Przedstawiony artykuł jest początkiem serii tekstów dotyczących porównania modeli licencjonowania oprogramowania. Każdy z nich to fragment pracy magisterskiej „Analiza porównawcza modeli licencjonowania oprogramowania”. Powstała ona w 2008 roku na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie pod kierunkiem dr Barbary Nowarskiej. W sumie przewidujemy prawie 10 artykułów. Zapraszamy do lektury.
Wstęp
Większość użytkowników oprogramowania nie zastanawia się nad jego licencją. Intuicyjnie traktują je jak inne dobra (przede wszystkim dobra materialne), z których korzystają na co dzień bez żadnych ograniczeń. Jednakże, oprogramowanie różni się od dóbr materialnych. Jest dobrem niematerialnym, nie można go zużyć, można je eksploatować w nieskończoność. A dzięki technologii cyfrowej można je szybko kopiować przy praktycznie zerowym koszcie. Sam zakup oprogramowania też różni się od zakupu dóbr materialnych. Klient nie dostaje oprogramowania na własność, otrzymuje jedynie licencję – pozwolenie na jego używanie. Typowi klienci myślą, że mogą używać oprogramowania bez ograniczeń, tak jak kupowane dobra materialne. Tak jednak nie jest. Korzystanie z oprogramowania jest objęte pewnymi ograniczeniami. Ich nieznajomość nie zwalnia użytkowników od obowiązku ich przestrzegania i ponoszenia konsekwencji prawnych.
Każdy twórca oprogramowania udostępniając je innym osobom może dowolnie określić warunki korzystania z niego. Warunki te powinny być umieszczone w licencji oprogramowania, która określa kto i jak może z niego korzystać.
Tematyka licencjonowania oprogramowania zainteresowała mnie z dwóch powodów. Pierwszy, techniczno-praktyczny, to uzyskanie odpowiedzi na pytanie „co mogę dzięki oprogramowaniu osiągnąć i jakim kosztem?”. Drugi, to powód etyczno-filozoficzny: „dlaczego oprogramowanie jest objęte różnymi ograniczeniami?”. W literaturze naukowej tematyka ta jest częściej poruszana przez prawników, niż informatyków. Niektórzy prawnicy, nie będąc jednak informatykami, nie zawsze w pełni rozumieją na czym polegają problemy związane z użytkowaniem oprogramowania lub nieprecyzyjnie posługują się terminologią informatyczną.
Celem niniejszej pracy było rozpoznanie skomplikowanego procesu ewolucji zasad dystrybucji oprogramowania i porównanie dzisiejszych – powstałych w wyniku tego procesu – modeli licencjonowania oprogramowania. Na użytek badawczy postawiłem więc następujące pytanie: jakie są zalety i wady istniejących dziś modeli oprogramowania? Odpowiedź na to pytanie powinna być ciekawa i przydatna w praktyce.
Analizę tak postawionego problemu postanowiłem zacząć od poznania historycznych uwarunkowań powstania dzisiejszych modeli licencjonowania oprogramowania (rozdział 1). Prześledziłem tu historię powstawania modeli licencjonowania oraz przyczyny i skutki pojawienia się czterech najważniejszych nurtów w/w modeli. Opisałem je z punktu widzenia ich głównych przedstawicieli: Projektu GNU, Microsoftu, producentów oprogramowania shareware oraz twórców systemu BSD. Tą prezentację poprzedziłem wyjaśnieniami terminologicznymi w świetle zróżnicowanych na świecie systemów prawnych i handlowych.
W drugim rozdziale opisałem szczegółowo wszystkie cechy danych modeli licencjonowania oprogramowania, ich zalety i wady oraz problemy związane z danymi licencjami.
Trzeci rozdział zawiera zestawienie porównawcze wymienionych modeli ze względu na cztery wybrane przeze mnie kryteria: wolność i ograniczenia użytkownika, jakość oprogramowania, koszty jego zakupu i utrzymania oraz organizację produkcji.
