Jak dalece po piętnastu latach istnienia projektu Debian GNU/Linux, oddalił się on od pierwotnych założeń? Ponieważ czasy, a także i ludzie, zmieniają się, zatem logicznym jest, że motywy również ulegają zmianom. Widać to w większości projektów programistycznych. Czy odnosi się to również do Debiana?
Tekst jest tłumaczeniem artykułu Why Debian is different autorstwa Sam Varghese.
Jeżeli uważnie przyjrzymy się manifestowi napisanemu w 1993 roku (poprawionemu w 1994 roku) przez Iana Murdocka, twórcę Debiana, możemy natrafić na następujące słowa: „Wiele dystrybucji zaczyna jako całkiem dobrze rokujące systemy, jednak z czasem uwaga, jaką poświęca się na utrzymanie systemu, schodzi na dalszy plan”.
Ian Murdock odniósł się w ten sposób do dystrybucji Soft Landing Systems (SLS), która w owych czasach była najlepszą dystrybucją komercyjną. Projekt Slackware Linux istniał już w owym czasie, lecz według jego założyciela Patricka Volkerdinga „Slackware został zapoczątkowany na początku 1993, ale dopiero w połowie 1994 skontaktował się ze mną Michael Johnston z Morse Telecommunications z pytaniem czy jestem zainteresowany komercyjną publikacją Slackware`a przez tę firmę”.
Prawdopodobnie to właśnie Debian skutecznie rozwiązał kwestię utrzymania systemu. Zawiera on kilka aplikacji takich jak dpkg czy apt, które dają nam możliwość zarządzania pakietami oraz aktualizowanie systemu z różnych źródeł. Oczywiście wyżej wymienione programy to nie wszystko w kwestii zarządzania pakietami, można korzystać także z aptitude czy synaptica. Ten ostatni pochwalić się może przystępnym interfejsem graficznym.
Murdock w swym manifeście stwierdził dodatkowo, że Debian jest to „próba stworzenia dystrybucji niekomercyjnej, która z powodzeniem będzie mogła rywalizować na rynku zdominowanym przez produkty komercyjne”.
Po piętnastu latach wątpliwe jest, by ktoś mógł podważyć jego stwierdzenia. Zalety Debiana zostały docenione do tego stopnia, że oparto na nim najpopularniejszą dystrybucję biurkową (Ubuntu), stworzoną przez podmiot komercyjny (Canonical Ltd.). Na Debianie bazuje również Knoppix, który przez znaczną większość uważany jest za najlepszą dystrybucję typu live.
Czy dystrybucja, z której inni czerpią garściami, może posiadać własną bazę użytkowników? Z pewnością tak. Wielu użytkowników zaczynało swoją przygodę z Linuksem, instalując jedną z pochodnych Debiana. Jednak w późniejszym czasie, duża część owych użytkowników stwierdziła, że „staruszek” jest dużo lepszy od tych wszystkich „młodzików”, w związku z czym przeszli oni na Debiana.
Ian Murdock pisał również, że proces projektowania Debiana pozostanie otwarty „w celu utrzymania najwyższej jakości systemu oraz odzwierciedlenia potrzeb społeczności użytkowników”. Jakość wynika tu z faktu, iż członkowie społeczności Debiana są tutaj, ponieważ tego chcą, a nie dlatego, że być tutaj muszą.
Według Iana Murdocka otwartość projektu gwarantuje, że „komponenty są wysokiej jakości, ponieważ osoby biegłe w określonym obszarze mają okazję tworzyć i utrzymywać poszczególne komponenty Debiana związane z tym obszarem. Zaangażowanie pozostałych gwarantuje wartościowe propozycje zmian, które można włączyć do dystrybucji w trakcie rozwoju. Dlatego też dystrybucja tworzona jest w oparciu o potrzeby i pragnienia użytkowników, a nie tylko twórcy.”
Żaden projekt nie jest oczywiście doskonały, a Debian nie jest w tym względzie wyjątkiem. W jego historii istnienia występowały krótkie okresy (a było ich całkiem sporo), kiedy to przeciwnicy projektu spekulowali żywiołowo na temat Debiana, który to znalazł się niby na rozstaju dróg. Jednakże wszelka krytyka znikała za każdym razem, gdy tylko Debian pokonywał swą przeszkodę i ponownie wychodził na długą prostą.
Głębsza analiza powodu, dla którego niekomercyjny projekt FLOSS przyciąga tak wielkie fale krytyki, wydaje się interesująca. Chodzi tutaj o to, że krytycy nie są w stanie pojąć w jaki sposób coś, co można określić mianem anarchii funkcjonalnej, jak nazywano kiedyś Indie, może korzystać z darów ponad tysiąca naprawdę upartych ludzi i tworzyć oprogramowanie tak wysokiej jakości.
Gdyby podążać tokiem myślenia tych krytyków, portale Debiana nie powinny wytwarzać nic poza mocnymi opiniami. Łatwiej jest im zrozumieć komercyjną korporację dystrybuującą Linuksa. Nawet najsłabsze umysły rozumieją motyw zysku.
