Internet to ciekawy twór, który cały czas ewoluuje. Sieciowa pajęczynka wciąż ulega zmianom. Dwadzieścia lat temu, gdy sir Tim Berners-Lee, brytyjski naukowiec i profesor, publikował projekt budowy systemu hipertekstowego WWW, z pewnością nie spodziewał się do jakich rozmiarów urośnie jego pomysł. Pajęczynka już od początku budziła ciekawość, gdyż niosła ze sobą ogromną liczbę możliwości. W Sieci powstawały portale, sklepy, encyklopedie, galerie zdjęć i tym podobne. Sieć była jednak mało interaktywna – jej zawartość bazowała na treściach wprowadzanych przez administratorów stron, a nie użytkowników, którzy – w tamtych czasach – skakali z radości, gdy dano im możliwość komentowania strony poprzez odpowiedni skrypt na stronie, co obecnie wydaje się czymś prozaicznym, obowiązkowym. Sieć uległa zmianom – obecny trend to web 2.0, w którym treści generuje właśnie użytkownik. Jest to bardzo ciekawa idea, która stwarza jednak naprawdę realne zagrożenie dla naszej anonimowości, prywatności naszych danych.
Popularność social media
To, co wyczynia się ostatnimi czasy w Internecie, przyprawia wielu o zawrót głowy. Ogromna rzesza użytkowników Pajęczynki uległa trendowi i zaczęła masowo rejestrować się w serwisach społecznościowych. Facebook ma 500 milionów użytkowników, we FarmVille gra 40 milionów ludzi, na Flickr’a wrzuca się około 5 – 10 tysięcy zdjęć na minutę, Google otrzymuje 100 miliardów zapytań w ciągu miesiąca, a Twitter zapisuje w swojej bazie danych 60 milionów tweetnięć na dobę, posiadając ich już przeszło 10 miliardów, a Google stoi na ponad milionie serwerów. Cuda na kiju. By lepiej to zobrazować, proponuję zapoznać się z wideo opisującym stan social media w Zjednoczonym Królestwie:
Niewiele osób postanowiło zostać pustelnikami i nie angażować się w nowoczesną Sieć. Nowy sposób komunikacji podchwyciła ogromna masa osób. Istny szał. Motywy związane stricte z web 2.0 przechodzą już do tradycyjnych mediów, np. czasopism w formie reklam
zabawnych przeróbek znanych motywów
i tym podobnych. Social media wpływa jednak również niepokojąco na codzienne zachowania zwykłych ludzi, np. dziecko dowiaduje się o rozwodzie swoich rodziców na Facebooku:
To naprawdę przerażające, iż Facebook posiada aż 30 000 serwerów, które w większości przypadków nie działają na korzyść ludzkości, bo ograniczają ją mentalnie do „wycieczki na Fejsa”, zamiast wyskoczenia ze znajomymi na piwo do knajpy. 30 000 serwerów, które zmieniają mentalność ludzi na gorszą. Serwery, które utrzymują wszelkiego rodzaju quizy pokroju „jakim słodyczem jesteś?” czy też „kiedy urodzi ci się dziecko?”, ogłupiające ludzi. Liczba ta jest zaskakująca, gdyż firmy telekomunikacyjne, np. AT&T, dostawca usług telefonicznych, telewizyjnych i internetowych na rynek amerykański posiada mniej serwerów niż Facebook, a śmiem twierdzić, że znajduje ciekawsze zastosowanie, zaczynając od samego faktu, że zapewnia wielu Amerykanom dostęp do owego serwisu. Serwisu, który bije rekordy popularności, bo ogranicza ludzi umysłowo, gdyż nie trzeba już komentować, wystarczy kliknąć „Lubię”. Człowiek jest z natury leniwy, cieszy się z takich „atrakcji”. Jest jeszcze to serwis, który stał się ostoją prokrastynacji, jednym z tych serwisów, które doprowadzają młodzież do cyklu życia, takiego jak na poniższym rysunku:
Firmy odnoszą straty przez social media – ludzie siedzą na Facebooku, Twitterze, a w Polsce na Naszej Klasie, Blipie, Flakerze marnując czas, który mogliby spędzić na pracy. Infografika, którą zamieszczam poniżej, mówi o tym, iż 200 milionów użytkowników Facebooka korzysta z niego codziennie przez około 55 minut dziennie. Gdyby zamiast tego pracowali, za marne 5 dolarów za godzinę, w ciągu dnia użytkownicy ci wypracowaliby prawie jeden miliard dolarów!