Właściwości oprogramowania
Dylematy terminologiczne
Program komputerowy
Definicja programu komputerowego nie jest prosta. Zwłaszcza dla prawników stanowi nie lada wyzwanie. Zarówno polska ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych1 jak i dyrektywa Rady EWG w sprawie ochrony prawnej programów komputerowych2 nie zawierają definicji programu komputerowego. Wg polskiego prawa program komputerowy zalicza się do:
utworów wyrażonych słowem, symbolami matematycznymi, znakami graficznymi3
Traktowany jest zatem tak samo jak utwory literackie, publicystyczne, naukowe, czy kartograficzne. Dyrektywa rady EWG określa przedmiot ochrony w następującej definicji:
Zgodnie z przepisami niniejszej dyrektywy Państwa Członkowskie chronią prawem autorskim programy komputerowe w taki sposób, jak dzieła literackie w rozumieniu Konwencji berneńskiej o ochronie dzieł literackich i artystycznych. Do celów niniejszej dyrektywy pojęcie "programy komputerowe" obejmuje ich przygotowawczy materiał projektowy.
W amerykańskim systemie prawnym program komputerowy posiada ścisłe odniesienie do dziedziny informatycznej. Tutaj występuje jako:
zestaw instrukcji (rozkazów) przeznaczonych do użycia bezpośrednio, lub pośrednio w komputerze w celu osiągnięcia określonego rezultatu4
Rosyjski zaś system prawny w swojej definicji programu, oprócz w/w instrukcji, obejmuje także:
dane przeznaczone dla komputera oraz przedstawienia audiowizualne generowane przez program5.
Oprogramowanie
Encyklopedia PWN6
definiuje oprogramowanie jako:
ogół programów, w które wyposażony jest system komputerowy
Encyklopedia portalu Interia.pl7 nieco dokładniej je określa. To:
zbiór programów komputerowych umożliwiających lub ułatwiających pracę z komputerem.
Najbardziej precyzyjną definicję oprogramowania podaje Wikipedia8:
całość informacji w postaci zestawu instrukcji, zaimplementowanych interfejsów i zintegrowanych danych przeznaczonych dla komputera do realizacji wyznaczonych celów. Celem oprogramowania jest przetwarzanie danych w określonym przez twórcę zakresie. Oprogramowanie jest synonimem terminów program komputerowy oraz aplikacja, przy czym stosuje się go zazwyczaj do określania większych programów oraz ich zbiorów.
Ogólnie rzecz biorąc, oprogramowanie składa się z programów (najczęściej skompilowanych, rzadziej w postaci interpretowanych skryptów), dokumentacji, grafiki, dźwięków i wszelkich innych danych potrzebnych programom do działania (np. pliki konfiguracyjne, klucze szyfrujące).
Oprogramowanie jako przedmiot handlu
Sprzedaż oprogramowania różni się od handlu typowymi produktami. Oprogramowanie samo w sobie jest dobrem niematerialnym, a koszt wytworzenia kolejnej jego kopii jest bliski zeru. Możliwość łatwego skopiowania zakupionego oprogramowania wymusiła na producentach oprogramowania znalezienie nowych metod dystrybucji swojego produktu, gdyż tradycyjne zasady sprzedaży produktów materialnych nie pasowały do oprogramowania.
Licencjonowanie oprogramowania
Obecnie najpopularniejszym sposobem dystrybucji oprogramowania jest jego licencjonowanie. Klient kupując program nie staje się jego właścicielem. Twórca lub dystrybutor programu udziela mu jedynie licencji na jego używanie (podobnie jak w przypadku np. utworów muzycznych). W owej licencji bardzo dokładnie określone są sposoby i cele w jakich dany program może zostać użyty. Najczęściej licencja jest tekstem jednostronnie narzuconym przez producenta, który kupujący musi zaakceptować w całości, aby móc korzystać z oprogramowania. Większość takich licencji ogranicza liczbę komputerów, na których można zainstalować oprogramowanie, liczbę użytkowników którzy mogą go używać, a czasem także liczbę procesorów jaką może posiadać komputer, na którym owo oprogramowanie ma działać.
Standardowym elementem niemal każdej licencji oprogramowania jest klauzula wyłączająca odpowiedzialność producenta z tytułu używania oprogramowania przez licencjobiorcę, w której producent nie gwarantuje bezbłędnego działania oprogramowania, nie gwarantuje jego przydatności do jakichkolwiek celów, ani nie odpowiada za ewentualne straty spowodowane jego używaniem. Takie klauzule stały się konieczne, gdyż złożoność programów komputerowych powoduje, iż niemożliwe jest wyeliminowanie wszystkich błędów w dużych, nietrywialnych programach.
