator od czasu do czasu się włączy, pochodzi (też bardzo cichutko) po czym milknie na jakiś czas. Na Linuksie wentylator od czasu do czasu się wyłączy, ale ogólnie ciągle działa i robi nie mały szum. Stan wstrzymania działa i tu i tu z tym, że na jaju 2.6.27(czy jakoś tak) działa wyraźnie dłużej niż wcześniej. Karta wifi też działa na obydwu systemach z tym, że pod pingwiniastym po wybudzeniu systemu trzeba albo sobie nieco poklikać, albo poczeać aż sieć zaskoczy. Na windzie łączy się natychmiast. Dodatkowo nie traci sygnału po odejściu od routera (np do jakiegoś innego pomieszczenia) i wykrywa wszystkie sieci z okolicy. Na obydwu systemach mam Skype’a, ale tylko na jednym mogę z kimś pogadać przy użyciu wbudowanego mikrofonu. Zgadnijcie pod którym? Podpowiem, że jego nazwa zaczyna się na W. Na jednym systemie FF odpala się w mgnieniu oka i tak samo szybko działa,flash nie ma dziwnych fochów a java nie zamula całości, na drugim natomiast FF startuje zdecydowanie wolniej, bo trzeba załadwoać jeszcze biblioteki gtk, bo przecież ‘najważniejsze, że jest wybór’(nie ważne jakim kosztem, ma być) i tak samo śmiga w trakcie działania aplikacji. Flash robi sobie co zechce, filmików na pełnym ekranie nie oglądnę, bo trzeba naciskać od razu alt+ctrl+backspace. Karta dźwiękowa działa i tu i tu. Problem jest, że pod pingwinem też działa jak zechce, nie zawsze przełączając dźwięk na słuchawy, nagle się ściszając, bądź milcząc po wyjściu ze stanu uśpienia. Pobrałem klip HD. Na Linuksie się ciął, na Windzie śmigał pięknie.
Można tak jeszcze długo. Obydwa systemy mają swoje wady i zalety. Problem jest taki, że te Linuksowe niesamowicie mnie wkurzają. Doskonale rozumię, że jakieś urządzenie może nie działać, bo producent olewa pingwina. To nie wina systemu. Tak samo, jak nie winą linucha jest to, że flash działa gorzej, czy nie ma na niego PS’a (ta, wiem o WINE i takich tam, ale mówimy tu o programach natywnych). Często aplikacje mają tylko podstawowe funkcje i to też nie jest wina systemu, że programista to tak wykonał. Rozumię to, ale nie znaczy, że będę w stanie to ciągle akceptować. Jasne, do pewnego momentu jestem w stanie wszystko znieść, ale tylko do pewnego. Nudzi mi się już szperanie po necie w celu znalezienia sposobu edycji jakiegoś pliku żeby móc posiąść chociaż część podstawowej funkcjonalności mojego sprzętu, podczas gdy na Windzie wystarczyło zainstalować sterownik dostarczony z laptkopem aby dostać to i jeszcze ciut więcej. Nudzi mi się korzystanie z systemu, gdzie mam ostro ograniczony wybór oprogramowania często do tego stopnia, że wybieram to co ma mniej wad(było już wspominane o SMPlayerze tak dla przykładu) a nie to co mi bardziej pasuje (GIMP jest fajny, naprawdę, ale w PS’ie mam wszystko co potrzebuję podane w bardziej przystępniejszej formie a i pracuje się jakoś szybciej). Nudzi mi się szukanie paczki z programem w odpowiedniej wersji, bo mój system spełnia wymagane zależności i przy instalacji nie krzyknie mi o to, że biblioteki a, b i c są w za starych wersjach, a w żadnym repo tego nie znajdę. Nudzi mi się dosłownie sranie się z ludźmi, którzy nie potrafią się szanować. Linux to nie Windows i nie można się zwrócić do byle kogo z problemem (wiele potrafię sam rozwiązać, ale w ostateczności muszę się poradzić jakiegoś forum), więc jest ograniczone pole manewru. Opiszesz za mało szczegółów(norma u nowicjuszy) to jest źle. Wiadomo, wróżka na urlopie i nie każdy się domyśli o co chodzi. Ale napisz ciut za dużo to też zostaniesz obrzucony błotem. Nie każdego interesuje co się dzieje pod maską i nie każdy ma ochotę zdobywać taką wiedzę na siłę a często ’spece’ posiadający wiedzę potrzebną do rozwiązania problemu zamiast wyciągnąć dłoń to jeszcze podnoszą ciśnienie (’wiem, ale nie powiem. Masz google to sobie poszukaj, przy okazji się czegoś nauczysz’. Jasne, szukać też trzeba umieć, ale bez przesady, można komuś pomóc z uprzejmością. Lepiej jest się wtedy odbieranym). Nie mówię, że wszyscy, ale tych się dostrzega najczęściej.
Niestety, ale coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że korzystanie z pingwina jest próbą wytrzymałości psychicznej. Wiem mniej więcej co się ciągnie za decyzją na korzystanie z tego systemu, dlatego nie wciskam innym, jak niektórzy, tego na siłę. Gdyby nie to, że miałem zdecydowanie ważniejsze wydatki to pewnie już dawno korzystał bym z laptopa z logiem nadgryzionego jabłka… Cóż, takie życie, ale co się odwlecze to nie uciecze i za parę miesięcy, mam nadzieję, będę z niego korzystać.
Pewnie i tak nikt tego nie przeczyta, ale gdyby jednak to podziwiam i dziękuję za wysłuchanie tych lamentów (źle się dzieje w państwie duńskim, nie poznaję siebie)
Ja przeczytalem. I sie w zupelnosci zgadzam
serwus,
Jest trochę racji w tym co zostało powyżej napisane. zgodzę się głownie z tym ze po diabla istnieje tyle dystrybucji Linuksa. Osobiście uważam ze spolecznosc linuksowa powinna sie zintegrować i skupić sie na jednej dystrybucji. Podzielić sie na obszary (czyt. zespoły które rozwijały by poszczególne elementy systemu, a zarazem istniała by o wiele większa i bardziej zorientowana na pomoc grupa wsparcia dla tej jednej dystrybucji.
Osobiscie wole Debiabna bo w Ubuntu prawie co update to mi WiFi albo kamera nie działała.
Debian skonfigurowany dziala bardzo dobrze, uruchamia sie szybko itp. natomiast zanim doszedlem do tego jak zainstalwoac kamere Creative Live albo karte bezprzewodową WiFi… mega setki godzin srania sie z tym – az wreszcie wiem. W XP bylo o wiele wiele łatwiej i dlatego Linux ma tak malo uzytkownikow domowych.
I tak bez konca
ciagnie sie nasza rozmowa.. zauwazcie ze juz nie ma jakis pozytywow linuksa.. oprocz braku wirusow nie szokuje ten system niczym.. wrecz samo grzebanie “pod maska” (czyt. konsola).. dlaczego nie polecam znajomym.. bo wiem i to na 100% ze po instalacji padnie pytanie “czemu youtube.com nie dziala na pelnym ekranie?”..
Ja uzywam bo musze byc na bierzaco.. dlatego tez uzywam windowsa i macka..
Gdybym nie musial to tez pewnie byl siedzial na taniutkim windowsie… no moze macku, ale to musialbym przemyslec (mimo takiego zachwalania… mnie ten system niczym nie powala na kolana.. no moze cena
)
Tam gadasz, że nie ma
Iptables miażdży chyba każdy(a na pewno większość) Windzianych firewalli. Możliwość konfiguracji środowiska graficznego jest ogromna, co widać na różnych screenach, o czym można tylko marzyć w Windowsie. Co prawda jest projekt KDE4Win, ale ja osobiście żałował bym porzucenia KDE4 (tak, tego niedorobionego projektu). Instalacja programów z repo również jest dużo przyjemniejsza niż z *.exe. Znajdzie się jeszcze kilka. Wszystko osobiście jest moją subiektywną oceną
tfu.. bieżąco
(wlasnie obgadalem “polowke” spraw z tesciem ;P)
Zastanawiam się czy autor tego tekstu (oryginalnego) kiedykolwiek przypuszczał, że wywoła takiego flame w kraju gdzie podobno białe niedźwiedzie chodzą po ulicach.
A najlepsze jest chyba to, że tutaj zapewnoe 90% komentujących nie ma pojęcia kto ten koleś jest (ja też nie mam), ale za to wiedzą na 100% że to kompletny lamer/wszystkowiedzący guru, ZU z kompleksami / ktoś odważny.
Koleś długo używał lin i stwierdził, że już nie chce. Taka moda, że pisze się z takich okazji na blogach nie wiem dlaczego, chyba z żalu po opuszczanym software. Ale żeby taki flame
MSPANC
Ależ zupełnie nie ma znaczenia kim ten gość jest. Wypunktował kilka rzeczy, które go bolały, co wywołało małą burzę. Po części merytoryczną, a po części na zasadzie “a u was biją Murzynów!” (czytaj: “co prawda wszystko na windzie działa out of the box, ale za to musicie instalować antywiry”).
Poza tym dobry flame nie jest zły
Może napisał zupełnie z tego samego powodu, dla którego pełno nawiedzonych maniaków pisze, że właśnie rzucili Windowsa i biorą się za Linuksa?
Dalej sadze żę jest to coś w stylu : jestem zmęczony życiem wole iść na łatwiznę zapłacę za usługi zamiast się męczyć. To nie jest złe każdy może poczuć potrzebę seryjnej, płatnej wygody ale właśnie po co te emocje?
Mogę kupić linuxa tak jak windowsa czy macosa mogę wtedy wymagać od innych zamiast od siebie
Natomiast czy mogę narzekać że odkryłem, iż po zapłaceniu mam lepiej niż miałem korzystając z darmochy która jest zwierciadłem moich umiejętności? …..hmm
Walka o opensource jest walka o wolny wybór na wszystkich systemach operacyjnych ufoludku.
Hmm przedmiotem są systemy operacyjne czy nieuczciwi producenci oprogramowania i sprzętu bez wsparcia dla innych platform niż windows?
A dalczego powstają tzw wodotryski ….to proste bo wolność to wolność wyboru jak ktoś kiedyś powie: `fajnie było by zrobić wodotryski w linuxie` to tak zrobi sam czy z pomocą innych.
Nie podoba ci sie KDE urzywaj Gnome jak nie to jest jeszcze wiele innych ciekawych graficznych środowisk (Enlightenment,XFCE,FluxBox..itd;na linux software jest ich 39),możesz jak chcesz wybierać trudniejsze jak nie to łatwiejsze ba nawet możesz mieć je wszystkie naraz na jednym systemie albo jeżeli masz dużą przestrzeń dyskową to możesz mieć 100 różnych dystrybucji.
Ale jeżeli są problemy z samym sobą to po prostu lepiej kupić wydać pieniądze i tym samym zawrzeć umowę z dostawcą oprogramowania(linux też kupisz).Tylko co jeżeli są to problemy natury psychicznej i wymagają wytworzenia na blogu jakiś nieuzasadnionych pretensji do świata rządzącego przez….no właśnie kogo….pasjonatów otwartego kodu czy `monopolistów`?….ech gdyby tak całą ta energia został zużyta na listy do producentów tych nieszczęsnych sieciówek Wifi bez dodanych sterowników dla innych niż Windows systemów operacyjnych ~~ Dlaczego to pasjonat ma być darmowym usługodawcą piszącym sterowniki dla opływających w luksusy i środki firm….hmmm
Walka o opensource jest walka o wolny wybór na wszystkich systemach operacyjnych ufoludku.
——————
Częściowo tak (Płatnik vs Janosik, walka o standardowy, otwarty format plików vs .doc itp – z tym się w 1007% zgadzam), częściowo nie (”Linux jest super dla gospodyń domowych! Bierzcie i używajcie! Jest wydajniejszy, bezpieczniejszy i w ogóle bardziej w pytę od wszystkiego innego!”).
To, co propagujesz (system będący odzwierciedleniem umiejętności użytkownika) jest jak najbardziej OK. Zostawiamy Linuksa jako system hobbystyczny, do używania którego potrzebne jest sporo wiedzy i wolnego czasu, który trzeba przeznaczyć na walkę (”poznawanie”, “douczanie się” itp) z driverami. Ale w tym momencie stanowcze veto jeśli chodzi o próby wciskania Linuksa tzw Zwykłemu Użytkownikowi i nazywanie tych, którym on nie podchodzi idiotami/pachołkami MS/cokolwiek.
Wolny wybór – jak najbardziej. Problem w tym, że jak ktoś tego wolnego wyboru dokona i uzasadni, dlaczego Linuksa NIE wybrał, to natychmiast spotyka się z reakcją:
- jesteś nieudacznikiem
- jesteś idiotą
- płaci ci MS
- jesteś strasznym idiotą
- jesteś strasznym idiotą i nieudacznikiem opłacanym przez MS
- to napisz sobie coś lepszego
Do tego dochodzi jeden z moich ulubionych argumentów – “nie podoba ci się Linux? A co TY zrobiłeś dla jego rozwoju?”. Ciekawe, jak byś zareagował, gdyby w restauracji na Twoją uwagę ”nie smakuje mi ten kotlet” kucharz odpowiedział “usmaż sobie lepszy”.
Normalny klient reaguje wychodząc z knajpy i opisując syfiastość kotleta na odpowiednich forach. To samo zrobił autor w odniesieniu do softu.
Dziwne Kolega ma pogląd na linuxa
mi jakoś w gentoo wszystko działa i od strony software po hardware gry gram nawet mam legalne odpalam przez wine:) kamera +skype żaden problem openoffice styknie chodz wolę abiworld:)
dziwny pogląd kogoś kto bardzo dużo pracy i chęci włożył w naukę linuxa
Tekst prowokacyjny i momentami nieco naciągany, ale w wielu miejscach prawdziwy. Linux to moje narzędzie pracy i faktem jest, że każda nowa wersja dystrybucji czy kernela budzi moją radość i ciekawość. Nie zmienia to jednak faktu, że boję się tych nowości bo nieraz miałem potem z nimi problemy. Dlatego też produkcyjnie używam Fedory 8 i CentOSa 4. Działają. Fakt, że czasem brakuje obsługi czegoś nowszego, ale generalnie da się z tym żyć i nie ma problemów. Natomiast nie zgadzam się z tezą (a może wnioskiem?) autora, że powrót do windows jest nieuchronny. Przeciwnie, powrót do windows jest dla mnie niemożliwy. Ze względów zdrowotnych, w końcu ile można wymiotować?
I wlasnie tego nie nawidze
“mi jakos wszystko dziala”.. czlowieku ale co kogo obchodzi ze u Ciebie dziala.. patrzysz z miejsca twojego mieszkania i jest ok.. ja patrze z miejsca gdzie widze tysiace userow i .. i NIE jest ok..
Już się wypowiedziałem w tym wątku(pod innym nickiem) ale jeszcze muszę coś dodać.Niestety jako użytkownik Linuksa od tat muszę stwierdzić:
- problemy jaki to jest zły XP od kilku lat są NIEAKTUALNE, ten system jest prawie 8 lat na rynku i jeśli kiedyś było bardzo źle to teraz jest wręcz świetnie i podawanie argumetu że Windows coś psuje, traci się dane to bzdura i wprowadzanie w błąd z takimi argumentami nie ma co dyskutować
- Linuks może u kogoś działa świetnie ale nie tylko ja jeden mam taki problem że jak coś działało dobrze to w kolejnej wersji (po 6-8 miesiącach) już nie, i potem przez kilka kolejnych wydań błąd jest nienaprawiony(każda właściwie dystrybucja ma takie grzechy na sumieniu)
- co gorzej w żadnej dystrybucji nie da się bezproblemowo przejść na nowszą wersję i to nawet w przypadku nie instalowania żadnego dodatkowego oprogramowania, to już poważnie ogranicza ilość użytkowników (ja sobie radzę instalując od nowa, formatująć “/” i zostawiając /home – ale to nie jest chyba to o co chodzi twórcom dystrybucji?)
