A więc masz problem ze swoim komputerem? Tak, dobrze trafiłeś, studiuję informatykę i wiem coś niecoś o komputerach. A czy rozwiążę Twój problem?
Na pewno spróbuję. Jesteś moim przyjacielem i cieszę się, że mogę pomóc. Mam pewne doświadczenie i naprawdę chętnie pomogę. Wiem, że na pewno zrobiłbyś to samo dla mnie. Już niedługo zwrócę się do Ciebie po darmową poradę prawną albo finansową. A także jeśli mój samochód nie będzie chciał zapalić.
Mimo to jest tutaj kilka rad, które nam obu ułatwią przejście przez to wszystko:
- Prawdopodobnie nie znam rozwiązania od razu, więc proszę, nie denerwuj się, jeśli akurat będziemy na mieście a ja, nie powiem Ci o co chodzi. Może Cię to zaskoczy, ale raczej na pewno pierwszym co zrobię będzie przeszukanie Google. Ja po prostu posiadam odpowiednią wiedzę, aby podążać za wskazówkami z Google.
- Mówiąc o Google, naprawdę docenię, jeśli przed zadaniem mi pytania spróbujesz sam znaleźć odpowiedź. Dostaję dużo pytań dotyczących komputerów i jest to co bądź denerwujące, jeśli odpowiedź na Twoje znajduje się na pierwszej stronie w wynikach Google. Nie, nie każę Ci poświęcać całego dnia, ale spróbuj chociaż przez pięć minut. Może akurat znajdziesz odpowiedź i zaoszczędzisz trochę czasu nam obu. Przy okazji może nauczysz się jakiejś innej ciekawej rzeczy.
- Jeśli Google nie rozwiązuje Twojego problemu to wal do mnie. Tylko pamiętaj, że jest właściwie niemożliwym zdiagnozowanie większości problemów przez telefon. Wiem, że czujesz, że opisałeś swój problem odpowiednio, jednak dość trudno jest zrobić to zrozumiale dla innych.
- Jeśli wpadnę popracować nad Twoim komputerem, to naprawdę nie musisz rozmawiać ze mną przez cały czas. Wiem, że starasz się być uprzejmy, ale Twój problem jest pewnie dość skomplikowany i będę musiał się skoncentrować. Raczej na pewno nie natrafiłem jeszcze na coś takiego i nie jest to usterka, którą rozwiązuję codziennie. Będę musiał trochę poczytać o tym wszystkim, a moja koncentracja spada do zera, jeśli zaczynasz opowiadać o Twoim weekendzie.
- Za to nie będę miał nic przeciwko, jeśli zaproponujesz coś do picia albo jakąś kanapkę.
- Bądź realistą jeśli chodzi o czas. To nie są filmy – nie będę stukał w klawisze w ekspresowym tempie i nie naprawię wszystkiego w pół minuty! Muszę wykombinować co jest problemem i spróbować go rozwiązać. To może zając z godzinę, więc proszę, nie zapraszaj mnie jeśli za pietnaście minut masz wyskoczyć do kina.
- Przestań w kółko mnie przepraszać, jeśli będzie mi to zajmować więcej czasu niż się spodziewałeś. Doceniam Twoją troskę, ale ona niestety nie pomaga. Po pierwsze, mniej więcej wiem ile czasu sobie zarezerwować, a po drugie pewnie już się zaangażowałem, a nie znoszę zostawiać problemów bez rozwiązania. Dam Ci znać kiedy uznam, że nie potrafię pomóc, ale do tego czasu pozwól mi ocenić, czy zrobiłem dosyć.
- Z drugiej strony pamiętaj, że dla mnie doba ma też tylko dwadzieścia cztery godziny. Jeśli powiem, że nie mogę tego naprawić w rozsądnym czasie, to nie obwiniaj mnie. Jeśli powiem, że zajmie to kilka godzin, to wiesz co – mam pewnie już zaplanowane jak spędzę najbliższe popołudnia i wieczory. Są ludzie, którzy zawodowo zajmują się rozwiązywaniem takich złożonych problemów, ale ja nie jestem jednym z nich.
- Jeśli nie potrafię rozprawić się z Twoim problemem, to komentarze typu „Myślałem, że znasz się na komputerach” na pewno nie pomogą. Znam się na tym, z czego ja korzystam – większości narzędzia programistyczne dla systemu Unix, a nie pakiet graficzny dla Windows. Oprogramowania jest naprawdę dużo, a w szczegółach znam tylko jego niewielki procent.
- Inny mało pomocny komentarz – „Myślałem, że studiujesz informatykę”. Informatyka nie jest o naprawianiu komputerów. Ma więcej wspólnego z matematyką, niż z pomocą techniczną.
- Ostatnie i najważniejsze – przestań ciągle budować zamki na piasku. Jeśli już rozwiążę Twój problem, to posłuchaj moich rad, jak uniknąć go w przyszłości. Nic nie jest bardziej denerwujące niż naprawiać w kółko to samo. A szczególnie jeśli można tego łatwo uniknąć. Cieszę się, że mogę pomóc, ale altruizm ma też swoje granice.
Brzmi rozsądnie, czyż nie? Świetnie, to w czym problem?
Tekst jest luźnym tłumaczeniem ‘An Open Letter to Anyone Asking Me For Computer Help’
Autor: Ben Brinckerhoff
Przetłumaczył: Igor Kupczyński, puszczyk@gmail.com

JakiLinux
Aż smutne, że większość z tych punktów (pomijając może trzy ostatnie – dla laików informatyk i facet z serwisu to to samo) trzeba ludziom tłumaczyć, choć wydawałoby się, że są naturalne.
List otwarty wydrukowałem, będę rozdawał kopie kumplom proszącym o pomoc ;)
Nie rozumiem po co te manifesty, udzielanie rad co się ma zrobić przed… itd. Artykuł wybitnie napisany właśnie pod Linuksy i ich użytkowników. Swoją drogą, dystrybucja jest tyle warta co jej użyteczność i bezproblemowość. A z tym jak życie uczy jest różnie. Cały czas powtarzam. Wydać porządne podręczniki użytkowania poszczególnych dystrybucji. Można by na tym nawet zarobić. Wtedy nie będzi potrzeby wkurzającego odsyłania do googla.
nie zgadzam się z tobą , 99% opisanych tutaj sytuacji to mam z tymi którzy używają Windows, ludzie którzy używają linuksa są bardziej samodzielni, umieją czytać (i chcą czytać) i myśleć. Niestety Windows patrząc po większości znajomych skutecznie tego oduczyło ich. W razie jakiegokolwiek problemu (nawet jeśli mają podane w komunikacie rozwiazanie) nie są w stanie sami tego zrobic (bo nie przeczytali , nie zrozumieli komunikatu: " ja nic nie rozumiem, nie znam się, nie jestem informatykiem itd. itd…"
Co tu jest napisanego "pod Linuksy" ?
Popieram w 100%.
Przynajmniej zgromadzić wiedzę dotyczącą instalacji, konfiguracji i instalowania nowych programów.
Wbrew pozorom dla zainstalowanie jakiegoś programu czy sprzętu często trzeba coś zainstalować, coś o czym początkujący nie ma pojęcia.
Z chęcią wydam nawet 100 zł za wartościowy podręcznik dla Debiana 4.0 Etch lub Slackware 12, czy Gentoo.
Jeżeli ktoś naprawdę zaczyna, i ma często internet od pary dni, to nawet w Google trudno to potrzebne coś znaleźć.
I jeszcze odnośniki. Myślę, że dobrym obyczajem powinno się się stać, a nawet tradycją, tak jak na niektórych stronach już bywa i chwała im za to -informacja o języku z którym trzeba się zmierzyć po kliknięciu na odnośnik.
Niechiałbym być złośliwy, ale do gentoo jest bdb handbook na ich stronach, no i pozostaje jeszcze gentoo-wiki ;)
Nie zgodzę się. Użytkownicy Windowsa sa strasznie leniwi – nie chce im się niczego robić i po prostu chcą żeby coś działało. Że pozwole sobie zacytować "Nie pokazuj mi jak to się robi – ja nie chcę tego wiedzieć! Po prostu to napraw".
Mówisz o pożądnych podręcznikach do dytrybucji, ale kto je będzie czytać skoro nikomu nie chce się zadać pytania w Google? Z resztą odsyłanie do Google to o tyle mądry pomysł, że posługiwanie się tą wyszukiwarką przydaje się choćby przy szukaniu przepisu na sernik
A skoro jesteśmy przy dobrych podręcznikach – ja się jeszcze nie zawiodłem na Slackware Linux Essentials. I podejrzewam, że każda dystrybucja ma coś w tym guście.
Oj są leniwi, są… :) Ale to nei problem… Przy kolejnej wizycie rachunek rosnie (albo się pojawia, jesli poprzednim razem naprawa byla gratis :))
Początek jak wstęp rozmowy z ojcem chrzestnym, ale potem… jakbym sam to pisał.
super, tylko "dwadzieścia cztery" pisze się osobno :)
liczebniki pisze się łącznie, jedyny wyjątek to to np. 0,24 wtedy osobno ;P
no niestety… liczebniki pisze się rozłącznie np. sto dwadzieścia pięć – odsyłam tutaj – http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629459
jak nadmieniono w tekście, czasami warto być dociekliwym i poszukać odpowiedzi samemu (i nauczyć sie czegoś przy okazji) :)
Ci się z niemieckim pomiliło chyba.
Skąd ja to znam. Ludzie uważają, że skoro jestem informatykiem (zawodowo programistą) to powinienem znać się na wszystkim: na programach do księgowości, programach graficznych, na płytach głównych, wszystkich modelach laptopów, VOIP itd.
super art :D już wydrukowałem i bede rozpowszechniał :D
Czad, sama prawda :) Dodałbym jeszcze prośbę o to, żeby delikwent NIE PRÓBOWAŁ pomagać mi rozwiązać problemu korzystając ze swojej zerowej wiedzy. Bo nic tak nie rozbraja człowieka kiedy główkuje nad czyimś padniętym dyskiem i słyszy radę w stylu "Wiem! mi się wydaje, że to wirus! Czekaj mam tu jakiegoś antywirusa na płycie!". Ręce opadawszy ;)
Rozwala mnie też, kiedy wymagają super wiedzy o sprzęcie, zwłaszcza o drukarkach. Niech ktoś tym ludziom wytłumaczy, że jeśli drukarka jest padnięta to przeciętny programista nie jest w stanie jej naprawić i wcale to nie oznacza, że dupa z niego nie iformatyk…
Ekstra sprawa, czy mogę to rozpowszechniać np. na moim blogu o http://www.ubuntufantasy.blogspot.com ? oczywiście dopisze kto jest autorem tekstu i tłumaczenia ;)
Możesz, byleś zastosował się dokładnie do instrukcji z FAQ (dotyczy w ogólności newsów, ale w tym przypadku możesz skopiować również artykuł, bo taka jest wola autora).
Jak dla mnie taki list to dowód pychy i bezczelności. Myślicie, że jesteście lepsi, bo macie jakieś pojęcie o komputerach? Wyobraźcie sobie, że to Wy macie jakiś problem, np. popsuł się Wam samochód. Kumpel jest mechanikiem, więc prosicie go o przysługę, a ten daje wam listę:
Zajrzyj do instrukcji obsługi, i "Poradnika Mechanika" (ja się bez niego nie ruszam, słowo)
Jak już do ciebie przyjdę to nie gadaj ze mną, przeszkadzasz(kto to pisał, nie lubi swoich znajomych?)
Daj mi coś do picia
…
Ten "manifest" to kompletna porażka, no chyba że ktoś chce zyskać wizerunek buraka.