Całą tą zmianę mentalności bardzo ładnie opisał Patyczak w swojej piosence „Nikt nie napisał do mnie na Fejsie”:
Nie takie fajne to social media, skoro determinuje życie. Ale to nie wszystko. Przecież na serwery wysyłamy swoje dane. Co się z nimi dzieje?
Poglądy gigantów na temat prywatności w sieci
To właśnie poglądy dwóch znanych osobowości na temat Pajęczynki skłoniły mnie do napisania tego artykułu. Zacznijmy od Erica Schmidta, CEO firmy Google, który udzielił niedawno wywiadu na temat przyszłości Internetu, stwierdzając, iż nie zaznamy prywatności w przyszłości.
Eric Schmidt z Google
Eric powiedział, iż przyszłość Sieci to „pełna transparentność i zero anonimowośći”, a na dodatek dodał, iż nie da się tego powstrzymać. Powiedział także, że od początku istnienia ludzkości do 2003 roku powstała taka ilość informacji, iż do zachowania jej w cyfrowej postaci potrzeba nośnika o pojemności pięciu eksabajtów. W dzisiejszych czasach taka ilość informacji powstaje w ciągu dwóch dni. Jest to coś, czego nie da się powstrzymać, coś co wciąż rośnie, a wszystko to ma miejsce dzięki Internetowi. Pięć eksabajtów danych, które w większości są powielaniem siebie nawzajem, bądź nadają się tylko do śmietnika.
Schmidt mówił dalej – „jeśli miałbym dostęp do odpowiedniej liczby twoich wiadomości oraz do twojej lokalizacji, mógłbym za pomocą sztucznej inteligencji przewidzieć, w jakie miejsce zaraz się udasz.” Schmidtowe „jeśli” nie jest tutaj jakimś science-fiction – serwisy typu Gmail, Yahoo Mail, HotMail etc. mają dostęp do informacji użytkowników, a dane o lokalizacji można już uzyskiwać za pomocą GPS w telefonach typu smartphone. Ba, niektórzy użytkownicy Pajęczynki sami dobrowolnie dzielą się swoją lokalizacją za pomocą serwisów typu FourSquare. Kolejnym zdaniem Eric pokazuje już o czym mowa – wskazuje na pierwsze realne zagrożenie – „Pokaż nam 14 swoich zdjęć, a będziemy w stanie zidentyfikować, kim jesteś. Myślisz, że nie masz 14 swoich zdjęć w Internecie? Masz przecież zdjęcia na Facebooku!”
Mark Zuckerberg z Facebooka
Drugą kontrowersyjną osobą w tym temacie jest Mark Zuckerberg, twórca Facebooka. W jednym z wywiadów były uczeń Harvardu mówi:
Kiedy wystartowałem z projektem w moim pokoju w akademiku uczelni w Harvardzie, pytanie jakie zadawało mi mnóstwo ludzi brzmiało „Po co w ogóle miałbym chcieć umieszczać jakiekolwiek informacje w Sieci? Dlaczego miałbym chcieć posiadać swoją stronę internetową?” A teraz, w ciągu ostatnich pięciu czy sześciu lat blogowanie odniosło ogromną popularność, tak samo jak wszystkie te serwisy, które umożliwiają ludziom dzielenie się ich informacjami. Ludzie naprawdę czują się komofortowo nie tylko dzieląc się informacjami z najbliższymi, ale także z nieznajomymi, stawając się bardziej otwartymi. Norma społeczna to coś, co ewoluowało ostanimi czasy. Widzimy ten trend jako naszą rolę, aktualizujemy nasz system tak, by odpowiadał na obecne normy społeczne.
Ogromna liczba firm mogłaby znaleźć się w potrzasku, dokonując zmiany polityki prywatności u swoich użytkowników. Zmiana polityki prywatności u 350 milionów [teraz jest ich przeszło pół miliarda - dopisek] użytkowników nie jest czymś, czym mogą pochwalić się inne firmy. Ale my spojrzeliśmy na to inaczej – jest to dla nas ogromnie ważna sprawa, by zawsze przyjmować postawę osoby początkującej i dostosowywać naszą politykę do norm społecznych takich właśnie osób.
Jak więc dostrzegamy – zmniejszanie domyślnych ustawień prywatności w serwisie jest przedstawiane przez Marka nie jako coś złego, coś, co potrzebne jest Facebookowi do zarabiania pieniędzy, a jako dobro niesione użytkownikom – dopasowywanie serwisu do ewolujących zmian społecznych. Pijar pierwsza klasa.
