GoboLinux – dystrybucja niestandardowa
24 stycznia 2008, Keyto
To będzie historia o standardach. Dokładniej: o ich istnieniu, ich przestrzeganiu i nieprzestrzeganiu. A także o tym, że pozory mylą. Każda historia ma swój początek, tę zacząć by można w 2002 roku, ale… Z początkami jest ten problem, że zawsze można spojrzeć wstecz i wstecz, na wydarzenia wcześniejsze, które rzucają więcej światła, dając tym samym szerszy pogląd na wszelkie sprawy. Tak wiec zróbmy, cofając się do Linuksowej prehistorii.
Jest rok 1993. Od dziesięciu lat trwają kierowane przez Richarda Stallmana prace nad systemem GNU. Przed dwu laty, fiński programista Linus Torvalds publikuje kod kernela Linux. Efekt? Trwają prace nad dystrybucją GNU/Linux o nazwie SLS. Dosłownie za kilkadziesiąt dni Patrick Volkerding oficjalnie ogłosi rozpoczęcie inspirowanego nią projektu Slackware. Nie będzie jedyny. Dokładnie miesiąc po nim, Ian Murdock powoła do życia dystrybucję Debian. A inni? W Kalifornii programiści pracują nad systemem SunOS, przemianowanym później na Solaris. Inni biorą udział w ulepszaniu systemów z rodziny BSD. A propos – Mac OS jeszcze trochę poczeka na swoje X.
Wspólny mianownik wymienionych projektów to wywodzący się z końca lat sześćdziesiątych UNIX. Ken Tompson i Dennis Richie podczas jego tworzenia postawili na kilka fundamentalnych zasad, które przestrzegane były z żelazną konsekwencją. Między innymi – zasada prostoty. Tym, którzy podczas użytkowania systemu uniksowego narzekają na jej brak, nie wolno zapominać, że chodziło o prostotę konstrukcji – nie koniecznie użytkowania. Konsekwencją tej zasady, zwanej również regułą KISS było między innymi to, że w systemie UNIX wszystko jest plikiem. Nawet kiedy nie jest, jak mawiają złośliwi. Od samego początku wiadomo więc było, że plików u Uniksie będzie dużo. Nawet bardzo dużo. Opracowana przez ojców Uniksa koncepcja uporządkowania tego uniwersum danych, realizowana była w projektach potomnych różnie. Nic zatem dziwnego, że w pewnym momencie zrodził się pomysł, aby zrobić z tym porządek.
Pojawia się FHS
Free Standards Group to niedochodowa organizacja, w skład której wchodzą między innymi przedstawiciele firm: IBM, Dell, HP, Intel, Sun, Oracle, Novell i Red Hat. W 1993 roku, w wyniku prowadzonych przez nią prac, światło dzienne ujrzał FSSTND – Filesystem Standard. Pierwszy dokument standaryzujący hierarchię plików, ograniczający się jednak tylko do dystrybucji systemu Linux. Niecały rok później, 14 lutego 1994 roku, w wyniku poszerzenia, zarówno grona, jak i zakresu prac opracowano Filesystem Hierachy Standard, znany powszechnie jako FHS. Niemała w tym zasługa społeczności BSD, co z kronikarskiego obowiązku niewątpliwie należy odnotować.
Co zawiera dokument FHS, którego wersję oznaczoną numerem 2.3 możemy oglądać dziś? Przede wszystkim – kompletny opis referencyjnego drzewa katalogów dla systemów z rodziny UNIX. Opisana zawartość katalogu głównego i podkatalogów, nie ogranicza się jednak do suchej listy ich nazw i położenia. Podana została także domyślna lista plików oraz, co nie mniej ważne – cel istnienia poszczególnych katalogów. Także to, jaki charakter mają dane w nich zawarte. Spójrzmy choćby na tabelę, jaka znalazła się w omawianym dokumencie:
| dane udostępniane | dane nieudostępniane | |
| dane statyczne | /usr /opt |
/etc /boot |
| dane zmienne | /var/mail /var/spool/news |
/var/run /var/lock |
(FHS, ver. 2.3, s. 2)
Pliki konfiguracyjne mają być zatem statyczne oraz nieudostępniane. Słusznie – raz przyjęta konfiguracja nie ma w zwyczaju w kółko się zmieniać, wszak fakt, że urządzenia działają poprawnie wskazuje na to, że zawartość plików z ustawieniami jest odpowiednia. Podobnie, to na jakich ustawieniach działa nasza maszyna nie musi być przedmiotem debaty publicznej. Jest to, można by rzec – prywatna sprawa między maszyną i administratorem. Analogicznie wygląda sprawa dodawania nowych użytkowników, czy zmiany komunikatu wyświetlanego podczas startu sytemu. Odwrotnie – zawartość katalogu obsługiwanego przez program dostarczania poczty jest i owszem – zmienna, oraz jak najbardziej wystawiona na widok publiczny. Sprawą dobrej konfiguracji jest już to, aby publikę tworzyły wyłącznie osoby uprawnione.
