Fakty na temat załamującej się sprzedaży linuksowych serwerów
7 listopada 2007, P2O2
Po przeczytaniu w serwisie eWeek artykułu p. Piotra Galliego, w którym stwierdził, że sprzedaż linuksowych serwerów na platformę x86 osiągnąła kres swych możliwości, zmniejszając swoje tempo wzrostu z 53% do minus 4% w okresie sześciu ostatnich kwartałów obrachunkowych, zrobiło mi się smutno. Ale tylko do momentu, gdy przeprowadziłem własne śledztwo, którego rezultaty z łatwością obaliły to twierdzenie.
Autor: Joe Barr
Źródłem danych dla p. Galliego był IDC Quarterly Server Tracker (QST). Szukając tego raportu na stronach IDC natrafiłem na inny, z sierpnia, w którym stwierdzono, że
linuksowe serwery zanotowały piąty z rzędu wzrost przychodów, z corocznym tempem 19,0%, osiągając w bieżącym kwartale wartość 1,8 mld USD. Obecnie udział linuksowych serwerów wynosi 13,6% przychodów rynku serwerowego, czyli więcej niś w zeszłym roku, kiedy miał 12,1%.
Zachęcony odkryciem, że to jeszcze nie koniec świata, kontynuowałem poszukiwania raportu QST, z którego korzytał p. Galli, ale nie miałem szczęścia. Najwyraźniej dostępny jest jedynie w ramach subskrypcji. Poprosiłem więc o te dane biuro prasowe IDC korzystając z adresu kontaktowego na firmowym WWW. Prośbę “wsparłem” następnego dnia telefoniczną rozmową. Raportu QST nie otrzymałem, ale p. Michał Shirer z IDC powiedział, że “Galli zrąbał ten artykuł niesamowicie”.
Zauważyłem wtedy, że p. Galli zacytował p. Wilusia Hilfa z firmy Microsoft - prawdopodobnie ostatnią osobę na tej planecie godną zaufania jeśli chodzi o opinie na temat Linuksa, z wyjątkiem może szefa Microsoftu, samego p. Stefana Balmera. Biorąc pod uwagę informacje, że Microsoft był głównym źródłem danych i uwagi IDC, że p. Galli “zrąbał” (ang. hacked) ten artykuł, zaświtało mi, iż cała ta sprawa może być wyssana z palca, a linuksowe serwery w ogóle nie tracą rynkowego udziału.
Postanowiłem zbadać sprawę na własną rękę. Przejrzałem przychody Red Hata za ostatnie sześć kwartałów, a więc firmy mającej największe sukcesy w zakresie operacji linuksowych, a potem dane Novella. Zdumiewające, wykresy przychodów ze sprzedaży linuksowych serwerów pochodzące od dwóch największych komercyjnych przedsiębiorstw oferujących platformę FOSS są rosnące, nie malejące. Obie firmy osiągają rekordowe przychody - kwartał za kwartałem.
Czy IDC mylił się w swoich raportach? Ciężko to ustalić, gdy nie ma się do nich dostępu. Ale prawdę mówiąc wydaje się, że to p. Galli jest tym, który myli się w tej sprawie, a nie IDC. Jeśli jednak IDC liczy systemy linuksowe zainstalowane u odbiorcy, używa w rzeczywistości mało wiarygodnych danych, które porównuje potem do Windows. Red Hat i Novell olbrzymią większość swoich przychodów związanych z linuksem otrzymują z umów obejmujących techniczną opiekę swojego oprogramowania serwerowego.
![]()
Wzrost przychodów Redhata i Novella
Na przykład w ostatnim kwartale całkowite przychody Red Hata wyniosły $127,2 mln, ale 85% tej kwoty pochodziło z subskrypcji na obsługę techniczną. Branie pod uwagę jedynie liczby instalowanych serwerów nie odzwierciedla wielkości tego rynku, jego siły i żywiołowości. Najwidoczniej niektórym ludziom ciężko jest to przyswoić. Pisałem
już poprzednio na temat trudności związanych z mierzeniem wykorzystywania otwartego oprogramowania.
Przyznaję, iż przyglądam się prasie zajmującej handlem w obszarze IT ironicznie, szczególnie, gdy tak wielu publicystów, tak ochoczo stara się zlekceważyć fenomenalny wzrost Linuksa w ostatnich kilku latach słowami - “Eee, no cóż, to naturalne. Ale teraz, gdy wszystkie nisko wiszące owoce już znikły, nadszedł czas prawdy”.