Kto wy? Autorem artykułu jest Ben Brinckerhoff. To nie jest zdanie "nas". Wyrażaj się precyzyjniej.
Nie do końca. Jak psuje się samochód to zostawia się go w warsztacie. Jak boli ząb to idzie się do dentysty. Jak psuje się komputer to… dzwoni się do znajomego informatyka. Dlaczego — nie mam pojęcia? Może dlatego że komputer "psuje się" częściej niż inne urządzenia (jest w nim więcej do zepsucia). Fakt jest faktem — "informatyk" to jest w potocznym rozumieniu taki koleś do którego można dzwonić z wszystkimi problemami komputerowymi i powinien zawsze z uśmiechem na ustach pomóc i jeszcze podziękować — bo przecież on "tak lubi te komputery", że usuwanie z rejestru złośliwych wpisów i sprawianie, że wyskakujące ikonki przy starcie systemu więcej nie wyskakują to dla niego na pewno czysta przyjemność.
Ja w tym artykule nie widzę pychy. Facet przyznaje, że "on tak naprawdę niewiele wie" — zwykle informacji szuka w Google. Uzmysławia natomiast ważną rzecz — zanim poprosisz o pomoc upewnij się, że na pewno nie jesteś w stanie poradzić sobie z problemem samemu. 5 minut szukania w Google to naprawdę nie udręka, a często potrafi zaoszczędzić fatygi przemęczonemu koledze we flanelowej koszuli :P
Mam pokazywać palcem? Thar i deer już wydrukowali i będą rozdawać, a Husio, elixir i soda2 są zachwyceni tekstem. Zaryzykuję, że puszczykowi list też się podobał, skoro zdecydował się przetłumaczyć (chyba, że tylko mu za to płacą :P )
Ok, zamień mechanika na hydraulika – nie zaniesiesz swojej instalacji wodnej do warsztatu.
Bo zwykle każdy ma jakiegoś znajomego "komputerowca". Zawsze znajdzie się jakiś nastoletni bratanek czy syn sąsiada, który sobie da radę.
Nie twierdzę, że grzebanie w czyimś kompie sprawia mi przyjemność, ale zuppełnie czymś innym jest powiedzieć komuś Następnym razem przeklej cały ten tekst błędu w Google, dostaniesz link do jakiegoś forum gdzie ktoś już miał taki sam problem, i poczytasz sobie co mu kazali zrobić a czymś innym dać mu taki list. Większość normalnych ludzi uzna to za chamstwo, szczególnie punkty 4 (nie zawracaj mi …) czy 5 (daj mi pić).
Podobał :) a na życie zarabiam w trochę inny sposób ;)
Cztery może rzeczywiście jest trochę kontrowersyjny, no ale nie przesadzajmy.
Co do pięć to jak ktoś mnie zaprasza do siebie i nawet czegoś do picia nie zaproponuje to to jest dopiero chamstwo ;)
Troche więcej dystansu wobec czyichś wypowiedzi… ;)
Nie mówimy tu o łechtaniu ego zakompleksionych pryszczersów
Mówimy o regularnym nadużywaniu czyjejś dobrej woli, cechy która burakom jest obca (dlatego są burakami).
Kolega trollujący prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy z tego, czego mu szczerze zazdroszczę.
Ja też mam dosyć kiedy ludzie się na mnie obrażają że nie potrafię im zdiagnozować problemu przez telefon, a to się naprawdę dzieje często.
Ostatni przypadek miałem dosłownie 4 dni temu, kiedy powiedziałem znajomej że nie mogę jej powiedzieć przez telefon co ma zrobić jeżeli pojawia się "jakiś komunikat o wirusie przy starcie, a potem się komputer zamyka", bo po prostu nie używam windows. Nie odzywa się do mnie gdyż uważa że ją brutalnie spławiłem, "bo jak to programista nie używa windowsa czy innego komputera".
Ot codzienne bolączki, ale czasem się robi naprawdę przykro, "bo synek sąsiadów poradził sobie szybciej niż taki fachowiec pożal się boże jak Ty".
Ciekawe czy ktoś produkuje koszulki z napisem "Nie znam się na windołsie!!!"
Kochani! W Polsce wiedza nic nie kosztuje!
Takie jest przekonanie ogółu społeczeństwa.
Jeżeli hydraulik spędzi kilka godzin cudując z montowaniem kranu to wiemy, że trzeba zapłacić. I za każdą inną fizyczną czynność, czy usługę.
Jeżeli sąsiadka przyjdzie przetłumaczyć tekst z jakiegoś na nasze lub odwrotnie to darmocha. Pomóż synowi sąsiada w matematyce raz, to się przyzwyczai -i też darmocha. A jak ci naprawi kran, czy zmieni uszczelkę to wtedy wie, ile policzyć. Bo on jest fachowiec, a ty mający (tyko?) wiedzę i to często dużą wiedzę nie jesteś fachowcem. Nadzieja świta. Wiedza zaczyna być w cenie. Przestańmy się wstydzić i też wystawiajmy rachunki.
1. Ten manifest jest pisany żartem
2. W żadnym wypadku nie jest porażką
3. A na buraka bez poczucia humoru wyszedł autor komentarza
Z resztą "uwag" rozprawił się michuk :)
Bez wycieczek, ok? Pisałem, że na buraka wyjdzie ten, kto wręczy komuś taki list, a nie do Ciebie.
To trzeba było tu wrzucić, a nie zawracać mi eresesa :P
Ok, poniosło mnie trochę. Przepraszam.
Nie zgodzę się absolutnie z kolegą berbelkiem. Niestety. Problem przedstawiony w artykule znam nad wyraz dobrze. Zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje.
Zauważ drogi kolego, że gdy boli Ciebie ząb – idziesz do dentysty. Gdy złamiesz nogę – jest ortopeda. Problem z widzeniem – jest okulista… Co się dzieje, gdy zawodowo jesteś np. programistą albo administratorem Oracle ? Dla znajomych jesteś…. informatykiem. Więc przychodzą z zawirusowanymi komputerami, nie działającymi kodekami, problemami z urządzeniami peryferyjnymi. Czy ktoś poszedłby do elektryka samochodowego z rozwaloną skrzynią biegów ? Czy alarm samochodowy zakłada mechanik lub blacharz ? Nie. To wszystko jest zrozumiałe dla otoczenia. Kiedy jednak zawodowo pracujesz z komputerem stajesz się informatykiem.
Od przeszło 12 lat zajmuje się informatyką – specjalność sieci komputerowe. Hobbystycznie – programowanie. Przeszedłem w tym czasie od DOS Windows przez Linuksy na moim biurku (PLD cały czas działa i będzie działać na firmowych serwerach i opiekuje się nimi ADMINISTRATOR) po aktualnie wykorzystywany MacOS X.
Do mechaników jeżdzę z moimi samochodami firmowymi. Naprawiają, serwisują – zawsze za kase – normalne przecież, to ich chleb. Kiedy jednak padł im laptop z Windows / DOS (komputer elektronika samochodowego) poprosili mnie o pomoc. Naprawiłem komputer, jednak kolegom mechanikom wydało się, że słowo dziękuję wystarczy. Nie wystarczy. Buractwem jest traktowanie naprawy komputerowej jako przysługi – bo przecież co to za praca siedzieć przy komputerze. On się tam nie narobi, ani rękawów sobie nie wyrwie. Co innego praca przy samochodzie – człek się w smarach upatoli etc. Otóż nie. Od przeszło roku, nie pomagam za słowo dziękuję. Nie dlatego, że stałem się wyrachowany. Po prostu zauważyłem jedną przypadłość. Kiedy pomagałem za dobre słowo, nikt ze znajomych nie brał moich uwag na poważnie. Jechali na pirackich Windows bez aktualizacji, bez programów antywirusowych etc. Słowo Linuks brzmiało dla nich śmiesznie. Po co mieli się starać, skoro jak coś znowu zepsują to kolega naprawi. Otóż kolega naprawi za pieniążki. Z początku był dziwny bunt. Po drugim płaceniu – pojawiło się pytanie – to co mam zrobić by tego uniknąć. Ile kosztuje Windows OEM? Jaki antywirus ? To może spróbuję Linuksa, bo i tak nie gram, skoro mówisz że dam radę….
Dzisiaj większośc moich znajomych zrobiła się rozważna. Wiedzą już, że moje działanie miało na celu tak naprawdę nie wykoszenie ich z kasy, a rozwiązanie problemu. Problemu traktowania pracy informatyka jako stukania w klawiaturę małego Staszka, któremu wystarczy dobre słowo i uścisk dłoni. Część się obraziła – wynika z tego, że byłem potrzebny jedynie do napraw komputerów, część zaczęła dbać o komputer. Zrozumieli też, że praca informatyka, pozornie nic nie robiącego poza siedzeniem i stukaniem w klawiaturę, jest tak samo wartościowa i ważna jak każdy inny zawód.
Pozdrawiam.
Dla mnie informatyk, ktory nie zna sie na serwisie – to nie informatyk, to popierdolka.
Bez znaczenia co robi w pracy, czy rysuje, programuje, administruje, jesli nie zna sie na sprzecie, to nie nadaje sie do niczego.
Do listu dodalbym jeszcze jeden punkt:
- Mam dyplom uczelni wyzszej – nie spodziewaj sie, ze umiem cos wiecej procz gadania…
Dziekuje, Dominik
No dobrze. To ja coś powiem…. To będzie wyznanie. Taki coming-out…
[pauza powiększająca napięcie]
Nie znam się na sprzęcie!
[westchnienie]
Nie rozróżniam SSD od MFM, MZR od CHS, a nawet PCI, AGP i PCI-E. Przynajmniej nie wizualnie. Przykro mi…
Na codzień programuję aplikacje w J2EE. Sektor: bankowość.
Dupa ze mnie, a nie informatyk. Czekam na bluzgi.
A masz:
#$%^&#
;)
Nawet, gdy jestes programista, z wiedza o sprzecie, o wiele latwiej jest uniknac bledow.
Nie wymagam od nikogo ustawiania przeplotu na dyskach twardych (czego zreszta prawie juz nikt nie robi), ale podstawowej wiedzy jak zlozyc komputer i jak naprawic w razie awarii. TO NAPRAWDE NIE JEST TRUDNE!!
Niestety praktyka zyciowo-zawodowa pokazuje, ze jest zupelnie inaczej.
Przykladow moge mnozyc w nieskonczonosc…
NP. Kolega skonczyl Inzynierke na Politechnice lodzkiej – kierunek sieci. Uczelnia niby z renoma, powazna blebleble.
Chociaz z liczenia calek napewno jest nie do zagiecia, to gdy w naszym biurze popsul sie sprzet i trzeba bylo wymienic procesor to nie mial pojecia jak to zrobic!!!
@Michuk – przyklad do programowania
Uszkodzony segment bankow pamieci w ramie, skutek?
Program mimo poprawnosci ciagla sie wywala.
(Bezposrednio przy probie odczytu np ciagu abc podstawiane sa nieprawidlowe wartosci.)
Sposob naprawy -> memtest86 i ewentualna wymiana kosci
Oczywiscie informatyka mozemy nazywac wiele rzeczy, zaleznie od definicji.
Niezaleznie jednak od tego co robisz, gdy twoj komputer zacznie wariowac powinnienes umiec sobie z nim poradzic, inaczej efekty twojej pracy moga przepasc.
Dziekuje, Dominik
Czym innym jest umiejętność radzenia sobie z abstrakcyjnymi problemami (np dojście do tego, że winny jest RAM), a czym innym serwisancka znajomość modeli kart graficznych i różnic między nimi. To pierwsze jest oczywiście bardzo ważne, to drugie niekoniecznie, ale to właśnie tego drugiego często wymaga się od "informatyka".