Co jeszcze można wyczytać z FHS? Przyjrzyjmy się krótko, co dokument ów mówi o katalogu /bin. Oto kilka przykładów:
- Katalog ma być dostępny dla każdego użytkownika.
- Nie zawiera żadnych podkatalogów.
- Zawiera programy niezbędne w najbardziej podstawowej pracy (na przykład w trybie jednego użytkownika).
- Opracowano listę plików, które muszą się w nim znaleźć. Dopuszcza się jednak stosowanie dowiązań symbolicznych do plików położonych fizycznie w innej lokalizacji.
- Konieczne jest aby katalog zawierał polecenia „[” (do niezorientowanych – tak, to jest polecenie) i „test” mimo, że mogą one być zaimplementowane w powłoce (na przykład w interpreterze bash).
Podobnie opracowano resztę zalecanych katalogów, co oczywiste, a także te opcjonalne. Przykładem może być tutaj proc, który będąc specyficznym dla konkretnych konstrukcji kernela – nie musi występować we wszystkich implementacjach systemów rodziny UNIX.
Kolorowa rzeczywistość
Sprawa jest zatem jasna, ale z drugiej strony… Zawsze można zrobić coś szybciej i lepiej, czyż nie? Mac OS X / Darwin należy oczywiście do rodziny UNIX. Tyle tylko, że katalog użytkowników nosi w nim nazwę Users. No, nie dość, że nie home to jeszcze pisane z dużej litery. Podobnie katalog Library.
W dokumencie FHS przewidziano szczególny katalog na dane serwerów: srv. I co? I nic – dosłownie. W sporej części dystrybucji w ogóle się go nie używa. FTP? Istnieją rozwiązania, które przewidują na przykład istnienie podkatalogu ftp w obrębie katalogu użytkowników. Miejsce przyłączania nośników wymiennych to już prawdziwy Hyde Park, a przecież standard przewiduje nań katalog media. Katalog opt używany jest w ogóle dość dowolnie. W niektórych dystrybucjach instalowany jest w nim OpenOffice.org. Ich twórcy stwierdzili widocznie, że pakiet ten jest oprogramowaniem dodatkowym. Takie bowiem programy, co do zasady, katalog opt zawiera. Inni, przeciwnie, uważając OpenOffice za składnik systemu umieszczają jego binaria w /usr/bin. Przykłady można mnożyć.
Dlaczego standard nie jest ściśle przestrzegany? Po prostu dlatego, że nie jest obligatoryjny. Twórcy opłaca się uznawanie ogólnych ustaleń, gdyż potencjalny użytkownik nie musi na nowo odkrywać Ameryki i w przypadku zmiany jednego systemu na drugi, czuje się jak u siebie. W związku z tym – faktycznie, w miarę upływu czasu, widać, że standardy są stosowane coraz konsekwentniej, ale ogólnie, sprawa jest otwarta.
![]()
GoboLinux: ładowanie systemu i przedsmak tego co nas czeka…
GoboLinux
Istnieje jednak system, przy którym wspomniane powyżej nieścisłości, są drobne, niewinne i nie warte uwagi. Powstała w 2002 roku z inicjatywy Hishama Muhammada dystrybucja wierna jest w prawdzie zasadzie, że wszystkie pliki leżą w obrębie katalogu głównego, ale poza tym, łamie wszelkie inne, dotyczące rozmieszczenia plików.