Motywację kryjącą się za osobami zajmującymi się Debianem nie tak łatwo pojąć. Steve McIntyre, jedenasty, a zarazem obecny lider Debiana, wyraził to chyba najlepiej: „Zamiast ludzi, którym płaci się za pracę, mamy ludzi z całego świata pracujących nad projektem, ponieważ głęboko wierzą w to co robią. Być może nie jest to najwydajniejsza metoda, nie możemy obiecać wydania co 12 miesięcy, ale mamy ludzi, którzy lubią angażować się we właściwy sposób, a nie tylko starać się za wszelką cenę dotrzymać terminów. Nie musimy robić czegoś w określony sposób. Możemy robić to w sposób właściwy”.
Pomysł: Iwo Hencz, Tłumaczenie: Jacek Wolszczak, Korekta i skład: Piotr Krzysztof Soboń (MiszczQ)

JakiLinux


zgadzam się z autorem
u mnie przygoda z Linuksem była następująca
-> Fedora 7
-> Ubuntu 7.04
-> Ubuntu 7.10
-> Ubuntu 8.04
-> Debian 4.0 Stable Gnome -> i tu się zatrzymałem, bo jest najstabilniejszy i najszybszy (po odpowiednim skonfigurowaniu) z tych dystrybucji, co wymieniłem
jeszcze korzystam z Windowsa XP HE, ale tylko dlatego, że muszę (technikum o profilu technik informatyk, więc robienie ciągłych prezentacji, programów pod Windowsa, itd)
pozdrawiam, Łukasz
Aaaa, Debian? Tak, znam go. Po miesięcznym "obmacywaniu" wielu jego pochodnych (poza Ubuntu!) okazał się najlepszy.
Obecnie działa w nim (czytaj – ma gotowe pakiety) język skryptowy Rexx AND Opera AND Mplayer AND RealPlayer AND FireFox (nie jakieś tam IceWeasel) AND domowa sieć komputerowa. Wszystko na komputerze z 1998 r HP Vectra VE (Pentium III 450 MHz, 256 MB pamięci).
A, i co ważne, ma zgrabny i szybki znakowy (!), a nie graficzny instalator.
Ma swoje wady, ale po przeinstalowaniu go naście razy dochodzi się do wprawy i wniosku by… więcej już w nim nie grzebać, a będzie chodził po wsze czasy! :)
Przy okazji, dlaczego każdy nowy kernel po 2.6.22-3-686 nie włącza ALSY, sypie błędami i nie wykrywa wbudowanej karty dźwiękowej? (Najnowszy kernel to już 2.6.26-1-686). Cholery można dostać z tym Linuksem, jak zawsze. :)
(To jak to jest z tymi życzeniami użyszkodników, Panie Autor? Realizujecie ich prośby i groźby czy nie?)
Przy okazji. Zupełnie nie interesują mnie "kontrakty", "otwartości", FLOSSy, free-bigosy itp "pierdołki". Cieszę się, że system świetnie działa (gdyby jeszcze nie było jaj z tą nieszczęsną ALSĄ….).
Pozdrawiam
P2O2
P.S. Pochwła i krytyka jest zamierzona, a nie przejawem mojej schizofrenii. :)
Debian ma świetne konfiguratory z linii komend. Jeżeli robisz wszystko "in-debian-way", nie ma szans, by coś popsuć (chyba, że robisz to zamierzenie :D)
tez mam podobny komputer z windowsem i debianem – opera dziala 10 razy szybciej na windowsie
Gdyby zrobili Operę na OpenBSD, to już by mnie tu w Debianie nie było. Chociażby za ALSĘ! ;) A gdyby przy okazji dodali jeszcze flasha, rexxa i parę innych pakietów… No cóż, "life is brutal" (and full of zasadzkas). :)
O co chodzi z ta Alsą? U mnie działa jak marzenie. Po Windowsem nigdy nie udało mi się włączyć dwóch kart dźwiękowych na raz (zintegrowana Intela i Sound Blaster Live). Muzyka gra czysto, bez przerwań i zniekształceń.
Może coś źle robię? ;)
Podobno ALSA odchodzi na śmietnik historii.
Rzeczywiście, trochę psioczę od rzeczy, ale od kiedy nowsze KERNELe w Debianie przestały wykrywać "mój" wbudowany układ dźwiękowy, ALSA sypie błędami i nie wgrywa się/uaktywania (system informuje, że ALSA ma kłopoty), to z każdym nowym i "wadliwym" (dla mnie) kernelem lub uaktualnieniem systemu, poziom adrenaliny wzrasta niepomiernie. ;)
No, bo co mnie to obchodzi, dlaczego Debian "się sypie"? Jeśli do niedawna miałem dźwięk, więc chciałbym go mieć także i w kolejnych wersjach systemu (upgrade'ach)!!!
A tak przy okazji zajrzyj do tekstu Zdrada Linuksa na rzecz Windows przejawem rozsądku?