- śmieszne są argumenty w stylu:
“Linuks jest darmowy to nie możesz wymagać wszystkiego”(OK ale nie dziwcie się że jest mało popularny),
“u mnie działa”(u mnie też, ale ja od kilku lat sprzęt kupuję wcześniej sprawdzając czy będzie działał pod linuksem)
” co zrobiłeś dla linuksa” (używam go codziennie od kilku lat, programować nie potrafię, ale czasem na forach i usenecie pomagam innym rozwiązywać problemy z linuksem)
- Linuksa nie używam dlatego że jest taki dobry/lepszy po prostu kilka lat temu XP był bardzo zły(4-5 ponownych instalcji rocznie, najgorsze było ponowne instalowanie programów, cały dzień zmarnowany) i szukałem alternatywy (teraz 1-2x w roku format / i instalacja nowszej wersji na szczęście operacja trwa około 40 minut)
Ja desktopowo używam 5 lat. da się. Ten artykuł to typowowa prowokacja. Chociaż jak patrze na ranking.pl i mamy w tym karaju 0,7% udziału w sieci to czyje się prawie wyjątkowo. Też należe do tych wygodnych którzy chcieli by żeby mu się wszystko samo- Ubuntu. Ale przyzwyczajenia z Ms są diabelnie cięzkie ja przez 1 rok walczyłem z sobą żeby sie przymusząć i wkurzać.
Proponuje niech Ms sprawdzi ludziom Xp-ki i nagle udział w rynku będzie 25%.
Szczęśliwego nowego roku
Niby i wiele racji jest w autorskiej dywagacji na temat…
Ale tez nie do konca.
Kazde distro ma swoje wlasne cele i swoje wlasne zalozenia.
Jesli chcialby, aby mu dzialalo na starszym kompie – gentoo jest idealnym rozwiazaniem – skompiluje to co chce a moze i nowsze pakiety zamaskowac, zeby kozystac z jak najstabilniejszego ich wydania.
Nie kazdemu jednak odpowiadaja narzedzia gentoo jak i rowniez jego zalozenia.
Wtedy powinien wykorzystac LFS i zbudowac sobie samemu distro.
Linux nigdy nie byl i nigdy nie bedzie do konca user friendly.
To prawda – zawsze mamy zonka ze strony domyslnej konfiguracji, braku obslugi czegos koniecznosci grzebania w /etc lub wykonania dpkg-reconfigure lub czegos w ten desen.
Rada na to jest LFS – jest od poczatku do konca taki, jakim go chcemy.
Niestety samo tworzenie nie jest juz user friendly, a efekt koncowy jest tzw. me friendly a nie user friendly.
Nigdy nie zaspokoi sie duzej ilosci userow. Zawsze cos bedzie nie tak.
Produkty MS mi najzwyczajniej nie leza. Sama idea rejestru jest kretynizmem.
De facto najbardziej przyjaznym uzytkownikowi systemem jest Mac OSX. Nie martwisz sie o zaleznosci programowe bo wszystko masz w jednym “pliku”, instalacja to przeciagniecie a deinstalacja najzwyklejsze wyrzucenie do pliku. Fakt – binarki zawierajace w sobie wszystkie zaleznosci sa o wiele ciezsze, ale to wlasnie jest user friendly.
Z doswiadczenia wiem, ze aby cos odpowiadalo ogolowi musi byc klikalne az do bolu. Optimum jest soft, ktory skonfigurujesz poprzez menu, bez najmniejszej koniecznosci odpalenia konsoli.
Gdyby istniala taka lepsza wersja gobo linuksa (zerwal z hierarchia systemu plikow i wlasnie soft to zbiory w katalogu aplikacje) to byloby wlasnie to.
Wystarczyloby wtedy przeciagnac soft i juz dziala – jest to drobna modyfikacja srodowiska graficznego, zeby folder.app wyswietlal jako binarke i tyle.
Dzieki temu nie wazne by bylo czy masz debiana, ubuntu, fedore, suse, czy nie wiem co – sciagasz najnowszego wesnotha, ktory ma w sobie wymagane biblioteki i symlinkuje do nich a nie twoich systemowych.
Juz w tej chwili mozna robic tak soft – kazdy zna przeciez symlinki.
Rozwiazaniem na wiekszosc problemow jakie ma Linuks sa wlasnie programy nie dla debiana, fedory czy slacka, tylko programy dla linuksa i skonczenie z zaleznosciami.
Wyobrazcie sobie – czasem potrzebujemy jakiegos starszego softu, ktory od 2-3 lat nie jest wspierany. A on w swoich zaleznosciach ma biblioteki o ktorych dawno i linus nie pamieta – nie odpalicie – zeby nie wiem co.
Gdyby symlinkowal sam do siebie i w sobie zawieral zaleznosci – odpalilibyscie bez problemu i na nie wazne jakiej dystrybucji.
Problemem Linuksa jest robienie softu dla danego distro i danej jego wersji zamiast robienie poprostu dla Linuksa, dla KAZDEGO Linuksa…
Wielkie TAK programom dla Linuksa!
Wielkie NIE programom dla dystrybucji!
Zależności w Linuksie są dosyć dobrze rozwiązane. Czy zdajesz sobie sprawę, że gdyby przyjąć Twoje rozwiązanie, oprogramowanie na dysku zajmowałoby kilkakrotnie więcej miejsca na dysku? Aktualizacje trwałyby kilkakrotnie dłużej. Ściągałbyś wersję instalacyjną na kilku płytach zamiast jednej. Ponieważ różne zespoły zajmują się tworzeniem bibliotek i aplikacji z nich korzystających, to każdy zespół korzystający z bibliotek musiałby śledzić wszelkie wydania tych bibliotek i wraz z każdą zmianą udostępniać zaktualizowaną wersję swojej aplikacji. Utopia.
Brawo!
O to biega. Teraz przedstawmy pomysł dystrybutorom.
ufoludku dziękuje za uwagę.
(hardware)na wolnym rynku, która się nadaje na polowanie a nie na safari, ale z czasem i tak problem zostanie rozwiązany bo unixy szybko się rozwijają.
Wnioskuje jednak z tego że to problem czynnika ludzkiego po prostu są ludzie którzy biorą uwagi do siebie i jest to dla nich decydującym problemem.
Sam nie raz zostałem zrugany zmieszany z błotem ale było to jak najbardziej słuszne choć może wtedy czułem złość to z czasem odkryłem ile było w tym prawdy.Jak dzisiaj czytam swoje wczesne pytania to mi po prostu wstyd.
Człowiek który zawsze używał Windowsa i przechodzi na darmowe oprogramowanie powinien się liczyć z tym że dostanie mu sie nie raz, ale główna tego przyczyną jest w moim przekonaniu pretensjonalność kogoś kto całe życie miał wszystko za kasę a teraz przenosi swoje zwyczaje do świata open.
Widzę jednak że poczucie korporacyjności jest tak głęboko zakorzenione w świadomości ludzi żę nie potrafią inaczej widzieć świata niż właśnei przez pryzmat wielkiej kolporacji.
Podałeś przykład z restauracją i kotletem tymczasem Uniuxiarz nie chodzi do restauracji bo tam sie Płaci :>. Uniuxiarz raczej zapisuje sie do koła łowieckiego i sam zdobywa pożywienie i nawet jak sam je przyrządzi to słucha krytyki bo wie że nie jest doskonały i chce się rozwijać.
więc tak podałęś dobry przykłąd ale tą restauracja jest Monopolista któremu nei zależy na kliencie i powie nie bezpośrednio oczywiście ale w sensie tak samo:
Weź se pan zadzwoń i opłać pomoc techniczną jak coś nie pasuje :>
(wyobraź sobie żę 95% rynku restauracji zajoł jakiś Msdonald, a ty właściwie nie masz wyboru gdzie jeść albo płacisz albo sam polujesz,hodujesz i przyrządzasz)
mam problem ze sprzętem to na miłość boską żyjemy w demokracji ostatecznie możemy kupić inny łuk dzidę fuzję
To ostateczność ale czy unixiarz powinien czuć złość na distro gdy jego sprzęt został tak wyprodukowany by służyć tylko monopoliście?
masz problem to nie płacz ale kup sobie Mandriwe albo dobry sprzęt albo Windowsa, albo Macos, ciekawe czy rzeczywiście będzie to dla ciebie dobry wybór zważywszy na mnogość problemów i małe zainteresowanie mimo że zapłaciłeś. hmm No oczywiście masz wybór i możesz popracować nad sobą i używać unixa ale ostrzegam nei raz zaboli cię użytkowniku twoja głupota i niewiedza popatrz wtedy raczej w lustro.
Faktycznie przykład z restauracją nie był najlepszy – kilka puszek Lecha nie sprzyja generowaniu trafnych analogii
Bardziej adekwatnym porównaniem byłaby sytuacja, w której na ulicy nagabują człowieka ludzie wciskający mu darmowe OpenKotlety jako lepsze od komercyjnych MacSchabowych czy MSMielonych. Nagabywana osoba bierze na spróbowanie i na przykład łamie sobie ząb na jakiejś zbłąkanej kości albo dostaje za przeproszeniem sraczki.
Czy w takiej sytuacji ma prawo napisać ranta “OpenKotlety to syf jak beret. Wybieram płatne”? Czy w odpowiedzi na taki rant powinna zostać zjechana od nieudaczników i pachołków McDonalda?
Jeżeli jadłeś te OpenKotlety z własnej woli będąc świadomy ich stanu – no problem, widziały gały co brały. Ale już w sytuacji gościa, któremu ten kotlet na siłę wciśnięto z zapewnieniami, jaki to on jest super sprawa nie jest taka prosta.
Co do korporacyjnych przyzwyczajeń, to masz zupełną rację. ZU często (zazwyczaj) je ma. Jak dostaje soft, to oczekuje, że będzie działać i nie ma ochoty z nim walczyć. Sęk w tym, że zwolennicy Linuksa usiłują o tego właśnie ZU zawalczyć hasłami “Linux to świetny system biurkowy dla każdego”. Niestety za hasłami nie idą faktyczne działania.
Nie mam problemu z tym, że Linux będzie systemem niszowym, do używania którego będzie potrzebne trochę samozaparcia, ale wtedy należy przestać ludziom mydlić oczy hasłami, jaki to on jest user friendly.
Używałem Linuksa jako jedynego systemu przez jakieś 10 lat. Przeszedłem przes Slackware’a, Fedorę, Gentoo (ponad 2 lata) i ostatnio Ubuntu. Sporo się przez ten czas nauczyłem, było miło i w ogóle, ale niestety życie jest za krótkie, żeby je marnować na dochodzenie do tego, dlaczego po update softu coś przestało działać.
Niestety w tej chwili Linux nie jest free (as in beer). Linux is free if your time is worthless. A ja swój czas zacząłem nieco bardziej cenić.
“A ja swój czas zacząłem nieco bardziej cenić.”
Jak trzeba zarobic na siebie, swoja Ksiezniczke i szkraby to od razu poglady sie urealniaja.
“na ulicy nagabują człowieka ludzie wciskający mu darmowe OpenKotlety”
Nagabuja Cie fanboje, miej pretensje do fanbojow. Nie znam zadnego developera Linuksa twierdzacego, ze nadaje sie on/jest lepszy na desktop od Windows.
Ktos Ci wciskal? Byles naiwny to wziales. Pistoletu Ci nikt nie przykladal?
“ma prawo napisać ranta”
Oczywiscie, ze ma, ale nie zwalaj winy na rolnika, ze nagabujacy opchnal ci koscistego schaba. Miej pretensje do fanbojow, nie deweloperow.
Wymagaj odpowiedzialnosci od innych, ale i od siebie. Oskarzaj winnych, a nie bron tylko siebie. Postepuj jak osoba dorosla, a nie dzieciak.
Prawdziwie szkocki linuksiarz by na pewno nie wciskał.
Fanboje stanowią część społeczności linuksowej i są dla świata “frontendem” całej społeczności. Przez ich pryzmat ta społeczność jest postrzegana, czy Ci się to podoba czy nie.
Ja osobiście pretensji o nagabywanie nie mam, bo to ja, będąc młodym fanbojem, nagabywałem. O wciskaniu pisałem z punktu widzenia Zwykłego Użytkownika typu ciocia Zuzia czy wujek Kazio, któremu siostrzeniec Józek próbuje próbuje wmusić Linuksa.
Jak już wspomniałem, to ja wciskałem. A dla takiej cioci Zuzi odpowiednikiem przyłożenia pistoletu jest sugestia ze strony siostrzeńca Józka, że jak coś cioci z windą nie będzie działać, to niech sobie radzi sama, bo siostrzeniec nie będzie walczył z tym korporacyjnym badziewiem. (Znam takie przypadki).
Jeśli już trzymać się analogii kotletowej, to odpowiednikiem developerów nie jest tylko rolnik, ale też rzeźnik i kucharz. Fanboi to tylko marketing. I przy takim założeniu jak najbardziej można winić developerów, a dokładniej kucharza.
Na dokładkę zamiast doprowadzić kotlety do stanu jadalności rzeczeni developerzy rzucają się na hodowanie krów o 6 nogach, bo to jest bardziej “sexy” (gdyby aluzja była zbyt nieczytelna: KDE4).
Ależ postąpiłem (podobnie zresztą jak autor artykułu) jak najbardziej jak osoba dorosła – wybrałem swego czasu Linuksa z własnej nieprzymuszonej woli, dopóki mi pasowało jego używanie, to używałem, jak coś nie działało to w miarę możliwości próbowałem dojść, co nie jest tak i ewentualnie pchnąć poprawkę do developerów. A jak przestało mi pasować, to wyłożyłem kasę na coś, co działa (co wyszło mnie znacznie taniej, niż gdybym chciał zapłacić developerom za poprawienie rzeczy, które mi nie pasowały, albo gdybym przeznaczył swój czas na poprawienie tego).
Przy okazji wyjaśniłem (mniej dosadnie niż autor artykułu), dlaczego przestało mi pasować – wifi, suspend,jack sense.
Niestety dziecinne podejście jest domeną społeczności linuksowej, która na każdą krytykę czy wytknięcie oczywistych niedoróbek reaguje hasłami o byciu opłacanym przez MS, o za małym mózgu, żeby ogarnąć system itp.
Oczywiście tak reagują fanboje. Developerzy raczej się skłaniają do “to sobie napraw, bo ja się przerzucam na sześcionogą krowę”.
Ha i jeszcze cos mi wpadlo do glowy co do atakow na xp
kazdy tak pisze “windows, wirusy i wogole szit”… a na jakis kontach pracowaliscie pod winda.. na 99% kazdy z was pracowal na adminie… to nie dziwne, ze sie rozsypal i wszelkiego rodzaju malware ma dostep do systemu. Ja pracuje na kontach userow i uzywam “uruchom jako”… ostatnio nawet polecam to znajomym (kiedys myslalem ze to za trudne dla kazdego.. bo czasem przy instalacji program nie zrobi skrotow itp..). I od momentu przrestawienia u znajomych konta na usera skonczyly sie moje problemy. Dziala i dziala i dziala.. na adminie cos mieli co tydzien.. 
konto ograniczone od miecha.. zadnego wira, szpiego, rootkita.. nic… pytania
??
btw. pisze od szwaga.. ma windowsa..
Tak
Jak ustawic prawa dostepu do katalogu windowsa tylko do odczytu dla wszystkich oprocz admina i system, a dla nich maksimum? W dokumentacji tego nie ma, zreszta dokumentacja jest tak do dbani, ze az glowa boli- z jednego fragmentu dowiadujesz sie, ze mozesz cos zrobic, dostajesz linka do drugiego, z drugiego nie dowiadujesz sie nic, dostajesz linka do pierwszego.