Ważne są wciąż zmieniające się poglądy Zuckerberga na temat jego serwisu. W 2005 roku powiedział:
Żadne prywatne informacje, które prześlesz do Facebooka, nie będą dostępne dla któregokolwiek z użytkowników naszego serwisu, jeśli nie przynależy przynajmniej do jednej grupy, którą ustalisz w swoich ustawieniach prywatności.
Co oznacza, że prywatne dane mogły być publikowane jedynie osobom, które przydzieliliśmy do samodzielnie utworzonej grupy.
Zmiany pojawiały się z roku na rok, by ostatecznie doprowadzić nas do tego:
Kiedy łączysz się z aplikacją lub stroną internetową, będzie ona posiadać dostęp do podstawowych informacji [General Information] na twój temat. Termin General Infromation oznacza twoje imię, imiona twoich znajomych, zdjęcie profilowe, płeć, twoje ID w serwisie, połączenia [przynależność do grup, "lubiane" strony, zdjęcia, statusy - dopisek] oraz inną treść, którą udostępniasz wszystkim [Everyone w ustawieniach prywatności - dopisek]. (…) Jeśli nie czujesz się komfortowo z tym, iż twoje połączenia są publicznie widoczne, powinieneś rozważyć usunięcie, bądź nie tworzenie takich połączeń.
Wszystkie te zmiany domyślnych ustawień prywatności na przestrzeni lat prezentuje świetna animacja na stronie mattmckeon.com/facebook-privacy.
Kto jednak ze zwykłych, przeciętnych użytkowników zdaje sobie sprawę z tego, że właśnie taki pogląd przyjął twórca Facebooka, a na dodatek domyślnym ustawieniem prywatności jest właśnie Everyone, co oznacza, że nie konfigurując Facebooka, niczym jakiejś aplikacji w systemie operacyjnym, dzielimy się naszymi danymi z każdą aplikacją, której użyjemy, nawet tak prymitywną jak „kiedy zajdziesz w ciążę?”.
Przeznaczenie naszych danych na obcych serwerach
Tysiące serwerów pracują non-stop. Na co ta cała moc obliczeniowa? Na co tyle komputerów? Na co ta cała energia potrzebna do zasilenia tego sprzętu? Byśmy mogli kliknać „Lubię” przy zdjęciu znajomego? Wydawać by się mogło, że jest to zwykłe marnotrawstwo – jednak ludzie biznesu widzą w tym całym trendzie maszynkę do robienia pieniędzy. Dzięki lekkomyślności użytkowników odnośnie ustawień prywatności, poszczególne firmy współpracujące z Facebookiem mogą wyciągnąć dane dotyczące potencjalnych klientów, by stworzyć odpowiednią kampanię, zapewniając biznesmenom zysk. Nowy trend prezentuje się właśnie tak:
Dane użytkowników idą w ruch, by po odpowiedniej obróbce na potrzeby marketingu, ich własne dane doprowadziły do wyciągnięcia kasy z ich portfeli. Ciekawy ten Nowy Internet. Nie chodzi tutaj o nagonkę na Facebooka. Inne serwisy też nie są bez winy. Gmail wyciąga słowa kluczowe z listów elektronicznych swoich użytkowników, by budować ich profile, dzięki czemu zarabiają więcej na reklamach, przeznaczając je konkretnemu targetowi. Sama wyszukiwarka Google buduje profile na podstawie wyszukiwań w serwisie. Twitter umożliwia obserwowanie użytkowników, budując bazę zainteresowań na podstawie używanych przez nich tagów. To samo umożliwia nasz polski BLIP na spółkę z blipi, gdzie wyraźnie widać, że tworzę projekt na Atari 2600, że interesuję się Linuksem i prawdopodobnie go używam, ale także, że objawiam niezdrowe zainteresowanie nieletnimi dziewczynami :)
Sposoby na zwiększenie anonimowości
Warto zacząć od tego, że nie da się być w pełni anonimowym w Sieci. Jeśli oczekuje się właśnie tego – należy omijać Internet szerokim łukiem. Google może nas zidentyfikować nawet gdy nie jesteśmy zalogowani, ba, nawet gdy nie posiadamy Konta Google. Można nas rozpoznać po ciasteczkach, po sposobie, w jaki konstruujemy frazy w wyszukiwarce, po tym, co wyszukujemy, po naszym User-Agent, po historii przeglądanych stron (strony internetowe mają dostęp do historii naszej przeglądarki). Zagrożenie, jak widać, jest zatem całkiem spore. To, co możemy zrobić, to oszukiwać owe serwisy zmieniając swoje IP, kasując ciasteczka, zmieniając User-Agent, wysyłać losowe zapytania do wyszukiwarek. Warto także rozważyć możliwość tunelowania ssh, by nasz dostawca usług internetowych (ISP) nie mógł rozpoznać jakiego typu ruch generujemy.
