Publiczne zamówienia oprogramowania bez kodu źródłowego nielegalne?

Ostatnio wiele się słyszy o problemach instytucji państwowych, które zamówiły wykonanie potrzebnego im oprogramowania zgadzając się na pozostawienie kodu źródłowego i praw autorskich przy wykonawcy. W ten sposób wpadły w pułapkę vendor lock-in i uzależniły się od tego jednego dostawcy i teraz ponoszą kolejne koszty, których wysokość wykonawca może narzucić praktycznie bez ograniczeń.

Jednak czy takie zamówienia w ogóle były legalne?

Wyobraźmy sobie, że instytucja państwowa potrzebuje doprowadzić wodę do jakiegoś swojego budynku w miejscu, gdzie nie ma rurociągów. Nic prostszego: trzeba wykopać studnię. Zatem ogłasza się przetarg na wykopanie studni, instytucja kupuje działkę, jedna z firm kopie studnię, podłącza budynek i gotowe.

Nikt o zdrowych zmysłach nie pomyśli, że instytucja ta mogłaby sfinansować całe to przedsięwzięcie, a następnie przekazać za darmo wszystkie prawa majątkowe do niego wykonawcy i jedynie korzystać z usługi dostarczania wody. To znaczyłoby, że kupiłaby działkę i oddała ją za darmo prywatnej firmie, następnie sfinansowała materiały i koszty wykonania, a efekt znów oddała za darmo. Przecież to by był przekręt i całkowicie nielegalne działanie.

Ale tak właśnie się dzieje przy zamówieniach na wykonanie oprogramowania!
Instytucje pokrywają koszty wykonania oprogramowania, które w momencie ukończenia prac nadal jest wyłączną własnością wykonawcy! A następnie zamawiający kupuje licencje do programu, którego stworzenie wcześniej opłacił!
Prawa majątkowe, kod źródłowy i wszystko inne, czego przecież właścicielem powinna być instytucja, która za to zapłaciła, pozostają przy wykonawcy. Co więcej, taka firma często może sprzedawać oprogramowanie wykonane za publiczne pieniądze innym podmiotom.
Czy tylko ja widzę tu znamiona przestępstwa?

Oczywiście sytuacja ma się inaczej, gdy kupujemy licencje na gotowe oprogramowanie. To zupełnie tak, jakby podłączyć się do rurociągu, który ktoś wcześniej (!) wybudował i sam poniósł tego koszty, a więc teraz czerpie korzyści z udostępnienia go.

Czy mamy więc do czynienia z ogromnym przekrętem na skalę całego kraju? A może to „tylko” kolejny przykład na głupotę i krótkowzroczność urzędników?
Pewne jest jedno: ktoś powinien odpowiedzieć za tak rażące zaniedbania, zmarnowanie publicznych pieniędzy i prawdopodobnie dopuszczenie do przestępstwa.

Komentarze (RSS)
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.

13 komentarzy

  1. adamk 1 maja 2011 o godz. 13:01 #

    nic dodać, nic ująć.
    bardzo trafne spostrzeżenie. ciekawe czy ktoś się tym zajmie.

  2. Camelek 1 maja 2011 o godz. 14:14 #

    4 akapit: "kożystać", powinno być "korzystać"

  3. mikolajs 5 maja 2011 o godz. 9:47 #

    Niestety przy zakupie oprogramowania sprawa nie jest aż tak prosta.
    Przy opisanym w artykule modelu zamawiania oprogramowania, jego początkowy koszt jest znacznie niższy niż gdyby firma miała oddać prawa autorskie. Jednak taki sposób zakupu ma sens jedynie w przypadku oprogramowania, które będzie w przyszłości kupowane przez inne firmy. Zamawiający nie musi wtedy ponosić całych kosztów oprogramowania. Jednak w przypadku systemów unikalnych pisanych specjalnie dla jednostki budżetowej najczęściej nie ma to zastosowania. A firmy najczęściej zaniżają początkowe koszty, bo później mogą sobie to odbić na wsparciu technicznym. Nie ma to jak uzależnić od siebie jakąś firmę, a jeszcze lepiej firmę, którą można doić nie martwiąc się że firma zbankrutuje :)
    Poza tym kod jest ciągle żywy (a przynajmniej powinien być) więc ktoś cały czas musi dbać i rozwijać ten kod, a instytucje z lenistwa, braku wiedzy, lub głupoty (niepotrzebne skreślić) wolą zrzucić to na zewnętrzną firmę nie rozumiejąc zalet utrzymywania kodu otwartego.
    Niestety pewnie jeszcze długo będzie trwało zanim nasze urzędy zaczną wprowadzać rozwiązanie jak przykładowo ZoSia.

  4. jimmy 5 maja 2011 o godz. 19:39 #

    Przykłady podane w artykule nie do końca trafne. Myślę, że istotniejsza jest interoperacyjność oprogramowania. Nie musimy dostawać kodu źródłowego wystarczy, że twórca przestrzega otwartych standardów. Wtedy zawsze możemy zmienić na innego vendora. To tak jakby poprosić firmę wodociągową o dołączenie wody, a oni wszystkie rury wstawili by w gwiazdkowym kształcie, żebyśmy nie mogli podłączyć się do innej firmy wodociągowej.