No dobra, nie potrzebuje odpowiedzi na to pytanie bo ja znam- nie da sie tak zrobic(uzytkownik musi miec pelne uprawnienia do bibliotek), uprawnienia w NTFS to obcykany material z pierwszej klasy technikum, ale nikt tego nie uzywa bo i tak nie dziala tak jak trzeba.
Z tym pracowaniem jako uzytkownik bez uprawnien to pomysl bardzo dobry, tyle, ze “taki ZU przeciez nie bedzie sie bawil w “uruchom jako” bo dla niego ma dzialac i juz”, zreszta zdarzaja sie przypadki kiedy ta metoda nie dziala jak trzeba, wszakze nic nie jest idealne, a im wiecej mozliwosci tym wieksze prawdopodobienstwo, ze cos zaniedziala.
Sila windowsa to wlasnie “prostota”, uniwersalne (stare i niedoskonale) rozwiazania i wiele uproszczen, ktorych nie dopusciliby sie programisci linuksa, a Ci z kolei odkladaja uzywalnosc na drugi plan, skupiaja sie na wszechstronnosci i sprawdzonych rozwiazaniach.
Symptomatyczna wypowiedź. Użytkownik Windows odkrywa coś takiego jak konto o ograniczonych uprawnieniach. Naprawdę dla wielu jest to niesamowicie odkrywcze, jednakże większość nie dostrzega problemu (przecież fabrycznie nie ma czegoś takiego, a Potentat chyba wie co robi) lub stwierdziła, że jest to rozwiązanie dość niewygodne (dopiero Vista rozwiązała ten problem). Trudno nie przyznać racji, użytkowanie XP na ograniczonych uprawnieniach jest mocno kłopotliwe (wersja HE to w ogóle pomyłka w tej kwestii) lub czasem niemożliwe, oprogramowanie odmawia pracy na innym koncie niż administracyjne ale to akurat wina projektantów oprogramowania i niekiedy pewnych konstrukcji zawartych w Windows.
Tak dokładnie tak alkohol uzależnia dokładnie tak jak msdonaldsy
…z czasem tracisz samoświadomość i myślisz o tym tylko żeby zdobyć pieniądze na nowe działki 
oszczędność czasu…. a pieniądz to nie czas …hmm zarabiasz masz wolnego uinuxa odkładasz na swoje konto zarabiasz masz MS odkładasz na konto korporacji która jest monopolistom lub innych firm.
Nikt ci nie wciska Linuxa piszesz przecież że sam go wybrałeś :>
(analogia do świadomości i samodoskonalenia podczas używania wolnościowych linuxów, świadomość i wiedza na temat systemu wzrasta podczas gdy produkt monopolisty dąży do zabijania tejże na rzecz korzyści finansowych-uzależnienie)
No ale oczywiście życie jest za krótkie żeby marnować je na używki lepiej oddać się pasji zarabiania kasy i oddawania jej na szczytny i słuszny cel wzbogacania korporacji.
Przy promocji linuxa nikt nie zachęca do rezygnacji z czegokolwiek bo możliwości jest multum,istnieją botloadery i można mieć wiele systemów. Nowi useży najczęściej maja Ms + linux. A monopolista daje w zamian walkę o utrzymanie jego zdecydowanej przewagi .
Kiedy jest lepiej ….gdy mechanizmy wolnego rynku działają czy wtedy gdy o wszystkim decyduje monopolista? na ten temat jest cała masa opracowań naukowych :>
Tak być może osoba złamie sobie zęba na open kotlecie ale będzie żyła dłużej i zdrowiej bo jest to kotlet z mięsa wyhodowanego ekologicznie
Ja tak. Innym jest wciskany, na przykład kolegom/koleżankom/rodzinom linuksiarzy. Wiem, bo sam wciskałem
I bynajmniej nie byłem w tym osamotniony.
Ale wiesz, że “cenność” czasu nie zawsze jest mierzona w $$? Na przykład zamiast walczyć z hibernacją laptopa wolę się spotkać z dziewczyną (wiem, to dziwne. widać nie jestem typowym informatykiem), pooglądać TV czy skoczyć z kumplami na piwo.
Oczywiście każdemu jego porno – ktoś lubi oglądać TV a ktoś inny dłubać przy wifi, ale ośmielę się stwierdzić, że ci lubiący dłubać przy wifi to bynajmniej nie są ZU, tylko nisza, z której Linux się coś nie może wydostać, chociaż bardzo by chciał.
Z punktu widzenia ZU to żadna zachęta – skoro i tak mam płacić za windę, to po co mi właściwie ten Linux? Jaka jest wartość dodana? Aha, jest darmowy i można go sobie skonfigurować pod siebie. Co prawda nie działa mi pod nim wifi, ale mogę sobie za to ślicznie oskinować okienko, którym mnie powiadamia o braku połączenia z siecią. To może ja jednak będę używał tej windy, a Linux niech sobie leży do czasu, aż będę potrzebował miejsca na dysku, to go wtedy wywalę.
Oczywiście, że lepiej działa wolny rynek. Tylko Linux ten wolny rynek oddaje walkowerem traktując potencjalnych klientów (ZU) jako niedorozwojów, bo sobie nie chcą sami bugów poprawiać i spędzać pół dnia na googlu, żeby zadziałał jack sense na laptopie.
Może i pożyje dłużej, tylko zamiast zjeść kotleta i iść się zdrzemnąć, to spędzi przed jego zjedzeniem godzinę na wydłubywaniu kości, dosmażaniu surowych kawałków itp
Linux byłby perfekcyjnym systemem na desktop, gdyby nie jeden problem – gry na nim nie chodzą a mało komu chce się używać równolegle dwóch systemów operacyjnych.
Darmowe gry na linuxa po pierwsze są trudne w instalacji po drugie nie mają fabuły lub jeżeli mają to są słabej jakości pod względem grafiki.
Brakuje na ten system produkcji na miarę Wiedźmina, Gothica czy GTA.
I miedzy innymi dlatego zalezy wielu osobom na popularyzacji linuksa- zeby producenci sprzetu i gier brali na powaznie nasza platforme
. Przeportowanie czegokolwiek na linuksa drastycznie skraca droge do innych uniksow, obecnie systemy dziela sie na dwie grupy- windows i nie-windows.
aha i tworcy otwartych gier nie skupiaja sie na fabule, tak by ktos mogl stworzyc pelnowartosciowego forka z fabula jezeli czuje sie na silach, na co zamierzam poswiecic czas za niedlugo(planuje stworzyc remake SCOURGE w klimatach sci-fi
)
Proponuję zmianę tytułu na:

)
Zdrada Linuksa na rzecz Windows przejawem frustracji?
Niezależnie od tego, co by myślał autor artykułu, każdy może mieć własne zdanie. Jeśli dla mnie Linuks spełnia wymagania jako system na desktop to go używam.
Nie ma sensu (moim zdaniem) generalizowanie.
“…Bezsensowna zasada musimy wydawać nowe wersje co 6 miesięcy…”. Być może to i prawda, ale czy aby na pewno?
“…KDE4 jest najgorszym środowiskiem pulpitowym jakie istniały pod słońcem…”. Nie uważam tak. Zresztą autor nie poparł swej tezy żadnym dowodem. KDE4 jest jeszcze nowym projektem więc rozumiem, że nie wszystko jest jeszcze dopięte na ostatni guzik.
“…Niedawno, X.Org zaadoptował automatyczną detekcję rodem z Windows”. To chyba dobrze, skoro zdaniem autora Windows jest super. Warto się wzorować na lepszym…
“…Usiłują pozbyć się niektórych tradycji systemu Unix, wymyślając takie gówna jak UDEV lub HAL …” Lepiej trzymać się tradycji czy iść do przodu?
“…Jestem przekonany, że GNOME3 stanie się równie wielką klapą….” Proszę nie szerzyć defetyzmu
“usiłowałem znaleźć dystrybucję, która działałaby na moim starym HP”. Spróbuj proszę znajezć Vistę, która działałaby na twoim starym HP. A spróbuj znaleźć XP, który chodziłby na staruszku, na którym ledwie chodził DOS…
Nie wiem, czemu Linuks miałby dokonać tej sztuki. Fakt, że Linuksa można dopasować do sprzętu, że będzie działać szybciej niż Windows, ale nie oczekujmy cudów.
“…Faktem jest, że CentOS 4.7 razem z GNOME działa wyraźnie wolniej na moim Omnibooku, niż Windows XP SP3 z działającym AVG Guard. ” Faktem jest także to, że na moim starym komputerku z Celeronem 466MHz Windows XP z Luną działał tragicznie, ze standardowym, starym theme trochę lepiej. Po włączeniu firewalla i antywiruska znowu kiszka. Xubuntu z oszczędnym XFCE kiszka jak WindowsXP. Windows98 działa bardzo responsywnie, ale staroć (aktualizacje itp. itd). Nie działają na nim niektóre ciekawe programy, które już wymagają XP-ka.
Linux Vector z KDE działał z responsywnością W98. Nowy system z aktualizacjami na bieżąco. A mówią, że dystrybucje z KDE są wolne…
“…Taaak, Microsoft to siedlisko złodziei… Nie chcą więcej obsługiwać XP, wpychając ludzi w objęcia Visty”. Nie złodziei tylko sprzedawców żyjących ze sprzedaży Nowych Wersji Systemu (pomijając np. Offica, hardware).
“…Poza tym, kupienie nowego i potężnego laptopa z Vistą może być mniej przerażającą przygodą niż się tego spodziewamy….” A to jako odpowiedż na pytanie, “dlaczego nie ma Linuksa, który by mi działał na moim starym laptopie?” Ale do Windowsa to musi być nowy, potężny sprzęt i to jest OK. Poza tym mamy z nowym sprzętem wersję OEM, która nas tak bardzo nie nadwyręży finansowo.
“… nie chcę więcej “upiększonego” XP, z którego korzystałem w pracy..” Masz prawo Nie Chcieć
Co nie zmienia faktu, że większość chciała Luny. Pozostawiam otwarty temat, czy większość ma zawsze rację…
“…Windows Vista jest technicznym niewypałem (na szczęście Windows 7 niesie nadzieje…” Jeśli wierzysz, że Windows7 będzie działać na Twoim starym laptopie, na którym nie chodzi Vista to pozazdrościć optymizmu
“…Mój laptop Acer hula z XP szczęśliwie. A z rzeczy irytujących? No cóż, pierwsza z nich to z pewnością brak sterowników SATA na płytach XP CD…” Gdybyś miał nowszy sprzęt to pewnie problemów związanych z tym, że XP to już stary system by przybyło….
“…Poza niewielu wyjątkami, każda wersja systemu obsługiwana jest łatkami bezpieczeństwa przez zbyt krótki okres czasu, znacznie krótszy od czasu zapewnianego produktom Microsoftu.Na szczęście istnieje narządko nLite, które nie tylko przekształca SP3 w kompakt “XP z SP2″”.
Cytat z innego forum: {
“nLite 1.4.5 Czy system bedzie oryginalny?
przez mb2707 w 24.08.2008 (Nie) 18:30
Czy gdy zmodyfikuje oryginalny system xp pro tym programem i wgram sterowniki tylko do swojego kompa i inne programy, czy system nadal bedzie legalny ?
Odpowiedź 1 – Zgodnie z licencją Windows nie będzie legalny.
Odpowiedź 2 – Zgodnie z warunkami licencji system po modyfikacjach nie będzie legalny, ale nikt tak głęboko nie wnika przy sprawdzaniu legalności systemu. Reasumując na prywatny użytek można robić takie modyfikacje.
Odpowiedź 3- Modyfikacja instalatora Windows jest niezgodna z “licencją” Windows i niezgodna z prawem. ”
}
“…O kurczę, jakaż to znowu “wolność”, gdy płaci się “Microsoftowy podatek”…” Tu dochodzimy do meritum. Chcesz to płacisz, nie chcesz to masz wybór…
Pozdrowienia w Nadchodzącym Nowym Roku 2009!
)
Życze jak najmniej powodów do frustracji
Skoro jest taki świeży i nie dopięty, to po kiego czorta się dystrybucje (zwłaszcza celujące w ZU – Ubuntu i Kubuntu) na niego rzucają likwidując wsparcie dla KDE3?
To właśnie jeden z problemów Linuksa, o którym wspomniał autor – pojawia się jakieś nowe trendy “coś”, to choćby było jeszcze mocno niestabilne i mało funkcjonalne, to i tak wrzucamy je jako podstawę dystrybucji, chociaż istniały stabilne rozwiązania. A te stabilne rozwiązania z dystrybucji wyrzucamy, bo przecież jak ktoś chce, to może sobie skompilować.
A konkretny przykład badziewności KDE4? Proszę bardzo – nie ma natywnego appletu Network Managera, co w przypadku laptopa jest upierdliwe, bo albo trzeba używać tego z Gnome’a (przez co w trayu wygląda mocno obleśnie), albo klikać z command line’a, albo kompilować KDE3.
@ ufoludek
) dlatego, że to przyszłość i wszystkie dystrybucje będą się wcześniej czy później przestawiać na KDE4.
Kubuntu rzuca się na nowe KDE ( tak mi się wydaje, bo nie pracuję w Canonical
Póżniej te dystrybucje, którym zależy na stabilności środowiska czy chociażby na funkcjonalności, bo brak jeszcze wielu aplikacji przepisanych na qt4.
Czy to dobre postępowanie, że Kubuntu zdecydowało się na ten krok tak wcześnie trudno mi oceniać. Pewno dlatego wersja LTS nie była z KDE4, a nim upłynie wsparcie dla tej wersji może doczekamy się w pełni funkcjonalnego, nowego KDE.
Jeśli zaś chodzi Ci o applet Knetwork Managera, to u mnie był obecny w trayu, więc nie musiałem nic kompilować ani używać wersji z gnoma.
Być może KDE4 to przyszłość, ale skakanie na głęboką wodę bez zapewnienia bezpiecznego fallbacku w postaci wsparcia KDE3 jest… mało dojrzałe.
Owszem, jak ktoś chce stabilności, to może sobie zostać z 8.04(.1), ale tam z kolei nie ma poprawek niektórych uciążliwych bugów, na przykład dość paskudnego wycieku pamięci w Network Managerze (nie w applecie KDE, tylko tym “piętro niżej”), który skutkował tym, że proces po kilku(nastu) godzinach pracy zajmował kilkaset mega pamięci. Szczęśliwym trafem ten konkretny problem da się naprawić instalując (za pomocą dpkg, czyli ZU raczej sobie tego nie zrobi) paczkę z 8.10, bo akuratnio ten pakiet nie ma zbyt wielu dependencji, ale dla wielu innych problemów już tak różowo nie jest. Typowa sytuacja – all or nothing. Albo bierzesz cały soft z nowymi bugami, albo się męczysz ze starymi.
Ten KNetworkManager, który masz w trayu na KDE4, to albo gnomowy albo z KDE3 (ergo: masz w pamięci 2 kopie bibliotek KDE – te od 4 i te od 3.5). Applet dla KDE4 dopiero “się pisze”.
Ot, drobne upierdliwości, ale skutkujące brakiem penetracji rynku ZU, a u tych bardziej zaawansowanych użytkowników lekką frustracją.
Jeszcze kilka dni temu nie sądziłem, że to możliwe, ale ja również wróciłem do windowsa.
Moje powody.
- Kodeki do filmów. Kiedyś było odwrotnie i to Linux sprawiał z tym mniej problemów. Ostatnio coraz częściej jednak to na Linuksie miałem z tym problemy i nie potrafiłem ich rozwiązać.
- KDE4. Wiele dystrybucji rzuciło się jeszcze na wersję alpha. Dopiero od niedawna jest beta, która też nie jest gotowa dla końcowego użytkownika. Nie podoba mi się ta pogoń za nowościami, kosztem dopracowania produktu.
