Recenzja: Slackware 10.1
25 lipca 2005, puszczyk
Slackware to najstarsza wciąż rozwijana dystrybucja Linuksa, od początku tworzona przez jednego człowieka - Patricka Volkerdinga. System ten jest uważany za stabilny, bezpieczny, niezawodny i spełniający wszelkie wymogi typowego systemu uniksowego. Te cechy powodują, że Slack doskonale nadaje się na serwer. Wielu użytkowników uważa go jednak za trudny w obsłudze oraz konfiguracji. Czy taki system sprawdzi się więc na desktopie przeciętnego użytkownika, dopiero zaczynającego swoją przygodę z Linuksem? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w dzisiejszym artykule.
Bez zbędnych wstępów przejdę od razu do rzeczy.
Znaki szczególne
W pierwszej kolejności omówię pokrótce główne cechy Slackware, czyli to co odróżnia go od innych dystrybucji.
-
Reguła KISS - Keep It Simple, Stupid, czyli: niech to będzie proste, głupcze.
Wszystko ma być tak proste jak to tylko możliwe, bez zbędnych konfiguratorów czy automatów. W zamian za to otrzymujemy pełną kontrolę nad systemem przez przejrzyście rozmieszczone, dobrze skomentowane od wewnątrz pliki konfiguracyjne.
-
Distro tworzone przez jednego człowieka
Powoduje to, że w oficjalnym repozytorium jest mało pakietów; z drugiej jednak strony, te które są sprawują się z reguły doskonale, a system jest dzięki takiemu trybowi powstawania dobrze przemyślany, spójny i stabilny.
-
Skrypty startowe w stylu BSD
Większość dystrybucji korzysta ze skryptów startowych w stylu Systemu V, w
których każdy skrypt uruchamiany jest oddzielnym plikiem (może być ich naprawdę
dużo); w Slacku, podobnie jak w systemach BSD, wiele skryptów pogrupowano w
jednym pliku (więc wszystkie razem zajmują tylko kilka większych plików). Mnie
osobiście pomysł ten bardzo się podoba. Skrypty startowe są bardzo czytelne,
nawet dla newbie. Można łatwo dopasować pod siebie proces startu systemu.
Wyłączenie zbędnych usług i poleceń skutkuje oczywiście krótszym czasem uruchamiania i większym
bezpieczeństwem. -
Pakiety TGZ
Zupełnie inna filozofia zarządzania pakietami niż w Debianie (pakiety DEB) czy Redhacie (pakiety RPM). W Slackware, jak zwykle wszystko podporządkowane prostocie. Z technicznego punktu widzenia pakiet Slacka to zwykłe archiwum gzip, zawierające dodatkowo dwa pliki: opis pakietu i skrypt do wykonania po instalacji. Standardowe narzędzia dystrybucji nie sprawdzają zależności między pakietami. Długo można by dyskutować o tym, czy to dobrze, czy źle. Powiem tylko, że można się do tego przyzwyczaić. A dla tych, którzy bez zależności żyć nie potrafią stworzono różne nieoficjalne narzędzia (np. swaret, slapt-get), które lepiej lub gorzej radzą sobie z tym problemem.
Instalacja i konfiguracja
W odróżnieniu od instalatora Mandrivy czy SuSE, ten ze Slackware nie działa w trybie graficznym. Nie znaczy to wcale, że instalacja jest bardzo trudna. Dokonuje się jej w trybie semigraficznym (kto instalował Debiana i Ubuntu wie o co chodzi, a kto nie, ten szybko się przyzwyczai), obsługa instalatora jest bardzo intuicyjna a w czasie jego pracy mamy stały dostęp do pomocy (niestety tylko po angielsku). Podczas instalacji dokonujemy też podstawowej konfiguracji systemu (np. sieć, menadżer bootowania, domyślny menadżer okien, etc). Oczywiście mamy też pełną kontrolę nad tym jakie pakiety instalujemy w systemie.
Po instalacji nadal zostaje parę rzeczy, które musimy ustawić samodzielnie. Zaliczają się do nich m.in. konfiguracja X-ów (tryb graficzny systemu), utworzenie konta zwykłego użytkownika i wyłączenie zbędnych usług. Do niektórych z tych czynności możemy wykorzystać proste skrypty, jak xorgconfig czy adduser, jednak większość konfiguracji wykonuje się poprzez edycję plików tekstowych naszym ulubionym edytorem (vi/Emacs/nano, mcedit…)
POMOCY !!!
Oczywiście nikt nie urodził się linuksowym ekspertem, opiszę więc gdzie można nauczyć się podstaw administracji i konfiguracji Slacka oraz znaleźć pomoc w przypadku problemów (a te, zapewniam, wystąpią).
Dobrym punktem wyjścia jest książka opisująca podstawy Slackware, znajdująca się na oficjalnej stronie systemu: Slackbook.org. W razie problemów polecam też polskie forum użytkowników Slackware Linux, a w szczególności dział FAQ i następujące tematy:
Pytania można też zadawać na naszym forum forum.jakilinux.org w dziale GNU/Linux - Pomoc.