    • michuk 6 maja 2011 o godz. 15:17 #

      Przy ogromnych systemach dla państwa, kod jest równie ważny jak otwartość standardów. Zamawianie oprogramowania dedykowanego bez przejęcia własności kodu źródłowego przez państwo to rozbój w biały dzień i autor ma całkowitą rację – nie powinno mieć miejsca.

      Nie dotyczy to oprogramowania typu Office gdzie kupujemy tylko licencję na wykorzystanie. W takim przypadku – masz rację, liczą się otwarte standardy przede wszystkim. Choć otwarty kod jest bonusem, który powinien być brany pod uwagę.

      PS. Skasowałem komentarz o "szwabach".

  5. Shimajda 7 maja 2011 o godz. 13:37 #

    Tak to jest kiedy rządzi ktoś kto pojęcia nie ma o tym czym zarządza. Potem jest dyskusja, głosowanie ludu który w większości też nie ma pojęcia o co chodzi ale głosuje na to co ładniej namalowane przez rządzących.
    Wsparcie techniczne, dalszy rozwój oprogramowania czy możliwość rozprowadzania – takie rzeczy powinna obejmować początkowa umowa, i tu wracam do pierwszego zdania: jak się ktoś nie zna to się da naciąć.
    Ja bym nie chciał się znaleźć w sytuacji kiedy napiszę program dla firmy, ta uzna że pójdzie go rozwijać do innej firmy bo taniej, potem wróci do mnie z pretensjami że mój program nie działa. Co z tego że to druga firma nawaliła ale to ja stworzyłem więc przeze mnie nie działa i ja muszę naprawić.
    Instytucje powinny uważniej wybierać co i od kogo kupują a nie to gdzie wydaje im się że będzie kasa.

  6. quar 12 sierpnia 2011 o godz. 12:10 #

    Tę całą gatkę o wymogu dostępności kodu w przypadku zamówień publicznych da się łatwo ominąć. Już od kilku znajomych, którzy uczestniczyli w tworzeniu tego tupu softu mi wspominało jak się to rozwiązuje. Po skompilowaniu i zlinkowaniu programu w języku wysokiego poziomu, przepuszcza się binarkę przez disassembler i odpowiedni wydruk assemblerowy dołącza się do dokumentacji. Wilk syty i owca cała. Firma wykonująca zamówienie ma pewność, że z takim "kodem" odbiorca nic sensownego nie zrobi. Odbiorca ma podkładkę, że spełnił wymogi prawa i maszynka sama się nakręca.
    Nie łudźmy się. Zamówienia publiczne to czysty zysk przy tworzeniu softu i długie lata później. Firmy tak łatwo tych pieniędzy nie oddadzą.

  7. Stanley 10 grudnia 2011 o godz. 18:41 #

    Świetny post, który bardzo mnie zainteresował.

  8. Paliwożerca 18 stycznia 2012 o godz. 23:41 #

    To tak samo jak kupowanie paliwa przez obywateli i budowanie dróg przez państwo. Wszyscy zrzucają się na drogi a jeszcze mamy płacić za autostrady… Gdzie tu sens i gdzie logika?

  9. mikolajs 5 maja 2011 o godz. 9:28 #

    Ale jak zamówisz u grafika logo dla firmy to prawa do loga przechodzą na firmę. Wszystko zależy od tego co chce sprzedać twórca.

  10. o_O 5 maja 2011 o godz. 9:49 #

    To nie jest kwestia analogii, tylko po prostu zamówienia na wykonanie czegoś.

  11. vries 5 maja 2011 o godz. 19:37 #

    Wszystko zależy od umowy. Bo jeśli myślisz że rachunek ci wystarczy by powiedzieć, że grafika jest twoja, to grubo się mylisz.

(wymagane)
URI
Uwaga! Niektóre komentarze, m.in. te dodane przez niezalogowanych i nowych użytkowników, są ręcznie moderowane. Jeśli Twój komentarz nie ukaże się od razu, nie dodawaj go ponownie, tylko cierpliwie poczekaj na akceptację.

Literówki najlepiej zgłaszać jabberem: michuk@jakilinux.org lub kocio@jabber.org!

W komentarzach możesz używać prostych znaczników HTML. Przykłady:
  • Link: <a href="jaklinux.org">Linux dla każdego</a>,
  • Wytłuszczenie: <strong>tekst pogrubiony</strong>,
  • Kursywa: <em>tekst pochylony</em>,
  • Przekreślenie: <del>tekst przekreślony</del>,
  • Kod: <code>printf("blok kodu");</code>,
  • Cytat: <blockquote>cytat</blockquote>
Uwaga: jeśli dodasz nieznany znacznik, będzie on niewidoczny, gdyż system filtruje takie znaczniki.