Pozdrawiam
Nie wiem, czy to było do mnie, ale do wspomnianego tekstu zajrzałem już dawno temu i dla mnie są to żale dziecka z piaskownicy typu: "buuuuu, czemu nie mogę zrobić babki z piasku? Koledzy mówili, że się da!"
Niestety, na Desktop się nie da. Może na Twój, mój i jeszcze parunastu tysięcy innych indywidualistów – tak. Do obsłużenia instalacji dla banków, wielkich przedsiębiorstw – NIE. I o tym mówił tekst. Linux tworzony był, jest i będzie bez "pulpitowego" założenia. I tego nie przeskoczy. NIGDY.
Niestety, na Desktop się da.
Możemy tą piłeczkę odbijać sobie bez końca.
Nie wydaje Ci się, że jeśli jednemu udało się zrobić babkę z piasku to jednak SIĘ DA?
Nie wydaje mi się, abym był jakimś "indywidualistą". Mnóstwo moich znajomych korzysta z Linuksa na desktopie i sprawdza się równie dobrze (jeśli nie lepiej) co Windows czy MacOS.
No proszę, kolejna wróżka, której dane było poznać przyszłość.
Być może początki tworzenia Linuksa były bez założenia "pulpitowego". Ale w takim razie założenia zostały zmienione. JUŻ TERAZ.
Dobra mądralo. Da się. Azazello dał radę, znajomi dali radę, to i Red Hat da(łby) radę (tylko NIE chce).
Na pocieszenie Pana Azazello dodam, że cywilizację ciągną do przodu ludzie, którzy jeszcze nie słyszeli, że się nie da. Ja, niestety, już słyszałem.
Powodzenia.
P.S. Nie ma to jak doświadczenie. Sugeruję przetestować wykonanie babki z piasku na 50 tys. pulpitów. Obliczyć czas pracy, pomnożyć przez koszt jednostkowy, oszacować koszt utrzymania i porównać z kosztami np. Windows XP z SP3.
Uwaga, koszty opracowania wytrzymałej konstrukcji z piasku, dobranie samego materiału, zbadanie wpływu wilgotności powietrza w pomieszczeniu docelowym (wariantowo), zbadanie wpływu drgań od przejeżdżających obok budynku pojazdów, określenie poziomu głośności zamknięcia drzwi po kłótni z szefem, po której babka rozsypie się na amen, i innych tp czynnków na wynik całości przedsięwzięcia, należy również wziąć pod uwagę. To naprawdęŁ kosztuje, i to bardzo dużo.
Beranger nie wyssał z palca problemów z Linuxem, które opisał na swojej stronie, a które mieliśmy okazję niedawno przeczytać. Nie odzywałem się wtedy, ale miałem nadzieję, że po lekturze ponad 300 komentarzy, nikt już nie będzie miał wątpliwości, że instalacja indywidualna od masowej jakoś się różni. Myliłem się.
Jeżeli przygotowujesz instalację na powiedzmy tysiąc kompów kupisz po prostu sprzet który działa pewnie s Linuxem i całe problemy sprzętowe rozwiązane.W debianie stable (z doświadczenia) mozna wstawić "apt get update ; apt-get upgrade" w cronie i user (admin) nie bedzie musiał robić absolutnie nic żeby pilnowac czy system jest akutalny. Sama instalacja to praktycznie przekopiowanie plików z jednego kompa na drugi, odpadają problemy z zarządzaniem serialami itp., już nie mówiąc o tym że świeża instalka windy trwa wieki (stery, tony updatów itp. da się zautomatyzoać ale jednak nie do końca)
A że ten czy tamten ma problemy z tym czy tamtym sprzętem… no coż, jak chcesz używać linuksa używaj sprzętu zgodnego z nim. Oczywiście, boli to jak się przesiadasz z windy (wina producentów sprzętu jakby nie patrzeć…. cięzko obwiniać linuksa o to. Tak jakby kupować BMW i narzekać że części z mercedesa nam nie pasują) ale w większych implementacjach nie mają znaczenia
Tak? Zapodaj linka, chetnie o tym poczytam. pozdro
Podobno ma go/ją zastąpić PulsAudio, czy jakoś tam.
A google'a użyć to nie łaska?
"Podobno" jeden baca potrafi na bezdechu litra wytrąbić i jeszcze potem łowiecke zapiąć. Czy "jakoś tam".
Alsa i PA to zupełnie coś innego, alsa to warstwa sterowników, a PA(z wikipedii)
A już się cieszyłem, że są plany zrobienia z OSS4 podstawowego systemu obsługi dźwięku… :(
Cóż, jak wszystko działa to jest nudno ;)
Ale… mam sobie już trochę czasu swojego Lenny i w tej chwili nie przypominam sobie niczego, co nie działa jak powinno.
P2O2: Kiedyś też biłam się z ALSĄ i kartą dźwiękową, ale odkąd strzeliłam sobie kernel 2.6.27.7, problem się skończył.
Stable staram się omijać – te "najnowsze numerki" naprawdę się czasem przydają. A KDE 4 beta… no comments.