- Flash, java i generalnie przeglądanie stron jest sporo wolniejsze na Linuksie. Firefox do wersji 3.0.3 był mało stabilny. Na Macu jak skała.
- Problemy ze sterownikami. To spora sprawa.
Kupiłem dobrą zewnętrzną dźwiękówkę. Na Linuksie tylko grała – rekompilacja jądra. Na windowsie grała z miejsca, a po instalacji sterów doszło masę nowych opcji, które bardzo pozytywnie wpłynęły na jakość dźwięku. Tylko ta jedna rzecz jest dla mnie warta mojej decyzji.
Sieciówka nie działała do wydania kernela 2.6.27. Wcześniej trzeba było ręcznie patchować jajo + trochę pogrzebać.
Kamerki nigdy nie udało mi się odpalić.
Skype tylko na macu używałem.
Usypianie i hibernacja. Na Linuksie nie działało.
Co z tego, że Mi Gentoo wstaje w kilkanaście sekund do Xów. Co z tego, że system z KDE3 waży mi mniej, niż 90MB. Winda budzi się z uśpienia sekundę. Tego najszybsze distro nie przeskoczy.
- Aktualizacja systemu, to bardzo często droga przez mękę. Albo błędy w zależnościach, albo co innego. Przed wczoraj mi po aktualizacji Xy nie wstały. Nie pierwszy raz, ale tym razem już miałem dość.
-Wizualizacje. Niby drobiazg, ale bardzo ubogie wizualizacje w Linuksie mnie drażniły.
- Podobnie jak napisy pod filmem. Wiem, że się da, ale trzeba edytować plik mplayer.conf odpowiednim wpisem – różny wpis dla różnych proporcji obrazu.
No bez przesady.
- Windows z miejsca mi się połączył z moim x360. Nawet nie wiedziałem, że takie coś istnieje. System sam mi powiedział, że wykrył moją konsolę podpiętą do routera.
Czego mi brakuje na Windowsie, to tego uczucia elitarności, jaką miałem w Gentoo. Do tego brak Kadu i paru innych przyjemnych programów.
Osobiście uważam Mac > Windows > Linux.
Zostaję przy macu i wiście.
Po blisko siedmiu abstynencji windowsowej.
Tam od razu nie ma. Jest i czeka sobie o tu: http://www.kadu.net/w/Pobierz:Windows_unofficial aż ktoś go pobierze
Jeszcze parę zmian i przeciętny zjadacz zupek chińskich będzie naprawdę myśleć, że mam “ten legendarny system od ejpla”
Niby nic, ale bynajmniej nie muszę oglądać Luny, co mi osobiście bardzo odpowiada ;p
Jakie jeszcze inne aplikacje?
Namiastkę tej elitarności możesz osiągnąć stosując uxtheme patcher. Masa styli tylko czeka na pobranie i użycie ^^ Na Deviancie widziałem sporo znanych z środowisk linuksowych. Ja osobiście ściągnąłem sobie ‘Tiger wannabe’, który prezentuje się całkiem okazale
Podobnie jak Autor artykułu pod którym dyskutujemy piszesz o swoich problemach, a nie problemach systemu jako takiego. Gentoo ? Piękna sprawa lecz chyba nie dla laików. Już lepiej Sabayone. Po za tym jest kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt (właściwe podkreślić) innych opcji do wyboru.
Co do szczegółów … te napisy do filmów, kodeki, to rozumiem, że zakodowałeś sobie czymś i nie umiałeś ich odtworzyć, bo o używanie nielegalnie rozprowadzanych filmów z Internetu nie śmiem Cię podejrzewać ? Osobiście nie trafiłam na legalny materiał którego nie odtworzyłby VLC, xine lub mplayer.
Owa dźwiękówka/siecówka/każdy_inny_sprzęt o których wspominasz rozumiem, że działała w Windows bez rekompilacji kernela/instalacji sterowników ?
Stale używam trzech różnych Windows i ciągle widzę jego hermetyczność. Owszem potrafi znaleźć “swoich” i to jest naprawdę niezwykły powód do chluby.
U mnie Linux działał i działa nadal na desktopie od blisko 5 lat bez jakichkolwiek problemów. To o czym piszesz drogi Autorze wskazuje jedunie na fakt, iż twój mózg nie jest na tyle rozwinięty, aby ogarnoć coś bardziej skomplikowanego niż system MS Windows – nie ma w tym nic zuego.
Kod:
printf("U mnie Linux działał i działa nadal na desktopie od blisko 5 lat bez jakichkolwiek problemów. To o czym piszesz drogi Autorze wskazuje jedunie na fakt, iż twój mózg nie jest na tyle rozwinięty, aby ogarnoć coś bardziej skomplikowanego niż system MS Windows - nie ma w tym nic zuego.");U mnie linux działał od trzech lat. Początkowo Ubuntu poprzez Fedore, OpenSuse, Slackware, Gentoo, Debiana i na końcu znów Ubuntu… Muszę stwierdzić, że systemy linuksowe są dobrymi propozycjami dla “prostych” użytkowników, którzy nie oczekują zbyt wiele od komputera czy też systemu. Muszę nadmienić, że nie trzeba mieć rozwiniętego mózgu, aby poradzić sobie w linuksie. Autor ma wiele racji. Z wielu w/w powodów ja również przestałem używać linuksa. Nie jest to system dla mnie… oczekuję czegoś więcej, a przede wszystkim solidności. Lubię rzeczy z wyższej półki, dlatego też Windows jest dla mnie. I jeszcze raz powtarzam i piszę do ludzi twierdzących, że linuks jest dla wyjątkowo “myślących” a w Windows jest fe i jest dla debili… Mam linuksa w małym palcu, nie jest to system trudny, nie jest to system zawiły, jest sympatyczny i prosty, trzeba tylko chcieć zrozumieć. Ale jak wymieniłem wyżej jest to system słabo rozwinięty i ma jeszcze wiele przed sobą drogi by stać się godnym następcą Windowsa np. na biurku. I jeszcze raz: Windows jest wygodniejszy, jest elegancki i jest profesionalny… czego nie można powiedzieć o pingwinie.
Windows XP Home Edition jest profesjonalnym i eleganckim systemem ? Ciekawa lecz chyba nazbyt odważna teza.
Żaden szanujący się linuksiarz nie ma z Linuksem problemów, a przynajmniej się do tego nie przyznaje. Na forum Ubuntu, wszystkie posty dotyczące setek problemów które w Windowsie nie istnieją, są pisane przez krasnoludki zatrudnione przez Microsoft. Ale w bezproblemowości nic nie przebije bezproblemowego Gentoo, te KILKASET TYSIĘCY TEMATÓW na niszowym forum niszowej dystrybucji niszowego systemu to zapewne dyskusje o pogodzie i ustawianiu flag kompilacji tak aby Open Office odpalał się w ciągu nanosekundy (a najlepiej jeszcze przed kliknięciem na ikonkę)
Co do wydumanych problemów jakie ponoć sprawia wszystkim Windows, to jeżeli komuś “same” instalują się wirusy to:
a) kłamie
b) używa zabójczego połączenia modemu od Neostrady i pirackiego XP po raz ostatni aktualizowanego w 2003 roku.
c) jest skończonym kretynem (patrz punkt b) W tym wypadku pomaga już tylko zakup kalkulatora zamiast komputera.
Oczywiście na forach Windowsowych nie ma żadnych problemów a ten [[http://tinyurl.com/87f8km]] jest oczywiście wydumanym i wyjątkowym potwierdzającym regułę ?
No cóż, moim zdaniem autor leczy po prostu swój dyskomfort psychiczny związany z tym, że zabrakło mu wytrwałości i wymiękł. Ton artykułu wskazuje wyraźnie, że facet ma z tym poważny problem, bo trudno uznać to wszystko za solidną i rzeczową krytykę. To typowa postawa neofity, odznaczająca się podwyższonym poziomem agresji i fanatyzmem. W niektorych kwestiach z pewnością ma rację, a krytyka sama w sobie jest jak najbardziej potrzebna. Jednak jest pewna różnica między krytyką a krytykanctwem. Poza tym nikt nie zmusza do używania linuksa. Nie chcesz nie musisz tego robić i nie ma potrzeby tłumaczyć się z tego.
Troszeczkę dziwne podejście Autora. Cóż każdy może mieć prawo do własnych preferencji. Pewną niekonsekwencją jest wytykanie niekompatybilności różnych dystrybucji, zazwyczaj robionych przez różne grupy lub firmy, a niedostrzeganie tego samego zjawiska w przypadku Windows, które jest robione przez jedną firmę. Nie jest znów tak rzadkim przypadkiem gdy coś działa na tej wersji, a nie działa na innej różniącej się jedynie SP. To tak gwoli ścisłości. Model rozwoju Linuksów uważam za zdecydowanie lepszy ponieważ w naturalny sposób zapewnia konkurencję. W przypadku Windows nie można mówić o jakiejkolwiek konkurencji, a po temacie monopolu Autor prześlizguje się w dość specyficzny sposób nie dający złudzeń co do czystości intencji lub pewnego zaślepienia. Większość przemyśleń/zarzutów to jak pisałam osobiste preferencje i ni jak się mają do konkretnych argumentów. Niekiedy Autor ma rację, to trzeba przyznać, lecz czasem po prostu mija się z prawdą.
Linux mial szanse zaistniec na rynku, bo teraz sporo osob kupuje lapki i z checia by sprobowaly innego systemu. Jednak kazdy przebajerzal swoje systemy i nic tak naprawde nie osiągnęli. Nawet Suse od wersji 10.2 widać jak straciło na szybkości i ilosci poprawnie obslugującego sprzętu. o Dziwo mój lapek wlasnie na wersji 10.2 był w 100% obslugiwalny przez Linuxa, a w wersji nowszej, oraz Srubuntu po długich bojach nawet optycznego wyjścia nie odpalilem w karcie dzwiekowej, A obecne linuxy sa takie HOt & plug, że bez restartu to nawet pendriva nie idzie odpalic. Autor ma racje, obecne słowo Linux powinno oznaczać coś Innego niż standartowe/nowatorskie ale nie dopracowane, wkurwi… tylko dla Geeków
@ufoludek
“…skakanie na głęboką wodę bez zapewnienia bezpiecznego fallbacku w postaci wsparcia KDE3 jest… mało dojrzałe.”
Masz rację, ale nikt nie każe Ci skakać razem z twórcami Kubuntu na głęboką wodę. Możesz używać starszej wersji Kubuntu i jak wspomniałeś męczyć się ze starszym systemem, albo zainstalować np. nowego Siduxa, jeżli lubisz dystrybucje oparte na Debianie…
Albo używać innego środowiska, nie koniecznie KDE4…
Dodatkowe, nadmiarowe biblioteki z KDE3 to nie tylko u mnie efekt obecności knetwork managera, ale również obecności Kaffeine i innych programów. Może nie jest to optymalne rozwiązanie, ale na razie chodzi u mnie bez błędów…
Użycie dpkg -i nie jest trudne, ale dla osoby nie lubiącej konsoli może faktycznie stanowić problem…
Może warto zainstalować gdebi…
@ C1REX
do linuksa…
“Jeszcze kilka dni temu nie sądziłem, że to możliwe, ale ja również wróciłem do windowsa.”
Masz prawo. Korzystanie z Linuksa nie jest obowiązkowe. Jeśli na Twoim sprzęcie Windows działa lepiej to po co się zmuszać do używania Linuksa…?
“…Czego mi brakuje na Windowsie, to tego uczucia elitarności, jaką miałem w Gentoo… Osobiście uważam Mac > Windows > Linux. …”
Bez przesady. Gentoo i elitarność? Ale jeśli to Ci poprawi nastrój to czemu nie…?
Za to Mac to wreszcie dobry wybór, jeśli chodzi o elitarność. Nie każdy może sobie pozwolić na kupno Maca i przepłacanie… A że jest to najsłabszy system jeśli chodzi o bezpieczeństwo to inna sprawa. Ale ten wygląd, na którym bazuje wiele tejmsów
@ZuO
“…twój mózg nie jest na tyle rozwinięty, aby ogarnoć coś bardziej skomplikowanego niż system MS Windows…”
Odpuść człowieku… Jeśli ktoś woli Windows to przecież jego sprawa? Ma prawo do własnego wyboru…
@Łowca Pingwinów
)
“… Na forum Ubuntu, wszystkie posty dotyczące setek problemów które w Windowsie nie istnieją…”
Fora są po to aby rozwiązywać problemy, które istnieją w każdym oprogramowaniu. Z Windowsem nie ma żadnych problemów i nie ma w nim blędów? Może nie ma dokładnie takich samych ale są inne…
Jeżeli lepiej Ci się uporać z błędami obecnymi w Windows to pracuj na Windows.
Co do bledow, najszybszym sposobem rozwiazywania ich pod windowsem jest “format c:\”. Innym, rowniez popularnym sposobem jest ich olewanie. To straszne, ale komunikatow bledow nikt chyba nie czyta[nie wysylaj], co widac u swiezych uzytkownikow linuksa- czesto sa to banaly- “nie znaleziono xxx”, poczatkujacy nie wpadnie na to, ze wypadaloby zainstalowac xxx, a forum.ubuntu.pl jest wlasnie siedliskiem takich problemow.
Dlatego przez niemilosiernie trudna i tylko-dla-geekow kompilacje oprogramowania nie przejdzie byle kto- trzeba byc na prawde da masta i w ogole- taki to linuks jest trudny w obsludze… bo nikomu sie myslec nie chce.
No jak nie każe, jak każe. Załóżmy Y > X. Wersja X ma poważne bugi. Wydawca Mojej Ulubionej Dystrybucji ™ uznaje, że na wersji X poprawek na te bugi nie przeniesie, tylko je włączy do Y. Bugi są na tyle poważne, że mocno utrudniają pracę z systemem.
Jak na Latającego Potwora Spaghetti nie jest to de facto _kazanie_ mi, cobym zrobił upgrade do Y?
I ten Sidux to nie ma wersji dystrybucji, tylko można sobie dowolnie (a’la portage w Gentoo) mieszać wersje programów? Jeśli tak, to może warto spróbować.
Ależ ja właśnie nie chcę KDE4. Ja chcę KDE 3.5, ale nie moge, bo nowe wersje distów jak jeden mąż uznały, że KDE 3.5 to przestarzały badziew i że w tym sezonie trendy jest KDE4.
Inne środowiska – been there, done that. Testowałem przez jakiś rok ion3, testowałem Gnome’a, XFCE i fvwm. KDE 3.5 mi przypasował najbardziej. Próbowałem innych, wybrałem KDE 3.5, nie mogę go używać, bo jest w tym sezonie passe.
Powiem tak. Przez długi czas pracowałem na Windows. Rozłączające się WiFi? Dokładnie ten problem miałem w XP, na Hardy Heronie chodzi jak złoto. Firefox na Ubuntu działa szybciej niż na XP i nie muszę się martwić wirusami. PulseAudio? Wystarczy je wywalić w chorobę – osobiście używam ALSA. Owszem, miałem problem z Ibexem. Ale w parę godzin przeinstalowałem Herona i miałem stan systemu sprzed aktualki. A aktualkę miałem za darmo. Spróbuj tego w windows
Mam dual-boot ale XP praktycznie nie używam. Jest tak na wszelki wypadek. Linux mi wystarczy.
Kiedyś używałem Linuksa właśnie z tego powodu, że działał lepiej od windowsa. Jednak ostatnio z Linuksem miałem same problemy. Owszem, dało się je rozwiązać, ale musiałem poświęcić na to swój czas. W Windowsie te problemy nie występują.
W pracy mam płacone za godzinę. Gdybym przeliczył czas spędzony na grzebanie w Linuksie, to wychodzi, że straciłem fortunę. Za bardzo cenię swój czas, by dalej go inwestować w rozwiązywanie problemów.