Ja w takich sytuacjach mówię najczęściej że nie jestem informatykiem, tylko programistą. Nikt nie rozumie, ale przynajmniej nie zawraca głowy.
Nie istnieje cos takiego jak "serwisancka znajomosc modeli kart graficznych".
Dokladne parametry powinni znac tylko handlowcy, by moc zaproponowac lepszy model.
Przy naprawach jest to zupelnie niepotrzebne. Zwracamy uwage tylko na interfejsy i napiecia, w razie czego odnoszac sie do informacji z google.
Uwierz mi, wiem o czym mowie, od ponad 2lat zajmuje sie serwisem komputerowym i przerobilem kilkadziesiat takich przypadkow.
Wielokrotnie wyreczajac dyplomowanych informatykow (ja nadal studiuje), czuje sie zazenowany poziom ich wiedzy.
Serwis jest jedna z najprostszych umiejetnosci komputerowych i opiera sie przedewszystkim na zdolnosci logicznego rozumowania i PODSTAWOWEJ WIEDZY na temat sprzetu.
Pozdrawiam, Dominik
Skoro pracujesz jako programista J2EE to dla Ciebie takie pojęcia jak Spring, Hibernate są codziennością. Dla ilu informatyków składających komputery Spring to coś więcej niż wiosna ? Dlatego właśnie w pełni popieram Ciebie, że nie musisz znać się na sprzęcie – od tego by sprzęt działał są informatycy – serwisanci. Ich natomiast całkowicie nie interesuje sprawa Springa czy też rozwiązanie MVC dla J2EE….
Pozdrawiam i powodzenia.
tylko po co mi wiedzieć że jakiś athlnx2 ma o pare mniej punktów w jakimś marku? Mi wystarczy że znam podstawe działania procesora etc.
Co do softu. Na miłośc boską jest tyle programów , os że nikt tego nie spamięta.
Postaram się odpowiedzieć bez emocji, merytorycznie…
Dlaczego uważasz, że jeśli nie znam się na sprzęcie, to nie nadaję się do programowania?
Pytam, bo w sumie nie uzasadniłeś swojego zdania.
I jak definiujesz "znanie się na sprzęcie"? (w jakim stopniu)
Wiesz, że Linus Torvalds studiował w Helsinkach?
Człowieku, informatyka to z grubsza programowanie i administracja serwerów. Ani do jednego, ani do drugiego jakaś szczególna wiedza o sprzęcie nie jest potrzebna (choć w specyficznych zastosowaniach się przydaje – np. pisanie sterowników). Poza tym wiedza o sprzęcie jakiej uczą na studiach i jaka jest faktycznie potrzebna w zawodzie, polega na budowie procesora, strukturze pamięci itp., a to ma się nijak do tego co masz na myśli, czyli wiedzy typowo serwisowej. No chyba, że uważasz, że wiedza o funkcjach rejestrów w procesorze jest pomocna przy ratowaniu padniętego systemu, albo zmuszaniu drukarki do pracy…
Tekst dość dobry, choć niestety przeczyta go raczej mało ludzi, których on dotyczy. Punktu 3 doświadczyłem osobiście – przez telefon się po prostu nie da ;) Punkt 4 bardzo trafny – zajęcie jest na tyle absorbujące, że o rozmowie nie ma mowy, więc normy grzecznościowe na bok, bo potrzebne jest skupienie.
wrzuc sobie do googla definicje "informatyki", a nie pisz bredni. programowanie, administracja sieciami a informatyka to zupelnie rozne pojecia. tak samo jak matematyka i sprzedawanie w sklepie za pomoca kalkulatora.
Studiuję elektronikę na PG, dziedzinę z informatyką bardzo mocno związaną i na tym samym wydziale mam kumpli, którzy studiują informatykę. Jak myślisz, czego się na tym kierunku uczą? Powiem ci – programowania w różnych językach i na różne platformy, algorytmiki, podstaw techniczych komputerów (w tym to co pisałem, czyli budowa procesora), jak również szeroko pojętych spraw związanych z sieciami i innych tym podobnych rzeczy. Wychodzi na to, że nie wiesz co mówisz.
powiedzialem, wrzuc do googla, a potem odzywaj sie na tematy, o ktorych nie masz pojecia, bo inaczej wychodzisz na idiote, jak wlasnie w tym przypadku. kropka.
No przepraszam, ale to co napisałem to czysta prawda. Zapytaj dowolnego studenta informatyki, czego się uczy na studiach i odpowie ci, że głównie tego, co ci napisałem. Informatyka, to z grubsza programowanie i administracja sieciami (choć przyznaję, jest to pewne uproszczenie sprawy). Nie interesuje mnie definicja tego pojęcia, a raczej to, co to znaczy w praktyce dla 90% informatyków. Nie zmienia to jednak faktu (i tu się chyba ze mną zgodzisz), że informatyka ma się nijak do sprzętu.
P.S. Dziękuję za piękną kulturę i nazywanie mnie idiotą. Zauważ, że ja ciebie nie obraziłem w żaden sposób.
na jakich studiach informatycznych ucza cie TYLKO programowania i administracji sieciami? na takich, gdzie zda kazdy, kto zaplaci? bo na normalnych uczelniach, takcih jak politechnika warszawska, wroclawska, slaska, agh itp. gros przedmiotow jednak dotyczy modelowania cyfrowego, inzynierii programowania, algorytmiki, architektur komputerowych – w znaczeniu maszyny turinga, a nie peceta, teorii systemow itp. programowanie w c, pascalu, czy czyms tam, jakies sieci itp. to margines.
to, co wymieniles, to sa jedynie narzedzia. jak pojdziesz na matematyke wyzsza, to nie beda cie tam uczyc programowania kalkulatorow ani obslugi suwaka logarytmicznego, bo to rowniez sa NARZEDZIA.
na podstawie tego, co pisales wczesniej, nie podejrzewam u ciebie zrozumienia tematu, ale to juz nie moj problem, tylko twoj.
Nigdy nie napisałem, że na studiach uczą TYLKO tego (czytanie ze zrozumieniem się kłania). Nawet pogrubiłem słowa "z grubsza" i "głównie", żeby było jasne o co mi chodzi. Owszem, komputer jest tylko narzędziem, ale jednak tym najpoważniejszym. I jak już mówiłem – nie interesuje mnie definicja, skoro ponad 90% informatyków zajmuje się w pracy zawodowej, albo programowaniem, albo administracją sieciami (czyli de facto komputerami), które dużego związku z definicją informatyki nie mają.
Moim zdaniem nie widzisz różnicy między teorią, a praktyką. W teorii informatyka nie musi mieć nic wspólnego z komputerami (i w teorii masz rację), ale w praktyce w ponad 90% przypadków tak właśnie jest i o tym cały czas mówię.
Jeśli po tym komentarzu nie zrozumiesz o co mi chodziło, to się poddaję.
nie znam sie na sprzecie, z trudem odrozniam ktora strona wklada sie karte w plyte. nie mam pojecia, jaki procesor jest do jakiej plyty. informatykiem jestem od 1992 roku, nie pamietam, kiedy korzystalem ze zwyklego peceta, nie jestem programista, ledwo znam podstawy c i pascala z zamierzchlych czasow, nie znam sie na sieciach i ogolnie slabo znam sie na komputerach – bo nie musze. a jednak nie przeszkadza mi to byc INFORMATYKIEM pelna geba – i to dobrym w swojej dziedzinie… ciekawe, nie?
Według mnie nie jesteś informatykiem, chyba że w bardzo specyficznej poddziedzinie, skoro nawet nie trzeba do niej komputera ;)
komputer jest tylko narzedziem, do tego jednym z wielu. tak jak pisalem gdzies wyzej, kalkulator.
ja sie konkretnie zajmuje czyms co sie nazywa teoria obliczen, konkretnie rachunkiem lambda i faktoryzacja. to jest informatyka, dziedzina nauki jak fizyka, matematyka itp. – a nie naprawianie windows, pisanie programow itp.
No to faktycznie, jesteś informatykiem (teoretykiem). Zwróć jednak uwagę na to, że po studiach informatycznych 90% absolwentów wybiera, albo programowanie, albo administrację sieciami (z pozostałych 10% i tak większość wybiera coś związanego z komputerami). Moim zdaniem w ciągu paru lat wymyślą inną nazwę dla tego co robisz, bo to znaczenie się już zaciera.
A dla mnie pediatra, ktory nie zna sie na neurochirurgii – to nie lekarz tylko popierdolka.
hmmm….komentarze co nie których przyprawiają mnie o słabość i widać że nawet nie pracują. Pomijam na chwile ten list (który jest zajebisty) by przedstawić inną perspektywe lecz podobny problem. Pracujecie jako informatyk w firmie nagle pada baza, serwer itp albo co gorsza trzeba przeniesc serwis na inny hosting (mowie o duzych serwisach gdzie np skrypt jest powiazany np z dwoma bazami – jedna localhost druga remote). Powiedzmy ze jeszcze na dzien dobry nalezy pozatawiac sprawy zwiazane z hostingiem, ogolnie macie juz sytuacje. Zakladamy ze zaczynamy prace od 10 i leca godziny i teraz pytanie ilu z was zadzwoniloby do swojego szefa po 12 godzinach pracy ze chce obiad? Teraz pewnie czesc oszolomow ktora uwaza to za chamskie stwierdzi ze tak nie wolno, a moje pytanie, dlaczego? Przeciez tluczesz nagodziny, nie mozesz tego zostawic i pojsc sobie. Osobiscie znam pelno takich przypadkow i szef zawsze odpowiadal tak samo: co ci zamowic? i co chcesz do picia?
Zyjemy w kraju zacofanym, zarowno pod wzgledem IT oraz chocby oglady i zachowania. Za grnnica poproszenie szefa o obiad to normalkna w przypadku gdy tluczesz nadgodziny bez jedzenia =_- kazdy myslacy czlowiek wie (szczegolnie pracodawca) ze glodny i nie zadowolony pracownik jest mniej wydajny.
Osobiscie moge stwierdzic ze pewnie 90% ktora poparla ten list zachowala by sie dokladnie w ten sposob co opisalem powyzej. Chamstwem nie jest wreczenie tego listu chamstwem bedzie zignorowanie tego listu. Zreszta…coraz wiecej ludzi zeby wlasnie uniknac takich sytuacji (tracenie czasu, sluchanie marudzenia, olewczy stosunek drugiej osoby do problemu itp) po prostu pobiera oplaty za swoj czas i w pelni ich popieram, skoro uwaza ze spedzenie mojego wolnego czasu przed jego komputerem jest dla mnie jakas radoscia i nie potrafi mnie nawet poczestowac woda to tym samym ja uwazam ze zasluguje na to by pobrac od niego oplate za moj cenny czas
Nieraz byłem w takiej sytuacji, że któryś ze znajomych prosił mnie o jakąś pomoc przy konfiguracji, przebudowie czy naprawie komputera. Moje minimum wymagań to przywiezienie mnie na miejsce i odwiezienie później do domu oraz wybrane przeze mnie napoje w potrzebnej ilości.
Z drugiej strony, zupełnie normalne dla mnie jest to, że jak ja potrzebuję wywiercić dziury w kafelkach, wymienić istalacje w mieszkaniu czy przewieźć coś ciężkiego z jednego miejsca na drugie, to mam to za darmo z materiałami kupionymi po cenach hurtowych z rabatem dla dużych stałych odbiorców (tak się składa, że większość moich znajomych jest z branży budowlanej).
Przypomina mi się jeszcze jedna anegdota związana z cennikiem znajomego serwisanta RTV:
Naprawa X zł.
Naprawa w towarzystwie klienta: cena x 2.
Naprawa z pomocą klienta: cena x 4.