GoboLinux, bo o nim tu mowa, to brazylijska dystrybucja, którą można przetestować, bez konieczności instalacji na dysku. System uruchamia się z płyty, a instalator podobnie jak w przypadku MEPIS-a czy Ubuntu dostępny jest po uruchomieniu środowiska graficznego. W przypadku problemów z uruchomieniem, należy zwrócić uwagę na moment w którym podczas startu, próbuje on automatycznie skonfigurować X serwer (komunikat: „Starting X11 detection (
Katalog główny zawiera sześć podkatalogów:
System – Wszystkie pliki systemowe. Jego podkatalogi to odpowiedniki „tradycyjnych” etc (Settings), boot (Kernel/Boot), dev (Kernel/Devices), tmp (Variable/tmp), proc (Status) i tak dalej…
Mount – Jest to jedyny katalog do przyłączania dodatkowych systemów plików. Wszystkie podkatalogi, do których będą przyłączane nośniki optyczne, pamięci USB czy systemy zdalne są umieszczone bezpośrednio wewnątrz niego.
Users – Po prostu, odpowiednik uniksowego home lub windowsowego Dokuments and Settings bądź Users. Nic dodać, nic ująć.
Files – Katalog zawiera pliki, które choć używane w systemie nie przynależą bezpośrednio do żadnego programu. Mogą to być na przykład czcionki lub tapety pulpitu.
Depot – Określany także jako „repozytorium plików użytkowników”.
Programs – No, tutaj można krótko – pliki programów, ale…
GoboLinux ma jedną cechę, niewątpliwie unikalną. Osoba widząca ów system po raz pierwszy może odnieść wrażenie, że jego twórcy, to… hmm… ekscentrycy, lecz zaproponowana organizacja plików ma pewną przewagę nad systemami plików uniksowej współbraci. Ale po kolei. Każdy program w systemie, posiada odrębny podkatalog w Programs. Dokładniej, w podkatalogu danego programu znajdują się następne, po jednym na poszczególne wersje programu. Przykładowo, jeśli mamy zainstalowane dwie wersje interpretera bash, zainstalowane są one odpowiednio w /Programs/Bash/2.05 i /Programs/Bash/3.1, (dla wersji 2.05 i 3.1 rzecz jasna). Ponadto, każdorazowo towarzyszy im podkatalog Current będący dowiązaniem symbolicznym do tego, który zawiera aktualną wersję programu.
To nie koniec. Tak naprawdę, najlepsze jeszcze przed nami. Podkatalog każdej wersji zawiera z kolei całą hierarchię, w skład której wchodzą prywatne dla danego programu bin, doc, include, man czy share i tak dalej. Tworzą one swego rodzaju mikroświat dla każdej z wersji zainstalowanych aplikacji. Dzięki takiemu podejściu możliwe jest użytkowanie różnych wersji programów, używających, zauważmy, różnych bibliotek i różnych plików konfiguracyjnych. Wersji – zarówno starszych, jak i eksperymentalnych, bez konieczności rezygnowania z tych aktualnych – stabilnych.
Zastrzeżenia co do dużej przestrzeni dyskowej potrzebnej dla tego typu rozwiązania są bezzasadne. Od czegóż jest mechanizm dowiązań symbolicznych? Poprawne zorganizowanie wszystkich plików i dowiązań nie jest oczywiście zadaniem prostym, ale jak widać możliwym.
Zastosowana koncepcja hierarchii plików ma jeszcze jeden plus, a jest nim zarządzanie pakietami oprogramowania. Jak mówią sami twórcy dystrybucji – jej „system plików jest managerem pakietów”. Zauważmy bowiem, że podkatalogi Programs tworzą kompletną bazę danych zainstalowanego oprogramowania, a i reszta plików w systemie rozmieszczona jest równie konsekwentnie. Dystrybucji GoboLinux nie dotyczy zatem wieloletnia dyskusja o wyższości formatu deb (lub rpm) nad Świętami Wielkiej Nocy.
![]()
GoboLinux: przykładowy pulpit, odpalony GoboLinux Manager
Drugą, obok nietypowej hierarchii plików unikalną cechą systemu są dość nietypowe skrypty startowe. W rodzinie potomków systemu UNIX, istnieją dwie szkoły. Pierwsza, czyli skrypty tworzone na sposób Systemu V (Red Hat, Debian…) i druga, reprezentowana przez BSD (FreeBSD, Slackware…). W GoboLinux rozwiązano to jeszcze inaczej. W katalogu /System/Settings/BootScripts umieszczono pliki zawierające kompleksową procedurę obsługi, tak startu (BootUp), jak i zamykania (Shutdown) systemu. To znaczy cała procedura w jednym pliku. Pomocnicze skrypty dla obsługi poszczególnych programów umieszczono w /System/Links/Tasks.