Należy też pamiętać o korzystaniu z manuali (man nazwa_polecenia), zawsze czytać pliki README i INSTALL dołączone do oprogramowania i (info tylko dla żyjących od kilku lat na Marsie) intensywnie korzystać z Google linux.google.com (naprawdę warto).
No ale co z początkującymi ?
Właśnie… Slackware nie jest łatwym systemem. Jak już wspominałem, początkujący użytkownicy nie znajdą tu wielu ułatwień. Po instalacji systemu jest jeszcze wiele rzeczy które musimy zrobić sami i musimy wiedzieć jak je zrobić. Slack nas pod tym względem nie rozpieszcza. Tak więc czy warto się męczyć?? Oczywiście! Jeśli mieliście już jakiś kontakt, chociażby krótki, z Linuksem to zdecydowanie należy spróbować.
Trzeba pamiętać, że Slackware jest taki wymagający, ponieważ nie robi niczego bez naszej wiedzy i zgody. Mamy pełną kontrolę nad naszym systemem i to jest właśnie piękne! Dzięki temu, każdy rozwiązany problem daje ogromną radość, a po nabraniu doświadczenia uznamy zapewne, że filozofia którą prezentuje Slackware jest rzeczywiście trafna i prostota systemu jest jego wielką zaletą. A korzystając ze Slacka można się naprawdę wiele nauczyć. Ponieważ system jest zgodny z uniksowymi standardami, to zdobyta wiedza zaprocentuje przy pracy z każdą inną dystrybucją, a nawet z innymi systemami uniksowymi (jak Solaris, czy HP/UX).
Podsumowanie
Slackware jest znany ze swojej stabilności i bezpieczeństwa, to wiemy. Po odpowiedniej konfiguracji i rekompilacji głównych pakietów jest też bardzo szybki. W zamian za czas włożony w naukę Slacka otrzymujemy system dostosowany do naszych potrzeb. Czy nam to odpowiada? Można się łatwo przekonać po prostu instalując tą dystrybucję. Jeśli się na to zdecydujecie i nie zrezygnujecie po napotkaniu pierwszych problemów, jest szansa że Slack zagości na Waszym dysku na bardzo długo. Powodzenia.
O autorze:
Igor Kupczyński jest świeżo upieczonym maturzystą z Wrześni, od października
studentem I roku informatyki na Politechnice Poznańskiej.
Z Linuksem luźno związany od dłużeszgo czasu, na poważnie jednak dopiero od około
pół roku. Po fascynacji SuSE 9.2 przeszła pora na eksperymenty:
Ubuntu, Gentoo i Slackware. Ten ostatni został na twardym dysku do dzisiaj.
Komentarze (RSS) | Trackback (URI)


Z historycznego punktu widzenia instalator nie zmienił się w wyglądzie i metodzie działania od wersji 3.0 z jądrem 2.0.0 (może i był wcześniej ale nawet ja tego nie pamiętam
).
Domyślnie jako program ładujący instalowane jest “lilo” choć grub’a także można zainstalować.
Do partycjonowania dysku nadal używany jest tekstowy “fdisk”. Wprawdzie na pierwszy rzut oka trochę odstrasza ale jest naprawdę bardzo funkcjonalny. Wiadomo co się robi i co się zrobi.
System naprawdę szybko się ładuje szczególnie po ustawieniu odpowiednich usług.
Pliki startowe i cały katalog /etc jest przykładem prostoty i funkcjonalności. Warto by jako nowy user zrobić kopie /etc przed dokonywaniem jakich kolwiek zmian.
Warto utworzyć plik tekstowy, który opisuje co i gdzie robiliśmy w /etc. To naprawdę ułatwia dostrajanie systemu.
Uważam, że zarządzanie pakietami bez badania współzależności jest raczej zaletą niż wadą. Na pewno jednak będzie to spore utrudnienie dla początkujących.
Warto podobnie jak w przypadku katalogu /etc utworzyć plik i ewidencjonować w nim inforamcje na temat zainstalowanych pakietów.
Zachęcam wszystkich do używania tej dystrybucji. Wprawdzie na początku jest nieco toporna ale po wstępnej konfiguracji jest naprawdę stabilna.
Repozytorium plików w dystrybucji jest dosyć skromne ale jest co trzeba i to od razu.
Najlepiej instalować Slackware w opcji Expert tak by móc wybierać instalowane pakiety.
Powodzenia.
Uważam, że zarządzanie pakietami bez badania współzależności jest raczej zaletą niż wadą. Na pewno jednak będzie to spore utrudnienie dla początkujących.
To częsty argument za Slackiem, którego zupełnie nie mogę zrozumieć… To tak jakbyś napisał, że zaletą jest brak jakiegoś programu w dystrybucji, albo brak jakiegoś konfiguratora.