Jeszcze jedną zaletą używania testing jest to że jak wyjdzie najnowsza stable nie potrzeba aż tylko paczek akutalizować na raz ;]
Tak z ciekawości: do czego używasz REXXa? Ostatnio miałem z tym do czynienia za czasów Amigi, a próba użycia pod Linuksem sprowadziła się do stwierdzenia, że w porównaniu z Amigą to nic się w REXXie nie da zrobić, bo appy nie mają portów.
Jeszcze niedawno do automatycznego tworzenia stron WWW, z szablonów HTML i danych tabelarycznych. Vide moja totalnie okrojona już strona pp.kv.net.pl (i poprzednie nieistniejące).
Niestety, dialogi z Rexxa można tworzyć jedynie w Windows. Na upartego można skorzystać z Xdialog, tylko po co, gdy ten sam efekt osiągnie się za pomocą Basha i Xdialog? :(
Nowa wersja pakietu w ramach Open Object REXX, w skrócie ooRexx, (zastąpiła Rexx i oRexx) ma zawierać gtkrxdlg, ale to śpiewka przyszłości (połówka tego roku). [www.oorexx.org]
Przy okazji, może ktoś zechciałby to skompilować? Wymaga bibliotek GTK, a ja nie jestem programistą.
Proponowałem Szefowi serwisu jakilinux.pl nową usługę pt. "Kompilacja na życzenie", ale stwierdził, że doba ma dla niego tylko 25 godzin i nic już nie da się dodać. :)
A tak dla wszystkich – rexxa można używać do wszystkiego, podobnie jak inne języki skryptowe, włącznie z Bashem. Jest łatwiejszy do nauki, gdyż posługuje się poleceniami "żywcem" wziętymi z języka angielskiego, np. "COPY/copy", a nie skrótami w rodzaju "cp".
Na koniec wytłuszczonego tekstu brakuje jeszcze jednego smileya – :(
a mnie ciekawi, gdzie (poza nazwą i tam sprawą z logiem, które i tak cie nie interesuje) ty widzisz różnicę między iceweaselem, a firefoxem, serio bo pojawił się uśmiech jak to przeczytałem i mnie to zainteresowało
Nie muszę czekać na Debiana, by mieć nową wersję, którą wpycham sobie do /opt. Moje prawo, nie lubię IceWeasel i już.
To tylko zmiana nazwy i ikonek, bez przesady ;]
Również chwalę sobie Debiana, używam od ponad roku po zabawach z openSUSE i Ubu, do niedawna na bardzo podobnym sprzęcie (ThinkPad 600X, AD1999). Też instalowałem mnóstwo razy, na różnych komputerach, u siebie, u kumpli, w szkole – debian-installer i debootstrap do doskonałe narzędzia.
Ja również od jakiegoś czasu miałem problem z dźwiękiem. W moim przypadku (pewnie w Twoim też) było tak dlatego, że sterownik tej karty opierał się o jakiś binarny firmware ("bloba") i z tego powodu został usunięty z repozytoriów Debiana (licencja niezgodna z DFSG). Rozwiązanie: ściągnij sobie źródła alsy z ich oficjalnej strony (http://alsa-project.org/), zainstaluj pakiet kernel-headers dla Twojego jądra, pakiet build essentials, a następnie rozpakuj i skompiluj źródła. Instrukcję dla mojej karty znajdziesz tutaj:
http://www.linuxquestions.org/questions/debian-26…
Addendum,
Czy nie wydaje Wam się, że Debian to taki linuksowy odpowiednik Windows? Równie wszechstronny i niezawodny (po łatkach)?
Nie, dla mnie taki odpowiednik to Mandrivia. Debian wprawdzie jest gotowy do pracy razu, ale i tak trzeba go dokofigurwać by działał lepiej, ale to jak każdy system. Debian jest czymś pomiędzy tymi "klikanymi", a Gentoo, Slackware itp. To system dla ludzi bardziej wymagających lecz nie mających czasu na spędzanie po kilka godzin na doinstalowane czegoś większego. Takie jest moja zdanie.
Oni poprostu robia swoje bez rzucania sie na hiper nowosci. Nie przynosi im to popularnosci wsrod uzytkownikow typu "Debian stable nie nadaje sie na desktop" bo niema najnowszych numerkow. Sprawdzone, dobre rzeczy i tak w koncu trafia do Debiana tyle, ze bez tych calych zgrzytow jak przy wciskaniu wszedzie KDE4 w wersji beta.
Dokładnie. Ja na swoim kompie mam Debiana, u żony na laptopie siedzi Ubuntu, którego nie aktualizuję do 8.10 właśnie ze względu na kde4.
Z drógiej strony czasami te numerki maja znaczenie na desktopach (np. python3.0 który trzeba instalować z rozbebeszonego .deb dla ubuntu)
Choć my możemy sobie narzekać ale jednak to serwery ciągną Debiana (i wszelkie zastosowania sieciowe), więc brak KDE4 to nie problem ciężkiej wagi :)
Po latach spędzonych na Ubuntu znowu wróciłem do Debiana. Stabilny jak zawsze, zero problemów. Generalnie tak jak Windows, instalujesz, konfigurujesz i zapominasz, że coś takiego jak system operacyjny istnieje. Szczerze wszystkim polecam.