Gdzie były te wszystkie mędrki przez ostatnie 20 lat? To mniej więcej wtedy Microsoft ogłosił się zabójcą Uniksa i zapowiedział, iż cały uniksowy rynek będzie należał do niego. Nie ma znaczenia czy w rzeczywistości Linux jest lepszy od Microsoftu w wygrywaniu z maszynami uniksowymi, albo czy jest instalowny na większej liczbie byłych maszyn uniksowych niż systemy Microsoftu. W dalszym ciągu Linux przejmuje komputery, na które chrapkę miał Microsoft, i które zamierzał sobie zawłaszczyć. Istotą sprawy jest to, że Microsoft nie dostał serwerów, które obiecywał przejąć. Zamiast nich przejął je Linux. Co za dużo to niezdrowo, jak mówią.
Przypomina mi się jeden z przeglądów rynkowych opublikowany kilka lat temu. Wykonała go kanadyjska grupa badawcza zwana Info-Tech opłacona post factum przez Microsoft, ktora stwierdziła, że mały biznes traci zainteresowanie Linuksem. Microsoft tak bardzo chciał naciągnąć konsumentów na te bajki, że w desperacji umieścił wynki badań na własnej stronie WWW.
Dwa lata temu przychody Red Hata za kwartał obrachunkowy kończący się 28 lutego 2005 r. wyniosły $57,7 mln. Za ten sam kwartał bieżącego roku przychody Red Hata wyniosły $111,1 mln — wzrost o więcej niż 93%. Nieźle jak na firmę która straciła zainteresowanie klientów, nieprawdaż? A propos, porównując kwartał finansowy kończący się 31 grudnia 2004 r. z tym samym okresem dwa lata później, tj. w 2006 r., przychody Microsoftu wzrosły jedynie o 18%. Podejrzewam, że firma nie umie znaleźć nawet nisko wiszących kokosów.
W rezultacie Linux kwitnie, a Microsoft — no cóż, Microsoft kontynuuje to, co umie najlepiej. Linux staje się coraz lepszy i z dnia na dzień poszerza swoją bazę użytkowników, a Microsoft serwuje wszystkim kłamliwą propagandę. Drobna uwaga do p. Galliego, Piotra Judge’a, Stanisława Beera i innych mędrków powtarzających jak papugi, że Linux traci: jeśli weźmiemy pod uwagę fakty, które za ostatnie dwa lata pokazują 93% wzrost dla Red Hata i 18% dla Microsoftu, to z pewnością firmą, która być może szybciej natrafi na barierę wzrostu, nie będzie firmą linuksową.
Tłumaczenie: P2O2


Sorry.
Nie mam Jabbera, ale moje £0.03 :
IMION I NAZWISK obcych nie tłumaczy się !
Czyli :
s/”Piotra Galliego”/”Petera Galli”
i tak dalej.
I jeszcze Stefan Balmer…
Ludzie, this is a joke. Dżołk. Zart.
Tylko, że w tym przypadku IMO chybiony.
Kogo tłumacz chciał ośmieszać : siebie, autora oryginału czy autora z którym autor oryginału polemizuje ? (od najbardziej prawdopodobnego IMO).
Na stronie autora tłumaczenia jest link do strony UPR…. I to widać, oni też dodają “p.” nawet przed najgorszym wrogiem i tłumaczą imiona - Kretynizm…
Jestes z tego powodu uprzedzony? Artykul jest przetlumaczony bardzo dobrze i dziwie sie zaczepkom, jesli uwazacie go za zly prosze o wasze tlumaczenia i pokomentujemy ;>
Jak na moje, to tłumaczenie imion miało pewien zamysł humorystyczny, szczególnie jeśli przytoczymy “Wilusia Hilfa”
No a Stefan Ballmer to brzmi szczególnie zabawnie
A co do tłumaczenia imion. Nie wiem gdzie napisano, że nie wolno tłumaczyć. A to już Jerzego Waszyngtona nigdy w postaci Jerzego nie spotkaliście w literaturze? A iluż to Theodore tłumaczyło się żywcem na Teodorów? Steve, czyli Stephen, to właśnie Stefan. Imiona się tłumaczy i to nagminnie, szczególnie w przypadku osób znanych. Co gorsza, “tłumaczy” się [znaczy transliteruje] nawet nazwiska, jak choćby Szekspira czy choćby wspomnianego już Waszyngtona.
Czepta się ludzie tramwaju. Albo treści merytorycznej. Albo chociaż ortów jeśli są. Ale akurat imiona wolno tłumaczyć. Choć fakt, że nie robi się tego nadto często.