Zmiana User-Agent
Chrome to jeden z wyciągaczy informacji, przeglądarka ogólnie mówiąc niebezpieczna, o czym pisałem u siebie na blogu. Opera też jest podejrzana, o Internet Explorerze nawet nie wspomnę. Pozostałe zaś przeglądarki, nie mają mechanizmu dodatków. Opiszę zatem rozbudowę jedynej bezpiecznej według mnie przeglądarki – Firefoksa.
Do Firefoksa istnieją dwa ciekawe dodatki umożliwiające zmianę User Agent. Pierwszy z nich był ostatnio zaniedbany – dopiero jakiś miesiąc temu pojawiła się wersja dla gałęzi 3.*. Add-on, który mam na myśli, nosi nazwę randomUserAgent. Brakuje mu kilku ważnych funkcji – nie można dodawać nowych konfiguracji User Agent, tak samo nie można powrócić do domyślnych ustawień, co bywa pewnym utrudnieniem w korzystaniu ze strony Add-ons dla Firefoksa. Pomimo tego, że mamy Firefoksa, w przypadku User Agent wskazującego na inną przeglądarkę, nie uda nam się zainstalować żadnego dodatku ze strony Firefoksa. W takim wypadku można ręcznie edytować User Agent, wpisując w przeglądarkę about:config i szukając wartości general.useragent.
randomUserAgent jest jednak w pełni zautomatyzowany – gdy już go zainstalujemy, nie musimy się nim przejmować, będzie zmieniał wartość naszego User Agent przy każdym uruchomieniu przeglądarki.
Drugim dodatkiem jest User Agent Switch. Niestety, nie działa on automatycznie. Pozwala jednak na rozbudowę listy wartości User Agent, włączając w to import plików XML, które można znaleźć w Sieci.
Warto tutaj dodać, iż zmienianie User Agent nie jest związane tylko ze zwiększaniem anonimowości, utrudnianiu stronom naszej identyfikacji. Wartość tego parametru zmienia się także po to, by uzyskać dostęp do wersji mobilnych stron na komputerze biurkowym, np. w celu testów, bądź ominięcia blokad danej strony dla poszczególnych przeglądarek (tzw. IE-only). Stosuje się tę technikę także w celu dostępu do płatnych stron. Istnieją strony, które są zaindeksowane w Google, jednak wejście na nie wymusza od nas wprowadzenia opłaty za dostęp. Jak to się dzieje? Na stronę bez uiszczenia opłaty są wprowadzane roboty przeglądarek, a identyfikowane są właśnie na podstawie User Agent. Wystarczy podać się za jakiegoś robota, by uzyskać dostęp do tak zabezpieczonej strony.
Wysyłanie losowych zapytań do Google
Wysyłanie losowych zapytań do wyszukiwarek jest potrzebne, by zanimizować nasze zapytania. Sztuczna inteligencja, o której wspominał Schmidt, jest w stanie stworzyć profil użytkownika na podstawie wyszukiwań – znane są jego zainteresowania, choroby jego, bądź najbliższych (ludzie często szukają w Sieci informacji na temat swoich chorób). Natomiast w sytuacji gdy tylko jakieś 10% wyszukiwań tak na prawdę pochodzi od nas – stworzony przez wyszukiwarkę profil jest przekłamany, nie jest to coś, po czym można nas identyfikować.
Istnieją dwa ciekawe dodatki do przekłamywania Google. Jeden to Google Sharing, drugim jest TrackMeNot. Osobiście preferuję ten drugi, zaraz powiem dlaczego.
Google Sharing to dodatek, który wymusza na naszej przeglądarce korzystanie z serwera proxy w pewnych momencie wyszukiwania w Google. Zapytania wszystkich użytkowników tego dodatku przechodzą przez jeden określony serwer proxy, dlatego Google głupieje, gdyż dostaje dużą liczbę zapytań na raz, od ludzi o różnych zainteresowaniach, dlatego tworzony profil jest miksem osobowości wszystkich użytkowników dodatku. To, co nie pasuje mi w przypadku tego Add-ona to fakt, iż ciągle pozostaje tu ktoś, kto wie jakie zapytania wychodzą z konkretnego komputera – administrator proxy. Co prawda możemy wykorzystywać do Google Sharing nasz serwer, gdyż twórcy dodatku udostępniają kod źródłowy aplikacji, którą można zainstalować na swoim serwerze, ale mija się to z celem. Pierwsza sprawa to konieczność posiadania serwera, za co oczywiście ponosi się koszty, a druga – trzeba zebrać dość dużą liczbę osób, które będą korzystały z Google Sharing na naszym serwerze, a jest z nimi taki sam problem, jak z nami – nie będą chcieli korzystać z serwera u nas, z tych samych pobudek, z których my nie chcemy korzystać z serwerów innych – bezpieczeństwo.