Zasłona spada
Już kilka chwil, poświęconych na przemierzanie hierarchii systemu GoboLinux, utwierdza w przekonaniu, że jest ona całkowicie inna i nie ma wiele wspólnego z hierarchią „tradycyjną”. Pozory mylą. Tak naprawdę jego twórcy byli bardziej przebiegli niż się to na pierwszy rzut oka wydaje. Prawda jest bowiem taka, że system ów nie jest pozbawiony klasycznej struktury katalogów! Jak się to zaraz okaże, zdaje się on być hymnem pochwalnym na cześć mechanizmu dowiązań. System ten posiada bowiem pewne specyficzne polecenie – gobohide. (A także specjalny moduł kernela o tej samej nazwie.) Z konta administratora, wykonajmy gobohide -l w katalogu głównym… I wszystko jasne. Pojawiają się znajome: bin, etc, usr, proc i tak dalej. Fakt, iż bin jest w gruncie rzeczy dowiązaniem symbolicznym do katalogu /System/Links/Executables nie ma większego znaczenia. Tak naprawdę w ogóle nie ma większego znaczenia fakt, które z plików czy katalogów są zbiorami „rzeczywistymi”, które zaś dowiązaniami. Najważniejsze, że GoboLinux nie jest całkowicie oderwany od reszty uniksowej rodziny. Upraszcza to znacznie zadanie w przypadku instalacji nowych aplikacji, szczególnie tych, które nie są dedykowane dla Gobo, a dla systemów standardowych. Jak życie uczy – standardy są dobre. Może nie ze względu na ich jakość, ale na pewno dlatego, że są „standardowe”.
![]()
GoboLinux: zasłona zapada, wraca /etc i /usr
Na zakończenie zwróćmy uwagę, że GoboLinux został stworzony w oparciu o „dystrybucję” LFS… Ale, to już inna historia.
Komentarze (RSS) | Trackback (URI)
Liczba komentarzy: 23
W komentarzach możesz używać prostych znaczników HTML. Przykłady:
- Link: <a href="jaklinux.org">Linux dla każdego</a>,
- Wytłuszczenie: <strong>tekst pogrubiony</strong>,
- Kursywa: <em>tekst pochylony</em>,
- Przekreślenie: <strike>
tekst przekreślony</strike>, - Kod: <code>
printf("blok kodu");</code>, - Cytat: <blockquote>cytat</blockquote>




Piękne… co prawda sam się nie pokuszę na zmianę (póki co planuję jedynie przejście z Kubuntu na Debiana), ale twórcy systemu zaimponowali mi tak poświęceniem (pracy w tę dystrybucję trzeba było przecież włożyć od groma) jak i pomysłowością… Toż to wymarzony system dla początkującego w GNU z nawykami z wind!
Myślę, że gdy tylko pojawią się lokalizacje, to system ten ma szansę wdrożyć się w instytucjach publicznych wielu krajów.
btw: spróbujcie zrobić jakiegoś wszystkodogórynogaiprzewracającego klona windozy - najbardziej odbiegającą od pierwowzoru wersją jaką znam jest SkyNet, a modyfikacja polega na tym, że jest to xp na LiveCD :/
lost in FLOSS
Niby dlaczego akurat ten? Struktura katalogów ma raczej najmniejsze znaczenie przy wyborze systemu dla administracji. Pani Zosia z sekretariatu nie będzie grzebała po systemie plików - dla niej nie ma różnicy czy OO.o siedzi w /opt/, /usr/bin/ czy w /Programs/ - dla niej i tak siedzi w tym menu po lewej na dole… Ona nie ma potrzeby przeglądać struktury katalogów - korzysta z tego co jest w menu, na pulpicie, w katalogu domowym czy na nośnikach danych - które są podlinkowane na pulpicie. Od grzebania w systemie plików jest administrator, a jemu taka dzika struktura katalogów na pewno niczego nie ułatwi - może po prostu nie mieć wpływu lub najwyżej utrudnić pracę… Przy wyborze oprogramowania dla administracji należy się raczej kierować dostępnością wsparcia, stabilnością, ilością oprogramowania w repo i łatwością masowego zarządzania/aktualizacji…
Także nie mam pomysłu dlaczego ma to być system dla początkujących - imo takie rozwiązanie niczego nie ułatwia. W idealnym systemie użytkownik i tak nie ma potrzeby grzebania po katalogach, ale idealny system nie istnieje
Jest takie powiedzenie, że “Jeśli znasz Mandrive, znasz Mandrive, jeśli znasz Slackware - znasz Linuksa”, przy czym Mandrive w tym wypadku można zastąpić GoboLinuksem…
Z Gobo nie korzystałem i nie mam zamiaru, ale IMO takie podejście to tylko bałagan w systemie…
A mnie się zawsze marzył system w którym każdy program jest zupełnie “zamknięty w swoim domku”. Mieszanie lokalizacji plików jednego programu, zwłaszcza gdy takie pliki wrzucane są do katalogu “systemowego”, czy znany z Okienek rejestr, nie sprawdza się często zbyt dobrze, zwłaszcza gdy korzystać chcemy z różnych wersji tego samego programu. O łatwości i “kompletności” odinstalowania/usunięcia takiego (wmieszanego w system) programu nie wspomnę…
Na szczęście od jakiegoś czasu i tak obserwuję znaczący postęp w tej dziedzinie, choć do pełni radości wciąż sporo brakuje (zwłaszcza w Windzie). Choć nie znam GoboLinuksa (ale po przeczytaniu tego artu nabrałem ochoty poznać ;)) to sama koncepcja “samozawierania” się programu w jednym katalogu bardzo mi odpowiada.