Mac nie jest przeceniony – nie względem konkurencji. -Najnowszy Leopard kosztuje 83 funty.
-Vista kosztuje w przedziale 70 – 180.
MacBook 13′ (plastikowy) – 650 funtów
Vaio 13′ (jedyna firma, która może konkurować wykonaniem) – 1000 – 1900 funtów.
MacBook 13′ (aluminiowy) – najlepiej wykonany laptop na rynku – 1100 funtów.
niedawno kupilem latopa poleasingowego – 900MHz, 128 RAM. Xp dzialal strasznie, ubu 8.04 wlaczal sie moze 10s dluzej, niz na 1,6MHz z 1G RAM. Dodatkowo, Ubu oszczedzil mi czasu i zainstalowal WSZYSTKIE sterowniki oraz podstawowe oprogramowanie w ciagu… 1 godziny. Z Win2000 stracilem na to 4 razy wiecej czasu o nerwach nie wspomne. Co do niestabilności, nikt nie każe aktualizować. I jeszcze jeden argument. (X)ubuntu nie musze robic reinstalki co pol roku, jak w xp, bo nie zwalnia po pol roku i nie lapie brudow w necie. Dodatkowo, żeby sprawdzić jakiś szczególik w systemie, albo stan sprzętu, nie muszę spędzać godzin nad szukaniem odpowiedniego programu w sieci, tylko wyszukuję go w 3s w synapticu. Dostaję w pelni funkcjonalny system, z zainstalowana porzadna przegladarka, z odpowiednimi zabezpieczeniami przed glupota innych uzytkownikow. Czasem trzeba trochę pogrzebać w kodzie, ale kolejne wersje wyreczaja mnie z tego. System plików skutecznie ogranicza ich psucie. Dla mnie bomba. Nie mam Photoshopa, Corela i paru innych, ale, do cholery ciezkiej, nie każdy tego potrzebuje – to sa aplikacje dla profesjonalistow. Problem w tym, ze 99% ludzi, ktorzy ich uzywaja, po prostu sie przyzwyczaili w czasach, kiedy bezkarnie mozna bylo krasc. Tak na prawde, gdyby m$ nie pozwalalo na kradziez systemu, nikt by o nich dzisiaj nie slyszal.
@wilhelm, w Windows też nie ma syfu jak się myka po sieci na koncie użytkownika nie będącego adminem najlepiej w wersji profesional z włączonym software restriction. Trywialnie prosta operacja dla osoby będącej takim Guru, 100 razy prostsza niż instalacja niektórych sprzetów w linie.
A jakie to komfortowe ! Walka z programami czy rejestrem aby coś chciało działać na ograniczonym użytkowniku, no poezja (to jest oszczędność czasu ? Tak ?). W Windows XP niestety trzeba pracować na koncie administracyjnym, ponieważ nikt nie lubi “kopać się z koniem” – jak to zgrabnie ktoś określił. O aplikacjach, które mimo usilnych zabiegów nie chcą pracować na koncie innym niż admin nie trzeba wspominać.
Zresztą za to małe “niedomaganie” systemu Windows i tak płaci, w sensie dosłownym i przenośnym, użytkownik, więc w czym problem ? Marketing przede wszystkim. Bezpieczeństwo ? W systemie w którym ma się nade wszystko łatwo klikać, “w życiu żyjącym”.
Microsoft wychował, tak trzeba to ująć, całe pokolenie użytkowników, którzy nawet na Viście pracują na koncie administracyjnym, byle tylko ten UAC wyłączyć ! Także nawet chwalebne posunięcia Microsoftu w stronę zapewnienia podstaw bezpieczeństwa w sztandarowym produkcie spełzły na niczym. Użytkownik Windows już się przyzwyczaił, po co jakieś hasła, potwierdzenia jeżeli wcześniej przez tyle lat tego nie było ? I jak bajzel w Internecie mieliśmy tak będziemy mieli. Dziękujemy Ci Microsofcie !
Obecnie uzywam windows XP. Zainstalowalem go z 1 zasadniczego powodu: mam pewna wspaniala gre za 900 zl, ktora na niczym innym nie pojdzie.
Wczesniej uzywalem na desktopie wylacznie linuxa przez ok. 4 lata i bylem bardzo zadowolony pomimo przezywania podobnych bolaczek co autor oryginalnego postu. Jestem daleki od az takiego wzburzenia na temat linuxa. Uwazam, ze dzieki niemu informatyka uczynila niewiarygodny postep, jak rowniez za sprawa FreeBSD. Nie zapominajmy o tym, jak cenna wartoscia jest wolnosc zrodel programow i mozliwosc uczestniczenia w ich rozwoju. Natomiast przy takiej roznorodnosci dystrybucji linuxa naprawde nie jest mozliwe, aby wszystko to kontrolowac tak, jak ma to miejsce w Windows. Rowniez ten system moze byc zrodlem frustracji – trzeba go co jakis czas reinstalowac, niektore aplikacje przestaja dzialac po zainstalowaniu tych przeslawnych service packow, mozna tego mnozyc…
Zaden system operacyjny nie bedzie idealny, wolny od zawieszen, uniwersalny i nie zwolni nas, uzytkownikow od myslenia i kombinowania. W kazdym bedziemy przezywac wzloty i upadki.
Tak jak w zyciu
Poprawka do 1 zdania: uzywam windows XP na jednym komputerze z FreeBSD oraz malo znanej dystrybucji linuxa gNewsense, zawierajacej wylacznie programy GPL-owe. Poza tym stoi jeszcze u mnie komputer z Gentoo.
Teraz brzmi to w miare dobrze
Też używam dwóch systemów: Windows XP i Debian Lenny/Sid i nie narzekam. Dlaczego nie dektopowe Ubuntu albo jego odmiany (Kubuntu, Xubuntu etc)? po prostu cenię Debiana ze względu na jego stabilność i… niezbyt częste wydania. Windows XP potrzebny mi jest głównie do gier (nie wszystko da się uruchomić pod Wine), Adobe Design Premium CS3 i kilku innych programów za które kiedyś słono zapłaciłem, a nie ma niestety ich odpowiedników pod linuksa. Swoją przygodę z open source i linuksem rozpocząłem pod koniec lat 90-tych, i choć zniechęciłem się do tego systemu (niektóre problemy mnie przerastały),to wkrótce do niego wróciłem. Zauważyłem, że linux zrobił wielkie postępy i stał się bardziej przyjazny zwykłemu użytkownikowi. Mam na myśli takiego użytkownika, który jest ambitny i chce nauczyć się czegoś więcej niż klikanie w okna i jest wytrwały w tym, by rozwijać swoje umijętności.
Właśnie, kluczem do sukcesu jest wytrwałość. U mnie było jakby na odwrót – najpierw byłem zapalonym linuksiarzem i w ogóle nie miałem windowsa w domu. Chłonąłem wiedzę o linuksie jak gąbka. Potem jakby trochę to przycichło z racji tego, że zacząłem pracować jako programista w firmie, gdzie “Windows ruled”.
Ale obecnie znów wracam do starych klimatów i zaczynam poznawac wspanialy swiat UNIX-a (np. tego posta piszę na FreeBSD). Inaczej bowiem mój osobisty rozwój informatyczny stanąłby w miejscu.
Windows nie daje takiej możliwości, w ogole w porownaniu z UNIX-em to zupelnie inny swiat. Czy lepszy czy gorszy – nie mnie osadzac. Moim skromnym zdaniem jednak UNIX jest duzo bardziej logiczny, przewidywalny i przede wszytkim dojrzaly. Sam fakt, ze instalowanie wielu programow i ich wieksza dostepnosc na Windows absolutnie nie dyskwalifikuje UNIX-a (Linuxa), natomiast może przyczyniać się do tego, że Windows postrzegany jest jako system bardziej desktopowy, na którym można uruchamiać wspomniany przez mojego przedmówcę Adobe Design Premium czy najnowsze hity na rynku gier. Wynika to jednak nie z tego, że UNIX-y nie nadają się do uruchomienia tych programów, tylko z tego, że nie stworzono ich wersji unixowych. A dlaczego nie stworzono? – to już temat na zupełnie inną dyskusję
Uwaga, bo to mój pierwszy komentarz!
Otóż, używałem Linuksa z małymi przerwami od czasów RedHata 6.0. Wtedy właśnie dowiedziałem się, że coś takiego istnieje. Ale że byłem młody i dużo grałem to wróciłem do Windows 98. Do pingwina wróciłem na I roku studiów, i używałem do jakiś czas. Dystrybucje: Debian i pochodne, jak też Mandrake, później Mandriva.
Obecnie pracuję na laptopie z Vistą i dopiero teraz czuję, że robię coś konstruktywnego na komputerze. Zero problemów ze sterownikami, zależnościami i niekompatybilnością binarną pomiędzy dystrybucjami. Poziom swoich umiejętności posługiwania się Linuksem mogę określić jako średniozaawansowany. Z wieloma problemami potrafiłem sobie poradzić, po dłuższym lub krótszym czasie. Teraz, ponieważ jestem już na innej (specyficznej) uczelni, nie mam czasu na grzebanie w celu poznania przyczyny niedziałania jakiegoś komponentu. Do moich zastosowań Windows lepiej się nadaje. Ponadto muszę stwierdzić, że problemy z obsługą sprzętu i funkcji, jakie są dostarczane wraz z laptopami, są pod Linuksem na tyle duże, że muszę stwierdzić, że Pingwinek jest tutaj 100 lat za Murzynami i Windows jest jedynym systemem nadającym się w 100% na laptop.
Odnoście artykułu uważam że autor podał na tyle mocne argumenty, że nie zagłuszą ich krzyki dzieciaków, którzy myślą, że są fajni, bo potrafią zainstalować system inny niż Windows.
No, 100 lat za Murzynami to lekka przesada
Z drugiej strony, Twoj post odkryl duzo prawdy zwiazanej ze sterownikami sprzetu. Problem jednak wynika z tego, ze producenci sprzetu nie zawsze udostepniaja czy tworza sterowniki dla linuxa i wtedy spolecznosc tworzy je samodzielnie. Kiedy kupujemy nowy komputer dostajemy te wszytkie plytki CD ze sterownikami dla Windows i mamy ulatwione zadanie.
Druga wazna rzecza jaka poruszyles w Twoim poscie jest CZAS – faktycznie potrzeba go troche zeby pod linuxem cos skonfigurowac. Czlowiek wspolczesny jest spragniony natychmiastowych efektow – sam tez sie na tym lapie. Tylko czy zawsze jest to najbardziej sluszna droga? Czas, owszem, jest wielka wartoscia, ale ja rowniez cenie sobie wiedze, jaka udaje mi sie posiasc, kiedy rozwiaze jakis problem z linuxem. Nie mowiac juz o tym, ze mozna sie tym rozwiazaniem podzielic z innymi
Nie lubię dłubać w konsoli i konfigurować pliki systemowe – lubię,jak wszystko co potrzebne mi chodzi od ręki. Mam pewną słabość – lubię mieć w systemie “wszystko” i jeszczeżeby był efektowny i dość szybki. Kupuję więc sobie Linuxa – za mniej niż 100 zł rocznie. W dystrybucji mam nieco więcej sterowników (karty graf, część kodeków). Moja dystrybucja chodzi na desktopie z starym już Athlonem64 i na nowiutkim lapku z Core2Duo. Działa wszystko co mi potrzebne – internet, wi-fi, drukarki. Mam sporo programów dostępnych do instalacji przez prościutkie polecenie konsoli – stąd instalacja powiedzmy mplayera (oczywiście był “od razu” w systemie) trwa 2-5 min (zależy to od szybkosci łącza internetowego), a sporego pakietu kodeków (bo upieram się na “wszystkie”) 10 min. Doinstalowuję sobie co nieco – programy edukacyjne (polecam matematyczne), graficzne do fot. cyfrowej, jeszcze “cośtam-cośtam”. Instaluję je oczywiście z sieci jednym poleceniem – nawet restartu nie trzeba.
Nie martwię się o wirusy, o utratę danych w programach biurowych, o to, że mi czegoś nie chce otworzyć itp. Z dużym zadowoleniem pracuję na KDE4 – jedyne co ewentualnie mi nie działa to ikonka PowerSave czasem nie wyświetla % naładowania baterii, reszta działa sprawnie.
Podsumowując – jestem dziecko szczęścia linuxowe, a reszta to pechowcy, czy co ? ? ?
Na pewno jesteś trochę dzieckiem szczęścia, bo umiałeś to wszystko osiągnąć, z pewnością inwestując początkowo trochę czasu
.
). A tak na poważnie, to jest to wiedza bezcenna. Takie “zmagania ” z systemem mogą niejednego zainspirować do wymyślenia wspaniałych narzędzi ułatwiających pracę, chociażby skrypty shellowe czy perlowe sprzątające zbędne pliki w systemie, czy takie wyrafinowane instalatory jak ten opisany przez Odysseusza. Mnie osobiście pierwszy kontakt z systemem GNU Linux popchnął na nową drogę życia zawodowego – zainteresowalem sie informatyka, poczedlem na studia informatyczne i zostałem programistą w wieku 34 lat (większość programistów zaczyna odpowiednio wcześniej
)
Czas włożony w naukę pewnych trudnych początkowo rzeczy na pewno nie jest czasem straconym – w najgorszym wypadku uczymy się kombinować (czy bez tej cechy można być w pełni Polakiem?
Na Nowy Rok zycze wiec wszystkim wytrwalosci w pracy z Linuxem lub FreeBSD, wspaniałych informatycznych odkryć i doznań, abysmy wszyscy czuli się jak dzieci szczęcia używając ich.
Windows i Mac są najlepszymi i najrozsądniejszymi systemami. Mają profesjonalne wsparcie i praca na nich to przyjemność. Po próbie pracy z fedorą, ubuntu i mandrivą, linuxowi mówię NIE!!! Cenię swój czas i komfort pracy.
Linuksy są najlepszymi i najrozsądniejszymi systemami. Mają profesjonalne wsparcie i praca na nich to przyjemność. Po próbie pracy z MacOS X, Vistą i XP nieLinuksom mówię NIE !!! Cenię swój czas i komfort pracy.
Jak gramy w kulki to na całego.
zOMGWTFROTFLOLMFAO!
PR Microsoftu robi szeptankę na jakilinux.org!!
Z koniem kopać się nie będę – tak najkrócej mogę podsumować moje próby zastosowania upiornego linuksa na desktop.
.
O ile dobrze pamiętam, pierwszą udanie zainstalowaną dystrybucją był jakiś Mandrake (z 10 lat temu). Od tego czasu próbowałem zaadoptować naprawdę sporo dystrybucji na mój desktop. Efekt końcowy zawsze był taki sam – albo sprzęt jakiś nie działał poprawnie, albo system crashował z powodów mi nieznanych.
Ostatnio stacjonarny na ubuntu (HH chyba) “wystąpił nienaprawialny błąd” (! – całości nie pamiętam) i się pożegnałem z dystrem, a laptop kupiony wraz z dedykowana Mandrive Extreme 2 nie obsługiwał dźwięku ani wbudowanej kamery (tyle, co n apoczątek zauwazyłem, bo serwis nic nie mógł porawdzić, więc szybko zakupiłem WINXP do lapka).
Win na stacjonarnym ? Od wielu lat ten sam, bez żadnych formatów czy blusecreenów. System win instaluję po zmianie komputera i działa u mnie (odpukać) do następnej zmiany sprzętu !
Poprzednio ok. 5 lat, a po dordze przy zmianie dysku na większy tez bez reinstalacja, bo udana była próba “klonowania dysku”.
Obecnie, po całkowitej wymianie stacjonarnego, XP ma u mnie 1,5 roku i ma się bardzo dobrze (nawet pomimo nieużywania antywirusa
Niestety, ale wiele gorzkich słów o Linuksie, jak i o samych jego userach, jest smutną prawdą.