Drugim dodatkiem pozbawionym owych problemów, jest TrackMeNot. Korzysta on z naszego IP, z naszej przeglądarki, bez żadnego proxy. W czym tkwi zatem jego siła? Jest podpięty pod specjalny adres URL (dowolny kanał RSS), z którego wyciąga słowa kluczowe w sposób losowy, z których potem odpytuje Google, sprawiając, że nasz profil staje się zakłamany.
O ile w pierwszym przypadku kliknięte hiperłącza nie mają znaczenia, bo klikających jest masa, o tyle korzystają z TrackMeNot w pojedynkę potrzebujemy jeszcze dodatku BeeFree, usuwającego hiperłącza śledzące z przeglądarek. Są to specjalne hiperłącza zliczające, dzięki którym wiadomo kto i co kliknął w wyszukiwarce. Zatem bez tego dodatku, pomimo wysyłania losowych słów kluczowych do Google, wyszukiwarka tak czy siak mogłaby utworzyć nasz profil na podstawie tego, które hiperłącza z wyników wyszukiwania klikaliśmy. BeeFree działa bez żadnej konfiguracji – wystarczy zainstalować, by czuć się spokojnie.
Dobrym pomysłem jest także samodzielne przejrzenie kategorii Privacy & Security na stronie z dodatkami do Firefoksa. Zawsze można znaleźć tam coś ciekawego.
Łączenie się przez proxy
Łączenie się przez serwer proxy ma dwa najważniejsze zastosowania: maskowanie własnego adresu IP oraz symulowanie obecności w innym kraju. To drugie zastosowanie dotyczy serwisów, które są ograniczone lokalizacyjnie np. serwisy z filmami, teledyskami, muzyką. Oszukując odnośnie swojej lokalizacji, można także słuchać radia last.fm za darmo. Nas interesują jednak głównie względy bezpieczeństwa. Do pracy z proxy można skonfigurować większość programów – od przeglądarki www, po program pocztowy, komunikator, na programie ImageShack do wysyłania zdjęć na serwer skończywszy.
Polecam zapoznać się ze stroną Anonimowość w sieci, na której znajdują się listy adresów IP darmowych serwerów proxy.
Tunelowanie się przez połączenie Secure Shell
Tunelowanie to już coś poważniejszego niż zwykłe proxy. Można by rzecz, że opiera się na tej samej zasadzie – łączymy się z Internetem przez inny serwer, jednak w tym przypadku połączenie między serwerem, a naszym komputerem jest szyfrowane. Właśnie to szyfrowane medium nazywane jest tunelem. Żeby utworzyć tunel, musimy mieć dostęp do tzw. shella na zewnętrznym serwerze. Możemy w tym celu wykupić serwer VPS, bądź rozejrzeć się za firmami hostingowymi, które dają także możliwość łączenia się z powłoką serwera klientom posiadającym zwykły hosting. Taką usługę oferuje np. linuxpl.com.
Gdy będziemy juz posiadać konto shell na serwerze, musimy utworzyć tunel komendą ssh -p [port, na którym nasłuchuje serwer] -fND localhost:[dowolny port na naszym komputerze] [nazwa użytkownika]@[adres serwera] np. ssh -p 59184 -fND localhost:6808 byisk@byisk.info
Następnie konfigurujemy wszystkie programy, ustawiając w nich połączenie przez serwer proxy metodą SOCKS, wpisując localhost jako host i port podany przy tworzeniu tunelu.
Istnieją specjalne menadżery tuneli np. gSTM, jednak ich tematyka wychodzi poza zakres tego artykułu.
Zakończenie
Po tych wszystkich zabiegach wchodzimy na Computer IP Address Tracker, by zobaczyć, czy rzeczywiście oszukaliśmy trackera. Nie używam Firefoksa 3.6.3, nie używam Macintosha, nie mieszkam w Niemczech, a jednak trackerowi właśnie tak się wydaje:
Dziękuję wszystkim za dobrnięcie do końca tego artykułu. Mam nadzieję, iż weźmiecie sobie przedstawione tutaj fakty do serca i zmienicie swoje nawyki dotyczące Sieci. W przyszłości planuję większą publikację na temat zagrożeń Nowoczesnego Internetu, więc bądźcie gotowi na nową wiedzę!