Licencje grupowe
Na rynku, wraz ze wzrostem sprzedaży oprogramowania, pojawiło się zapotrzebowanie na licencje wielostanowiskowe. Wszelkie organizacje chcące zakupić oprogramowanie dla wielu komputerów nie musiały już wielokrotnie kupować pojedynczych licencji. Dzięki temu sama procedura zakupu stała się prostsza, a jednostkowa cena niższa. Licencja wielostanowiskowa różni się od zwykłej licencji jednostanowiskowej zmniejszeniem, lub całkowitym zniesieniem ograniczenia dopuszczalnej liczby stanowisk, na których zakupione oprogramowanie może zostać zainstalowane.
Licencje OEM
Specyficzną odmianą licencjonowania oprogramowania są licencje OEM9. Są to licencje przeznaczone dla producentów sprzętu komputerowego, bądź gotowych zestawów komputerowych (komputerów biurkowych, a także laptopów), którzy sami instalują oprogramowanie na sprzedawanych przez siebie komputerach, lub dołączają je do sprzedawanego sprzętu (np. nagrywarki CD/DVD, karty graficzne), z zastrzeżeniem, że owo oprogramowanie może być tylko z nim używane.
Klient nie może oddzielić oprogramowania OEM od sprzętu, z którym je zakupił, nie może go oddzielnie używać, nie może go oddzielnie sprzedać, ani nie może odsprzedać sprzętu bez dołączonego oprogramowania OEM. W przypadku oprogramowania dołączonego do komputerów biurkowych i laptopów, wymiana jednego lub kilku komponentów komputera (np. płyty głównej) może spowodować utratę licencji. Zaś przy samym zakupie komputerów klient najczęściej nie ma do wyboru modelu bez oprogramowania (np. bez systemu operacyjnego). Przez to klienci mają ograniczony wybór i są zmuszani do zakupu oprogramowania, którego nie chcą lub nie potrzebują. Microsoft co prawda umożliwia zwrot pieniędzy za nieużywany, zakupiony wraz z komputerem system Windows, ale procedura uzyskania tego zwrotu jest na tyle długa, że odstrasza większość osób chcących go uzyskać.
Licencje OEM z reguły są tańsze od wymienionych wcześniej typowych licencji, zwanych także oprogramowaniem pudełkowym (zakupionym w pudełku) lub wersjami BOX (od ang. box – pudełko).
Sprzedaż praw majątkowych
Znacznie rzadziej spotykaną formą sprzedaży oprogramowania jest sprzedaż praw majątkowych do programu. Taką formę sprzedaży spotyka się przy tworzeniu oprogramowania na zlecenie i każdy taki przypadek jest uregulowany osobną umową. W takich umowach twórca oprogramowania sprzedaje klientowi wszystkie prawa majątkowe do programu. Ta forma sprzedaży jest poza spektrum zainteresowania niniejszej pracy.
Oprogramowanie jako usługa
Kolejną unikalną formą sprzedaży oprogramowania jest traktowanie go jak usługę (ang. SaaS – Software as a Service) i udostępnianie jej przez Internet. Ów model staje się ostatnio coraz popularniejszy, gdyż pozwala obejść ograniczenia wielu licencji oprogramowania. Ta forma sprzedaży również jest poza spektrum zainteresowania niniejszej pracy.
Patenty
Niezależnie od w/w form handlu, ze sprzedażą oprogramowania mogą być także związane patenty. Właściciel patentu udziela klientowi licencji na używanie technologii objętej owym patentem. Amerykańskie prawo zezwala na patentowanie oprogramowania, chociaż nie istnieją w nim żadne specyficzne uregulowania tej dziedziny10. Obecnie w Polsce obowiązuje Konwencja o patencie europejskim, której art. 52 wyłącza programy komputerowe z możliwości udzielenia patentu11. Z tego względu ta forma ochrony prawnej znalazła się poza spektrum zainteresowania niniejszej pracy.
Zakończenie
Jeśli ty masz jabłko i ja mam jabłko i wymienimy się tymi jabłkami, to wtedy ty i ja wciąż będziemy mieli po 1 jabłku. Ale jeśli ty masz pomysł i ja mam pomysł i wymienimy się tymi pomysłami, to wtedy oboje będziemy mieli 2 pomysły.