Z własnego doświadczenia wiem, że w ten cennik jest jak najbardziej prawidłowy. :)
STUDIUJE INFORMATYKĘ I ZNAM SIĘ NA SPRZĘCIE!
Zasługuję na miano "Informatyka"?
Nie zniósłbym obelgi…
michuk nie masz się co przejmować. Ja się od dwóch lat uczę HTML-a ;] Mogę się za to pochwalić, że sam wyremontowałem swoje mieszkanie. Hydrauliki i ogrzewania tylko nie zrobiłem. Bałem się, że kiedyś mnie zaleje ;D
berbelek ma racje. Jak mam iść załatwiać jakieś papierkowe sprawy, to mnie k…
Informatykiem też się nie nazywam. Zawsze powtarzam, że muszę się jeszcze douczyć, że coś tam wiem, że się zobaczy.
Bardzo fajny artykul, czytanie sprawilo mi duzo przyjemnosci i radosci :)
Ja też skopiowałem se treść tego listu i się pod nim podpisuję. Też pomagam znajomym w naprawie/konfiguracji komputera i co tu dużo pisać są ludzie i taborety znajomi i "znajomi" od jednych się bierze kasę a od jednych wychodzi się w stanie nietrzeźwości ;)) a od jeszcze innych z myślą, że następnym razem powiem, że nie mam czasu lub nie wiem…
A teksty pt. "Myślałem, że studiujesz…." "Myślałem, że jesteś informatykiem…" są boskie, na sprzęcie znam się średnio może nawet gorzej jak się nie upewnie (na Google), że dany procesor pasuje do danej płyty to mówie komuś, że mi się wydaje, że pasuje ale jeszcze się upewnie, programista też ze mnie żaden tyle co na zaliczenie przedmiotu ;) Bardziej interesują mnie sieci i administrowanie nimi. Ludzie wielokrotnie nie doceniają pracy informatyków, administratorów, programistów. Uważają, że jak lubisz komputery to możesz siedzieć nad ich pecetem ponad dobę i to bez picia i jedzenia…
Z telefonem to racja większego problemu się nie da rozwiązać przez komórkę.. jakiś banał taaak jak najbardziej np ustawienia połączenia sieciowego na automat…ale jak ktoś ci czyta pół komunikatu nie powie co robił… nie da się to wiem też z doświadczenia.
Uaaa ale się rozpisałem…
Pozdrawiam.
Panowie. Nie karmić trolla.
A co do spłuczki. Sam sobie naprawiam.
A samochód? Niestety zwykle sam sprzątam, a do zmiany i wyważania kół potrzebny jest sprzęt, którego nie mam. Nie mam też podnośnika, żeby zmienić tłumik.
Chcesz się berbeluszku założyć, że bym sobie nie poradził, gdybym miał czas i narzędzia?
Natomiast radio i owszem – montowałem sam i przerabiałem złączki, bo nie było iso.
A znajomi w większości już nie dzwonią ze swoimi pudełkami, bo przeprowadziłem się na drugi koniec miasta.
I ostatnie.
Ja płacę mechanikowi, a mnie koleżeństwo nie płaciło, a "klienci", którzy dostali od znajomych mój numer proponowali zawsze stawki jak za grabienie ogródka (właśnie "bo on tak lubi komputery", a to g… prawda, wolę pędzle, ale skoro w cv piszę znajomość komputera taka, a taka, to uważam, że powinna być właśnie taka.
P. S. Nie jestem informatykiem (programuję tylko dla siebie), ani serwisantem, komputery znam stąd, że na nich pracuję.
ad. 6. Jaką godzinę, jaką godzinę! Ostatnio jak przysiadłem do zawalonego kompa to samo odkurzanie 3h zjadło (kurz tu, kurz tam). Ratowanie twardziela z tego zestawu – pół dnia.
Piękny ten list!
Samiusieńka prawda, szczególnie jeśli chodzi o porady telefoniczne.
BTW. Nie jestem informatykiem
Pingback: Marines Blog
Pingback: Marduk's Weblog · List otwarty do wszystkich, którzy proszą mnie o pomoc dotyczącą komputerów
Brawo, bardzo mi się podoba. Mam dokładnie to samo. Student informatyki i wszyscy uważają że znam każdą aplikację na wylot. Heh :/
Ale cóż, trzeba sobie radzić =)
Pocieszę cię – jakiś czas temu spotkałem swojego byłego nauczyciela od polskiego. Jak mu powiedziałem, że studiuję elektronikę, to stwierdził, że żałuje, że o tym nie wiedział, bo miał ostatnio sporo problemów z podłączeniem kina domowego…
jak dla mnie informatyk powinien znac sie na podstawach kazdej dziedziny, bo jest to przydatne, a zwlaszcza wiedziec jak komputer poskladac bo z tym kazdy niezaleznie co robi, czy jest programista czy serwisantem bedzie mial do czynienia
Zagdza się, każdy myśli że informatyk to zna się na każdym programie, na każdym sprzęcie, znam to z praktyki. Co do punktu szukania w google, to zależy jaki to jest użytkownik, Ci bystrzejsi sobie poradzą, ale przysłowiowa pani Krysia seklretarka to już nie.
A to co się uczy na studiach a potem wykorzystuje w życiu to inna bajka. Każdy chyba kto studiował (obojętnie co) i podjął potem prace w swoim kieunku, to wie że potem się zajmuję wąską część tego co na studiach np. zajmuje się programowaniem czy sieciami, bazami danych. A reszta przedmiotów daje pojęcie o całej dziedzienie i pozwala na leszpą analizę i rozumienie nietypowych sutyacji, a także praktykę. Różnicę taką widać jak się poczyta fora osób uczących się np. PHP. Jakie tam nieraz są pytania… widać wtedy jaka jes różnica między osobą która programuje przez całe studia i wie np. czego unikać, skąd mogą być błędy, a między takimi samoukami (choć jakiś ich % na pewno jest dobry).
Oj biedni informatycy. Cherbatki nie dostali. Studja skończone a on nawet do komputera nie zajrzał. Jakie wystawiacie o sobie zdanie. Czy myślicie że tylko wy macie ciężko? Lekarze, mechanicy i całe grono nie ma lepiej. Także przestańcie biadolić i do nauki.
Herbatki.
Studia.
Polecam funkcję sprawdzania pisowni w Firefoksie. Naprawdę — to pomaga w uniknięciu podobnych kompromitacji.
Rozumiem, że pediatrę również prosisz o przeszczep nerki, a mechanika samochodowego i naprawę zegarka? Jeśli tak to owszem, mają ciężko. Z Tobą.
Ależ my bardzo dobrze umiemy. Umiemy to co jest nam potrzebne (żeby zarabiać pieniądze).
Podsumowując: przestań biadolić i do nauki.
Uwierz mi zajarzał i zna działanie układów (jak ktoś wyrzej wspomniał rejestry, przerwania itp.), ale nie zna zachowania układów każdego producenta w każdej konfiguracji, to jest potrzebne serwisantowi. I nikt tu sie nie użala że ma ciężko, ale chodzi o to jak ludzie widzą informatyków i czego oczekują. I uwierz infomartyk na 5, rozumie działanie i na tej podstawie jest wysnuć przyczynę, ale nie zagwarantuje Ci że naprawi każdy komputer. I to jest fachowiec, nie ten co ma wykute, ale ten co potrafi wywnioskować. Tylko że w takiej dziedzinie gdzie jest setki programów, sprzętu nie sposób tego nauczyć się (na studiach), inaczej niż nie siędząc i nie naprawiając. Informatyk może Ci coś naprawić szybciej lub mniej "bezboleśnie", a serwisant stwierdzi po prostu, że trzeba zrobić fomrata i tyle. A w drugą strone serwisant ma doczyenienia, bo się tym zjamuje i to on może Ci naprawić coś szybciej.
wyrzej -> wyżej
Przepraszam, mam dziś zły dzień :)
Nie karmić trola
Uważaj jarek co piszesz. Michuk jest sfrustrowany i za błędy stawia minusy :). Cieszy mnie, że "umie" zarabiać pieniądze – a może się tylko przechwala :). Moja opinia wynika z waszych postów. jarek dość rzetelnie to ująłeś. W śród was są orły i gołąbki. I to oni (gołąbli) tak się stroszą.
Wśród.
[...]Michuk po raz kolejny daje powód swojej frustracji[...]
Pisać, że ogólna teza zawarta w tym tekście jest słuszna to truizm.
Ale, proszę Państwa, czy nie uważacie, że to nasze zachowanie determinuje taki a nie inny wizerunek tak zwanego "informatyka"?
Kto z nas ostatnio, na prośbę o pomoc, odpowiedział: "Nie wiem, akurat na tym się nie znam?"
P.S. Michuk, dobrze to ujął jeśli chodzi o lekarzy… Ja zaryzykuję tezę, że pediatra odmówi przeszczepu nerki. Czyż nie?
Ja. Chodziło o pomoc w instalacji nielegalnego Lexa na nielegalnym XPku.
Tylko, że pediatra wtedy ma wręcz obowiązek odmówić, gdyż skutkiem jego niekompetencji (w tej dziedzinie) będzie prawdopodobnie śmierć pacjenta. A informatyk raczej nic nie zepsuje, nawet kiedy nie specjalnie się w danym obszarze orientuje. Co najwyżej nie uda mu się pomóc. I tu tkwi przyczyna tego, że informatycy rzadko odmawiają (a powinni) ;)
Dobry, baa BARDZO DOBRY ARTYKUŁ.
Na marginesie, ludziom wydaje się, że po skończeniu studiów informatycznych pracuje się w sklepie komputerowym (a po telekomunikacji w TPSA, po elektronice naprawia się telewizory)
Jak widzę, większość piszących w komentarzach ludzi spotyka się z tego typu problemem, że ze względu na Wasze zainteresowanie komputerami czy też naukę na kierunkach informatycznych ktoś prosi was o pomoc z komputerem.
To że ludzie kierują się akurat do Was z prośbami o pomoc jest poniekąd zrozumiałe.
Wydarzyła mi si.ę niedawno taka historia: mianowicie, zajmuję się hobbystycznie (właściwie zaczynam) stronami www i wspomniałem o tym w rozmowie. Zaraz zostałem zbombardowany pytaniem; dlaczego, jak ktoś sobie ogląda filmiki na necie, to mu dźwięk nie działa. Po chwili zacząłem odpowiadać, wymieniając najbardziej prawdopodobne przyczyny. Jednak po sekundzie moja odpowiedź spotkała się z odzewem w postaci głupiej miny i jęku, mających wyrażać jakby: "Myślałem, że powiesz jak to naprawić, albo najlepiej sam to naprawisz, a nie odpowiesz na pytanie…"
Stąd moja refleksja: ludziom wydaje się, że każdy, kto używa komputera do choćby minimalnie mniej debilnych celów niż oni jest darmowym serwisantem a nie osobą od której mogliby się nauczyć paru rzeczy.
To fajnie, że jest sporo ludzi, którzy chcą pomagać, bo czasami jest to naprawdę potrzebne, ale oby nie było tak, że marnujemy swój cenny czas…
Pozdrawiam.
Nie jestem informatykiem, za rok może zacznę studia w tym kierunku, bo dopiero skończyłem 18 lat. Znam trochę Pascala,Pythona,C++,html. Orientuję się dosyć dobrze w pracy na Windowsie i jestem już od 2 lat coraz lepiej radzącym sobie użytkownikiem Linuxa. O sprzęcie mam pojęcie nikłe ale wystarczające do złożenia komputera, sprawdzenia czy wszystko ok. Najwyżej będę musiał zajrzeć do instrukcji motherboard lub poszperać w google.