:D jaki wy macie sprzęt u mnie XP SP2 trzeba jeszcze 4h konfigurować (drukarka, skaner, kamerka, skype, firefox, aqq, mplayer, dziobasplayer, neostrada(porażka totalna ten soft od tepsy), i jeszcze parę innych rzeczy)
Dla mnie tylko konfiguracje Gentoo i LFSa zajęły więcej czasu
:D:D:D:D (nie mówiąc o instalacji środowisk programistycznych)
Debian? Tak, używam. Po próbach z Ubuntu, Mandrivą, OpenSuse… tylko on przypadł mi do gustu. Niegdyś wersji Lenny, dziś Sid+Experimental – i nie wyobrażam sobie przejścia na inną dystrybucję.
Ja też przez pewien czas nie rozumiałem, zadawałem sobie pytanie: "Czy ludzie, którzy za darmo pracują nad WIOO są głupi, naiwni, czy nie mają co robić w czasie wolnym?". Teraz wiele się zmieniło. Doskonale rozumiem to, co niegdyś wydawało mi się niepojęte i sam nawet, w granicach możliwości, staram się angażować we wszelkie "ruchy wolnościowe", że tak to nazwę.
To coś ponad komercją, ponad pieniądzem. Coś wspaniałego i pięknego. Wychodzę z założenia, że skoro nikt nikomu tu nie płaci i nikt nie każe płacić mi za gotowy, sprawdzony i świetny produkt jakim jest m.in. Debian – w ramach tej zapłaty po prostu włożę coś od siebie.
niejest poza komercja zlodziejskie firmy (np redhat novell canonikal) zarbiaja miliony na takiej wolnej pracy
debian jest, a cannonical ponoć jeszcze nic nie zarobiło i Mark ciągle dopłaca do interesu
"ponoć"
tak projekty open source to jest nie wyobrazalna bajka ze tylwe ludzi robi caly czas system dla innych bez kasy….za nic i pozwalac by swoj wysilek umyslowy (w tej dziedzinie nie maly) by go jeszcze poprawiac a nei udawac ze jest sie guru.osobiscie boje sie jeszcze brac za debiana i uzywam dla wiekososci czuytajacych ten news pewnie za wstydliwy system.coz korzystam z wysilku ludzi ktorzy tworza ubuntu by ktos uzywal nie uwazam to za wstyd i jestem im wdzieczny.mam oryginalnego windowsa ale tylko brat mlodszy go uzywa sam siedze wlasnei na pingwinku i zauwazylem ze i brat czesto wchodzi wlasnie na ubuntu korzystajac z aplikacji tej dystrybucji
Nie daj sobie wmówić, że korzystanie z jakiegokolwiek systemu czy dystrybucji jest powodem do wstydu. Wszystko zależy od człowieka i jego potrzeb.
Jeśli dobrze ci jest na Ubuntu, to nie ma co się przesiadać. Jeśli jednak byś chciał, to nie daj sobie wmówić, że Debian jest trudny ;)
Debian rozleniwia – odkąd na jest na moim komputerze nie mam ochoty na eksperymenty z innymi dystrybucjami. Nie chce mi się próbować co pół roku kolejnych ubuntu, suse, mandriv itp. i męczyć się z ciągłym konfigurowaniem systemu w którym po zaktualizowaniu do go kolejnej wersji nic nie działa tak jak wcześniej.
A ja już dałem sobie spokój z Linuksem (Wiecie, dom, żona itp. Brak czasu). Za dużo kłopotów typu ALSA (jak u P202). Ale ze wszystkich linuksów, to faktycznie Debian jest de best.
Nie rozumiem – dopiero żona i rodzina uświadomiły ci, że za dużo czasu spędzasz nad systemem zamiast pracy na nim? Pytam całkiem poważnie – kiedy ja odkryłem, że dla moich potrzeb Linux wymaga zbyt wiele pracy zrezygnowałem z niego i czekam na poprawę sytuacji.
Jeżeli twój sprzęt łapie "od razu" bez doinstalowania firmware itp. wtedy debian (stable, ew. testing) jest wg. mnie bardzo wygodnym narzedziem do pracy, ponieważ żeby "dbać o system" jedyne co musisz robić to update od czasu do czasu (nawet nie jeżeli ktoś wrzuci do to crona), oprócz tego odpada "wejdź na stronę appa, ściągnij zainstaluj" czy śmieci po deinstalacji, wszystko można wyklikac w synaptic czy aptitude jak kto woli.
Zastanawiałem się nad tytułem "Dlaczego Debian jest inny?". Myślę, że jet to źle postawione pytanie. Może bardziej należałoby zapytać "dlaczego Debian jest najpopularniejszy?" W końcu inne dystrybucje są równie interesujące, tworzone przez zapaleńców i "dopracowane" (no, powiedzmy, jak wszystko co linuksowe :) – stąd ten cudzysłów), a mimo to nie mają tej popularności (renomy?) co Debian.