Przecież zależności mają ułatwiać, a nie utrudniać zadanie. Nawet jeśli Slack pozwoli Ci zainstalować Gnome bez libgtk, to przecież nie znaczy że taki Gnome zadziała
Nie mając zależności poruszasz się więc trochę po omacku - system pozwala Ci na prawie wszystko, a Ty sam musisz śledzić co od czego zależy i doinstalowywać odpowiednie pakiety.
Nie mówię, że to wada - na pewno w ten sposób lepiej poznajesz system. Ale mówić o tym jak o zalecie jest dla mnie po prostu nadużyciem.
Do partycjonowania dysku nadal używany jest tekstowy “fdisk”. Wprawdzie na pierwszy rzut oka trochę odstrasza ale jest naprawdę bardzo funkcjonalny. Wiadomo co się robi i co się zrobi.
Można też kożystać z cfdisk, jest porstszy w obsłudze.
Co do akapitu o prostocie, to zgadzam się w całości.
Warto podobnie jak w przypadku katalogu /etc utworzyć plik i ewidencjonować w nim inforamcje na temat zainstalowanych pakietów.
Pakiety są ewidencjonowane w katalogu /var/log/packages
Zachęcam wszystkich do używania tej dystrybucji.
Naprawdę warto.
NatterX dzięki za uzupełnienie informacji.
Slackiem jeszcze się ne bawiłem, ale testowałem Kate 2.1, który oparty jest na Slackware (choć twórcy temu zaprzeczają). Zarządzanie pakietami bez sprawdzania zależności nie jest takie straszne, napewno zmniejsza ilość zajętego miejsca na twardym, kto bawił się już jakimkolwiek linuxem nie będzie miał problemów z uruchomieniem jakiejkolwiek aplikacji
Zarządzanie pakietami bez sprawdzania zależności nie jest takie straszne, na pewno zmniejsza ilość zajętego miejsca na twardym
Wytłumacz mi proszę, tak na chłopski rozum… w jaki sposób brak sprawdzania zależności zmniejsza Ci miejsce na twardym dysku? Naprawdę jestem bardzo ciekawy…
I mnie się wydaje, że sprawdzanie zależności raczej nie zmniejszy “objętości” programów. Chcąc zainstalować, a potem uruchomic jakiś program i tak trzeba zainstalować wszystkie zależności… Nie rozumiem w jaki sposób miałoby to zmniejszyć ilość zajętego miejsca… Przeciwnie, jeśli system sprawdza zależności, możemy uniknąć instalowania pakietu z biblioteką, która już jest w systemie, ale zainstalowana z innym pakietem…
Najlepszym przykładem (w MDK) jeśli chcę zainstalować Gimpa zaznacza mi się kupę badziewia z Gnoma (min. dotyczące gnome-printing…), a ponieważ nie używam robię wydruków obrazków - niepotrzebnie mam zaśmiecony dysk, bo nie używam tego środowiska.
dot. kilkakrotnego instalowania biblioteki. Ponieważ każdy pakiet jest instalowany w tym samym miejscu, chyba nie można mówić o zwiększeniu ilości zajętego miejsca (pliki powinny się nadpisywać).
Ze slackiem mialem do czynienia jako b. mlody pingwin. System nie jest taki straszny, jakiego go maluja, kazdy przy odrobinie chceci go opanuje, bez wiekszych problemow!
Jak juz zaczeliscie pisac o tych zaleznosciach to sie wtrace, a co. To jest dosc kontrowersyjna sprawa i do konca nie da sie rozstrzygnac czy to jest zaleta czy wada. Bo ze swojego (marnego) doswiadczenia wiem, ze raz jest do zaleta, a raz wada… Co do tego nieszczesnego stwierdzenia, ze “zaostrzedzi” sie miejsce, to jesli sie wejzmie pod uwage to iz program zacznie dzialac bez jakiegos liba, ktorego nie mamy akurat, to jest to prawda ;-P
A teraz pozwole sobie na mala krytyke. Otoz zabraklo slow o pakietach jakie dostajemy. Na ilu sie distro miesci. Jeszcze “czegos” brakuje, ale tak pozatym jest dobrze, nawet sie znalazly informacje dla zoltodziobow.
Jeśli chodzi o plik z informacjami co zostało zainstalowane to warto wpisać po co zostało zainstalowane.
Mój stosunek do sprawdzania zależności pakietowych wyjaśnię na przykładzie instalacji Wine. Postanowiłem zainstalować starszą wersję Wine pod Mandrake10.0 bowiem działała dużo stabilniej i…Nie poszło!!! Przynajmniej pod programem do zarządzania pakietami.
Starszych pakietów również nie przyjmował. Cóż “popracowałem” trochę nad pakietami na “piechotę” i starsza wersja uruchamia się bez problemów.
Na kolejny problem z automatycznym wykrywaniem zależności zwrócił uwagę TO_JA. W czasie instalacji na dysk przenoszone są nie tylko potrzebne pakiety. Po eksmisji z dysku jakiegoś programu wiele tego “badziewia” zostaje zajmując niepotrzebnie przestrzeń życiową.