Na początku artykułu zostało użyte zdjęcie autorstwa Stiana Eikelanda.

JakiLinux
















"we FarmVille gra 40 milionów ludzi" Zawsze myślałem, że w grach robi się to czego nie można na co dzień. Toteż lubiłem pohasać ze śrutówką czy rzucić w zombie dynamitem. Ale gra o farmie? Jakie skryte potrzeby mają grający w takie gry? Rozrzucania obornik?
Półofftop-półzagadka: ilu fejsbukowców z grupy wynoszenia krzyża spotka się dziś przed Pałacem by dokonać czynu? Więcej niż pięciu?
Odnośnie zagadki – właśnie o tym mówię – ludzie w Sieci są w stanie "zrobić" wszystko, a gdy przychodzi spojrzeć światowi rzeczywistemu w oczy – wolą wrócić do swych wirtualnych przestrzeni.
Pare tysiecy chyba nas bylo. Sam bylem zaskoczony.
Tak w kwestii uściślenia: przez „nas” rozumiesz ten tłum z kibolami Legii i Januszem Palikotem? ;>
Nie, mowiac "nas" nie mam na mysli "obroncow krzyza".
Ja nie mam możliwości rozrzucania obornika… I nie sądzę aby ktoś mi takie zadanie zlecił, ponieważ jestem kaleką. Nie kaleką intelektualnym – żeby nikt nie pomyślał. Pozdrawiam autora. Grunt to obiektywne myślenie, prawda? Co do kaleki – żartowałam. Dziękować, jestem zdrowa. Może wyciągniesz jakieś wnioski. Ponownie pozdrawiam autora komentarza. :)
To będzie mały diss na Twój artykuł, ale nie bierz tego do siebie ;)
>To naprawdę przerażające, iż Facebook posiada aż 30 000 serwerów, które w większości przypadków nie działają na korzyść ludzkości, bo ograniczają ją mentalnie do “wycieczki na Fejsa”, zamiast wyskoczenia ze znajomymi na piwo do knajpy. 30 000 serwerów, które zmieniają mentalność ludzi na gorszą.
Naprawdę Cię to przeraża? Facebook to tylko kolejne po komunikatorach, telefonach, telegramach [...] narzędzie do komunikacji . Trudno mi zgodzić się z tezą, jakoby Facebook zmieniał mentalność ludzi na gorszą. Niby w jaki sposób? Równie dobrze można powiedzieć, że telewizja to zło, "bo ludzie ją oglądają zamiast wyskoczyć ze znajomymi na piwo do knajpy", abstrahując już od tego, czy fakt wyskoczenia z kumplami na piwo wyklucza/może zastępować dajmy na to grę w Farmville. Masz piętnaście minut przerwy – z pewnością zdążysz zadzwonić do wszystkich kumpli (bo przecież nie napisać na Facebooku – w końcu to zło!), umówić się, dość do pubu, opróżnić kufel do dna i wrócić do domu.
>Serwery, które utrzymują wszelkiego rodzaju quizy pokroju “jakim słodyczem jesteś?” czy też “kiedy urodzi ci się dziecko?”, ogłupiające ludzi.
No i? Tego typu quizy to forma zabawy. Jedni dla rozrywki oglądają telewizję (/są manipulowani i ogłupiania/), inni słuchają muzyki (/niszczą sobie słuch od tych słuchawek!/) a jeszcze inni wypełniają quizy. I całkiem możliwe, że spora grupa osób robi wszystkie te czynności.
>Liczba ta jest zaskakująca, gdyż firmy telekomunikacyjne, np. AT&T [ciach]
Eee? Rozumiem, że ilość serwerów (moc obliczeniowa) powinna być wprost proporcjonalna do ciekawości/proporcjonalności wykonywanego przez nich zadań? Zawsze myślałem, że wielkość zaplecza serwerowego powinna zależeć od stopnia skomplikowania i natężenia wykonywanych na nim obliczeń. Krótko mówiąc – pomimo tego, że AT&T nie potrzebuje tylu serwerów do obsługi połączeń GSM, SMS itp co największy portal społecznościowy na świecie, to powinien ich mieć dużo więcej, bo jest ważniejszy?
BTW aplikacje na Facebooku są hostowane na zewnętrznych serwerach, wykorzystują tylko facebookowe API do wymiany danych.