Odpowiedź brzmiałaby, przynajmniej w moim przeświadczeniu, jak następuje:
Debian = dpkg, apt + liczba aplikacji/pakietów + 3 wersje (stable, testing, unstable) + długi czas "życia" danego wydania (brak jasno określonych dat wydania kolejnej wersji)
W sumie – dla każdego coś miłego.
Nie znam historii Debiana, ale czy to aby nie przypadkiem Debian wytyczył wszystkim drogę swoimi dpkg i apt-em?
Ostatnia cecha także wymaga drobnego wyjaśnienia. Z jednej strony brak stałych dat wydawania kolejnych wersji można uznać za rzecz pozytywną – jest czas na dopracowanie stabilności i usunięcie błędów, nie ma tej deprymującej presji czasu, z drugiej zaś – brak kryterium czasowego zamknął Debianowi drzwi na salony Komercji. Ale to już zmartwienie szefów tego projektu.
Z tą (nie)stałością dat kolejnych wydań to nie byłbym taki pewien… Windows (tfu! ;) ) też nie jest wydawany w regularnych odstępach czasu (ani kolejne wydania nie są ogłaszane z dużym wyprzedzeniem) a jednak "drzwi na salony Komercji" nie zostały dla niego zamknięte. Ja bym się raczej dopatrywał przyczyn ewentualnych niepowodzeń w wysokiej stabilności najczęściej kojarzonej z przestarzałością (Debian w końcu nie włącza do swoich wydań programów, które nie są "wystarczająco przetestowane") przez co niektórzy mogą się zniechęcić…
PS. Nie ważne od czego się zaczynało i tak skończy się na Debianie :D
W sumie fajnie streściłeś największe zalety Debiana, chociaż akurat brak regularnych wydań dla wielu jest wadą. Ja tam nie rozumiem, jak można na to narzekać – zaktualizowany w dowolnym momencie testing i tak jest stabilniejszy, niż wydania większości innych dystrybucji. Może gdyby zmienili nazwy poszczególnych gałęzi na np.:
stable => server
testing => desktop
unstable => advanced user / developer
Wtedy może do wszystkich wreszcie by dotarło, że stable nie używa się na desktopie ;)
Pod względami wymienionymi w artykule, do Debiana bardzo podobny jest PLD.
A propos, dlaczego PLD jest "szerzej nieznany"? Czy coś go wyróżnia od innych – brak agresywnej reklamy czy może wymagające ponadprzeciętnych umiejętności dostrajanie systemu po instalacji?
Swoją drogą byłby to dobry temat do dyskusji – czego brakuje polskim dystrybucjom, aby wybić się ponad Morze Linuksowych Dystrybucji, przynajmniej na naszym krajowym podwórku. ;)
Jedyne co mi przychodzi na myśl to marketing (a raczej jego brak) i — o czym dalej — instalator.
Umiejętności do obsługi PLD pewne są wymagane (deweloperzy sami przyznają, że oczekują pewnego doświadczenia od użytkownika), ale wcale nie są większe niż w przypadku np. Slackware'a czy Archa, które jakoś potrafiły zaistnieć (Slack choćby z racji wieku ma już stałe miejsce na Linuksowym Panteonie, ale Arch jest stosunkowo młody (notabene twórca Archa używał niegdyś PLD)).
Jakość również stoi na przyzwoitym poziomie, zasadniczo działa, choć w okresach większego natężenia prac deweloperów zdarzają się rzeczy dziwne i bardzo dziwne. Ogólnie jednak PLD oceniam pod tym względem dobrze, na pewno nie jest gorzej niż wspominany Arch.
Pewną barierą może być instalator w powszechnym rozumieniu, który niby jest, ale jakby go nie było, niby działa, ale nie bardzo. I nikomu przesadnie nie zależy na zmianie tego stanu rzeczy*, bo wszyscy instalują przez chroot — ręcznie (są świetne opisy) lub korzystając z kŧóregoś z automatów (notabene instalator CRI jest moim zdaniem małym arcydziełem, dużo ciekawszym niż niejeden "zwykły" instalator).
*) no, ostatnio pojawił się wysyp LiveCD z instalatorami Anaconda, choć ZTCW do doskonałości trochę jeszcze brakuje
–
W oŋóle jakiś czas temu zauważyłem, że na wybór systemu ogromny wpływ ma moda. Dawniej każdy "überużytkownik" musiał mieć Debiana lub Slackware'a, z kolei "lameużytkownicy" mieli Mandrake'a/Mandrivę, ew. Fedorę Core. I każdy "überużytkownik" stawiał sobie za punkt honoru pogardzać Mandrake'iem i Fedorą.
Potem wybuchła moda na Ubuntu (która trwa do dziś), każdy początkujący siadał na Ubuntu, część wręcz z jego powodu wkraczała w świat Linuksa (bo instalowanie Ubuntu było na czasie). Na Ubuntu przerzuciła się pogarda "überużytkownik".