Wiem, że to nie jest problem dla dysku 80-120GB ale jeśli chcemy postawić system wbudowany na CF256MB to już tak słodko nie jest. Dlatego, by oszczędzić sobie fatygi, na CF instaluję Slackware (w dość dużym uproszczeniu) a nie Mandraka, Fedorę czy inne “dobro”, które zarządza pakietami w sposób automatyczny a tym samym czyni distro strasznie rozbuchanym pamięciowo.
Metoda doinstalowywania pakietów jest dużo efektywniejsza. Bowiem jest tylko to co potrzebne by dana usługa czy program się uruchomił.
Jeżeli chodzi o “nadużycie”, które mi zarzuciłeś Michux to trochę się z tobą zgadzam. Przez długi czas używałem *.tgz na Solaris’ie a potem na Slackware, które w wersji 3.0 nie było zbyt “słodkie w obejściu”. A przyzwyczajenie jest drugą naturą ;-).
Nie wątpliwie masz rację co do łatwości instalacji z automatycznym wykrywaniem zależności. To poprawia funkcjonalność systemu dla nowych duszyczek. A o to w istocie chodzi.
Puszczyk - Starałem się tylko uzupełnić informacje tak by nowi użytkownicy nie czekali na mannę z nieba gdy wyświetli im się znak zachęty w czasie instalacji systemu lecz odpalili fdisk (i tak go wolę :-P) lub cfdisk i instalowali dalej.
P.S.
I tak namawiam wszystkich do używania Slackware.
Oprócz alternatywnych systemów zarządzania paczkami takich jak: swaret czy slapt-get, jest jeszcze dostępny Emerde. Jest to przeniesiony system portów z gentoo zgodny z paczkami tgz.
“Slackware jest znany ze swojej stabilności i bezpieczeństwa, to wiemy.”
Jakoś nie mogę przegryźć się przez to zdanie…
stabilność -przy małej ilości programów rzeczywiście nietrudno ją osiągnąć.
Ale bezpieczeństwo? Gdzie w slacku, przy braku możliwości automatycznej aktualizacji pakietów jest cokolwiek związanego z bezpieczeństwem? Bym powiedział że to skrajnie niebezpieczny system…
A że zazwyczaj systemy na slacku są bezpieczne - to efekt tylko jednego - osoby początkujące które nie wiedzą co robią raczej rzadko się zabierają za slacka.
Slackware to bardzo dobry system i polecam wszystkim

Zależności - dla mnie zaleta - mogę sobie wszystko zainstalować, z reguły i tak wolę sobie skompilować, a na tym etapie WYRAŹNIE mi pisze jakiej biblioteki potrzebuje (czasem wystarczy zrobić symlinka w odopowiednim miejscu) - google - i działa.
Automatyczna aktualizacja - a od czego jest np swaret w cronie i możesz nawet co 5 minut przeprowadzać aktualizację całego SYSTEMU do currenta ze _sprawdzaniem zależności_ ;p
Ja używam Slacka w pracy na kompie medialnym (grafika, internet, OOo itp) oraz w domu jako jedyny system do wszystkiego: multimedia, net, grafika, gry, etc.
Sprawdza się znakomicie
Polecam wszystkim.
Slackware jest rzeczywiście dystrybucją linuksa która wymaga od użytkownika podstawowej wiedzy na temat poruszania się w systemie oraz wiedzy o tym co do czego służy. Jednak jak ktoś wcześniej wspomniał nie jest to aż tak tragiczna dytrybucja, by nie była do przejścia przez kogoś początkującego, byle by miał trochę motywacji i chęci.
Kwestia braku zależności miedzy pakietami jest kwestią sporną jednak dla mnie dużym plusem tego jest to że sam z czasem nauczyłem się różnych powiązań między pakietami, co ułatwiło mi później nie raz sprawę przy próbie naprawy czegoś w innych dystrybucjach. Efektem ubocznym jest to, że jeżeli ktoś chce sobie szybko uruchomić daną aplikację wymagającą jakiś bibliotek musi z sam sobie je doinstalować. Dodatkowo format paczek (tgz) jest na tyle prosty, iż pozwala w łatwy sposób robić swoje własne pakiety i zachować porządek w dystrybucji (czy próbował ktoś kiedyś wytłumaczyć poczatkującej osobie w jaki sposób zrobić np. rpm).
Co do stosowania jej jako dektop trzeba wspomnieć, że jeżeli ktoś chce mieć GNOME musi się z tym liczyć, że jest zdany na siebie (obecnie GNOME jest już przygotowany dla Slackware jako osobny projekt).
W przypadku stosowania Slacka jej jako systemu na serwer/router dystrybucja się świetnie nadaje, należy jednak wspomnieć, że brakuje jej wielu pakietów poprawiających bezpieczeństwo całego systemu jak choćby PAM. No i standardowym serwerem poczty jest sendmail (dobre do nauki ale jako docelowy serwer nie dokońca).