Dlatego ten rewelacyjny i darmowy system szczyci się w Polsce posiadaniem ok. 0,4% rynku (desktopó). To chyba wystarczający komentarz potweirdzający również i moje słowa.
Z koniem kopać się nie będę – tak najkrócej mogę podsumować moje próby zastosowania upiornego linuksa na desktop.
.
O ile dobrze pamiętam, pierwszą udanie zainstalowaną dystrybucją był jakiś Mandrake (z 10 lat temu). Od tego czasu próbowałem zaadoptować naprawdę sporo dystrybucji na mój desktop. Efekt końcowy zawsze był taki sam – albo sprzęt jakiś nie działał poprawnie, albo system crashował z powodów mi nieznanych.
Ostatnio stacjonarny na ubuntu (HH chyba) “wystąpił nienaprawialny błąd” (! – całości nie pamiętam) i się pożegnałem z dystrem, a laptop kupiony wraz z dedykowana Mandrive Extreme 2 nie obsługiwał dźwięku ani wbudowanej kamery (tyle, co n apoczątek zauwazyłem, bo serwis nic nie mógł porawdzić, więc szybko zakupiłem WINXP do lapka).
Win na stacjonarnym ? Od wielu lat ten sam, bez żadnych formatów czy blusecreenów. System win instaluję po zmianie komputera i działa u mnie (odpukać) do następnej zmiany sprzętu !
Poprzednio ok. 5 lat, a po drodze przy zmianie dysku na większy tez bez reinstalacja, bo udana była próba “klonowania dysku”.
Obecnie, po całkowitej wymianie stacjonarnego, XP ma u mnie 1,5 roku i ma się bardzo dobrze (nawet pomimo nieużywania antywirusa
Niestety, ale wiele gorzkich słów o Linuksie, jak i o samych jego userach (na forach bywać musiałem, jak t przy linuksie – ale tylko czytałem, bo nawet gdy rozwiązania problemu nie znalazłem, strach było się pytać), jest smutną prawdą.
Dlatego ten rewelacyjny i darmowy system szczyci się w Polsce posiadaniem ok. 0,4% rynku (desktopó). To chyba wystarczający komentarz potweirdzający również i moje słowa.
Zgadzam się z tobą w 100%. Ten cały linuks to okropne ścierwo. Nic tu nie działa, nawet w Google nie można poszukać programu, tylko trzeba się męczyć z jak8imiś repozytoriami z których instalacja zajmuje 5s. No i kto wspomoże biednych producentów sprzętu, jak compiz działa nawet na GF4mx? A na dodatek wine. Co z tego, że uruchomisz na nim Simsy, SPORE, wiele innych gier, skoro nawet żaden keylogger na nim nie zadziała? Szybciej poradzi sobie z tym Windows – tam nie musisz nawet nigdzie klikać – sam ci się zainstaluje NetSky, czy inny Blaster. Tak ogólnie, to na Linuksa nie ma żadnych sterowników do kart graficznych (znaczy się porządnych, bo 2d to każdy głupi umie zrobić). Co z tego, że nVidia i ATI udostępnia na swoich stronach i w repo drivery do swoich kart (swoją drogą, znowu te okropne repo – kto to widział, żeby system sam wszystko ściągał i instalował, dbając jednocześnie, żeby ci się uruchomiło (biblioteki, zależności)?), przecież trzeba używać nouveau, ew. nv, bo to otwarte i wolne (tak, również w sensie wydajnościowym). Przecież stery od producenta, są be, bo nie ma kodu źródłowego, a że sprzęt działa szybciej na Linuksie, to już okropieństwo. Kto to widział, żeby Crysis na winie miał na GeForce 9600 GT 300fps na najwyższych detalach, skoro w Windows ma 120? Toż to skandal!
Jeśli chodzi o tłumaczenie, to “this is to certify” jest standardowym zwrotem otwierającym certyfikat, dyplom, zaświadczenie. Po polsku brzmi to pewnie jakoś tak: “niniejszy dokument stwierdza/zaświadcza/jest dowodem, że”. Stwierdzenie, że wyemigrowałem do Windows z laptopem… jest zabawne~ Początek artykułu powinien brzmieć:
“Niniejszy artykuł zaświadcza, że migrowałem do Windows na swoim domowym laptopie.”
Obrazek nie ma z treścią artykułu żadnego związku. Raczej z jego gatunkiem.
Witam wszystkich!
jestem conajmniej zdumiony tym artykułem. Raczej powinien zostać umieszczony na “zawodnych stronach”. Nikt nikogo nie zmusza do korzystania z innego niż “jedynego niesłusznego systemu”. Unix i linux jest może systemem bardziej wymagającym od użytkownika wiedzy, ale suma sumarum jest to przydatne gdy nie ma fachmana w pobliżu a cóś się dzieje. Jakkolwiek unix i linux i inne os-y traktuję jako wyłom w świecie orwell-owskim. Nie ma przymusu – nie chcesz wolnego systemu – korzystaj z płatnego. Wszystko ma swoje minusy i plusy. Różnorodność systemów np. linuksowych dla desktopa – oznacza tylko i wyłącznie możliwość wyboru. Niech więc co cesarskie zostanie oddane cesarzowi… A do białego królika prowadzi jedno słowo wpisane w wyszukiwarkę… np. bsd
)) czy linux.
Będąc czytelnikiem jakiegoś linuksa
pozdrawiam
Słusznie. Pełno tu frustratów wygłaszających podobne sentencje:
“Mnie sie nie udało na niczym więcej niż na Windows XP więc wszystko inne nie jest na desktop.”
Jak ci sie nie udało, to sie tym nie chwal, a innych nie zniechęcaj, bo może inni będą mieli więcej wytrwałości.
Oczywiście, stary. Jak coś na Linuksie nie działa, to na pewno jest to wina użytkownika, który sobie nie radzi. Absolutnie nie ma takiej możliwości, żeby Linux miał jakieś niedoróbki.
A nawet jeśli jakieś ma, to jak się o nich nie będzie pisało/mówiło, to na pewno same znikną.
BTW zdanie “Linux się nie nadaje na desktop dla ZU” nie jest równoznaczne z “na desktop nadaje się tylko XP i nic innego”.
To wszystko jest takie wzgledne, tzn. ocenianie ktory system jest lepszy i dlaczego… Kazdy ma swoje osobiste doswiadczenia. Np. moj Windows XP Professional (jak to brzmi
) pomimo reinstalki sprzed tygodnia juz zaczyna fiksowac: zawiesil sie raz, dzis nie moglem zainstalowac jakiejs gry bo po update’ach popsul sie instalator InstallShield i musialem pogooglowac zeby to naprawic, zupelnie jak wtedy, kiedy googluje zeby rozwiazac jakis problem pod linuxem albo FreeBSD
Problemy “z Linuksem” jakie niektórzy przedstawili oraz ich jakość przypomina mi problemy o jakich było swego czasu głośno w czasie migracji niemieckiego MSZ na Linuksa. Poważną, jeżeli nie największą barierą była kadra informatyczna, która jak się okazało o Linuksach miała pojęcie dość mgliste. Uczelnie i praktyka stworzyła z nich nie informatyków lecz administratorów Windows. Problem w nienieckim MSZ pokonano wysyłając kadrę “informatyczną” na szkolenia. Znam z kontaktów z trzema uczelniami sposób kształcenia “informatyków”. Linux jest w zestawie zakuć/zdać/zapomnieć. Więc cóż się dziwić ?
Przy każdej takiej okazji przypominam. Linux to nie jest inny Windows ! To jest Unix w którym nie ma kodu Uniksa. Jeżeli nawet biegły użytkownik Windows bierze się za Linuksa nie mając o nim zielonego pojęcia to musi mieć swego ograniczenia świadomość. Każdego systemu trzeba się nauczyć, tego nie wysysa się z mlekiem matki.
Ciekawe jak szkolenie z Linuksa rozwiąże problemy z zarządzaniem energią w laptopach…
Tak jak w dopracowanych dystrybucjach, o komercyjnych które zastosowano w niemieckim MSZ, nie wspomnę.
A propos oszczędzania to Load_Cycle_Count za którego nagminne powiększanie odpowiedzialny jest … Windows. Domyślne ustawienia oszczędzania energii w wersji XP parkują “co chwilę” głowice, po co ?
Niestety wiele ustawień domyślnych tego najpopularniejszego systemu operacyjnego na Świecie jest technicznie “nieprzemyślanych”. Osobiście skłaniam się do tezy, że są robione celowo. Najważniejszym jest “błysnąć” w oczach przeciętnego użytkownika komputera tym czy innym łatwo zauważalnym parametrem. Konsekwencje takiego “nieprzemyślanego” działania ponosi i tak użytkownik, więc w czym problem ?
Gościu pisze prawdę i przesadza. Jest faktycznie dużo do zrobienia głównie żeby wszystkim działało od kopa grafika, dźwięk, wifi. Tyle wystarczy żeby większość zadowolić. Mogli by mniej wydawać następnych numerków tylko poprawiać pakiety to fakt. Zawsze można się umówić napisać list petycje
lub nie aktualizować do nowszej wersji. Albo wrócić do Debiana
.
Kochany autorze powinienieś wrócić do tłumaczenia instrukcji RTV. Zapewne lepiej Ci to wychodzi.
Pozdrawiam
Wojnos
spierdalaj!
Zainstaluj sobie Slackware bez środowiska graficznego, skoro system ma być systemem niech będzie… Może wolisz pracę w DOSIE bez żadnej nakładki w postaci systemu operacyjnego… Emo kids? lol Sam się zachowujesz jak Emo… Usiąź w kąt ze swoim laptopem i podetnij mu kable
niestety to wszystko to prawda … moim zdaniem kde4 to jest kompletna porażka w stosunku do kde3, wszystko jest dostosowywane pod windowsowych użyszkodników, brak wielu opcji konfiguracji a z tego co czytałem aktualizacji do kde 3.5 ma już prawie nie być (tylko krytyczne łatki zabezpieczeń) chociaż osobiście kde 3.5 nawet mi sie podobało
jestem użytkownikiem linuksa od ponad roku mimo że mam dopiero 16 lat. Nie znam się na nim jeszcze nawet dobrze ale doszło do tego że wole siedzieć na shellu albo w konsoli niż siedzieć na kde :/ moim zdaniem to co się dzieje w świecie dystrybucji to wielka porażka i mam nadzieje że autorzy najważniejszych projektów (kde, gnome itp) opanują się i przemyślą jeszcze raz wszystko.
póki co przenoszę się na slacka i konsolę, tak będzie chyba najlepiej …
Nie do konca zgodze sie ze stwierdzeniem “to wszystko prawda”, jezeli odnosi sie ono do oryginalnego postu pt. “Zdrada Linuksa…”, choc wiele w nim prawdy z pewnoscia jest.
Ja rowniez lubilem KDE3.5 i uzywalem go na Slacku, ale widzac ze wersja 4 jest tak podobna do Visty, stwierdzilem ze nie tedy droga
Jest pewna dystrybucja, ktora mozna uwazac za jaskolke poprawy: gNewSense. Zawiera ona wylacznie GPL-owe programy (lub zgodne z ta licencja) i jak narazie sprawuje sie rewelacyjnie na moim laptopie. Jest ona oparta na Ubuntu.
Slackware mnie bardzo rozczarowal – nie jest to juz dystrybucja na starszy sprzet, jak bywalo to za starych dobrych czasow. No ale coz, w swiecie informatyki trzeba byc przygotowanym na ciagle zmiany i w miare mozliwosci wybierac te, ktore sa “na lepsze”
Kupiłem nową drukarkę. Dwa dni prób instalacji pod PCLinuxOS.Zmiana systemu na Debiana. Drukarka dział bez problemu. Dostaje linka od znajomego.Strona we falshu. Flasha zainstalować nie można. Rada na forum: “przejdź na wersje testową, nie daje gwarancji ale na ogół działa bezproblemowo”. Świetnie flesh jest. Każde uruchomienie przeglądarki na Gecko kończy się zwisem Xów.
Jak długo twórcy linuxa będą wystawiać sympatie użytkowników na próbę. Moim zdaniem społeczność linuxowa nie jest wstanie zrozumieć, że przeciętnemu człowiekowi komputer jest potrzeby do używania a nie do ciągłej administracji dla sportu.
Artykuł składa się z kilku (czasem słusznych) wniosków oraz ze sporej dozy prowokacji – często chamskiej prowokacji.
Prowokacja powoduje większy szumek oraz zwiększenie czytalności blogu autora, a po tłumaczeniu na PL także portalu jakilinux.
Rozumiem, że dochód z reklam Google komuś spada i trzeba się ratować? A może brak wam koncepcji dalszego rozwoju i cala sprawa się ewidentnie kończy?
Droga redakcjo przedrukowując chłam gdzie jakiś frustrat wyzywa społecznośc linuksową od umysłowo chorych pokazujecie swój poziom – niestety mocno spadający od czaso mojego 1 kontaktu z “jakilinux”.
Ja tęsknie za dawnym “prawdziwym” jakilinux oraz linuxnews!
To już któryś post gdzie przewija się słowo frustrat w negatywnym kontekście. I właściwie to jest świetne słówko tylko zobaczmy co na to Wikipedia:
“Frustracja – zespół przykrych emocji związanych z niemożnością realizacji potrzeby lub osiągnięciu określonego celu”
Tak po 13 latach popierania idei, która okazuje się klapą człowiek ma prawo być sfrustrowanym.
Dla jednych jest to fiasko, dla drugich rewelacyjny system, który spełnia ich oczekiwania.
Krytyka czysto “techniczna” jest jak najbardziej pożądana – i oby było jej wobec Linuksa jeszcze więcej! (”co cię zabije to cię wzmocni”)
Ale burackie chamstwo, które wychodzi w tym artykule (i w komentarzach) jest tym co mi się bardzo, ale to bardzo nie podoba!
Chamstwo trzeba tępić bezwzględnie – także brutalną siłą – bo chamstwo tylko taki argument jest w stanie zrozumieć.
naturalnie miało być: (”co cię NIE zabije to cię wzmocni”)
ale przypadkiem wyszedł niezły żart :>
Troszkę w formie subiektywnego podsumowania:
)
Linux chłam, badziewie warte tyle ile kosztuje czyli nic – zajrzyjcie na listę top500 czy green500 – albo hasło superkomputer… Galera Galeon, Nautilus, Nowa -superkomputery kosztujące miliony i wykonujące warte adekwatne do ich ceny pieniądze – wszystkie chodzą pod Linuxem (no niemal wszystkie
Mnogość dystrybucji, po co te KDE4 jak KDE3 było ok, a po co jeszcze paczki takie siakie i owakie:
A co, marzy się komuś równość mózgów i żołądków? Bo wszyscy mamy takie same? Otóż nie, to bzdura. Sam bardzo lubię KDE4 i za nic nie wrócę do KDE3 – choć nie mogę odżałować, że mi komp przestał gadać po polsku… I lubię te pulpity w kostkę i gibane okna – no po prostu mam taką słabość i już. A jak ktoś tego nie chce – nie ma problemu, to jest wolne oprogramowanie. A konkurencja “wolne oprogramowanie” rozumie chyba ciut bardziej dosłownie – nie chcesz efektów – ok, ale i tak bierz wistę i nie grymaś, że kompa ci spowalnia.