Jakiś czas później w światło reflektorów trafiło Gentoo, dosłownie wszyscy ("über-" i "lameużytkownicy") nagle zaczęli Gentoo instalować. Nie można było pójść po piwo do sklepu, żeby się o Gentowca nie potknąć.
Po jakichś 6-12 miesiącach miejsce Gentoo zajął Arch, wszyscy "Gentoo 4 ever" zaczęli wrzeszczeć "Arch 4 ever", na szczęście ostatnio i to się uspokoiło.
Obecnie chyba nie ma żadnej nowej mody. Jakiś miesiąc, czy dwa, temu pewne szanse na bycie modnym miał OpenSolaris, ale dość szybko się upsokoiło.
> czego brakuje polskim dystrybucjom, aby wybić się
> ponad Morze Linuksowych Dystrybucji
wg mnie dobrego dobrego marketingu i — przepraszam za brzydkie słowo — zdolnego trendsellera
tuż przed wysłaniem przypomniałem sobie o jeszcze jednej, bardziej lokalnej, modzie — Aurox
Nie chcę tu opowiadać o auroxie bo nigdy z niego niekorzystałem.
Ale inwestowali w marketing. Chyba to była 1 dystrybucja linuksa instalowana na laptopach…
Sam nacodzień korzystam z ubuntu ponieważ tylko ten system poznałem i sam potrafie wyguglować solucje.
Niestety przyzwyczajenia jest ciężko zmienić, dlatego ciągle jestem na ubntu od wersji 5.x
Jak znajomy stwierdził nie ma sensu testować tysiąca dystrybucji tylko na 1 spocząć i nauczyć się porządnie obsługi. Mimo że *buntu wkurzają mnie ostatnio za bardzo jakoś inne dystrybucje nie potrafią mnie zaspokoić(tak wiem cholerne przyzwyczajenia!)
pozdrawiam
Powiem tak: w PLD wpadki sie zdarzaja ale w wiekszosci wypadkow wystarczy downgrade jakiejs paczki i wszystko wraca do normy. (ostatnio to chyba byla taka akcja z xorg 1.5.cos – ale to byl problem nie tylko PLD). Wystarczy zerknac na liste pld-devel-pl i zwykle ktos juz pisal o rozw.
Co ciekawe korzystam z repo th,th-ready,th-test i nie aktualizuje tylko tych paczek ktore nie maja rozwiazanych zaleznosci. Za to samo distro jest bardzo szybkie i co mnie najbardziej sie podoba – mam wplyw na pewne sprawy zwiazane z PLD.
Brakuje Ci paczki jakiejs paczki? jest stbr – wysylasz zlecenie komenda do bota na irc, idzie email do jakiegos wladnego dev-a i masz za chwile paczki w repo!
Wcale nie trzeba u siebie nic kompilowac :)
Polecam :
o PLD
STBR
PLD – dystrybucja-widmo
Zwlaszcza ostatni link wiele czytelnikom wyjasni :)
>> Wielu użytkowników zaczynało swoją przygodę z Linuksem, instalując jedną z pochodnych Debiana. Jednak w późniejszym czasie, duża część owych użytkowników stwierdziła, że “staruszek” jest dużo lepszy od tych wszystkich “młodzików”, w związku z czym przeszli oni na Debiana."
Miałem Debiana przez jakiś czas, ale jakoś tak kuło mnie to, że na Debianie wszystko jest bardzo stare nawet w wersji testing (unstable nie próbowałem).
Uzywam od dluzszego czasu Debiana testing/sid. Aktualizacje pojawiaja sie od czasu do czasu.
zrobilem sobie takie ustawienia
# gedit etc/apt/apt.conf
// To jest domyślna wersja systemu
// dopuszczalne wartości to: lenny, sid
// lub testing, unstable
APT::Default-Release "testing"
normalnie intsalacja pakietu pod testing wyglada tak:
# aptitude install pakiet.deb
jesli chce z unstable to tak:
# aptitude -t unstable install pakiet.deb
jesli z backports to tak:
# aptitude -t backports install pakiet.deb
Oczywiscie pozniej trzeba dodac odpowiednie repozytoria w source.list
i je zaktualizowac
Cenię sobie Debiana ze względu na wygodne zarządzanie paczkami. Nie przypadły mi do gustu RPM-y, których kilka lat używałem na Mandrivie i wcześniej Mandrake, a z urpmi i bazą danych paczek miałem co rusz jakieś problemy.
Przydałoby mi się w Debianie przechowywanie daty instalacji poszczególnych paczek. Nie mam ochoty na archiwizowanie dpkg.log.
Czasem sięgam po paczki z unstable czy experimental, ustawiając odpowiednio priorytety w /etc/apt/preferences. Plik ten przydaje się także przy powrocie do starszej wersji paczki, kiedy nowa nie działa jak trzeba.