Ogólnie sam używam tego systemu już od bardzo dawna i dla mnie jest jak najbardziej OK i polecam go innym. Jednak niestety muszę przyznać, że często w różnych firmach instalując Linuksa jako desktop korzystam np. z PLD, Debiana a tylko dlatego, że prościej w tych dystrubucjach aktualizuje się system i nie trzeba specjalnie bawić się w kompilowanie by mieć kilka dodatkowych programów. Wyobraźcie sobie sytuacje, że macie mało czasu a do zaktualizowania ok. 200 stanowisk. Wszystkie rozwiązania tym swaret, slapt-get, … - niestety jak narazie nie sprawdzają się.
Ogólnie pozdrawiam i polecam ta dystrubucje, a wszystkim początkującym - NIE PODDAWAĆ SIĘ, KONSOLA TEŻ DO CZEGOŚ SŁUŻY !!!.
Przede wszystkim gratulacje za zrzut - od razu widać, że to Slackware.
Można było przynajmniej uruchomić w konsoli swareta, którego nie ma w innych dystrybucjach…
Sparwa pakietow. Zapomnieliście jeszcze wspomniec ze jest duze reprezytoroim gotowych juz pakietow, ktore nie znajduja sie w dystro. Tworzone i aktualinowane przez ludzi znajdzie sie je pod adresem: http://www.linuxpackages.net
warto wspomnieć przy slacku o wersji gnome stworzonej i rozwijanej od kilku lat specjalne pod ten system, a mianowicie dropline gnome, która zawiera PAM, sygnalizację nowych aktualizacji i w ogóle wszystko ma bardzo zautomatyzowane.
Oprócz standardowych pakietów GNOME twórcy dodają masę przydatnych w codziennym życiu programów (całość ma ok. 400MB), plus paczki testowe np. aktualna beta OOo, albo środowisk developerskich
Ależ to nie jest recenzja! To tylko i wyłącznie opis dsytrybucji…
Wiem, czepiam się, ale chodzi mi o podpis “Slackware 10.1 w akcji” (rys.1)… Jak w ogóle można zrobić zrzut ekranu dystrybucji? Przecież to jest KDE jak w mordę strzelił, dokładnie tak samo toto może wyglądać w _każdej_ dystrybucji. Wszelkie screenshoty tyczą się przecież głównie window/file managerów, ewentualnie samych aplikacji. Równie dobrze mogę powiedzieć, że to nie jest Slackware na tym zrzucie bo u mnie np. uruchomił się twm :P.
Dobry jest i tyle. Choć idealny byłby dopiero wtedy gdyby miał: pacmana z Arch Linuksa, repo Debiana, wykrywanie sprzętu Ubuntu/Mandrivy/Suse, forum Gentoo i dokumentację LFS 
No i brakuje mi w tym opisie jednak jakichś konkretnych wad czy też zalet Slackware. Pewną wadą może być (choć ja nie używam) usunięcie Gnome. Tak, są nieoficjalne repozytoria, ale takie coś powinno być jednak “fabrycznie” dawane. A z drobnych rzeczy…
Mnie np wkurza od zawsze dosyć ubogi slack-desc dołączany do pakietów z tym swoim dziwnym ograniczeniem ‘handy-ruler’ i 11 linijek. Tak jakby nie można było tego lepiej zrobić i dodać tam jednak więcej informacji, chociażby url czy coś takiego. Albo np banalne “[OK]” przy odpalaniu skryptów startowych, które by można było sobie włączyć/wyłączyć tak jak w Archu.
Tak, to są szczególiki, ale tak naprawdę co można więcej pisać o Slacku?
to sam zrob.
Konkrety? Proszę bardzo:
albo [FAILED] (dośpiewajcie sobie sami :-)) ).
1. W procesie instalacji masz pakiety podzielone na grupy. Wiadomo, które muszą być by system ruszył na minimalnym sprzęcie . Nie ma takich dowcipów, że będziesz miał w minimalnej instalacji OpenOffice a nie będziesz miał mc czy innego edytora niż vi.
2. Prosty i logiczny system skryptów startowych i całego /etc.
3. Jeśli chcesz skompilować Slacka na daną maszynę to są do tego odpowiednie skrypty.
4. Bezpieczeństwo?! A kto widział by samokonfigurujący się “cymbergraj” był bezpieczny! Przecież “niegrzeczni chłopcy” w pierszej kolejności przeglądają default’owe ustawienia zabezpieczeń w danym systemie. I dosyć szybko je pokonują. Komputer z automatycznie ustawionym systemem zabezpieczeń aż się prosi o atak.
Jeśli ktoś wie coś na temat zabezpieczeń to i tak zainstaluje sobie odpowiednie pakiety i przekompiluje jądro. Tego ostatniego system również nie robi automatycznie. Bowiem do tego także potrzeba trochę “pomyślunku”.