Mi tez podoba się idea 1 program 1 katalog + potencjalne rozwiązania (dowiązania) do oszczędzenia miejsca. Porządek w systemie. Cos rodem ze starego dobrego DOS’a ale w nowej lepszej rozwiniętej formie. Dla takiego domowego użytkownika / entuzjasty to właśnie poszukiwane rozwiązanie. A “pani z sektetariatu” i tak zadzwoni po helpdesk.
Trzeba się temu kiedyś przyjrzeć. Ponoć płyta instalacyjna jest równocześnie LiveCD http://tinyurl.com/35zu2p
Hmm, ja wolę jednak stanardy unixa i uważam, że tego powinniśmy sie trzymać. To distro tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że GNU/Linuks powoli zmierza w złym kierunku. To jest nic więcej tylko nasladowanie windowsa. Oczywiście są też lepsze distra np. slack itd. Taka moja opinia. EOT.
Jezeli uwazasz, ze nasladowanie windowsa w celu ulepszenia interfejsu uzytkownika i ulatwienie zwyklym ludziom obsluge systemu operacyjnego jest czyms zlym, nie na miejscu, albo nie w tym kierunku co trzeba, to powodzenia zycze.
Moze powinienes zaczas pisac na klawiaturze zero - jedynkowej zamiast uzywac klawiatury z setka przyciskow? Przeciez to jest najbardziej naturalne dla komputera. Ja dziekuje, komputer (system) ma byc dla mnie a nie ja dla niego. Zycze powodzenia.
Niekoniecznie akurat Windows jest dobrym wzorem do naśladowania. Jeśli chce się tworzyć coś nowego, innowacyjnego to najlepiej nie naśladować tylko kompilować rozwiązania konkurencji w nową jakość, dodając coś od siebie. Tylko w ten sposób z open source uda się zdjąć niezbyt pochlebne miano “plagiatorów” (jakkolwiek wszyscy wiemy, że takie określenie jest krzywdzące i nie odzwierciedla całkiem rzeczywistości).
Linux właśnie zmierza w bardzo dobrym kierunku i to nie jest naśladowanie windowsa. Taki system gospodarowania zainstalowanymi programami jest lepszy od tego z windowsa gdzie co prawda pliki są głównie instalowane w jednym folderze (ProgramFiles) to zdarzają się przypadki kiedy się rozbijają na mniejsze części (np. biblioteki) krążące po całym systemie - np. w folderze c:/windows/system i windows posiada takrze niewydajną konstrukcję jaką jest rejestr.
Na Gobolinux wszystkie programy są nstalowane w jednym katalogu, problem bibliotek (konfiguracji i innych częćci systemu) jest rozwiązany przez dowiązania symboliczne, odpowiednikiem rejestru może być bada danych zawierająca wpisy na temat zainstalowanych programów, ale nie zawiera niczego więcej.
Dobre zarządzanie pakietami i nie ma potrzeby kombinować z segregowaniem plików.
A sama inicjatywa nie jest zła. Jak ktoś lubi, oczywiście.
Poczatkowo spodobał mi się ten pomysł. Tylko w końcu zaałem sobie pytanie - po co to komu??
Czy nie lepiej aby trzymac się standardów? Cholera mnie kiedys brala, bo zaczynalem od slacka, chociaz nie w stopniu zaawansowanym, a potem jakoś musiałem fedore obslugiwac. Dlaczego nie mozna sie standardu trzymac? to takie trudne??