Linux nie nadaje się na laptopy i nie ważne, że komuś tam chodzi ok – ważne, że innym nie działa…
No – matematyczny dowód nie wprost twierdzenia polegać może na znalezieniu chociaż jednego wyjątku do zaprzeczenia twierdzenia -a więc przeprowadźmy dowód sokretejski: Linux jak najbardziej nadaje się na laptopy – zaprzeczenie – nie nadaje się = prowadzi do sprzeczności dla mnie oczywistej – bo teks ten piszę na laptopie pod Linuksem. I właśnie guzik mnie obchodzi, że komuś tam nie działa – podobnie, jak wielu osobom nie działa wista czy xp – nie ma to nic do rzeczy, że są to całkiem sprawne systemy, za które powinno się płacić ciężkie pieniądze oczywiście…
Podsumowanie:
A dlaczego ciężkie pieniądze, jeśli linux jest za darmo? A dlatego, że ich (wisty i xp, zapomnijmy przez litość o Millenium) odporność na głupotę użytkowników jest większa, a za błędy się płaci…
Reasumując – linuks jest potrzebny, żeby łatwo było odróżnić jednych użytkowników komputerów od innych….
popieram “podsumowanie”
i przyznam się tu do czegoś z taką pewną, lekką nieśmiałością (hehehe)
ja osobiście jakoś tak perwersyjnie lubię jak windowsiarze patrzą na mój pulpit kiedy pracuję (a mam w firmie linuksy) i tak patrzą… patrzą… oczy się szerzej otwierają… usta tak szerzej otwierają i patrzą…
a potem niby rozmaiwamy ale głowa klienta cały czas się odkręca w stronę monitora…
Racja. Inne chodzą na *BSD czy innych uniksach.
W tej dyskusji zabraklo jeszcze jednego akcentu: dawniej zagladalo sie na strony internetowe, na ktorych wylistowany byl sprzet obslugiwany przez linuksa. Bylo go po prostu o wiele mniej niz teraz. Obecnie, jezeli cos nie dziala pod tym systemem, jest swiete oburzenie i leca bezimienne gromy na cala spolecznosc linuxowa, na ruch Open Source lub Free Software. Podobnie jest z docenieniem np. sprzataczek: kiedy jest czysto, nawet o nich nie pomyslimy. A jesli tylko lezy jakis papierek rzucony przez kogos innego, to je winimy i uwazamy za leniwe.
Uwazam ze taka postawa jest calkowicie nie fair. To ze dany sprzet nie dziala pod linuksem wynika w pierwszym rzedzie z tego, ze producent nie udostepnil sterownikow. A jezeli dziala, to albo dlatego, ze producent je udostepnil lub zostaly one napisane od zera: przez ludzi, ktorym pan Bog nie poskapil
a) talentu
b) dobrej woli
c) cierpliwosci
d) idealizmu
Skupiajac sie na bolaczkach, ktore linux niewatpliwie posiada, tracimy z pola widzenia wszystko to, co udalo juz sie osiagnac. Sam bedac programista jestem pelen szacunku dla tych wszystkich anonimowych wspoltworcow linuxa i oprogramowania dla niego.
Vide Wiki:
ja po 6 latach używania linuksa od 2 tygodni siedzę na viscie, i chociaż nie cierpię tego systemu to na wifi mi się kernel panik nie robi grafika śmiga mam hibernację itp artykuł mówi prawdę jak sobie wyobrażę ile czasu lat zmarnowałem na szukanie rozwiązań błędów itp zamiast spędzać je z rodziną, debilem byłem mam vistę zmienię ją za niedługo na xp, mam oba oryginalne, a co mi tam teraz sprawdzam pocztę i odwiedzam parę stron dziennie, a resztę czasu spędzam z rodziną a nie na forach itp. mam nadzieję że za parę lat linuks będzie innym systemem i do niego wrócę.
oj biedny tyś, biedny…
przez 6 lat byłeś siłą zmuszany przez niebezpieczną i bezwzględną sektę (społeczność linuksową) do używania morderczego i paskudnego systemu z pingwinem w tle, toż to jak zsyłka na Sybir prawie…
6 lat izolacji od rodziny przez tego obrzydliwego pingwina… ehhhh…
aż normalnie mam wyrzuty sumienia, że nie odnalazłem twoich rozpaczliwych krzyków na forach i nie powiedziałem ci o czymś takim jak możliwość zainstalowania windowsa na 2giej partycji
Najmocniej przepraszam, jeżeli kogoś obrażę, ale do jasnej cholery, jak można takie rzeczy pisać o linuksie? Zacznę od początku.
* nie wszystkie dystrybucje posiadają nielogiczny kalendarz wydań
* Windows posiada warstwę HAL, więc na co narzekasz?
* Udev to wcale nie gówno, bo jest szybszy od swojego poprzednika, devfs
* Co złego w tym, że kernel jest monolityczny?
* Są systemy, za które nie trzeba płacić. Red Hat dołącza pomoc techniczną, przede wszystkim dlatego jest to wymagane, żeby zapłacić
* Nie działa Ci hibernacja? Może nie umiesz jej ustawić? U mnie działa.
* Mono powstało przede wszystkim dlatego, że .NET nie był open source
* SĄ INNE DYSTRYBUCJE NIŻ REDHAT, a to, że zawiera on więcej wad niż inne nie powinno być powodem do krytykowania go
* od kiedy Linuksa trzeba modyfikować jak Windows programami typu nLite, żeby działał?
Jedno muszę przyznać: Compiza nie cierpię!
To może i ja dołożę. Byłem userem gnu/linuksa od prawie 3 lat, byłem zafascynowany ruchem free software, polecałem wszystkim na około, kpiłem z zamkniętego softu, żygałem na windowsy i wszystko co z m$$ związane, ale zachwiałem się w tej wieże. Pewnego świątecznego dnia, proste wręcz idiotyczne czynności w GNOMIE sprawiły że już nie wytrzymałem, cały soft graficzny a przede wszystkim wmy to jeden wielki BUG, jeden wielki niedorobiony CRAP. Wszystko to jest takie nieestetyczne, niewygodne, z zerową funkcjonalnością żeby np. w nautilusie cokolwiek wkleić w katalog w którym znajduje się masa plików z włączonym widokiem szczegółowym to co trzeba zrobić, a no klikać menu plik i wklej albo przełączyć się w widok ikon żeby można było kliknąć prawym na pustą przestrzeń i wkleić plik, a marzeniem jest żeby zawsze działały skróty ctrl+c oraz ctrl+v. Chciałbym zaznaczyć szybkiem ruchem myszki określoną ilość plików w katalogu w widoku szczegółowym… eee ee nie da się, trzeba przytrzymać shift i dopiero zaznaczyć. Panel dolny w GNOME? Przez cały ten okres miałem problem żeby szybko znaleźć to co potrzebuje przy otwartych kliku oknach programów, wszystko jest nieczytelne, zawsze trzeba po kolei lecieć i sprawdzać tytuł każdego okna albo je otwierać. GNOME Menu? Nigdy w życiu nie udało mi się spersonalizować aby zawierało skróty z moimi ulubionymi aplikacjami, zawsze po instalacji nowego softu lub aktualizacji istniejącego wszystko zawsze się rozwalało. Dźwięk? W debianie po starcie systemu brak, gdy chcę np. posuchać muzy przez exaile, ale wystarczy że odpale SMPlayera i już jest. I kto mi powie o co chodzi? Czcionki po prostu się wymiatać chce. OpenOffice od wersji 3.0 to jeden wielki bug. I pomyśleć że wszystkim moim znajomym poinstalowałem ten program, a teraz muszę się bujać żeby wytlumaczyć jak wyrównać tekst pionowo w tabeli albo jak zrobić numeracje stron w dokumencie bez pierwszej strony. Odtwarzacze wideo… dobrze że jest smplayer bo inaczej by nie bylo w czym filmów oglądać, nie ważne że funkcje programu zanikają z wersji na wersje aby w kolejnej znowu zaczęły działać, przecież nie będe w 2009 roku wpisywać głupich poleceń żeby odpalić film. Laptopy na gnu/linuksie? Marzenie, na moim thinkpad r61 nawet w ubuntu w domyślnej instalacji się nie hibernuje, nie wiem może hibernacja tam polega na tym że tryb graficzny się wyłącza i pojawia konsola z masą tekstu, nie wiem. Wifi, owszem w ubuntu czasami działa… w debianie, niestety nie. Po 3 dniach googlowania odpuściłem sobie wifi na laptopie. Ściemnianie matrycy w ubuntu działa, w debianie poświęciłem 5 dni na szukaniu pomocy na googlch, jedyne co mi się udało osiagnac to ściemnianie matrycy z terminala jakimiś kosmicznymi poleceniami. Jakość softu pod takim ubuntu, tragedia wypuszczają nową wersje z setkami nie załatanych błędów, no ale to co przecież trzeba trzymać się terminu, w efekcie czego taki bluetooth nie będzie działać w tym wydaniu. Debian, stabilność softu dużo większa, ale kosztem czego, a no tego że jakbym chciał zainstalować najnowszą wersję jakiegoś programu to nie da rady bo mam libc za stare i musze poczekać aż developerzy za parę miesięcy uaktualnią pakiety. Najbardziej irytowała mnie taka sprawa, na windowsie jest instalka programu który mógł zostać napisany np. w 2000 roku i mogę z niego korzystać do teraz i będzie działał tak samo jak kiedyś, jest to jeden plik który wystarczy sobie nagrać gdzieś na płytkę i trzymać wiele lat, a w gnu/linuksie? Musiałbym chyba trymać na płytach całe repozytorium debiana na płytach dvd aby zapewnic poprawne srodowisko pracy dla okrelsonych programow, bo rzecz jasna za 10 lat caly soft potrzebny do dzialania danego programu bedzie o setki wersji nowszy i może mieć niespełnione zależności.
Po powrocie do parszywego xp, ergonomia i komfort pracy się zwiększych znacznie, wszystkie czynności choćby nawigacja po dysku za pomocą zwyklego exploratora windows stały się przyjemne. Po paru godzinach znalazłem setki brakujących mi pod gnu/linuksem programów gdzie nie było nawet jednego sensownego.
Tak więc z bólem to mówie ale gnu/linuks na desktopie czy laptopach to mżonki! I jedyne co moge teraz na gnu/linuksie robić to terminal i uzytkowanie flagowych aplikacji np. apache.
Wcale tak nie jest, ze kazdy program windowsowy nagrany na plytke w 2000 roku bedzie chodzil obecnie. Nieraz sie o tym przekonalem. Zaleznosci biblioteczne dotycza rowniez Windows.
Różnych wersji windowsów pewnie tak, ale tej samej np. XP? No nie sądze. Zgadzam się że piekło bibliotek windowsa też dotyczy ale tak został zrobiony że przeważnie producenci dodają do swoich aplikacji swoje wersje tych samych bibliotek które są już w windowsie, przez co jest w nim nierzadko wiele wersji tych samych bibliotek z tego co słyszalem.
W 2000 roku jeszcze nie bylo XP
Ale nawet mam przyklad z ostatniego czasu: zainstalowalem kolezance na Viscie program Bearshare (P2P), ktory wczesniej moj kolega z powodzeniem uzywal na XP Home, a u niej sie wywalal. Poza tym, poszczegolne pozycje w menu zachodzily na siebie calkowicie, tak ze nie mozna bylo nawet wybrac zadnej z nich.
Linuxowe pieklo zaleznosci ma jednak swoj plus, poniewaz wiemy ze dany zestaw bibliotek oraz program beda ze soba wspoldzialaly bez pudla. Chociaz w praktyce i tak roznie bywa.
W kazdym razie, po 10 latach uzywania komputera jako takiego doszedlem do wniosku, ze nie da sie stworzyc systemu operacyjnego idealnego, ktoremu nic nie mozna zarzucic. A wszelkie oceny tego, ktory z nich jest lepszy, wynikaja przede wszystkim z subiektywnych odczuc.
Chyba zachwiałeś się w WIEŻY.
Chyba, że może w morzu moczyłeś stopy.
Powiem tyle – bardzo desperacki ten artykuł, trudno mi go ocenić ponieważ nie wiem czy faktycznie autor kocha windowsa i się usprawiedliwia tym artykułem czy też kocha Linuksa ale z jakichś powodów jest wściekły że nie podążą on torem który jemu by odpowiadał, trochę racji gość ma, Linux nie jest stabilny – można powiedzieć o Linuksie wszystko ale stabilny nie jest, nie są poprawiane błędy na bieżąco, ja używam Linuksa ponieważ mi się bardziej podoba, lepiej się na nim czuje, ale potrafi się czasem zawiesić, pomijając flasha, podczas oglądania filmów – często zwiecha – nawet restart nie pomaga, ale pisanie że Linux nie nadaje się na desktop to idiotyzm i bzdura, Linux świetnie nadaje się na desktop, tzn powiem tak – Linux jak Linux, ale dystrybucje takie jak Mandriva, Mint czy Ubuntu świetnie radzą sobie na biurku.
Nic nie jest doskonałe programiści Linuksa czynią ogromne postępy, ale nie od razu Kraków zbudowano, takie obrażanie się na świat Linuksa jest dziecinne,
Niestety z tymi forami i chamstwem na nich – w stosunku do newbie – autor ma rację, zachowanie niektórych maniaków Linuksa to porażka…
czytając ten artykuł i niektóre komentarze w podobnym tonie pod nim, mogę tylko skomentować – słabych i beznadziejnych ludzi jest mnóstwo, Linux jest systemem na desktopy a kto na prawdę chce na nim pracować przymknie oko na niektóre niedogodności bądź je usunie we własnym zakresie (tak jak to jest na Windowsie – chyba że zrzędzący uważają że Windows jest bez wad – zapewniam że się mylą jeśli tak), każdy system ma jakieś wady, ja mam Linuksa na laptopie i sobię chwale (lepiej sobie radzi z wykrywaniem sprzętu niż Vista już nie mówiąc o XP którego tutaj nie da się zainstalować bez mieszania n-litem na płytce instalacyjnej). Podsumowując – leniwi ludzie niech instalują windowsy, a najlepiej niech idą do serwisu by im zainstalowano je, bo windows też potrafi sprawić kłopotów (czasem nawet więcej niż Linux), jak jesteś leniwy i słaby z charakteru to powinieneś mieć dużo pieniędzy bo każda czynność przy komputerze wymaga trochę myślenia…
Dziwny ten artykuł, jak pewnie wielu zauważyło zawiera sporo nieścisłości i da się wyczuć, że autor pisał ten tekst w WIELKIM stresie (może znów mu się Windows zawiesił). Po pierwsze GNOME czy KDE to nie Linux i istnieją inne menadżery okien. Tutaj można wspomnieć, że wymaganie od systemu Linuks, żeby po latach rozwoju, działał szybko i sprawnie na starym sprzęcie są czymś takim samym jak wymaganie żeby COD5 działało na Celeronie 366MHz, przecież dystrybucja Linuksa, która w tym czasie była aktualna posiadała chociażby Firefoxa w wersji coś około 0.9
, i niech autor sobie odpali Viste dla porównania. Narzekanie na GEdita? Litości – jak ci się nie podoba to popraw (koleś coś wstawiał o tym że Linux odchodzi od dobrych tradycji systemu Unix, jak na to popatrzeć to kiedyś administrator systemu Unix musiał być też programistą, jeśli stwierdzisz, że nie jesteś administratorem tylko użytkownikiem to się spytam: kto jest administratorem Twojego prywatnego laptopa?). Zdaniem autora Linuks to system, który odciąga użytkowników od dobrego oprogramowania np. TeX i namawia do “durnego” oprogramowania jakim jest OpenOffice, co ciekawe jednocześnie pisze iż MS Office jest lepszy od OpenOffice, hmm jak dla mnie to niech autor skorzysta z TeX-a pod Windowsa i będzie po kłopocie. Jeśli chodzi o TeX-a to w moim odczuciu ilość użytkowników tego programu się wiele nie zmieniła, a używanie go do pisania zwyczajnego artykułu to przesada, kiedy można zrobić to samo dużo szybciej, poza tym TeX-a można traktować jako zaawansowany “edytor” służący do łamania tekstu czego nie można powiedzieć o OpenOffice więc porównanie ich jest nie na miejscu. No i jeśli ten gość mi powie, że czuje się bezpiecznie podłączając WinXP SP2 + IE6 bez programu antywirusowego bezpośrednio do Internetu, to można powiedzieć, że nie wie co mówi. Jeśli chodzi o Linuksa to problemem są sterowniki, dla wielu urządzeń jeszcze nie istnieją, lub są w wersji binarnej jako moduły do starych wersji jądra. A tak na koniec to powiem, że używam różnych systemów i np. w pracy używając komputera do przeglądania netu + od czasu do czasu jakiś xls czy doc Linuks daje radę, tak samo jak Windows i myślę, że każdy, kto ma trochę chęci powinien od czasu do czasu zajrzeć, czy dany system spełnia jego oczekiwania, instalując Linuksa, Windowsa, … czy po prostu inną wersję / dystrybucję danego rodzaju systemu.