4. W czsie instalacji (przynajmniej w wersji Slackware 10.0) z opcją expert można sobie wybrać czy chce się mieć GNOME, KDE, …. . Można nie instalować wogóle KDE (GNOME) jeśli ktoś nie lubi.
5.Jeśli chodzi o wygląd desktopu to czego się spodziewałeś? Longhorn’a?! Każdy upiększa ekran na miarę swojego gustu. To jest Linux i KDE (o ile nie zostanie “poprawione”) wszędzie wygląda tak samo.
Nie wiem jaki cel przyświecał Autorowi artykułu ale może chciał pokazać, że nawet w Slackware da się bez problemów odpalić X’y i KDE ;-).
6. Jeśli chodzi o [OK] przy starcie skryptów. To nie ma to żadnego znaczenia.
W Mandrake informacje na temat skryprów są wyświetlane i… Przypomina mi to napisy końcowe w filmie tylko, że na jego początku :-).
“Oto wystąpi ethernet [OK] (czytaj: W stanie wskazującym na nie spożycie
Ktoś komu jest potrzebna dana usługa i tak będzie w stanie sprawdzić jej stan. Trudno przeoczyć np. brak połączenia z siecią.
Jeśli system jest dobrze postawiony i w miarę dobrze dostrojony to te [OK] stoją zawsze w tym samym miejscu.
7. Gdybyś zrobił taką distro hybrydę to daj znać.
Chciałbym zobaczyć jak by w niej wyglądał /etc i kilka innych, ważnych dla życia systemu, katalogów.
Właśnie to jest siłą Slackware. Nie przekombinowanie systemu. Tak by dało się go w miarę bezboleśnie modyfikować samemu.
Witam…
Kazdy poleca ,wiec i ja dorzuce swoje trzy grosze.Zaczynalem od mandrake ze 4 lata temu,tak wszystko zrobil sam przy instalce ze az nudny.Szybko przesiadlem sie na slacka-chyba 8.0 i pokochalem go od razu-to system dla ludzi ktorzy wiedza czego chca od systemu.Zaczynalem praktycznie z zerowa wiedza,polskich stron o slacku bylo zero-trza bylo za granica dlubac.Czlowiek lyknol dzieki temu nieco jezyka-nie pisal durnych postow w stylu “help me people- i can’t play Saper on my Slackware”-tylko czytal,czytal i jeszcze raz czytal.I to sie oplacilo…zyskanego doswiadczenia nie zamienilbym na najbardziej kolorową mandrive.Dzieki slackowi jestem w stanie dzisiaj rozwiazac prawie dowolny problem z systemem(nie mowie kazdy)-bo linux to linux-niewazne jak sie nazywa.Uzywajac slacka nie jestem zmuszony czekac az laskway dytrybutor doda do kernela obluge mojej karty sieciowej czy innego sprzetu-zakasuje rekawy ,szukam info i robie to sam-tak jest szybciej i mam szanse znowu sie czegos nauczyc.
Mimo rad moich przedmowcow - nie polecam jednak slacka jako systemu dla newbie bez zaciecia lub jakiegos znajomego obstukanego w linuksie.Grozi to tym ,ze szybko zrazi sie on jego surowoscia i brakiem konfiguratorow-sam nieraz plakalem prawie nie mogac(czytaj “nie umiejac”) czegos zrobic w slacku co dzialalo bez problemu na innych distro.Poswiecilem wiele godzin i nieprzespanych nocy-teraz jestem w stanie dojsc do rozwiazania problemu w dowolnej distro,dlatego ze wiem gdzie szukac info w systemie-a to mi dal slack- a nie np.red hat gdzie konfigurator wywala ci Congratulations a i tak cos nie dziala-gosc ktory nie ma styku z logami i nie czyta plikow README i INSTALL w systemie -w tym momencie naciagnie wary na pisuar.Zabija go przyzwyczajenia do rozpieszczania przez system.
Nie ma sensu rozpetywac kolejnej wojny o wyzszosci jednej distro nad druga-jest tyle dystrybucji ze kazdy znajdzie cos dopasowanego dla siebie.Wada dla jednych bedzie zaleta dla drugich-tak jest,bylo i bedzie.
Slack jest po prostu moja ulubiona distro dzieki ktorej najwiecej sie nauczylem-bardzo cenie sobie np.suse za dopracowanie systemu jako desktopa-uzywam na laptopie i jestem bardzo zadowolony,jestem pelen podziwu dla gentoo za szybkosc i system pakietow,zadziwia mnie debian dzieki sowjej wiernej spolecznosci —przyklady mozna mnozyc.Ludzie dobierzcie sobie Linuxa do siebie, a nie na sile dopasowujecie sie do Linuxa.