>Serwisu, który bije rekordy popularności, bo ogranicza ludzi umysłowo, gdyż nie trzeba już komentować, wystarczy kliknąć “Lubię”.
part2 ;)
Myślisz, że użytkowanie nk wymaga większego zaangażowania umysłu, gdyż trzeba się wysilić nad treścią "słit komcia"? W praktyce przycisk "Lubię to" ma funkcję użytkową.
>Jest jeszcze to serwis, który stał się ostoją prokrastynacji, jednym z tych serwisów, które doprowadzają młodzież do cyklu życia, takiego jak na poniższym rysunku:
A wszystkiemu winny oczywiście portale społecznościowe! Tego typu zjawisko istniało zanim Zuckerberg zrobił fb. Zresztą myślę, że nadal więcej jest no-lifeów poświęcających 3/4 swoje życia grom komputerowym. Ale nikt (poza rodzicami i zdrowym rozsądkiem) im tego nie broni.
> iż 200 milionów użytkowników Facebooka korzysta z niego codziennie przez około 55 minut dziennie. Gdyby zamiast tego pracowali, za marne 5 dolarów za godzinę, w ciągu dnia użytkownicy ci wypracowaliby prawie jeden miliard dolarów!
Tak, a gdyby każdy Polak spał godzinę krócej i przez tą godzinę kopał jedną wielką dziurę, to już byśmy się dokopali do jądra Ziemi. Moglibyśmy zamknąć konwencjonalne elektrownie węglowe i być najbardziej ekologicznym krajem we Wszechświecie!
>Tysiące serwerów pracują non-stop. Na co ta cała moc obliczeniowa? Na co tyle komputerów? Na co ta cała energia potrzebna do zasilenia tego sprzętu? Byśmy mogli kliknać “Lubię” przy zdjęciu znajomego? Wydawać by się mogło, że jest to zwykłe marnotrawstwo – jednak ludzie biznesu widzą w tym całym trendzie maszynkę do robienia pieniędzy.
Przecież te serwery zostały legalnie zakupione, prąd jest opłacany, ludzie dobrowolnie używają Facebooka i nikt im nie każe kliknąć "Lubię to" – widzisz tu jakikolwiek problem, zgrzyt lub nietakt?
Co do reklamy na Facebooku – ten wprowadził nową jakość w tej kwestii. Porównaj sobie nachalność reklam na nk z elegancją tych na F. A że targetowana? Lepiej z punktu widzenia, dajmy na to, osiemnastoletniego geeka zobaczyć reklamę nowych laptopów ASUSa, czy może żelu do higieny intymnej rekomendowanego przez Żanet Kalytę?
Pozdrawiam ;)
Zamach słowny na Facebooka pojawił się u mnie dlatego, że owszem – ludzie korzystają z tego dobrowolnie, ale czy naprawdę powinniśmy być zadowoleni z tego, że 30 000 serwerów pracuje na zaspokojanie potrzeb emocjonalnych ludzi, a projekty badawcze często nie mają takich możliwości, odwołując się do akcji w stylu SETI@Home? Facebook często dorabia się na tym, że ludzie mają coraz mniej czasu na kontakty ze sobą, że pędzą bez zastanowienia do przodu, nie wnosząc do swojego życia nic. Internet jest pełen samotnych ludzi, którzy niemo wołają o pomoc.
A co do prokrastynacji – kiedyś ludzie nie chcąc robić czegoś, co powinni, sprzątali dom, bądź czytali książki. Teraz siedzą na Fejsie i głupieją. Zobacz jak nasze społeczeństwo się stacza. Telewizja ogłupia, są tego namacalne efekty w krajach rozwiniętych, bo tam telewizja jest od dawna. U nas telewizja rozwinęła się tak na prawdę niedawno, więc społeczeństwo zaczyna głupieć teraz. Społeczeństwo powinno być mądre, wykształcone, nie chcę żyć w świecie rządzonym przez kretynów, gdzie wystarczy pokazać dupę w telewizji, by być sławnym. Staczamy się po równi pochyłej w kwestii ewolucji.
Ulegasz ułudzie pod tytułem "kiedyś było lepiej". Naprawdę wydaje Ci się, że przed rozpowszechnieniem sieci czy telewizji w Polsce wszyscy masowo czytali książki? Z jednej strony rozumiem Twoją frustrację, bo przyglądając się ludziom rzeczywiście można wpaść w depresję, jednak szukasz winnych w złym miejscu (właściwie wątpię, czy można kogokolwiek obarczać winą za ten stan rzeczy).
W temacie czytania książek kilka spostrzeżeń:
1. Moi znajomi używają czasem FB, czasem innych serwisów. Większość czyta książki. Nawet sporo. Oglądają też filmy, telewizję.