George Bernard Shaw
Powyższa praca nie wyczerpuje tematyki licencjonowania oprogramowania. Wiele zagadnień, które wymagałyby dokładnego omówienia zostało potraktowanych skrótowo lub nawet pominiętych. Celem niniejszej pracy było jednak rozpoznanie i porównanie dzisiejszych modeli licencjonowania oprogramowania oraz udzielenie odpowiedzi na pytanie: jakie są ich zalety i wady?
Reasumując wszystkie analizy przedstawione w niniejszej pracy, można stwierdzić, że oba wyróżnione przeze mnie modele licencjonowania mają wiele zalet i doskonale się sprawdzają w konkretnych, zależnych od kontekstu sytuacjach.
Zdaniem autora licencje wolnego oprogramowania lepiej sprawdzają się w projektach infrastrukturalnych, takich jak: systemy operacyjne, przeglądarki www, serwery, popularne aplikacje ogólnego przeznaczenia. Wolne licencje doskonale nadają się do tworzenia referencyjnych implementacji algorytmów (np. obsługi protokołów internetowych, kryptografii, kodeków obrazu i dźwięku, formatów dokumentów). Bez otwartych programów takich jak Bind, Apache, czy OpenSSH – używanych na większości serwerów – nie byłoby Internetu w tej formie co dzisiaj. Wolne oprogramowanie nadaje się także do projektów rządowych i edukacyjnych, które z zasady mają dotrzeć do jak największej ilości odbiorców przy jak najniższym koszcie.
Licencje zamkniętego oprogramowania (EULA) lepiej sprawdzają się w projektach niszowych lub wymagających wysokich nakładów, takich jak specjalistyczne oprogramowanie, np. do projektowania samolotów. Wynika to z faktu, że dla projektów niszowych trudno jest znaleźć szerokie grono użytkowników skłonnych do współpracy przy jego tworzeniu. Osobnym przypadkiem są gry komputerowe, które w większej części składają się z utworów graficznych i dźwiękowych (a nie z kodu źródłowego).
Warto także wspomnieć o wpływie, jaki wolne oprogramowanie wywarło na inne dziedziny. Licencje wolnej dokumentacji utorowały drogę organizacji Creative Commons, która zasady wolnego oprogramowania przeniosła na grunt kultury. Dzięki nim, twórcy utworów muzycznych, graficznych, audiowizualnych, literackich i innych, mogą w wielu przypadkach swobodnie korzystać z dorobku innych twórców, a konsumenci kultury mogą się nią swobodnie dzielić. W świecie nauki zaś, udostępnianie wyników swojej pracy bez ograniczeń jest na porządku dziennym. Dzięki swobodnej wymianie wiedzy osiągnęliśmy tak daleki rozwój cywilizacyjny. Wolne oprogramowanie można także uznać za naturalną odpowiedź na zbyt restrykcyjny system prawa autorskiego – kiedy ustawodawca dał twórcom zbyt duży zakres uprawnień, to część z nich świadomie z tych praw zrezygnowała na rzecz użytkowników.
Przypisy:
- Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, Dz. U. 1994 nr 24 poz. 83.
- Dyrektywa Rady EWG z dnia 14 maja 1991 r. w sprawie ochrony prawnej programów komputerowych (91/250/EWG).
- Zob. ustawa o pr. aut.
- „Prawo Internetu”, red. P. Podrecki, Wydawnictwo Prawnicze LexisNexis, Warszawa 2007, s. 433-434.
- Ibidem.
- Hasło w encyklopedii PWN
- Hasło w encyklopedii PWN
- Hasło w Wikipedii
- OEM (ang. Original Equipment Manufacturer) – organizacja sprzedająca pod własną marką produkty wytworzone przez inne firmy. Zob. hasło w Wikipedii
- Hasło w Wikipedii (ang.)
- Konwencja o udzielaniu patentów europejskich, Dz. U. 2004 nr 79 poz. 737. Zob. http://www.epo.org/patents/law/legal-texts/html/epc/2000/e/ar52.html
Autor: Przemysław Kulczycki
Skład: Swamper

JakiLinux


Um… wiem, że to skrót myślowy, ale skoro mówimy o licencjach dobrze byłoby odróżniać wolne oprogramowanie, od oprogramowania open source.