Żeby się czepić meritum, musiałoby takowe występować, a tutaj widać głównie analfabetyzm…. wtórny. Bo oczywiście nie chcę posądzać autora o brak obiektywizmu….
Oj tak
FUD Małegomiękkiego* jest bardzo obiektywny… Ja w tym artykule tu nie widzę jakiegoś większego braku obiektywizmu. Jest tylko zasadna krytyka i wytykanie kłamstw drugiej stronie.
Jeżeli ty widzisz, to zacytuj.
* jak tłumaczymy, to wszystko, a co!
Z tłumaczeniem imion może być też trochę zamieszania, bo Stephen można też zdaje się przełożyć jako Szczepan
Bo Stefan i Szczepan to dwie wersje tego samego imienia.
no cóż kolejny FUD ale chyba Microsoft już nas do tego przyzwyczaił
FUD - owszem. Bynajmniej jednak nie M$…
Owszem M$.
Człowiek będący filarem całego oryginalnego artykułu pracuje w Microsofcie. Generalnie cały artykuł sprowadza się do pytania człowieka z MS o Linuxa.
Po prostu szczyt obiektywizmu i profesjonalizmu.
Można odmieniać w ten sposób:
Peter Galli
Petera Galli`ego
Nie wiem jak z imieniem, ale nazwisko w ten sposób odmienione nie razi
Nie można. Apostrof stawiamy tylko, jak wyraz kończy się na literę “e”. Jeśli facio nazywa się Peter Galli, to możemy odmieniać tylko: Petera Galli, Peterowi Galli, itd.
Można odmieniać nazwiska. W końcu “podciąga się” je do polskich wymogów gramatycznych.
Tego nie jestem pewien. Pewien jestem, że nie można tego zrobić tak, jak proponuje likemandrake. Przynajmniej według mojego wykładowcy.
Właściwie to Petereowi Galliemu. Apostrof stawiamy, by zaznaczyć, że znaku stojącego przed nim nie czytamy (stąd Harry’ego, czyt: /xar:EgO/ a nie /xar:jEgO/), stąd też apostrof po francuskich niemych -es.
Jak mówisz po polsku, to odmieniaj po polsku. Nawet jeśli zdaje się to śmieszne. Są zasady mówiące o tym, jak obce “nejmy” należy odmieniać tak, by zachować nazwisko, przy “ludzkim” znaczy polskim brzmieniu i pisowni. A już na pewno nie sugeruj się pisownią angielską, w szczególności tym gdzie oni stawiają apostrofy [a też stawiają, nawet sami sobie].
Mamy prawo odmieniać po naszemu, skoro taki mamy język. Czesi np. Sandrę Bullock odmieniają na Bullockową i to w pierwszej osobie
To co.. nam nie wolno mieć Stefana Ballmera?
Nie przeczę. Ale Czesi nie piszą Bullock’ową, tylko Bullockową, jak sam zauważyłeś. W języku polskim, kiedy odmieniamy przez przypadki słowa pochodzące z języka angielskiego, apostrof stawiamy tylko kiedy kończą się one na “e”. Przykład:
Dopełniacz: Oskara Wilde’a ale Stevena Jobsa.
Trybisz?
Poza tym, co innego odmieniać, a co innego tłumaczyć.
Czesi to nie tyle odmieniają co dodają tę końcówkę nawet w mianowniku, co zresztą wywołuje protesty feministek i przedstawicieli mniejszości narodowych!
Śmieszne jest też pisanie “p. Piotr Galli” - autor chyba studiował dzieła XX-wiecznego komika Korwin-Mikkego? Ale czy to dodaje mu wiarygodności?
“Śmieszne jest też pisanie “p. Piotr Galli” - autor chyba studiował dzieła XX-wiecznego komika Korwin-Mikkego?”
Jasne. Gdyby zaś chodziło o Hindusa, to jego imię i nazwisko należy pisać wyłącznie w hindi czy sanskrycie (od czegóż mamy UTF?). Inaczej byłoby przecież śmiesznie.
Zasady zapisywania imion w obcych językach są skodyfikowane. A dlaczego nie napisać o władcach krajów Osi Dobra: Jerzy Krzak i Gordon Brąz? (Brązowy?)
nie tylko zakonczone na “e”
no chyba ze Polkowski tlumaczac harry’ego pottera nie mial prawa odmieniac imienia glownego bohatera jako “harry’ego” “harry’emu” itd. ?