2. Znam trochę ludzi, bo bywam w różnych miejscach. Sporo takich co nie czyta książek, nie wie nawet co to ten fejdzbuk.
3. Książki są różne. Niektóre tak głupie że mózg się przegrzewa i włosy wypadają. Jak myślisz, które się sprzedają najlepiej? Wszystkiemu winien ten gutenberg cholerny… choc akurat literatura "niskich lotów" ponoć miała się całkiem nieźle już wcześniej.
4. Bawiąc się tym dalej – co bardziej ogłupia? Rozmowa z inteligentnym znajomym na komunikatorze, oglądanie w (zło) telewizji serii House M.D., czytanie harlekina (wersja dla kobiet) czy pornola (wersja dla facetów), czy wreszcie zmywanie naczyń?
@Memphis: ja nie wiem, czy kiedyś było lepiej. Ja wiem, że jest coraz gorzej.
A mi się wydaje, że zawsze było źle tak samo, jak jest i teraz. I w zasadzie niewiele się zmienia ;).
Firmy telekomunikacyjne zamiast serwerow maja inny sprzet, skonstruowany pod katem wykonywania jednego dzialania. Zamiast liczyc serwery moznaby policzyc koszt infrastruktury – wydaje mi sie, ze AT&T wyszloby drozej.
Drożej licząc stacje przekaźnikowe etc.? Bo wydaje mi się, że samego sprzętu komputerowego typowo do gryzienia liczb mają mniej niż FB (aczkolwiek nie mam żadnych statystyk na poparcie tej tezy, to takie z głowy trochę :P więc chętnie obejrzałbym jakieś)
Przecież drogi Szymonie vel byisku sam korzystasz z blipa i Facebooka, prawda? (chyba, że coś się zmieniło) Nazywasz serwisy społecznościowe nie wiadomo jakim diabłem, a sam jak głupi publikowałeś zdjęcia jakiś głupich siks aka "siksy dnia". Ktoś przeglądający te zdjęcia i komentarze do nich może dojść do wniosku, że jesteś jakimś zboczeńcem. "Internet pamięta". Zapamiętaj to. Kiedyś Twoje dziecko bądź przyjaciel-robot ;) zapyta się Ciebie, dlaczego interesowałeś się takimi młodymi dziewczynkami.
Myślałem w pewnym momencie, że jestem uzależniony od blipa – co chwilę sprawdzałem co ktoś napisał na moim kokpicie. W pracy przeglądałem blipy ze smartfonu. W pewnym momencie powiedziałem: "dość". Usunąłem konto na blipie, facebooku, i in. i po dwóch dniach nie czułem już "głodu".
Z dzisiejszej perspektywy uważam, że nie było sensu się pakować na blipa i face'a.
Teraz korzystam jedynie z Identici.
Zapomniałem dodać najważniejszego:
dobry wpis :)
zacząłem już korzystać ze wspomnianych dodatków ;)
Tak, korzystam, również uległem trendowi, ale wiem, gdzie jest granica. Może ja też z tego zrezygnuję. Dobrze pamiętasz, że to właśnie za Twoimi poglądami poszedłem w kwestii piractwa i proszę – mam kolekcję kilkudziesięciu płyt, będąc dumnym z siebie, że wspieram swoich ulubionych artystów.
Co do samego artykułu – starałem się w pierwszych akapitach zbudować swego rodzaju nastrój grozy, by ludzie przekonali się do tego, że warto zadbać o prywatność. Stanąłęm po stronie skrajoności. Każdy tutaj popuka się w czoło, twierdząc, że coś ze mną jest nie tak, ale poprzeczka dotycząca świadomości zagrożeń zostanie u Was podniesiona. Wasze poglądy się nie zmienią, ale poznacie przynajmniej skrajne zdanie na ten temat.
Ja z facebooka zrezygnowałem już dawno.
Konto na fb trzymam tylko po to, by miec dostep do znajomych via Jabber.
Z twittera i blipa nie korzystam, chociaż zastanawiam się czy nie użyć ich do zwiększenia popularności bloga.
Te serwisy to jest ZUO. Tylko i wyłącznie dlatego, że ludzie nie wiedzą jak tego używać, nie wiedzą jakie zagrożenia ze sobą niosą i co najważniejsze nie mają ochoty się tego naumieć.
Ale skoro 40 milionów ludzi lubi hodować wirtualne krowy – ich sprawa. Więcej miejsca na parkinach czy w knajpach dla nas.
Pingback: Tryb prywatny to nie zbawienie « OSblog.pl Internet, Social Media, Hardware & Software