Co do kodeków, to kodeki własnościowe wydają się lepsze. To, że nie są powszechnie używane jest spowodowane faktem, że są najczęściej płatne (a raczej były, bo dziś bywa różnie).
Kłóciłbym się również w kwestiach dotyczących "popularnych aplikacji ogólnego przeznaczenia". Bo tu dobrych aplikacji własnościowych jest od groma.
Sporo zależy tu od tego, jak traktujemy dany projekt. I co rozumiemy przez stwierdzenie "lepsze".
"wiem, że to skrót myślowy, ale skoro mówimy o licencjach dobrze byłoby odróżniać wolne oprogramowanie, od oprogramowania open source."
A mógłbym prosić o wskazanie różnic pomiędzy OS i FS? Pytam poważnie, bo sam nie widzę żadnych różnic.
OS oznacza tylko tyle, że jest dostęp do źródeł.
FS jako naturalną konsekwencje 4 GNU-wolności zawiera w sobie postulat OS.
@mby7930: Nie według OSI: http://www.opensource.org/docs/osd — według nich kod źródłowy to tylko jedna z 10 cech Open Source.
Równie dobrze mógłbyś napisać, że free software to po prostu oprogramowanie za darmo (bo takie rozumowanie narzuca nazwa).
Open source = free software – manifesty polityczne
To by się potwierdzało.
cytat z wikipedii
"Stallman rejects a common alternative term "open-source software" because it does not call to mind what Stallman sees as the value of the software: freedom.[51] Thus it will not inform people of the freedom issues, and will not lead to people valuing and defending their freedom.[52] Two alternatives which Stallman does accept are "software libre" and "unfettered software", but "free software" is the term he asks people to use in English. For similar reasons, he argues for the term "proprietary software" rather than "closed source software", when referring to software that is not free software."
"Open source = free software – manifesty polityczne"
To by bardzo wiele wyjaśniało.
Osobiście nie mieszam technologii oraz polityki, no i nie widzę absolutnie żadnej różnicy pomiędzy OS i FS. I tu, i tu te "cztery podstawowe wolności" (czy ile ich tam jest), te same licencje… Różnice muszą więc tkwić gdzieś indziej.
Inaczej ujmując: (ruch) OS to też często (ruch) FS minus świadomość, po co to wszystko. Mowa o ruchach społecznych, czyli podejściu ludzi, bo samo oprogramowanie czy licencja nie mają świadomości.
Wiem, słowo "polityczne" kojarzy się źle, "manifest" też, ale ruch FS ma po prostu dalekosiężne cele – wystarczyło ich już na ćwierć wieku konsekwentnego działania, więc okazuje się, że słusznie przyjęło taką strategię zamiast doraźnych zdobyczy i szukania co dalej.
Ruch OS jawi mi się raczej jako dopełnienie FS – po prostu nie wszyscy muszą mieć szerszą wizję, żeby zrobić coś dobrego. Taktyka bardziej doraźnego podejścia nie wydaje mi się zła: 10-lecie OS okazało się dużym sukcesem, który ułatwia też osiąganie dalekich celów FS.
W każdym razie uważam, że oba te skrzydła ruchu mają swój wkład w rosnącą wolność oprogramowania, co pozytywnie odczuwam na własnym podwórku.
> Ruch OS jawi mi się raczej jako dopełnienie FS
Tylko musimy pamiętać o jednym. Ruch OS istniał _przed_ FS. Już w latach 70-tych uczestnicy USENIX-a wymieniali się taśmami z kodem źródłowym AT&T UNIX-a i jego modyfikacjami. Oczywiście, żeby wstąpić do klubu trzeba było być pracownikiem instytucji która miała wykupioną odpowiednią licencję od AT&T — ale przy ówczesnych cenach komputerów nie stanowiło to żadnego problemu. Co ciekawe, wtedy całe zjawisko nie było podyktowane celami politycznymi, tylko praktycznymi.
Więc tak właściwie free software to było tylko dobudowanie ideologii do już wcześniej istniejącego ruchu. W tym sensie powstanie open source oznaczało tyle, że historia zatoczyła koło. Ci, którzy uważali, że ważniejsze są względy praktyczne uznali się za ruch open source, a ci, którym zależało na celach politycznych — za ruch free software.