Standardow nie trzeba sie trzymac. W swiecie Linuxa kazdy moze sobie sam skompilowac/skomplikowac dystro i uzyc wlasnego widzimise-standardu. Feel the freedom
Fantastyczny porządek. Lepiej chyba być nie może. Podoba mi się możliwość bezkonflikotowego i prostego trzymania różnych wersji programów.
Jeszcze powinno się wymyślić sposób trzymanie sterowników na zasadzie katalogu, a w nim katalog procka, katalogi gniazd pci, pci-e, agp, usb, ata itd, itp. Wrzycamy ster/moduł tam gdzie jest jego miejsce/katalog i on albo pasuje i działa albo nie.
Obok w tym samym katalogu plik konfiguracyjny do danego sterownika/modułu.
Users – Po prostu, odpowiednik uniksowego home lub windowsowego Dokuments and Settings bądź Users. Nic dodać, nic ująć.
Dokuments => Documents
A za pomocą nLite można sobie to dowolnie poustawiać i mieć też Users zamiast tego-długiego-i-jakże-niewygonego-w-używaniu-katalogu. Po prostu zmienna w rejestrze. Podobnie jest pod linuksem. Zmienna środowiskowa, ot co.
ta dystrybucja i tak zginie smiercia naturalna , bo jej “innowacyjnosc” jest zbbyt zagmatwana i niepotrzebna . Jest jasna i przejrzysta struktura katalogow zgodna ze standartami UNIX po co to zmieniac ? lepiej skupic sie na dopracowywaniu reszty a nie lapac sie rzeczy ktore dzialaja sprawnie i dobrze.
Pamiętam jak kiedyś uruchomiłem konsolę po raz pierwszy. To była masakra, bo niestety nie miałem jeszcze wtedy stałego dostępu do internetu, a opis Debiana (jeszcze wtedy kupiony w Empiku) nie za bardzo wyjaśniał czemu niektóre katalogi są “zdublowane” np. /usr/local/share/, /usr/share; po co te /opt, /etc/ i jakieś tam /var/..
Tak naprawdę jeżeli kogoś nie interesuje drzewo katalogów, to ich zmiana/niezgodność ze standardem nic nie zmieni. A jak kogoś mimo wszystko interesuje, to niech po prostu przeczyta poradnik (1 z 1000 na dziesiątkach tysięcy blogów). Kilka minut czytania, parę dni zapamiętywania i będzie gut. A jak ktoś się nauczy tych System, Programs, Users, to co zrobi jak przejdzie na Ubuntu/Debiana/… I tak będzie się musiał tego nauczyć.:)
“W systemie UNIX wszystko jest plikiem”. Tylko dlaczego nie udało mi się znaleźć pliku urządzenia eth0?
Nie mam pojęcia
Ale… Przeglądnij katalog /proc/sys
Nie ma.
Poza tym pliki urządzeń powinny być w /dev
Ciekawe jakiej dystrybucji używasz…
Standardowo, w Debianie obecne są:
1./proc/irq/17/eth0
2./proc/sys/net/ipv4/conf/eth0
3./proc/sys/net/ipv4/neigh/eth0
4./sys/class/net/eth0
(w Slackware jest podobnie)
Pierwsze 3 są to katalogi zawierające pliki stanu. Czy 4 katalog powinien być - jak napisałeś w /dev ? Osobiście sądzę, że tak, zwłaszcza, że FHS w ogóle nie przewiduje katalogu /sys, ale jak napisałem w artykule - standardy sobie, a programiści sobie.
Na zakończenie taka dygresja - nie można stawiać znaku “równości” (w sensie analogii) pomiędzy eth0 i na przykład hda albo tty
Używam Debiana. Oczywiście są w proc, jednak nie są to pliki urządzenia, takie jak w /dev.
Dlaczego nie można stawiać znaku równości?
[…] To będzie historia o standardach. Dokładniej: o ich istnieniu, ich przestrzeganiu i nieprzestrzeganiu. A także o tym, że pozory mylą. Każda historia ma swój początek, tę zacząć by można w 2002 roku, ale… Z początkami jest ten problem, że zawsze można spojrzeć wstecz i wstecz, na wydarzenia wcześniejsze, które rzucają więcej światła, dając tym samym szerszy pogląd na wszelkie sprawy. Tak wiec zróbmy, cofając się do Linuksowej prehistorii. (more…) […]