Często pomagam znajomym w sprawach komputera i podpisuję się pod tym artykułem wszystkimi rękami. Wszystkie punkty są jak najbardziej trafne.
Mnie ostatnio 7. najbardziej denerwował.
Niemożliwe jest znać na wszystkich poddziedzinach informatyki. Pojęcie zawodu informatyka jest zbyt ogólne. Dla mnie informatyk (serwisant) z prawdziwego zdarzenia, to taki, który potrafi korzystając ze źródeł (google itd) problem zdefiniować i w miarę możliwości rozwiązać. Praktyka czyni informatyka.
Aj tam pierdolicie. Z doświadczenia wiem, że nie warto się przejmować problemami innych. I tak nie docenią. Jak ktoś ma problem to niech pomyśli i go sam rozwiąże. Potrzeba matką wynalazku a ignoranci są wszechstronni. Do tego zawsze jest infolinia techniczna microsoftu ;P
Co powinien robić, wiedzieć informatyk. Nie programista, nie webmaster!!!
1. Dobra znajomość Biosa.
2. Podstawowa znajomość sprzętu.
Nie ma tego dużo, to nie boli a czasami się przydaje. Przykładem może być różnica napięć między portem AGPx2 a AGPx4/8. Zła konfiguracja i zwisy gwarantowane.
3. Znajomość napięć na podzespołach w komputerze. ATX, AGP, CPU itd.
Poluzuje się wtyczka ATX, wysunie się karta graficzna, pamięć RAM i mamy wahania napięć. Zwisy gwarantowane.
4. Dobra znajomość urządzeń HDD.
5. Bity, Bajty. Dobrze wiedzieć, że 1024 kb/s, to 128 kB/s.
6. GNU/Linux nie lubi niesprawnego w 100% sprzętu. Zwisy gwarantowane.
7. Dobrze jest wiedzieć jak to działa a nie uczyć się na pamięć adresów DNS, adresów IP w sieciach LAN itd.
Na koniec Lukas radzi :D
Idziesz do toalety, przeważnie bierzesz coś do czytania- weź instrukcje do płyty głównej ;D
Jestem informatykiem/programistą i nie mam pojęcie o napięciach w AGP, ATX, CPU …
Nawet przyznam się, że nie wiem ile złącz ma w środku mój komputer (echh nie "mój komputer" może się źle kojarzyć) i jakie one są. Nawet nie wiem jaki dokładnie mam model karty graficznej, płyty głównej etc etc etc.
Po zainstalowaniu systemu po prostu przestało mnie to obchodzić. Wiem tylko tyle ile mi niezbędne (że potrzebuje paczek x86_64).
Zaś gdy naprawiam komuś kompa, to czytam podręcznik od jego komputera (płyty głównej) i używam wszechwiedzących googli. Wiedzieć więcej nie jest mi potrzebne aby "naprawiać kompy". Do tego dochodzi jeszcze ogólna znajomość sprzętu/oprogramowania i NIEZWYKLE PRZYDATNA UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA MANUALI ORAZ KLIKANIA W GOOGLE
Bardzo się cieszę że ukazał się ten list- dla mnie na czasie. Nie tracąc czasu, moja przygoda z komputerem zaczęła się dawno temu, od 19-mcy mam go wreszcie dla siebie na własność. Lecz tu Zonk, komp był nabyty w SALOnie "vobis" ba zestaw cały, sklep min. sponsor wortalu dobreprogramy.pl, maszyny sprawdzone, z certyfikatem, monitory z gwarancją 24 miechy, mili roześmiani sprzedawcy I CO? Na tym się kończy miła sielanka. Podejście do obsługi posprzedażnej w tym serwisu to katastrofa. Po pierwsze: zestawy z M$ i tylko z nim, jeSli używasz inny
"niebezpieczny" system już jesteś "na celowniku". Po drugie jeśli kożystasz z komputera i zgłaszasz usterkę , to TYLKO TWOJA WINA, bo zepsułeś. Po trzecie: wszelkie usterki zgłoszone przez Ciebie są nieuzasadnione i bulisz grubą kasę. Po czwarte: testy a raczej wyniki pracy "informatyków", którzy tak ciężko się napracowali są objęte tajemnicą? czyżby CBŚ?. Po piąte: pogodziwszy się z opinią "doktorków" wracasz do siebie , podłączasz, przecierasz, mówisz czule do swojej ukochanej maszyny I CO? A stwierdzasz że przedstawione przez Ciebie drogi użytkowniku, nie-informatyku, usterki, nadal się pojawiają.
Sprzedaje tel. kom. i bardzo WIEM na czym polega usługa posprzedażna-vel-gwarancja, sam ją minn. modyfikowałem z korzyścią dla klienta. I CO, nic okazuje się że jesteś nieukiem, psują i zaczynasz powoli żałować że istnieje komputer, lepiej siedzieć w osiedlowej mordowni i chlać z kolegami, oj ci to mają wiedzę…… P.S.Podsumowując: unikać jak ognia serwisu V-254 w Łodzi, lub/i nie dotykać się do komputera, a już nie daj….. instalować np. "Linuxa". Może jest ktoś z czytelników wortalu życzliwy z Łodzi , mogący pomóc? Bardziej szczegółowe informacje- mail znany redakcji.
Ja już ponad 4 lata temu poznałem podejście łódzkiego Vobisu do klienta. Wszystko wygląda tak jak opisałeś. Na początku kolorowe foldery, uśmiechnięte twarze sprzedawców. Wszystko się kończy z momentem wyjścia ze sklepu z zakupionym sprzętem.
Gdy ów sprzęt przestaje działać prawidłowo, czeka spotkanie z opieszałym serwisantem, od którego ciężko dowiedzieć się czegokolwiek. Kontakt sprowadza się do przyjęcia sprzętu do serwisu, wydania stosownego kwitka i otrzymania informacji, że sprzęt będzie do odbioru za 28 dni roboczych. W pełni wykorzystują ten limit, nie ma mowy o wcześniejszej naprawie. Przy odbiorze okazało się, że uszkodzenie powstało z winy użytkownika, co stwierdził serwis Vobisu (i to zajęło 28 dni? czas gwarancji leci). Brak jakiegokolwiek uzasadnienia. Nie zgodziłem się z decyzją serwisu i zażądałem wysłania sprzętu do dystrybutora. Z trudem ale zgodzili się, termin oczekiwania ponownie pełne 28 dni roboczych. Apatyczny serwisant załatwia wszystko niemal bez słów i bez emocji. Po 28 dniach oczywiście okazuje się, że to ja uszkodziłem sprzęt, używając go w normalny sposób.
Od tego czasu omijam sklepy Vobisu szerokim łukiem. Co prawda nie nie był to wart wiele tysięcy zestaw komputerowy, lecz gamepad wart 100, ale dzięki temu w porę poznałem się na sklepie o dwu twarzach.
Sorry za offtopic, ale piszę to ku przestrodze innych.
A ja ze swojej strony dodam, że bycie informatykiem to w 10-20% wiedza a cała reszta to MYŚLENIE i potrafienie jej wykorzystać. Co z tego, że nauczyłeś się na pamięć jak napisać dziedziczenie klas w C++, aby zaliczyć przedmiot, wystarczy jeden błąd i leżysz, 'nie działa' i nawet nie wiesz, od której strony to 'ugryźć'.
Jak zwykle artykuł frustrata, co marzy o splendorach. Totalne nieporozumienie biorące się z faktu, że większość ludzi ma mierne pojęcie o użytkowaniu i metodach naprawczych komputera, systemu operacyjnego. Warunki typu, dać obiadek, browar, stulić pysk jak Pan informatyk myśli przy zawirusowanym kompie przypominają te rodem z PRL, gdzie do każdego "fachowca" trzeba było podchodzić na kolanach. A ten punkt o Googlach to szczyt chamstwa. Bardzo dobre porównanie ktoś dał z samochodem. Wg Pana który napisał te wypociny o pomocy informatycznej, powinno być tak, że jak nawali samochód to pierwsze powinno się odpytać googla, wejść na forum dyskusyjne, a dopiero później przyjechać do warsztatu. W czasie naprawy nie wolno zwracać uwagi mechanikowi, zaproponować obiad, browar, zapewniać o jego fachowości i na koniec zapłacić sporą sumę. Oczywiście mechanik ma prawo rzucić narzędziami i powiedzieć, że się na tym nie zna. To dziecinada. Ale uważajcie Państwo, coraz więcej ukazuje się publikacji opisujących metody naprawy komputera.
Nie darmo artykuł ukazał się na jakilinux. Tu stosuje się podobne metody. Nachalnie reklamuje dystrybucje linuksowe, a następnie olewa użytkowników mających problemy.
@czytelnik: w artykule nie jest mowa o płatnej pomocy, nawet nie o pomocy dobremu znajomemu, bo to przecież większość z nas zrobi z przyjemnością. Chodzi o pomoc serwisową Windowsów, świadczoną najczęściej bezpłatnie znajomym-znajomych, którzy usłyszeli że jesteśmy "informatykiem".
Porównanie z mechanikiem miałoby ręce i nogi, ale tylko w przypadku jeśli miałbyś kolegę który zna mechanika (ty znasz go kiepsko) i po rozwaleniu samochodu pojechał do niego i stwierdził, że ma naprawić ten samochód, oczywiście za darmo, bo praca przecież nie kosztuje, a następnie obrażał go że nie zna się na rzeczy. Dziwna sytuacja? Cóż, często prawdziwa, jeśli mowa o bezpłatny serwis komputerowy.
Jeśli już "atakujesz" całą społeczność wortalu to może napisz konkretnie do czego pijesz.
Czytelnik: A mnie denerwuje, że na site'ach poświęconych Windowsowi (mss.pl, infojama.pl, centrumxp.pl) reklamuje się Windowsy. Żenujące to jest z ich strony, nie?
Samochód nie jeździ po stronach www, zaś komputer owszem.
Główna różnica pomiędzy naprawą komputera, a samochodu polega na tym, że bardzo często (z minimalnym wysiłkiem) można go naprawić samemu. Stąd się wziął punkt z Google i nie ma w tym nic z chamstwa. Mało jest rzeczy tak wkurzających, jak przyjechanie do kogoś, żeby się okazało, że problem był tak trywialny, że delikwent sam by sobie spokojnie poradził, jeśli tylko zechciałoby mu się wpisać w Google jedno słówko i kliknąć na pierwszego linka… W ten sposób sprawiasz, że osoba, która chciała ci pomóc zmarnowała czas, a tym samym okazujesz jej brak szacunku. Druga różnica polega na tym, że jadąc do mechanika wiesz, że będziesz musiał zapłacić. Zlecając robotę znajomemu informatykowi oczekujesz, że zrobi to za darmo. Prawdopodobnie bierze się to stąd, że często oceniasz problem, jako znacznie mniejszy, niż jest w rzeczywistości i tym samym traktujesz sprawę, jako drobnostkę (którą nie zawsze ona jest). Trzecia różnica polega na tym, że z mechanikiem podczas naprawy możesz zwykle spokojnie gadać. Naprawa komputera natomiast, polega w dużej mierze na czytaniu, a nie muszę chyba mówić, że nie da się czytać i słuchać jednocześnie. Punkty o zaproponowaniu picia, czy jedzenia były napisane z oczywistym żartem. Zresztą jakby nie patrzeć, to pewna norma, że jak zapraszasz kogoś do domu, to oferujesz mu jakieś picie, czy drobny poczęstunek – zwłaszcza, że znajomy informatyk robi tam bardziej za gościa, niż za fachowca. Po czwarte to część pracy mechanika – znać się na samochodach. A pracą informatyka nie jest znanie się na sprzęcie komputerowym, to jest praca serwisanta. Zauważ zresztą, że nawet mechanik ma prawo czasem powiedzieć, że problem go przerasta i odesłać cię gdzieś indziej.