Mój błąd, “y” również. Pisałem w pośpiechu i nieco rozdrażniony, chociaż to mnie nie usprawiedliwia ;).
“Zasady zapisywania imion w obcych językach są skodyfikowane. A dlaczego nie napisać o władcach krajów Osi Dobra: Jerzy Krzak i Gordon Brąz? (Brązowy?)”
Jak rozumiem, przykłady celowo dobrane, “żeby było śmiesznie”. Weźmy jednak pod uwagę, że praktyka spolszczania nazwisk wcale nie jest czymś obcym, czy nowym:
- Kartezjusz (nie Descartes), Walezjusz (lub Walezy) - zamiast Valois, Waza (a nie Vasa) itd.
- chyba najbardziej radykalnym spolszczeniem nazwiska było… Twardowski. Który naprawdę nosił nazwisko Dhur (dura = twardy), i pochodził bodajże z Norymbergi.
Kiedyś nie było tak, że “nie istniałeś bez papierka” - to i spolszczenia nawet nazwisk były częstsze. Bo niby czemu nie? Czy mamy mówić “London” - zamiast po prostu: “Londyn”? “New York” - zamiast: “Nowy Jork”? Nazwa miasta jest równie istotna, jak czyjeś nazwisko.
Nie widzę powodu.
Jeszcze jedno: zwróćmy uwagę, że maniera nieodmieniania nazwisk (bo jest to maniera… nic więcej) powoduje także i to, że różne mądralińskie paniusie podpisują się w stylu: “Iwona Biały” (a nie Biała), “Teresa Owsiany” (a nie Owsiana) - bo to najwidoczniej tak “bardziej inteligentnie” ma wyglądać :], przynajmniej według takiej snobki.
Po pierwsze: zacytuję siebie z komentarza nieco wyżej:
Poza tym, Czesi piszą Sandru Bullockovou jak już ;). Ale to dlatego, że wstawiają to -ova do każdego nazwiska przejętego od męża (hmm, nie mam pojęcia jak robią z nazwiskiem panieńskim).
Podziwiam wiedzę znawców polszczyzny - IMHO - sądzę, że dyskusja jest nie na temat i nie wiem dlaczego admin tego nie wyciął. Czy nie ma jakichś stron poświęconych poprawności gramatycznej i ortograficznej, że miłośnicy tematu muszą trolować na forum linuksowym?
lekturki notowań giełdowych… ja wolę taki fajny artykulik jak ten powyżej:)
IMO: Przekręcenie czasem pewnych słów co do których nie ma żadnycy wątpliwości kogo/czego dotyczą może być zabawne i ożywić język. Tych którym sie to nie podoba odsyłam do emocjonującej
Do tematu: Myślę, że małe zyski rosną procentowo szybciej niż duże… Czyli nie jest tak źle z Małymmiękkim. Olbrzymie pienądze stanowią jednak wciąż silną broń nawet przed tak prężnym systemem jak Linux.
Na firmowy serwer Windows jest fajny bo zawsze można powiedzieć tego nie da się zrobić:)
IMHO: Myślę, że obserwujemy w tej chwili rodzaj ciszy przed burzą… Taką lodową zadymką która powybija okna i tylko pingwiny przetrwają. Lepiej sobie zacząć takiego już teraz hodować;) To co szłyszę o Chinach, Rosji, krajach “rozwijających się” - to są nowe “ameryki”. Za kilka lat Windows podzieli los NetWare lub zmutuje w coś jak linux.
UE jest gospodarczą konkurencją dla USA (i Chin) albo będzie niezależna albo podległa. A do tego potrzebuje własnych niezależnych rozwiązań - dlatego możemy obserwować inwazję polarnych nielotów na kraje strefy umiarkowanej.
A mi się podoba Stefan B ;D
Wydaje mi sie, czy autor powyzszego pomylil wzrost sprzedazy - o ktorym pisze - z tempem wzrostu, czyli, powiedzmy, pochodna po tempie, o ktorej pisze autor artykulu, ktory w/w mial zamiar obalic?
Natomiast stwierdzenie, ze RH wieksza czesc przychodow bierze z supportu, nie ma zwiazku z tematem - jesli sprzedaz zacznie spadac, zacznie takze spadac ilosc supportowanych maszyn.