Nie przywiązuję jednak zbyt wielkiej wagi do dystrybucji. Wolę uczyć się zagadnień bardziej uniwersalnych, choć czasem dopada mnie konieczność rozpracowania czegoś co w innych dystrybucjach nie występuje.
Generalnie ta "starość" Debiana to jest plus o tyle o ile komuś zależy na stabilności, rzecz jasna to jest kwestia wyboru jakie programy i elementy systemu w jakiej wersji chcemy mieć. Generalnie śmigam na Xubuntu bo mi się nie chce kombinować, to w sumie też Debian, lecz panuje tu taki mega mix wszystkiego, że czasem ciężko się zorientować. No ale coś za coś, jak ktoś chce mieć porządek i od początku do końca wiedzieć co i jak, to wybierze Debiana, jak komuś to generalnie wisi to wybierze Ubuntu. :)
Ja nie wybrałem Ubuntu ale Minta odpowiednik stabilnej wersji Debiana ^^.
Jest tworzony na podstawie wcześniejszego wydania ubuntu przez co większość błędów początkowych ma naprawione.Ponadto posiada wszystko co potrzeba do wydajnej pracy a w przypadku problemu można bez obaw posiłkować się forum ubuntu(polskie forum Minta też już istnieje).
Swoją drogą szkoda że nie ma Polskiej dystrybucji opartej o Debiana, myślę że to było by coś.
Ogólnie to przydała by się łatwa dystrybucja polskiego Linuksa(tzn taka co ma w założeniach maksymalne ułatwienie korzystania lamerom)
Jak na razie to panoszą się plagiaty Polskich Linuksów takie jak np Zenwalk ;p
Mamy polską dystrybucję opartą o Debiana – Cdlinux.pl, tylko jakoś dystrybucja ta stanęła w miejscu. Ostatnia wersja była w 2007 roku, a nowej narazie nie widać. Szkoda, bo chętnie bym go używał, gdyby tylko wyszła jego nowa wersja. Ciekawe kiedy i wogóle czy wyjdzie jego nowe wydanie. Używałem go wtedy, ale teraz jest mocno przestarzały i na moim nowym laptopie mogę sobie pomarzyć by działał. Poza tym ja lubięmieć aktualny system, a nie jakiś archaiczny staroć. Czekam na nowe wydanie cdlinux.pl, ale nie wiem czy się doczekam. Tak samo czekam na Dreamlinuxa – od dłuższego czasu dostępna jest wersja RC4, ale ja wolę czekać na oficjalne stabilne wydanie, tylko, że to RC jest dostępne od dawna i nie mam pojęcia,kiedy planują ostateczną wersję :( Ubuntu nie lubię. Często miałem z nim problemy, a używałem go na trzech komputerach z rzędu, ale wolę to distro niż Mandrivę na przykład, bo instalowałem jej cztery kolejne wydania i żadne nie pozostało na moim dysku dłużej niż kilka dni :P
A ja wole ARCHA!!!
A Windziarze trzęsą się bo podobno wielki Bill robi finito z windowsami ponoć to już ostatnia wersja potem panowie zajma się już tylko łataniem swoich dziur………:)))))
a gdzie to wyczytales?
bardzo chetnie rzuce okiem na zrodlo informacji :)
A co z Centos, nikt nie bierze pod uwage dystrybucji klasy enterprise pod uwage ?
Bez przesady, obecny Firefox 3 wcale nie jest mniej stabilny od dwójki, która już zakończyła swój rozwój. A co z błędami krytycznymi w Fx 2? Na pewno jakieś zostaną odkryte – a Debian etch cały czas na tej przeglądarce w tej wersji polega…
Nie zrozumcie mnie źle, bardzo cenię Debiana i rozumiem, że na serwery nadaje się idealnie. Na biurko jednak moim zdaniem się nie nadaje. Mówienie o stabilności jest tutaj przesadą, nikt z tego powodu nie będzie tkwił w systemie z przestarzałym oprogramowaniem… Świat idzie do przodu i warto korzystać z jego nowych możliwości.
Dlatego wybrałem Ubuntu. I choć czasami mam mu coś do zarzaucenia, to wolę to od Debiana, który w wersji stable jest dla mnie po prostu za stary.
Zastanawiam się jednak nad tymi aplikacjami – jak to jest (może się nie znam) z wersjami, dla których kończy się wsparcie? No bo logicznie rzecz biorąc, to Fx 3 jest bezpieczniejszy od Fx 2, bo jest dla niego wsparcie…
@mgol
A kto ci każe instalować wersję stable? Rozumiem, że chcesz postawić desktop, a nie serwer.
Wybierz więc testing/unstable albo samą unstable (sid). Zaręczam, że bedzie spisywać się bardziej stabilnie niż Ubuntu.
Z FAQ Debiana, o sidzie:
"Should I use sid on my desktop?
If you think you can handle a broken Debian system, sure. Do you know what to do if libpam0g breaks, preventing all logins? Do you know what to do if grep breaks, causing the boot process to hang forever? These things have happened. They will happen again."
Ale testing pewnie spróbuję, gdy odzyskam trochę wolnego czasu.