To tyle…Peace
Jak dla mnie to wielki + Slacka. Przykład: zainstalowałem Gentoo, chce pooglądać sobie film więc “emerge mplayer”. Wszystko ładnie pięknie działa, tylko po kiego grzyba skompilował mi przy okazji xmms’a jako zależność? Z jednej strony to śmieszne ale pomyślcie ile śmiecia musiał doinstalować przy “emerge kde”.
moze troszke z baczam z tematu ale combor to tylko sie osmieszasz tym co napisales i wykazales jak malo wiesz o gentoo ja uzywalem slacka kilka lat ale z powodu pakietow i ich instalacj czyli wiecznego sleczenia i wyszykiwania zaleznosci albo robienia walasnych paczek zrozygnowalem z niego.
Teraz uzywam gentoo i chcialem ci powiedziec ze w gentoo istnieje cos takiego jak flagi i miedzy innymi mozna mplayer zainstalowac z oblsuga np xmms czy kart nvidi wybur nalezy tylko do ciebie
polecam emerge -pv mplayer a potem sobie glos herezje a na przyszlosc nie wypowiadaj sie o rzeczch o ktorych nie masz pojecia
Pozdrawiam
Zawsze będzie wojna czy zależności to dobra rzeczy, czy nie. Mnie zależności doprowadzają do skrajnej frustracji kiedy musze przebudować pół systemu, aby zainstalować jedną rzecz która jest mi potrzebna. W Slacku jest to fajne, że instalując MPlayera, faktycznie instaluje MPlayera a nie przy okazji milion zbędnych mi rzeczy. Po drugie nie rozwalam sobie systemu pakietami nie wiadomego pochodzenia, które mają także swoje zależności i tak w kółko , a czasem nawet bez końca. Nie mówie ze gentoo jest złe, ale nie mówie też ze Slack jest zły bo nie dba o zależności. Ja bym porównal to wten sposób….kupujesz lody z dystrybutora, chcesz tylko waniliowe bo takie lubisz, natomiast pan sprzedawca wmusza w Ciebie jeszcze cytrynowe bo razem wg. niego będą lepiej smakować, nawet jeżeli to Ci sie nie podoba. To ja chce decydować o tym jakiego chce loda
a nie ktos inny
Zauważ też heidi że nie zawsze masz możliwość użycia flag, po drugie nie kazdy ma ochote kompilowac wszystko ręcznie, po trzecie RPM nie maja czegoś takiego jak flagi gdzie wybierasz sobie zależności (pomijam tutaj opcje no deps, bo to tez o d*** rozbić)
Pozdrawiam
Ik snap er helemaal niks van. Maar Slackware rulez, wat ze ook zeggen…
“Slackware rulez”
Yeah !! :))
……………but others words I d`ont understand……:)
Kiedyś, prowadząc pewne pseudonaukowe
badania wydajnościowe systemów operacyjnych instalowałem okrojone wersje systemów. Praktycznie goły RedHat 9 (bez X-ów) zajął mi 900MB. Praktycznie goły Slackware (bez X-ów) zajął mi 400MB. Pełna wersja OpenBSD zajęła mi (z X-ami) 350MB. W systemie ma być to, co jest użytkownikowi potrzebne. Kompletnym bezsensem jest instalowanie wszystkiego, co się nawinie. Jeżeli developer Fedory skompilował malutką aplikację X ze wsparciem współpracy z wielkimi aplikacjami A, B, C i D, to znaczy, że użytkownik instalując aplikację X musi od razu instalować kolosy A, B, C i D. W Slacku tak nie jest. A kiedy zajdzie potrzeba wymiany jednego pakieciku w czymś rpm-owym… jest to kompletna masakra. W Slacku wymieniam jeden program i jest OK.
Pracowałem ze Slackiem jeszcze w wersji 8, teraz pracuję i prowadzę szkolenia na Fedorze. Rzeczywiście, Slackware dzięki swojej “BSD- owości” jest prostszy, ale bez przesady z robieniem z tego wielkiej zalety (a zwłaszcza wady innych dystrybucji).
I ta zaleta Slacka jest niezaprzeczalna, tym niemniej wydaje mi się, że usuwa się pomału w cień podążając za sprzętem wymienionej klasy. Natomiast to, co nadal doceniam w Slacku, a brakuje mi tego w Fedorze (choć w FC4 poczyniono kroki w tym kierunku) to staranna selekcja oprogramowania wchodzącego w skład dystrybucji - wydaje mi się, że Slack w najmniejszym stopniu został opanowany szałem jak najszybszego wydawania kolejnych wersji (czy ktoś zauważył, że świat linuksowy o co najmniej dwie długości “pobił” na tym polu zawsze krytykowany za zbyt pośpieszne wydawanie oprogramowania Microsoft?).
Nie zgadzam się z tym, że skrypty startowe w stylu BSD są lepsze od SystemV - owszem, są dużo prostsze, ale jednak SystemV jest bardziej elastyczny i wcale nie uważam go za mniej czytelny (pomijając rc.sysinit, który z założenia nie jest przeznaczony do administracji). Włączanie i wyłączanie usług za pomocą service, chkconfig czy ntsysv jest dość banalne, podobnie jak stworzenie własnego skryptu usługi (który można przecież po prostu uruchomić, jesli ktoś chce pozostać “purystą” skryptowym). A jeśli ktoś chce mieć linuksowy “autoexec.bat”, to zawsze do dyspozycji jest plik rc.local.