I w ten oto sposób widać, że twoje porównanie było całkowicie chybione.
Pozdrawiam
Ciekawi mnie czy ludzie mieszajacy w/w artykul z blotem jesli maja problem z glowa to ida do pediatry zamiast do psychiatry, przeciez pediatra tez lekarz! A potem sie dziwia ze glowa dalej boli… :P
lekarzem od glowy jest neurolog sprawdz najpierw w wikipedi niebediesz sie osmieszac
michuk – artykuł na pozór logiczny. Wiem, że chodzi o przyjacielską przysługę. Tylko widzisz, próbuje się przemycać jakieś dziwne ideologie. Wiemy dobrze, że większa część Polaków używa komputera do celów "domowych", które to sprowadzają się do roli mebla, na którym ich pociechy wgrywają pirackie gry, programy. Komputer kupuje się ponieważ: "…wszyscy go mają;…może przyda się dzieciom,…dzieci bardzo lubią pograć na komputerze". Wiedza informatyczna sprowadza się do stwierdzenia, że komputer to monitor, skrzynka pod biurkiem i drukarka. Na tym właśnie żerują domorośli informatycy, guru, znawcy komputerów. Oni to tworzą otoczkę usługi. Z miną speca, pretensjami o nikłe zaangażowanie w dziedzinie IT, przychodzą do znajomego, kolegi, przyjaciela i rozpoczynają proces twórczy sprowadzający się do reinstalki windowsa. Jak nie wychodzi to się wkurzają na wszystko tylko nie na siebie. Te subtelne wtręty, "…zabierze trochę czasu, nie pogniewa się na kanapkę,…by mu nie przeszkadzać w myśleniu" odbieram jako próbę zrzucenia odpowiedzialności za to co się robi. Co do google. Bardzo dużo ludzi nie ma internetu w Polsce i trzeba sobie z tego zdawać sprawę.
Ciągle nie możesz zrozumieć jednego — naprawa komputera to usługa, tak jak wymiana rur hydraulicznych. Za to drugie oczywista jest zapłata. Za pierwsze niekoniecznie, z powodów niewiadomych. Jeśli już "informatyk" zgodzi się pomóc to po prostu traktujmy go jak fachowca, który daje nam usługę gratis, a nie jak wroga który nam "zaczarował" komputer. Wiele razy zdarzyło mi się, że naprawiłem jakiś błąd, ale pojawił się kolejny, jako efekt uboczny. Najczęściej słyszałem pretensje. "Znowu nie działa". No nie działa. Windows nie działa — przyzwyczajcie się do tego. Działa tylko osobom które się znają na komputerach! Sorry winnetou. Albo się poznaj, albo bądź miły bo następnym razem po prostu Cię oleję i zapłacisz 5 dych "fachowcowi" z serwisu. A po miesiącu znów nie będzie chodzić. This is life.
Co do pomocy przez telefon. Jestescie w bledzie. Swojego czasu mialem okazje pracowac na helpdesku w pewnej firmie IT. Moim zadaniem bylo rozwiazywanie wszelkich mozliwych problemow z komputerami przez telfon (dodatkowo porad musialem udzielac w jezyku obcym, a orlem nie jestem). W niektorych przypadkach obecnosc osobista byla wrecz niemozliwa (odleglosc) I wierzcie mi czy nie ale udawalo mi sie rozwiazywac wiekszosc problemow. Wszystko tylko zalezalo od tego ile informacji i jakiej jakosci poda Ci osoba dzwoniaca. Jezeli poda malo to trzeba umiejetnie je wyciagnac. Czyli np ktos dzwoni i mowi "internet nie dziala" to do glowy przychodzi 1000 roznych przyczyn, ale jezeli ktos powie "Internet nie dziala w Firefoxie ale moge uzywac mojego Skype" to od razu wiekszossci z was wpadna do glowy 2 powody – zle ustawienia DNS albo Proxy w Firefoxie. Oczywiscie podalem prosty przypadek ale zdazylo mi sie nawet raz przeprowadzic migracje MSSQL przez telfon znajac jedynie ta baze z nazwy. Wiec sie da koledzy (kolezanek sie tu nie spodziewam). A jezeli problemy z dogadaniem sie z osoba to czemu by nie uzyc jakiego VNC czy innego gotoassista.
Pozdrawiam
Zgodził bym się z Wami moi drodzy lecz:
-po jakiego czorta jest gwarancja wystawiana przez firmę oferującą komputery, gdy działa ona tylko z M$?
-dlaczego serwis nie informuje o kosztach jakie musi ponieść użytkownik ,po ich zdaniem, zgłoszeniu nieuzasadnionych usterek
-dlaczego wreszcie "gwarancja" jest modernizowana przez firmę, i staje się zaprzeczeniem obsługi posprzedażnej, modernizowana na niekorzyść użytkownika mam na myśli
-oraz po co powstało stowarzyszenie praw konsumenta- czyżby kolejny niepotrzebny "urząd"? Pozdrawiam
Ludzie problem jest tylko w was samych i w waszym czajeniu się. Najpierw się zgadzacie bo nie potraficie odmówić, albo ponieważ siostra znajomego znajomych jest ładna (niestety, w ten sposób się nic nie wyrwie – mówię wam) a potem żałujecie straconego czasu i macie frustracje.
Jest tu potrzebna konsekwencja – na samym początku – "Tak pomogę, jestem informatykiem – tak to moja praca – tak poświęcę swój czas, ale za jakieś wynagrodzenie – przyjazd diagnostyka tyle, reinstalka windy tyle a tyle…"
Dobremu znajomemu można pomóc w ramach długu wdzięczności (choć różnie bywa), a mniej ważnym znajomym lub znajomym znajomych wyciągacie rękę po zapłatę (oczywiście po znajomości bez faktury i znacznie mniej niż w serwisie), albo niech sobie radzą sami.
To już prosty chłop – hydraulik nie na najmniejszej wątpliwości ile policzyć za kran, czy ile ewentualnie opuścić po znajomości.
"There's no such thing as free lunch."
Nauczcie się kurcze tego raz na zawsze!
Inna sprawa, że z tego samego powodu należy raz na jakiś czas przesłać choćby symboliczną wpłatę programistom ulubionego projektu.
hydraulik nie ma …
Popieram list…
nie jest on chamski… Tylko brutalnie pokazuje prawdę.
Najgorsze jest to że ludki nie starają się niczego myśleć… Nie starają się przeczytać ze zrozumieniem. Inność userów róznych OSów zauważyłem taką sprzeczność, że użytkownik korzystający z Linuxa (mam na myśli user korzystający z kompa do tych przyziemnych spraw jak surfowanie czy odbieranie poczty) ma mniej problemów niż użytkownik o tym samym poziomie zaawansowania pracujący na systemach M$. Po prostu pracujący na Linuxie posiedli tajemną wiedzę samodzielnego myślenia…
Co do mechaników, lekarzy etc. Nie wchodzę w ich kompetencję… Mam znajomego mechanika… Bardzo dobry znajomy… I zawsze się nawzajem rozliczamy za usługi… Oczywiście taniej niż w serwisie, ale on wie ile moja praca jest warta i ja wiem ile jego.
Pracę mechanika widać bo coś sie dzieje jak naprawia… coś powstaje… Pracę informatyka widać jak go nie ma… Tzn nic nie działa… :)
Studiuje informatykę: zajmuje się sieciami, programuje PHP i SQL uważam się z informatyka, potrafię odratować nie działającego winka (chodź nie zawsze)… Nie znam się na sprzęcie… No może Tyle co muszę i to od nie dawna jak chce sobie zmontować nowy komp i zastanawiam się co najlepsze w niego włożyć. Nie znam się natomiast na photoshopie, macOS i progrmowaniu w kąpilowanych językach… Potrafie skorzytać z hirenCD…
Ale nie zawsze chce mi się robić powyższe dla idei bo lubie komputer. A już na pewno nie mam ochoty słuchać złotych rad "geniuszy" komputerowych co znają się na wszystkim… ;/
W myśl zasady:
"Zarób i daj zarobić innym…"
Pozdrawiam
Paweł Jakubowski
Blagam – CHOĆ (w sensie chociaż) a nie chodź
kąpilowanych? :>
"Dla mnie informatyk, ktory nie zna sie na serwisie – to nie informatyk, to popierdolka."
I jak zwykle trzeba było zwrócić głowę w stronę internetu w którym znaleźć można naprwadę wiele. Z wikipedii:
[b]"Zwykle informatyk specjalizuje się w określonej dziedzinie nauk komputerowych. Pojęcie "informatyk" niewiele już dziś znaczy bez przymiotnika lub konkretnego określenia. Liczba profesji informatycznych sięga dziś 20, a najważniejsze z nich to : programista, Administrator, specjalista od sieci komputerowych."[/b]
Teraz rozumiesz
"Informatyk, ktory nie zna sie na serwisie – to nie informatyk, to popierdolka."
Brutalna prawda, ale tak myśli 90% hołoty. Jesteście koledzy oceniani przez pryzmat zawirusionej windy którą potrafiliście, lub nie odratować. Hołota nie myśli, hołota krzyczy: PROBLEM!!! NIE DZIAŁA!!! bo jej się jakieś ikonki poprzestawiały. (przykład dziś z pracy)
"Po prostu pracujący na Linuxie posiedli tajemną wiedzę samodzielnego myślenia…"
Tak, tak:
Użytkownicy Windowsa mają licencję Microsoftu – a my linuksowcy mamy licencję na samodzielne myślenie.
Tu sie podepne.
List mysle ze dosc adekwatny, ale jak dla mnie, to za malo podkreslony 'dowcip'…
Po prostu niektorzy ludzie WIDZA swiat poza komputerami.
Nie obchodzi ich dlaczego nie dziala. Dla nich istnieje swiat poza komputerem.
Dla nas (bo ja tez z tego srodowiska) juz czasami nie.
Dla nich to tylko narzedzie. Jedno wiecej. Taki szybszy kalkulator/maszyna do pisania/listonosz/gielda/whatever.
A czesc odnoszaca sie do Google, zalezy na kogo sie trafi – ale z pewnoscia wiekszosc 'oleje' ten punkt. Bo im to niepotrzebne. Nie beda szukac, bo nawet jak znajda to mysla, ze juz wiecej nie bedzie im to potrzebne… to po co sie meczyc szukaniem, jak jest ktos kto sie 'zna' ?