Bzdurny tekst. Autor jakoś dziwnie uprzedzony, nie docenia wolności wyboru. Już sama aluzja o religiach na wstępie o tym świadczy, że ten człowiek nie rozumie o co chodzi w wolności i uważa, że sam zna jedynie słuszne rozwiązanie, bo inne (z różnych powodów, choćby jego nieumiejętności czy niewiedzy) u niego się “nie sprawdziły”. Używam różych linuksów, także na desktopie i ręczę głową, że co najmniej kilka dystrybucji bardzo dobrze się sprawdza także na desktopie i nie stwarza problemów jakie miałem z windowsami, mimo, że były dobrze skonfigurowane, to jednak nader często ich usterki dawały o sobie znać.
Jeśli chodzi o “desktopowy” Linux ręczę głową np.za dobrze skonfigurowaną Mandrivę 2008 PowerPack – działa bez zarzutu, KDE 3.5 jest naprawdę wygodne, w tej dystrybucji po skonfigurowaniu nie mieliśmy żadnych problemów; bardzo dobrze współpracuje ze sprzętem (w tym drukarkami czy kamerkami internetowymi), doskonale działają multimedia, aplikacje sieciowe, dopracowany pakiet biurowy OO; bardzo przydają się wirtualne pulpity, możliwość ustawienia wybranego okna zawsze na wierzchu i wielojęzyczność – pozwalająca na szybkie i łatwe przełączania się między różnymi językami już po zainstalowaniu systemu (szczególnie przydatne gdy posługujesz się kilkoma językami obcymi, a nie tylko angielskim jak autor tego tekstu). Takich i wielu innych udogodnień brak w windowsach. Nie widzę najmniejszego powodu by wracać do Windows, bo wszystko czego potrzebuję (ja i moja rodzina oraz znajomi) pięknie działa w Linuksie – na desktopie.
Używałem całe życie windowsa i od kilku lat linuxa. Uważam że oba systemy zasługują na wielkie uznanie. Oba systemy przysporzyły mi takie same ilości irytacji tylko na różny sposób. Np linux mi nie zaczyna mulić jak żółw po miesiącu użytkowania co dzieje się z windą z całkiem magicznych przyczyn z drugiej strony nigdy nie mogę być pewny że aktualizacja xorga nie usadzi mi Xów… problem w tym że zwykle da się to naprawić bez większych problemów… jasne wymaga to trochę zachodu no ale coś za coś. Linux jest za darmo przynajmniej większość dystrybucji, a Microsoft ma kasy po uszy… To chyba oczywiste że mając fundusze mają większe możliwości…
Powiem tak… z częścią argumentów zgadzam się, z częścią wcale. Poza tym drogi autorze traktujesz wszystkie elementy które opisałeś jakby były jedną całością. Tak jakby “Linux” to było do kupy jądro, xorg, open office, firefox i wszystko inne co lubi się psuć raz na jakiś czas. Podczas gdy tak naprawdę każdy element trzeba rozpatrywać osobno. Fakt system linuksowy i desktop to nie jest perfekcyjne połączenie ale nic nie jest. Linuksa możesz poskładać z różnych komponentów do kupy tak żebyś był zadowolony…
A tak w ogóle czy to ma być artykuł? Bo to nie wygląda na artykuł. To mi wygląda na naszpikowane EMOCJAMI jęczenie zamiast chłodnego spokojnego przekazu treści. Przepraszam ale ja mam nieco inny standard artykułu i jak dla mnie ten jest trochę prostacki. Choćby wulgaryzmy… rozumiem na forum ale nie w artykule. Następnym razem sugeruję zimny prysznic przed rozpoczęciem pisania. Masz prawo być wkurzony ale to co tutaj odstawileś bardzo mi się nie podoba i uważam że nie dodaje ci chwały… Tyle ode mnie
Co do architektury kernela, to była przestarzała już wtedy, kiedy powstawała. Przynajmniej wg Tannenbauma, z którym akurat się zgadzam. Ale w przypadku jąderek Win i MacOsX jest nie lepiej. GNU Hurdzie, przyjdź w sensownej postaci, przyjdź!
Ten tekst to wypowiedź osoby nie siedzącej w temacie. Debian sid jest na bieżąco aktualizowany, a moduły(sterowniki) nie wymagają rekompilacji jądra. Nie chce mi się obalać całego artykułu ale aż się prosi.
Dużo w tym prawdy.
Z Ubuntu 7.04 mój laptop działał w 100%
W kolejnych wersjach po kolei znikały sterowniki do kamerki,klawiszy funkcyjnych , dzwięku i aż nie mogę się doczekać co zniknie wraz z nową wersją. Może będzie tylko czarny ekran? Mówię tu o obsłudze komputera przez system tuż po świeżej instalacji. Co wersja to mniej sprzętu mi obsługuje. To jakaś brednia , gdzie progres ? ja widzę tylko kroki do tyłu. A byłem wielkim entuzjastą Ubuntu. Uważam że Ubuntu powinno pojawiać się najczęściej co pięć lat a w tym czasie powinny być tylko opracowywane łatki tak aby system DZIAŁAŁ. Obecna polityka linux-owa jest bez sensu i wprowadza masę bałaganu.
Zawsze istnieją wersje LTS. Nie trzeba wszystkiego od razu uaktualniać i reinstalować.
cały ten artykuł to masa bzdur, bo np. Jakie wsparcie ma Windows w wersji OEM? Ano takie, że jeśli chcesz skorzystać z “pomocy technicznej”, to musisz zapłacić ok.150 zł, i jeszcze nie wiedzą o co chodzi… Pozatym wolność każdy definiuje inaczej, bo jeśli kupujesz pakiet tv kablowej, to zastanów się, kto ci karze go kupować, jeśli masz telefon z GPS i z niego nie korzystasz, to po co kupowałeś telefon z taką funkcjonalnością? Poza tym dystrybucje linuksa cą budowane w innym modelu niż Win$hitu, bo linuksa ktoś buduje dla siebie, a windows powstaje, by go zepchnąć. jeśli nie podoba ci się linuks, to nie ma sensu, byś go miał na swoim sprzęcie. Tylko przestań psioczyć na to, że coś nie działa w linuksie, tylko zrób coś samemu, bo sam sie zachowujesz jak “Emo Kid”
Artykuł sponsorowany? U mnie linux mint na laptopie hula aż miło. Jedyny problem był z dźwiękiem, ale na forum znalazłem proste rozwiązanie – aktualizacja alsy do najnowszej wersji. I działa.
Stabilność? Żadnych problemów. Trochę jest załadowany zbędnymi programami ale można je przecież wykasować. Compiza też, jak komuś przeszkadza.
Twój zachwalany windows – testowałem siódemkę. Działała w porządku. Tylko system z aero brał ~670mb ramu. Patrzyłem na ceny windows 7 – podstawowy home bez kontroli uprawnień użytkowników kosztować ma ~500zł. Zaś bezpeczniejszy professional będzie dużo droższy.
Sporo kasy. Drożyzna. A linux pracuje stabilnie i dzięki modularności jest konfigurowalny. Stery sprzętowe nie zawsze wymagają nowego kernela.
Ty albo jesteś po przejściach albo naprawdę dostałeś od Ballmera balonik z logo M$
Jest sporo racji w artykule, jest też sporo agresji i frustracji. Długo używam już Windows (od win98 tylko legalne wersje). Od 10 lat (średnio raz do roku) próbowałem zostać użytkownikiem linuksa. Nie potrafiłem się w nim odnaleźć i z wielka ulga wracałem do Okienek z Redmont. Ostatnio miałem nieprzyjemną sytuację z Vistą. Komputer strasznie mulił i połączenie z siecią było bardzo wolne. Oczywiście wszystkie aktualizacje systemu i antywirusa były robione na bieżąco. Po uruchomieniu IE 7 zobaczyłem między innymi komunikat w stylu “trwa oczekiwanie na załadowanie double tradera”. Acha. Więc dlatego czekam, żeby program typu spyware łaskawie się uruchomił. Świetny dowcip, pomyślałem. Od tego momentu zaparłem się aby zainstalować którąś z dystrybucji linuksa (od niedawna korzystam z ekonta w banku). Na forach dowiedziałem się, że najlepszym środowiskiem dla początkujących będzie KDE gdyż najbardziej przypomina Windows. Oczywiście nie sprawdziło się to z prostego powodu. Linux to nie Microsoft Windows
. Lata nawyków spowodowały m.in. że po instalacji Mandrivy 2008 zassałem wszystkie dostępne aktualizacje. Oczywiście system się zamulił i po paru próbach uzdrowienia padł. Zdesperowany sięgnąłem po Ubuntu 9.04. Na starym laptopie – pełen sukces. Gnome rulez. Co prawda nie miałem na nim kamerki ani WiFi ale jeszcze w trakcie instalacji Jarząbek uruchomił sieć przewodową. Drukarka, pendrive, zewnętrzny dysk, karta SD – ruszyły bez problemów. Filmy divix/xvid z polskimi napisami ? Od reki. Muzyka ? Bez problemów. Problem za to wyskoczył na stacjonarce (karta ATI 4670) – black screen. Pomogła instalacja Ubuntu 8.10. Największym moim zdziwieniem było to, że potrafiłem bez większych problemów “odnaleźć się” w systemie. Wszystko logicznie poukładane i opisane. Np. bez problemu odebrałem pocztę, zapisałem załącznik (zdjęcie) i skopiowałem je na pendrive. Postanowiłem podzielić się swoją wiedzą (co prawda niewielką) ze znajomymi. Dzięki temu nikt z nich nie używa już nieoryginalnego XP. Niestety laptop zaczął szwankować. Podczas kopiowania plików wyskoczył błąd i zerwał połączenie (USB) z zewnętrznym dyskiem. Po paru próbach i w końcu reinstalacji systemu pracował normalnie przez godzinę i sytuacja powtórzyła się. Byłem pewien, że to wina sprzętowa (np. przegrzewanie). Niestety po instalacji win XP (od producenta) jakby narodził się na nowo. Od paru dni działa bez problemu. Po teście (60 godzin pracy non-stop) jestem pewien że jest w dobrym stanie. W stacjonarnym PC wymieniłem grafikę (na nVidia) i zainstalowałem Jaunty Jackalope z Easylinux. Wszystko było OK do momentu gdy chciałem odinstalować Evolution. APT odesłał mnie do menadżera Synaptic a ten odinstalował Evolution z wybranymi przez siebie zależnościami. Po ponownym uruchomieniu i zalogowaniu system nie wstał. To znaczy uruchomił się ale bez GUI. Próbowałem go ratować wg. porad innych użytkowników (na dysku mam nadal Vistę) ale nic nie pomogło. Od wczoraj mam Minta 7 (Gloria) który spokojnie dzieli dysk z Vistą. Na razie oba systemy działają. Jak długo to będzie trwało ? Nie wiem. Ale pomimo moich przygód daleki jestem od idealizowania jednego systemu i oczerniania drugiego. Największy problem systemu operacyjnego znajduje się 20-30 cm od monitora – jak to ktoś dowcipnie określił. Sam oceniłbym siebie jako tzw. Kowalskiego (przy Vista) lub gamoniowatego linuksiarza (przy Ubuntu). Autor artykułu pisze w stylu “mam dosyć systemu X, rzucam wszystko i przesiadam się na Y”. Nie tędy droga. Jak po paru tygodniach jego “wybrany” padnie, to co zrobi ? Wyskoczy przez okno ? Wstąpi do zakonu ? Niestety, chociaż myślenie może czasem boleć, trzeba poszerzać swoją wiedzę. Nawet kupno Win 7 nie zwolni nikogo od myślenia. Na zakończenie – miałem Mac OS Tiger (z Mini mac). Zrezygnowałem z jednego powodu. Zaraz po włączeniu miniak chciał mnie namówić na założenie konta użytkownika za jedyne 19.95 $ miesięcznie. Był bardzo rozczarowany gdy odmówiłem co nie przeszkadzało systemowi na dalsze naciąganie. A to za jedyne 20$ będę mógł oglądać filmy na pełnym ekranie a nie w okienku, a to za 15$ miesięcznie będę miał dostęp do … itp. Na litość boską. To nawet Microsoft tak nie żebra.
Evolution, zdaje się jest częścią gnome-desktop-environment lub ubuntu-desktop i jest nim związane tak jak wiele innych użytkowych programów. W Synaptic piszą też, że również pakiet gnome to środowisko plus zestaw programów.
Ubuntu został zrobiony tak, żeby po instalacji zapewniał możliwie najpełniejszą używalność dla tych, którzy nie mieli wcześniej większej styczności z Linuksem. To cel ludzi, którzy tworzą tą dystrybucję. Jeśli ktoś chce dokonywać zmian – musi trochę orientować się w tym co robi. Dla niedoświadczonych użytkowników znacznie łatwiejsza jest instalacja zamiennych programów i ich używanie a te domyślne można po prostu zostawić w spokoju.
Najlepiej sprawdzać jakie pakiety są odinstalowywane jako zależności. Po takim zabiegu jak odinstalowanie Evolution może pomóc instalacja gnome-core z gedit, eog, terminalem, nautiliusem, metacity.
Windowsa, albo Macos, ciekawe czy rzeczywiście będzie to dla ciebie dobry wybór zważywszy na mnogość problemów i małe zainteresowanie mimo że zapłaciłeś. hmm No oczywiście masz wybór i możesz popracować nad sobą i używać unixa ale ostrzegam nei raz zaboli cię użytkowniku twoja głupota i niewiedza popatrz wtedy raczej w lustro.
Do każdego z Twoich punktów, w których wymieniasz wady linuksa, znajdę 5 kontrargumentów pokazujących, jak się mylisz, w tym jeden ukazujący że Windows wcale nie radzi sobie lepiej.
Narzekasz np. na Compiza, a czym jest to durne Aero?
Nie będę pisał tu wielkiego posta a jedynie podsumowanie.
GNU/Linux – ma dwie wady:
1) Nie działa “out of the box”, no może poza atrapami typu Ubuntu, ale to śmiech, nie system. Chcesz coś mieć? To się postaraj i to skonfiguruj sam.
2) Bierzesz za darmo – nie masz wsparcia. Szczerze? Ani mi to nie przeszkadza, ani nie jest potrzebne
Od 10 lat GNU/Linux to mój jedyny system, Windows wyleciał, bo był za bardzo automatyczny, nie daje się tak kontrolować… Jest do tej pory, ale na maszynie wirtualnej, tylko po to… no właśnie, żeby móc testować działanie programu który piszę dla userów tego systemu. I po nic innego.
Np kamera Live! cam vista IM 41e0 : 4064 na ov51x-jpeg nie działa
Gdy tymczasem trzeba mieć gspca, nie nie zwykłe gspca tylko takie, że po kompilacji modułý to gspca_main i gspca_ov51
tylko gdzie ja te źródła do Debian 5 lenny do niego znajde
na forum milczą 2 dzień, a wcześnie googluje 2 tydzień?
Ale na widnows się nie przesiadam, tylko kamerka nie dział, a tak po za tym wszystko gra.