W dalszej kolejności nie zgadzam się z traktowaniem istnienia w jakiejś dystrybucji konfiguratorów jako jej negatywu. Przecież to nie zmienia faktu istnienia katalogu /etc i zawartych tam plików - można je edytować tak samo, jak w przypadku dystrybucji nie mających konfiguratorów. Konfiguratory są po to żeby ułatwić życie, a przy okazji chronić od pomyłek mniej doświadczonych użytkowników - już choćby skonfigurowanie firewalla wymaga jednak napisania kilku - kilkunastu linijek, gdzie można popełnić masę błędów - a system-config-securitylevel (Fedora) robi to poprawnie (chociaż, przyznaję, mógłby nieco prościej).
I na koniec pakiety i zależności - tu stoję murem za narzędziami typu RPM. Od pamiętnych słów Williama G: “640 KB pamięci operacyjnej powinno każdemu wystarczyć…” minęło już trochę czasu i świat się zmienił; zarówno prędkość procesora, pamięć RAM, pamięć dyskowa jak i transfer danych poprzez sieć stały się tanie, powszechnie dostępne i tendencja ta się utrzymuje; natomiast nasz zwykły, ludzki czas jest drogi i wciąż droższy. Dlatego błogosławię yum- a za to, że mogę mu nakazać aktualizację pakietu openoffice.org-writer wiedząc, że zaktualizuje mi także wszystkie inne potrzebne komponenty OOorg - bez mojego zaangażowania. Oczywiście ryzykuję, że zrobi to niepoprawnie - ale jest to kwestia zaufania do autora programu i zarządców repozytoriów pakietów.
Nie chcę być odebrany jako krytyk Slacka - jak wspominałem, używałem go do celu, w którym ówczesny RH zdaje się 7.2 nie miałby szans: mianowicie, ekhm… “ruter” w postaci komputera P166 z dyskiem 250 MB, na którym po zainstalowaniu okrojonego Slacka 8 zostało mi coś ze 70 MB na konta
Każdy używa takiej dytrybucji jaka mu “pasi”.
). Jednak taki automatyczny “cymbergraj” wrzuca nam do systemu sporo niepotrzebnego “śmiecia”. Jeśli ktoś posiada 120GB dysk +1GB ram i procka w okolicach 3GHz to mu to nie przeszkadza.
Za zależnościami przemawia łatwość instalacji, która jest zaletą dla nowych user’ów (a nie wykluczone, że i dla starych
Podobnie jest z automatycznym tworzeniem skryptów.
Akurat ta ostatnia możliwość napawa mnie sporym niepokojem. Bowiem skrypty podobnie jak programy w C powinny być pisane przez kogoś kto wie co czyni. A to jest niezbyt często występującą cechą. Nie chciałbym tutaj zaczynać dyskusji na temat niezawodności i jakości oprogramowania (choć warto byłoby to poruszyć znacznie szerzej).
Wracając do tematu. Na jednym biegunie mamy dystrybucje obsługujące pakiety a na drugim te, które tego nie czynią.
Ten drugi przypadek raczej jest dla tech, którzy lubią bądź muszą wybebeszyć system by podnieść go z popiołów. Wszak muszą wiedzieć co robią.
Jeśli Linux ma stać na P133+64MB Ram + 256MB CF i zbierać/transmitować dane bez przerwy przez 18 miesięcy to nie zalecałbym Fedory. Tak przy okazji postawiłem Slack’a 10.0 na 64MB CF i zostało jeszcze trochę miejsca na dane (oczywiście bez X’ów :-)).
Ta dwoistość się nie wyklucza. U mnie na jednym komputerze zainstalowany jest Slack 10.0 (trochę przebudowany) a na drugim Mandrake 10.0 (mocno przebudowany). A wszystko dla tego, że różne rzeczy robię na różnych komputerach.
Dlatego: Nade wszystko wygoda!
Ktoś pisał że na zrzucie ekranu nie widać że to slack, tak do końca to nie jestem pewien, ale na 99% chyba tylko slackware daje domyślną nazwę hosta darkstar, co widać na konsoli.
Gwarantuje, że tego zrzut jest ze Slackware.
pio z tym darkstar, to masz racje, ale ewentualnie to mogłem ustawić taką nazwę w debianie
Ten zrzut ekranu zrobiłem po to, żeby nie było tak monotonie; inna kożyść jest taka, że każdy może się przekonać, o tym, że w slacku tryb graficzny nie dosyć że jest, to jeszcze daje się go skonfigurować
chyba tylko slackware daje domyślną nazwę hosta darkstar
Nie
Domyślnie Slackware wyświetla w konsoli cytaty 