Sorry za literki, ale _nie_chcialo_mi_sie_ instalowac polskich znaczkow ;)
i tu jest sedno sprawy. jak ci się zepsuje narzędzie, czy to jest telewizor, kosiarka czy ekspres do kawy to:
a) olewasz sprawę i kupujesz nowy
b) oddajesz na gwarancji do sklepu bądź do serwisu i czekasz na naprawę
tu kwestia cześtokroć wygląda inaczej. na gwarancji nikt nie oddaje bo stwierdza że to tylko jakiś błahy problem, albo ma nielegalny soft i się boi, albo nie wiem co. a jeśli to jest błahy problem to czemu samemu się tego nie rozwiąże? kto ma oceniać czy jest to błahy problem?
a czemu nie oddają ludzie do serwisu z takimi problemami? bo kosztuje? no właśnie. kosztuje w serwisie. to czemu tyle osób traktuje pomoc kolegi informatyka jako jego obowiązek i jako coś normalnego, a wręcz czasem ma pretensje, że ten nie był w stanie pomóc lub też coś tam jeszcze nie działa…
jak ktoś chce traktować komputer jako narzędzie, niech robi to także naprawiając je, a nie tylko bezmyślnie korzystając.
a i jeszcze dodam.
sednem tego artykułu nie było to żeby ukazać jak to ludzie proszą o pomoc i nic za nią nie płącą, bo wcale nie chodzi tu o pieniądze/cennik czy cokolwiek innego. chodzi raczej o pewien szacunek do drugiej osoby. o to żeby nie iść z każdym głupim komputerowym problemem do informatyka. o to żeby nie mieć podejścia "nie interesuje mnie co tam się stało, chcę żeby działało" i mieć jeszcze pretensje że długo zajmuje pomoc. i wreszcie o to żeby w końcu tzw. "zwykli użytkownicy" zaczęli się troszkę interesować tym czego używają. bo bardzo często "znajomy informatyk" próbuje tłumaczyć co i dlaczego nie działa i co zrobić gdyby następnym razem nastąpiło coś podobnego i napotyka się z nagłą blokadą i niechęcią do słuchania, rozumienia, wysiłku ze strony drugiej osoby. a często taka porada na przyszłość ogranicza się do wytłumaczenia co gdzie kliknąć, bądź co wpisać w momencie np reinstalacji systemu, bądź też prośba o trzymanie ważnych dokumentów na innej partycji. i takie wszelkie rady, najczęściej olewane "bo ja nic z tego i tak nie rozumiem, ma działać" służą tylko i wyłącznie ułatwienia pracy takiemu "zwykłemu użytkownikowi" i oszczędzenie mu czasu i stresu w przyszłości.
hrabia- zgadzam się z tym co napisałeś poprzednio. To prawda. Najlepsze to zagrać w otwarte karty. Albo mówimy konkretnie cennik za usługę narażając się na kompromitację w razie niepowodzenia, albo robimy to dla innych celów nie robiąc z kolegi petenta.
Pozwolę się nie zgodzić z ostatnim Twoim postem. To nie jest hołota!!! To są normalni ludzie, którzy mają komputer tylko do doraźnych celów w domu. Przeważnie dla swoich dzieci. Oni nie muszą się nimi interesować, tak jak Ty. Uwierz że na Świecie są inne ciekawsze rzeczy niż informatyka. Odnośnie tej wiedzy i samodzielnego myślenia użytkowników Linuksa. Wiesz dobrze, że po Linuksa sięgają ludzie interesujący się informatyką. Ludzie szukający nowości w tej dziedzinie. Windows jako tako opanowali, więc zabierają się za Linuksa. Powiedz ilu z tych milionów użytkowników komputerów w Polsce jest ciekawych informatyki? Czy aby zasługują na miano hołoty?
Wracając do artykułu. Rozmawiając z kimś mającym problem, dokonuję wyboru. Albo wystawiam cennik, albo naprawiam koleżeńsko, i nie jest ważne czy dostanę obiad, piwko, kawkę, czy nie dostanę nic, nawet podziękowania. To jest po prosty mój własny wybór. Dlatego też podchodzę krytycznie do tych elaboratów.
Kolego, co do pierwszego:
Hydraulik też nie zagwarantuje Ci naprawy kranu, może przyjść, założyć uszczelkę i wygłosić jedynie diagnostykę: "Panie – ja to naprawie, uszczelka pomoże na tydzień lub dwa – ale potem będziemy musieli kuć rurę".
I HYDRAULIK ZA TO TEŻ KASUJE (za dojazd), I GRAJĄC W OTWARTE KARTY (od początku) NIE KOMPROMITUJE SIĘ!!! I jakoś szanujemy tego prawdomównego hydraulika, mimo że za tydzień kran cieknie dalej.
Proste? Proste! Wystarczy grać w otwarte karty.
Co do drugiego – sprecyzuje: Tak jak wśród absolwentów są dwie grupy:
A) Wykształceni
B) Wykształciuchy,
tak wśród użytkowników komputera (niezależnie od systemu) są dwie grupy
A) Normalni, myślący i życzliwi użytkownicy, którzy słuchają i starają się szczerze zrozumieć.
B) HOŁOTA właśnie, Buractwo, agresywnie nastawione bezmózgie klony krzyczące "Nie działa! To na pewno wina tego ciula – informatyka! i kopiące ze złości komputer
Tak się przypadkiem składa, że Linuks jako system wymusza myślenie, stąd przypadkiem procent populacji A jest statystycznie wyższy. Osobnicy B) wymiękają.
Kolego ja tu tylko oceniam ludzi przez pryzmat zachowania.
Przez przypadek pozniej przeczytalem Twoj wpis, juz po moim (wyzej).
I w wiekszosci sie z Toba zgadzam (z tym co piszesz TU) ale systemy operacyjne nie maja tu w wiekszosci nic do rzeczy.
Nie nazwalbym siebie informatykiem; moja dzialka to (srednio) pol na pol Delphi z mikrokontrolerami itd. I we wlasnym domu ;) mam przyklad na to ze NIE KAZDEMU komputer jest NIEZBEDNY do zycia… mnie tak, mojej lepszej :) niekoniecznie.
Jednak da sie jej wytlumaczyc czego nie powinna robic pod Windows, dlaczego uzywac Firefoxa a nie Explorera i po co mi na laptopie ZoneAlarm ;) i Open Office i Avira. Ale juz trudniej – dlaczego czytam liste o bcm43xx (drivery pod Linuksa do kart Broadcom…) i dlaczego sie odgrazam ze przejde pod Linuksa jak tylko beda gotowe ;)
A i tak system (XP) jakos tak mi sie zdolowal ze bede go reinstalowal ;) dla sportu…
A list moim zdaniem dosc trafny, ale dowcip zgubil sie w przekladzie…
(Sorki za pliterki, ale nie_chcialo_mi_sie instalowac polskiej klawiatury) ;)
A to byla odpowiedz na komentarz @czytelnik ;)
Widać, że jest tu problem, co tak naprawdę znaczy słowo "Informatyka" i kim tak naprawdę jest "Informatyk"… Hmmm… teologiem nie jestem, czy kim tam jeszcze, ale wydaje mi się, że zarówno tak jak "Lekarz" można (i wręcz powinno się) zrobić odpowiedni podział, tak jak to jest z zawodem "Lekarz", bo przecież rozróżniamy lekarza ogólnego, lekarza ds. chorób dziecięcych, lekarza chirurga, itp., itd. W każdym razie istnieje coś takiego jak lekarz ogólny, od którego to musimy dostać skierowanie do lekarza specjalizującego się w danej dziedzinie… No, takie skierowanie u "informatyka ogólnego" jest wręcz śmieszne, a z drugiej strony, coś takiego nie istnieje. W prosty więc sposób można stwierdzić, że mamy informatyka, który może wiedzieć wszystko, głownie z teorii, ale jeśliby brać pod uwagę praktyczne wykorzystanie, to jest już gorzej, a więc tutaj już wchodzi w grę Informatyk specjalista, specjalizujący się w konkretnej dziedzinie, którego tak naprawdę nie interesuje coś co nie dotyczy jego specjalizacji… Wracając do lekarzy… Lekarz ogólny ma dużą wiedzę teoretyczną, wie, do kogo skierować daną osobę, wie do jakiego specjalisty, lecz samemu z danym problemem sobie nie poradzi, od tego jest lekarz specjalizujący się w danej dziedzinie.
Jaki można z tego wysunąć wniosek? Wg. mojego toku myślenia, czy jestem programistą, czy jestem webmasterem, czy może serwisantem, jestem Informatykiem, tylko że specjalizującym się w danej dziedzinie… I tak "informatyk ogólny" może znać całą zasadę działania komputera, co za co jest odpowiedzialne, jakie znamy języki programowania, jak karta graficzna wyświetla obraz, itp., ale dla niego jest to głównie wiedza teoretyczna, w głębszym znaczeniu tych słów istnieje już informatyk specjalizujący się w danej dziedzinie…
Hmm, sie rozpisałem, mam nadzieję, że mimo tej gmatwaniny, coś z tego tekstu wynikło i zaświadczam, że nie chcę, aby ten tekst został odebrany jako rodzaj wymądrzania się, czy coś w tym stylu. Są to tylko moje odczucia i spojrzenie z mojej strony na ten problem…
Pozdrawiam serdecznie całą społeczność ;)
"Pozwolę się nie zgodzić z ostatnim Twoim postem. To nie jest hołota!"
Zależy o jakich ludziach w tej chwili mówimy. Ci któzy się nie interesują, ale jak im się wytłumaczy to nic nie zepsują nie są hołotą (przykład to chociażby mój bracki który poza graniem nie robi nic… a nauczony został nawet usuwania wpisów z rejestru za pomocą RegCleanera tak żeby Windows mu nie zamuał – jak się chce to można ;p). Druga grupa ludzi to… hmm… chwilka, muszę wymyślić przykład. O mam! Będąc kierowcą samochodu (ja nim nie jestem- za młody xD) kiedy coś zepsuje nam się w śodku drogi kierowca jest w stanie zajrzeć pod maskę i to czego nauczył się na jakimś kursie prawojazdy (o ile uczą tam podstaw naprawy, nie mam pojęcia) naprawić tak żeby jechać dalej. A dopiero poważniejszą usterkę zgłosi dla link4 :P Nie zdarzyło mi sie jeszcze żeby po zepsuciu samochodu, ojciec (humanista jeden, żaden mechanik ;p) nie naprawił go. Zawsze dało się narpawić. A jedynie w poważniejszym przypadku oddać do serwisu (do którego swoją drogą i tak trzeba się dopchać tym rozwalonym samochodem). Tak samo użytkownicy komputera, jak kierowcy samochodu, powinny poradzić sobie z tym czego korzystają. A dopiero w przypadku nie znalezienia pomocy w własnej głowie i Google (w przpadku kierowcy to taka książka o samochodach czy cuś ;p) oddać kompa do serwisu tzn. do znajomego informatyka. Bo jakoś nigdy kiedy zepsuł mi się samochód z żadnym mechanikiem akurat nie jechałem :D
Trochę chyba zaplątałem :P
Pingback: Jak dogadać się z informatykiem? « Answers for problems
Odpowiedź Do tego że Linuksem interesują się tylko ludzie którzy siedzą w mniejszym lub większym stopniu w IT… Nie prawda. Koleżanka o której wspominałem wyżej wcale nie siedzi w IT. A do Linuksa podchodzi jako do narzędzia które wspomaga pracę na kompie. Dzięki temu że korzystała z Linuksa, Windows nie sprawia jej żadnych problemów – umie przeczytać komunikat. Nie boi się podjąc decyzji: [TAK][NIE][ANULUJ].
:) A standardowy user dzwoni do mnie i "bo mi coś wyskoczyło" a co tam pisze (treść: plik nie został zapisany nośnik tylko do odczytu… ) no sorry ale ten komunikat np. wszystko wyjaśnia…
Pozdrawiam
Jakóp
Z góry zaznaczam, że nie jestem informatykiem. Nie studiowałem informatyki, ba, może miałem z rok w liceum. Wszystkiego co umiem nauczyłem się sam albo z drobną pomocą znajomych.
Artykuł moim zdaniem jest rewelacyjny i szczerze mówiąc nadaje się do cytowania nie tylko dla informatyków.
Ponadto jest napisany w tonie uprzejmym i żartobliwym i traktowanie go jako chamstwo uważam za całkowicie nieuzasadnione (gdzie to chamstwo? w którym momencie?).
Moi znajomi i rodzina są przyzwyczajeni, że ja się znam na dwóch rzeczach naprawdę dobrze na językach obcych (trzech) i komputerach. Z czego na językach bardziej. I nie jest rzadką sytuacja gdzie ktoś do mnie dzwoni z pytaniem "bo mnie wyskoczyło okienko", albo "bo ja chcę czystą kartkę (w domyśle edytor tekstowy)" albo "jak ja mam załączyć plik do maila", albo z innej beczki "bo ja mam instrukcję obsługi tylko po francusku i nie wiem co mam zrobić". Pewnie powiem, wyjaśnię, przetłumaczę i tak dalej.