Jakim sposobem autor artykułu przetłumaczył sobie spadek dynamiki wzrostu na spadek udziału - pozostanie tajemnicą. I charakterystyczną cechą środowiska OS. Przykro, że za “śledztwa” biorą się ludzie którzy lepiej kodują, niż myślą…
Dla wyjaśnienia - tak obrazowo. Jeżeli udział w rynku to prędkość, to wzrost udziału jest przyspieszeniem. Prędkość przyrasta szybciej lub wolniej, co zależy od koniunktury i wielu innych drobiazgów. Ale nawet przy spadającym przyspieszeniu 1. prędkość wzrasta (tyle że wolniej) i a kolejne kilometry są pokonywane.
Krótko mówiąc: “społeczność” sama stworzyła sobie mit, który zaciekle zwalcza. A potem się dziwi, że nikt poważny nie chce rozmawiać… przecież zawsze można wyśmiać PKS Świdnica… prawda ?
Ano można śmiać się z PKS Świdnica… Jakaś jedna firemka przeszła na Windows z Linuksa (być może, bo kto wie, co oni tam mieli wcześniej) i robić z tego wielkie halo i wmawiać ludziom, że “wszyscy” teraz przechodza na Windows. Kiedy Deutsche Bahn (niemieckie koleje) przechodziły na Linuksa, to na stronach Microsoftu o tym nikt nie informował i starał się to przemilczeć. Dlaczego wtedy Microsoft nie sponsorował badań twierdzących, że “wszyscy przechodza na Linuksa”?. Sam sobie odpowiedz.
pzdr
AFAIK Debiana
To IMO autor oryginału (Piotr Galli :[ ] ) przełożył spadek dynamiki wzrostu na spadek udziału…
Dla wyjaśnienia : to może co najwyżej obrazować spadek tempa wzrostu zainteresowania. Jeśli zainteresowanie jest stałe (>0), to jednakowóż ilość nowych instalacji na pewien czas jest stała (>0) i ilość całkowita instalacji nadal rośnie - tyle że liniowo a nie potęgowo. A UDZIAł W RYNKU to nie prędkość co przyjąłeś za p. Gallim, tylko to ‘dwukrotnie scałkowane’ zainteresowanie i to jeszcze odniesione w procentach do stanu posiadania konkurencji.
A ten sposób mieszania ludziom w głowach spadkiem tempa wzrostu zainteresowania, to trochę http://en.wikipedia.org/wiki/Push_poll
czyli podawanie jak najbardziej prawdziwych faktów wyrwanych zupełnie z kontekstu
czyli FUD.
O.
(
Obliczone na zamieszanie w głowach managerom którzy są ’strasznie’ zajętymi ludźmi i najlepiej się z nimi komunikuje hasłowo : jakiś asystent streści mu ten artykuł ‘coraz mniej zainteresowanych Linuksem’ manager przetworzy sobie na ‘linuks jest mało interesujący’ i wyda podwładnym hasło ‘nie interesuje nas linuks’ a podwładni wiedząc że to hasło, rozprowadzą ‘nie przechodzimy na Linuksa pod żadnym pozorem’.
)
(nawiasem mówiąc)
Dobry, wykształcony (na przyzwoitej uczelni, gdzie zazwyczaj traktuje się go 5-6 semestrami statystyki/ekonometrii + 2 analizy finansowej) menedżer, otrzaskany z analizą, gdyby przeczytał taki artykuł, na 1-szy rzut oka wyłapał stos bzdur, więc lepiej żeby mu takie opracowania referował jakiś asystent, niż miałby “własnoocznie” przekonywać się o… no właśnie… brak mi słów. A tak BTW, el_es, sądzisz iż w ten sposób podejmuje się taką decyzję jak infrastruktura w IT? Na podstawie referatów asystentów?
może nie wszędzie
wiem że to nieco naciągane jest, ale >tak
aargh nawiasy trójkątne X-(
(vide BOFH, http://www.theregister.co.uk/odds/bofh/ ) a informatycy wg. managementu (Nie-IT) w takich firmach są bandą nierobów (bo siedzą tylko przed ekranami i nie robią nic przydatnego, a system - no co, przecież działa, to o co chodzi ?)
może nie wszędzie
wiem że to nieco naciągane jest, ale *tak* sobie właśnie wyobrażam decyzje o infrastrukturze w firmach NIE_KOMPUTEROWYCH. Bo Head Of IT jest zajęty budowaniem relacji z CEO żeby go nie wymienili za wcześnie
Poza tym artykuł oryginalny ukazał się w Ameryce, a Amerykanie przyzwyczajają nas powoli do tego (choćby filmowo…) że w korporacjach NIE_KOMPUTEROWYCH management to idioci…
Co artykuł “Piotra Galliego” wywleka, obnaża i każdemu zdrowemu na umyśle piętnuje…