"Tylko musimy pamiętać o jednym. Ruch OS istniał _przed_ FS. Już w latach 70-tych uczestnicy USENIX-a wymieniali się taśmami z kodem źródłowym AT&T UNIX-a i jego modyfikacjami. Oczywiście, żeby wstąpić do klubu trzeba było być pracownikiem instytucji która miała wykupioną odpowiednią licencję od AT&T — ale przy ówczesnych cenach komputerów nie stanowiło to żadnego problemu."
Na tej zasadzie to MS jest "filarem ruch OS", gdyż wystarczy "tylko" podpisać odpowiednią umowę (np. rząd Japonii ma taką) i już można się delektować kodem rodem z MS.
Nie, na tej samej zasadzie na której aby pisać open source na Windows trzeba kupić Windows.
Prawda jest taka, że open source powstało bez działalności Stallmana. Co on usilnie przemilcza.
Prawda jest jednak też taka, że gdy Stallman pisał manifest GNU, owo UNIXowe open source było coraz skuteczniej ograniczane.
@TPJ kod źródłowy do MFC dostajesz np. przy zakupie licencji Visual C++, nie masz jednak prawie prawa nic z nim zrobić…
Bardzo chętnie ściągnąłbym cały dokument "Analiza porównawcza modeli licencjonowania oprogramowania" jako PDF, zamiast zapoznawać się z nim w odcinkach na JakiLinux.org.
Mam nadzieję, że autor zdecyduje się na taki krok, np. wraz z wydaniem ostatniej części.
Przecież praca magisterska Azraela już od dawna jest dostępna w internecie.
Zgadza się. Można ją ściągnąć z serwisu VaGli z działu prace magisterskie. Tu będziemy publikować wersje przystosowane do Internetu z możliwością skomentowania i lepszego zaindeksowania przez Google poszczególnych rozdziałów :)
http://prawo.vagla.pl/node/8314
"…fragment pracy magisterskiej…"
No super, nie wiedziałem, że serwis newsowy służy do publikacji prac magisterskich, i to w całości, tyle, że w odcinkach… Do tej pory bywały takie informacje o pracach magisterskich na tematy związane z FLOSS publikowane, np. na linuxnews.pl, ale zawsze to były linki do plików pdf…
Ale do czego konkretnie pijesz? A może po prostu się nie wyspałeś? :>
PS. jakilinux.org to nie jest serwis niusowy
Ciekawy temat na pracę magisterską. Niestety wstyd, aby odwoływać się, nawet pisząc artykuł, do haseł zawartych w wikipedii czy innych nieautoryzowanych portalach "wiedzy". Oby Twój promotor zwrócił na to uwagę, a jeśli tego nie zrobi to radzę zrobić to samemu.
Pozdrawiam
Ale dlaczego wstyd? Kwestia, gdzie autor odwołał sie do wikipedii była rozpatrywana także na podstawie innych źródeł, tych bardziej "profesjonalnych". Hasło z wikipedii nie stanowi tu podstawy, na której oparto by późniejsze istotne rozważania. Nie widzę więc w tym nic niewłaściwego. Zresztą nie rozumiem prób dezawuowania pewnych źródeł bez uprzedniej analizy merytorycznej tego, co źródło zawiera. To że zdarzaja się w wikipedii swego rodzaju kwiatki nie znaczy jeszcze, że musimy ja kompletnie dyskwalifikować, jako pewne źródło wiedzy.
Ponoć ostatnio to i sądy zaczynaja sie na nia powoływać ;)
Bardzo się cieszę, że ukazał się taki artykuł. Sam link do pracy magisterskiej prawdopodobnie bym zignorował (z lenistwa). Natomiast publikacja w obecnej formie zainteresowała i zachęciła mnie na tyle, że nie czekając na kolejne odcinki przeczytałem rzeczoną pracę w całości.
Sam temat jest ważny – o licencjach, odmianach, wersjach i kontrowersjach słyszy się co jakiś czas, ale uporządkowana i przyswajalna wiedza zgromadzona w jednym miejscu, jest nie do przecenienia.
Formy licencjonowania oprogramowania przez Microsoft w Polsce
Reszta załatwiona formułką:
Ta forma sprzedaży jest poza spektrum zainteresowania niniejszej pracy.
Straciłem czas na przeczytanie tego wpisu.
Per saldo zyskałem: nie stracę ani minuty więcej na przeczytanie reszty.
Bardzo ciekawy artykuł, słowa pochwały dla jego Twórcy.