Tylko jeśli delikwent dzwoni do mnie za każdym razem pomimo zostawionych mu pisemnych instrukcji (zgubił), zrobionego tutorialka ze zrzutami z ekranu (nie wiadomo gdzie jest, pewnie w mailu, ale szukać się nie chce zadzwonić prościej) i spokojnie z dziesięciu identycznych rozmów telefonicznych na ten sam temat, no to chyba ma prawo coś mnie trafić.
Co zaś do herbatki, kawki, obiadku?
Jak mnie kolega pomógł w przeprowadzce i zupełnie za friko mi graty swoim autem przewiózł (mogłem przecież wynająć firmę) to dostał pizzę i kawę.
To nie są fochy informatyków tylko zwykła uprzejmość.
Fochem było jak osoba, której regularnie pomagam (bo to rodzina) zadzwoniła do mnie w trakcie mojego obiadu, że jej się jakiś komunikat wyświetlił w skrzynce pocztowej, a że ja nie rzuciłem wszystkiego, nie włączyłem kompa i natychmiast nie rozwiązałem problemu to była chryja przez trzy dni (to naprawdę bliska rodzina była).
Z drugiej strony zdarzają się mimo wszystko osoby, które nie są przyzwyczajone do podejścia "zrób-to-za-mnie" i tak na przykład nauczyłem ostatnio koleżankę wstawiać odnośnik do maila (jej cms tego nie przewiduje i trzeba rzecz wklepywać ręcznie).Koleżanka informatykiem nie jest, na komputerach się nie zna i znać się nie zamierza, ale że ma stronę to chce umieć o nią zadbać.
To jest zdrowe podejście.
Nie leci się do lekarza ze skaleczeniem, czy do mechanika kiedy trzeba płyn do spryskiwaczy dolać. Są pewne rzeczy, które każdy przy minimalnej wiedzy powinien być w stanie zrobić. Nie jest wielką ujmą jeśli już coś się posiada nauczyć się tego używać. Nawet w mojej pralce jest pod koniec instrukcji rozdział co robić zanim się wezwie serwis. A ja się na niej generalnie nie znam, umiem włączyć, włożyć ciuchy i wsypać proszek.
Brawo! Idealnie podsumowałeś artykuł i użyłeś słów, które dokładnie oddają moje podejście do problemu.
Jestem dyplomowanym informatykiem, kilka lat po studiach. Komputery to moja praca i hobby, bo w robocie siedzę w web developerce, ale w po godzinach bawię się grafiką i Ubuntu. Nie jestem administratorem systemów i sieci (choć umiem zestawić małą sieć w domu), bazodanowcem, sprzętowcem (choć kupując komputer dla siebie raczej kupuję na części i sam składam), elektronikiem, twórcą Windowsa i Linuksa (choć wiem, co to jest rejestr). Ale co z tego? Kiedy ktoś w rodzinie ma problem z podłączeniem komórki do komputera, uderza do mnie. Albo gdy chce kupić aparat cyfrowy. Albo przy problemach z nagrywaniem programów z karty telewizyjnej, chociaż nigdy karty nie widziałem na oczy. Albo przy podłączeniu kierownicy na USB, do której wcześniej zgubili sterowniki. Albo gdy ktoś namieszał w BIOSie i nie umie przywrócić fabrycznych ustawień. Albo bo po prostu "Windows się wiesza i wolno chodzi"… Nie jest ważne, że to nie moja dziedzina. Że skoro nie widzę napisów na ekranie, bo rozmawiamy przez telefon, to ciężko jest mi pomóc. Nie! Jestem informatykiem z rodziny, więc nauczyli się, że przy pierwszej lepszej pierdółce dzwonią do mnie.
Rozumiem, że nie muszą wiedzieć o tym, że moja specjalność ogranicza się do web developerki. Staram się zawsze pomóc, ale gdy się to nie udaje, bo nie umiem, albo nie widzę ekranu, albo ludzie sami gubią sterowniki, to kończy się na niezręcznych tekstach "Bo myślałem, że dasz radę". Przykre, choć prawdziwe.
Czuję się zobowiązany do pewnego wyjaśnienia. Koleżanki i Koledzy. Mieszacie pojęcia, odwracacie kota ogonem i piszecie by pisać. To coś jak ochota zaistnienia w mediach. Jeśli piszę o herbatkach, kawkach, obiadkach i browarkach i uniżoności to oczywistym jest, że odnosi się to do zachowania "informatyka" w domu u kolegi(klienta). Jeśli gospodarz go chce poczęstować to przecież nic złego? Mało tego to gest dobrej woli i okazanie szacunku. Chodzi mi o tą nadętą minę i wzrok nakazujący od progu przepraszać że się żyje i się kajać, ponieważ winda się wykrzaczyła.
Co do Linuksa, naprawdę mam dość opowieści o Mamach, Tatach, Babciach i Siostrach co to od pierwszego wejrzenia pokochali Ubuntu. Powtórzę raz jeszcze, po systemy unixowe sięgają ludzie z różnych powodów. Jest nim nauka, chęć poznawania, bojaźń przed Policją. W wielu przypadkach to przygoda z nowym systemem daje motywację do dalszej nauki. Proszę mi nie wpierać, że nasze szanowne Mamy, Siostry, Dziadkowie siadają do Linuksa i czują się znakomicie. Oni po prostu robią to samo co by robili na Windowsie. KLIKAJĄ SOBIE. To o nich piszę normalni, zwykli użytkownicy komputera. Stary, nie pisz o zostawianiu jakiś ściąg ze screenami bo w to nie uwierzę. Oczywiście są wyjątki. Niestety o takich to zwykłych użytkownikach nasz specjalista Hrabia w iście "pańskim" stylu pisze "hołota". Hrabiego to rajcuje jak hołota pada do nóżek i jęczy! Hrabia wtedy czuje się kimś ważnym, niezastąpionym, kimś kogo trzeba po tyłku całować za wybranie punktu przywracania, bądź skorzystania z trybu naprawczego. Dlatego też takie felietony to miód na jego szlachetne serce, prawda hrabia von….???
Pingback: garsc porad na zas. « weblog
Bardzo fajny list i podpisuje się pod nim.
Skoro była mowa o samochodach to i ja dołożę coś od siebie.
Jak kupujesz samochód to nikt nie każe Ci sie znać na jego budowie i każdym elemencie, jednak jak chcesz nim jeździć to przydało by sie zrobić prawo jazdy, wiedzieć jaki mamy olej, czy jaką benzynę powinniśmy wlewać. Tak samo jest z komputerem, kupujesz komputer? w porządku, ale przydało by się poznać go chociaż trochę. Jak mamy internet to nie musimy wiedzieć jakie parametry ma nasze łącze, czy jak skonfigurować połączenie, ale powinno się wiedzieć co to antywirus czy firewall. Artykułów na rożne tematy jest mnóstwo, i nie mówcie ze przeciętna pani Kowalska która tylko klika ma karty w pasjansie sobie z tym nie poradzi, bo od takiego klikania jeszcze sie system nikomu nie wykrzaczył (aczkolwiek z winszitem wszystko jest możliwe ;) ) Problem pojawia się wtedy gdy są instalowane różne dziwne programy, pirackie gry, czy nagminnie odpalane pirackie filmy które często są pobierane z sieci (i które często zawierają wirusy).
W naszym kraju wciąż panuje takie przekonanie, że gdy posiadam komputer to jestem fajny, a jak mi coś nie działa to zaraz masa pretensji do wszystkich, bo przecież mam komputer za kila tysięcy złotych, a to "gówno" nie działa. Najsmutniejsze jest to ze nawet gdy staramy sie pomoc, poświęcamy nasz czas, gdy nam się nie udaje to spotykamy sie z "negatywną" reakcją. Poświęcenie tych kilku chwil dziennie na przeczytanie jednego artykułu nikomu nie zaszkodzi, zmniejszy się wykorzystywanie znajomych, a klient zaoszczędzi czas swój i znajomego, nie mówiąc już o ewentualnych kosztach naprawy.
Poza tym żyjemy w 21 wieku, komputer staje się codziennym narzędziem pracy, zagościł już w większości domów. W dzisiejszych czasach to wstyd nie mieć zielonego pojęcia o tym jak się odnosić z komputerem, naprawdę nikt nie wymaga wiedzy serwisanta czy technika firmy Microsoft, w razie gdy się coś popsuje naprawcie sami, albo skontaktujcie sie z serwisem, jeżeli sytuacja przerasta wiedzę użytkownika. Boicie sie bo macie piracki system? cóż, wasz problem nie mój.
Na zakończenie chciałbym powiedzieć ze nie jestem po szkole informatycznej, ale mam doświadczenie w tych sprawach, spotkałem się z masą różnych dziwnych problemów które w większości przypominany sytuację, "skaleczyłem się, lecę do szpitala". I jeżeli już rzeczywistsze prosicie o pomoc znajomego to okażcie mu szacunek a nie wrogość, i nie mówię o całowaniu po stopach. Bo to nie on zawinił, tylko użytkownik.
Pozdrawiam wszystkich.
Pingback: Krg Starszoharcerski “Matrix” » Blog Archive » Czy jeste “czowiekiem od komputerw”?
NIe jestescie inforamtykami.ja jestem HAckerem. i pomagam i jhackuje dla przyjaciol zeby Polska rosla w sile
Witam
Jak sam autor napisał ze to jest strona poswiecona nauczeniu sie czegos, a nie mówienia "ze uzytkownik windowsa jest ZłY", poniewaz raz na dwa miesiace pogram sobie w gre na WINDOWSIE XP ,a na linuxie nie bardzo bo nie chadza wszystkie.Moj problem jest taki:
1.Po czym poznac moze gdzies przeczytac np:na płycie jaki moge włozyc procesor do płyty głównej.
2.Na poczatku aby pisac na klawiatyrze musiałem czekac troche czasu 3/4 sekundy rozwiazałem to przez wcisniecie 5 min shift(a)musze te=rzymac shifta bo problem ciegle sie pojawia na starcie komputera.
Najbardziej mnie wkurza, ze znajomi trkatuja informatykow jak bezplatna pomoc. Stracilem juz sporo znajomych, ktorym powiedzialem, ze niechce mi sie instalowac im po raz ktorys windowsa, zeby zadzwonili do serwisu jakiegos, bo wole z dziewczyna sobie gdzies wyjsc. Jak samochod im sie psuje to narmalne ze oddaja do warsztatu i placa za to, jak psuje sie komputer to dzwonia po znajomych zeby narawili im za friko. Gdybym bral 100 zl od naprawy czegos u znajomych to ladne pare stowek miesiecznie bym uzbieral :) Jakies 2-3 lata temu jednej kolezance skladalem kompa (praktycznie nigdy wczesniej nie uzywala) i zainstalowalem jej suse, pokazalem co i jak i w sumie tylko raz do mnie dzwonila ze drukarke chce sobie zainstalowac. Zrobilem jej wtedy od razu upgrade systemu i generalnie zero problemow. Na jednej imprezie byl temat komputerow i wirusow itp. Jakie bylo zdziwienie ludzi jak ona mowila ze nie miala jeszcze zadnego wirusa. Ludzie jej probowali wmowic, ze pewnie ma i nawet nei wie o tym , hehe oczywiscie wyprowadzilem wszystkich z bledu.
swoja droga windowsowcy to maja naprawde ciezkie zycie. Nie dosc ze musza placic za system to jeszcze czesto sie pieprzy, jak ktos nie ma znajomego informatyka to jeszcze placi za reinstalacje, instalacje itp. I to wszystko na wlasne zyczenie?